Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2025

"Aż po świt" Agata Franczak

 Tak, wiem. Dawno mnie tu nie było. I nie dlatego, że nie chciałam, ale życie tak pędziło, że zwyczajnie


brakowało mi chwili na złapanie oddechu. 
Dziś chciałam napisać o książce, której...autorką jestem ja.

Dokładnie. Ja. Wciąż mnie to zaskakuje i oszałamia.

W sylwestra 2023 dowiedziałam się, że zostałam  jedną z dziewięciu laureatek konkursu literackiego Wydawnictwa Inanna. 
We wrześniu 2024 ukazał się ebook mojej powieści, a 29 stycznia wersja papierowa. 

O czym jest Aż po świt? To romantasy, z akcją we współczesnym świecie. Takie trochę urban romantasy.
Natan, główny bohater, jest hulaką, playboyem i generalnie marnuje swoje życie. I w pewnej chwili ma już tego dość. Postanawia to zmienić. Ale gdy zaczyna faktycznie to robić, zostaje trafiony zabójczym zaklęciem, które powoli pozbawia go życia.
Przypadek sprawia, że na jego drodze pojawia się Mag. A Natan postanawia szantażem zmusić go do uleczenie go z zaklęcia. Niestety moc Maga jest chaotyczna, niestabilna i jego miejsca zajmuje Gaja, jego córka.
To ona będzie robić wszystko, aby ochronić ojca i uleczyć Natana. Ale nie tylko zaklęcie zagraża Natanowi i Gai. Są także duchy z przeszłości jej ojca i mroczna magia, które staną na ich drodze. 
Pomiędzy Natanem i Gają zacznie rozkwitać uczucie, które na zawsze zmieni ich życie.


Jakie tropy znajdziecie w Aż po świt?

- Vibe Pięknej i Bestii
- Przeznaczenie
- Wymuszona bliskość
- Fascynacja od pierwszego wejrzenia


Za cudowną okładkę odpowiada Ewelina Nawara.

Mam nadzieję, że dacie mojej powieści szansę i sięgniecie po "Aż po świt"


czwartek, 7 grudnia 2023

"Dom Ruin i Korzeni" Erin A. Craig.

 "Dom Ruin i Korzeni" Erin A. Craig.

Książka wspaniała, a o której jest zaskakująco cicho.


Jakiś czas temu przeczytałam Dom Soli i Łez i byłam totalnie oczarowana baśniowością, magią i pięknem tej opowieści. Dlatego szalenie ucieszyłam się, że wychodzi u nas jej kontynuacja. 

Zacznę od tego, że "Dom Ruin i Korzeni" opowiada o losach innej siostry, akcja rozgrywa się po upływie sporej ilości lat od wydarzeń w pierwszym tomie. I choć pozostałe bohaterki pierwszej części są tu jedynie wspomniane, to warto jednak zacząć czytać od początku, bo to wydarzenia z pierwszej części będą punktem wyjścia do wydarzeń w drugim tomie. 

Historia opowiada o Verity, najmłodszej siostrze, która widzi duchy, choć o tym nie wie. Aby uciec od przytłaczającej opieki starszej siostry, przyjmuje niespodziewane zlecenie namalowania portretu syna księcia. Dziewczyna opuszcza dom i trafia do Bloem, gdzie poznaje swojego "modela" Aleksandra, jednocześnie krok po kroku zostaje uwikłana w mroczne wydarzenia, które rozegrają się w jego domu. 

Powieść Erin A. Carig czaruje od pierwszej strony. To przepięknie napisana gotycka powieść, gdzie nic nie jest tym na co wygląda, tajemnice się mnożą, niebezpieczeństwo jest coraz większe, a chora ambicja doprowadza to ogromnej tragedii. Przyznaję, autorka przez całą powieść wodziła mnie za nos, a i na sam koniec pozostawiła w stanie szoku i niedowierzania. Swoich bohaterów nakreśliła wspaniale, tak manipulowała akcją, że nie sposób było zgadnąć kto tu jest tym dobrym, a kto złym. Wszystko w tej książce jest na swoim miejscu, wszystko jest w idealnych proporcjach. Mamy tu całą paletę emocji, które towarzyszyły mi podczas czytania od pierwszej do ostatniej strony. Ta książka, gdybym miała ją podsumować jednym zdaniem, jest absolutnie cudowna. Dlatego nie rozumiem, czemu o niej tak cicho, czemu tak mało się o niej mówi. Gorąco ją polecam. Dawno nie czytałam tak przepięknie napisanej opowieści - tutaj na ogromną pochwałę zasługuje tłumaczka, pani Joanna Lipińska - i bardzo czekam na kolejne książki autorki. Liczę na to, że ukażą się wszystkie, bo w zalewie bylejakości, te książki to prawdziwe perełki.

czwartek, 21 kwietnia 2022

"Niegrzeczny basista" Kristen Callihan

 ‘Niegrzeczny basista” to już czwarty tom serii VIP Kristen Callihan. Tym razem


poznajemy historię Brenny i Rylanda, których relacje nie należą ani do najłatwiejszych, ani do najspokojniejszych. Ale jak to w romansach bywa, ich podłożem bynajmniej nie jest wzajemna niechęć, a wręcz przeciwnie – fascynacja. 

Zacznę do tego, że ta seria ujęła mnie za serce. Do tej pory moim ulubionym tomem był ten poświęcony Scottiemu, czyli Niegrzeczny Manager. Czy Rylandowi udało się zdetronizować swojego managera?
Otóż nie. 

Tak jak w poprzednich tomach, akcja powieści od pierwszej strony jest niezwykle dynamiczna i co tu dużo mówić, przepełniona wzajemną chemią głównych bohaterów. W sumie to od seksu wszystko się zaczyna i w dużej mierze wokół niego kręci, choć trzeba uczciwie napisać, że autorka do swojej opowieści wprowadza sporo ważnych wątków i porusza kilka poważnych tematów.
Również wzorem poprzednich części, tak samo i w tej pojawiają się bohaterowie pozostałych tomów i to jest dla mnie super sprawa, bo nie mam wrażenia „porzucenia” ich, gdy wybrzmiała ich historia, ale wciąż są ważnym elementem kolejnych opowieści. 
Myślę, że to właśnie dzięki takiemu zabiegowi ta seria jest tak dobra i wciągająca. Choć autorka pisze o życiu w blasku reflektorów, to nie ogranicza się tylko do tej strony życia członków zespołu. Zagłębia się w ich przeszłość, pokazuje głęboko skrywane nadzieje i marzenia, troski, obawy i często demony przeszłości, z którymi muszą walczyć. Całość jest płynnie ze sobą połączona, dzięki czemu  opowieść zyskuje głębię i powagę, która wbrew pozorom, nie jest czymś oczywistym w książkach z tego gatunku. 

Co do samej Brenny i Rylanda, to przyznam się od razu, że nie wylądowali na szczycie moich ulubionych par, ale dobrze mi się o nich czytało i byłam ciekawa jak potoczą się ich losy, jak poradzą sobie ze swoją przeszłością i stworzą wspólną przyszłość. I choć było kilka zgrzytów w tej opowieści, to jako całość oceniam ją naprawdę dobrze. Bo to wciąż świetnie opowiedziana historia, fajni bohaterowie i lekkość romansu dobrze zmieszana z tematami bardziej poważnymi, które są ukazane w sposób sensowny, bez przejaskrawiani i nadmuchiwania „dramatów” w celu podkręcenia emocji.
Ta opowieść broni się sama, bo jest dobrze poprowadzona i to jest dla mnie jej największy plus. 

Oczywiście „Niegrzeczny basista” to niewątpliwie gorący romans ze sporą dawką seksu i scen łóżkowych. I jeśli ktoś tego nie lubi, to cóż… może czuć przesyt. Ale pomijając gorące sceny, książka ma w sobie dużo więcej niż dużo erotyki. To opowieść o odnajdywaniu własnej drogi, o silnych więzach przyjaźni, tak niełatwej do utrzymania, gdy jest się sławnym na cały świat zespołem, wreszcie to opowieść o tym, że pieniądze i sława nierzadko sprawiają, że człowiek jest samotny i nie radzi sobie z życiem. Autorka pokazuje, że każdy może upaść, ważne aby miało się obok siebie kogoś, kto pomoże się podnieść. 


Czy polecam „Niegrzecznego basistę”?

Oczywiście!
To bardzo dobrze napisany romans ze świetnymi bohaterami, nie tylko tymi głównymi, ale wszystkimi, którzy się w czwartej części serii pojawiają. A że jestem nieuleczalnie zauroczona Scottim, to każde jego pojawienie się było dla mnie absolutnie cudowne. Jeśli lubicie romanse okraszone gorącymi scenami seksu, ale i poważniejszymi wątkami potraktowanymi z szacunkiem i powagą, to ta seria jest dla was.
Acha, no i na koniec – w każdym tomie, więc i w tym również, autorka serwuje czytelniczkom sporą dawkę humoru, który jest idealnym uzupełnieniem snutych przez Kristin Callihan opowieści.


środa, 9 lutego 2022

"Ósma szansa na miłość" Annette Christie

 „Ósma szansa na miłość” to historia Megan i Toma. Po fatalnej próbie weselnego


przyjęcia, para odwołuje ślub i zrywa ze sobą po kilkunastu latach zdawałoby się idealnego związku.
Ten koszmarny dzień uzmysławia im, że nic nie jest takie, jakie im się wydawało. Gdy budzą się następnego poranka…okazuje się, że wpadli w czasową pętlę i od nowa przeżywają chyba najgorszy dzień swojego życia.
Raz za razem będą próbowali zmienić swoje zachowanie, decyzje i odruchy, żeby przerwać ten zaklęty krąg, jednocześnie uzmysławiając sobie jak wiele popełnili błędów, zaniechań i co finalnie jest dla nich w życiu najważniejsze. 

Zacznę od tego, że po pierwsze, lubię romanse i komedie romantyczne, po drugie lubię motyw pętli czasowej w literaturze. Dlatego połączenie obu tych elementów sprawiło, że bardzo pozytywnie podeszłam do lektury powieści Annette Christie. Początek zapowiadał ciekawą lekturę i szybko się wciągnęłam, choć jeśli mam być szczera, nie poczułam żadnej sympatii do głównych bohaterów.
Gdy już pojawił się motyw pętli czasowej, kilka pierwszych razy było ciekawe, chciałam wiedzieć co zrobią bohaterowie żeby przerwać ten krąg. Przy okazji zaczęłam ich lepiej poznawać, autorka zaczęła pokazywać ich prawdziwy obraz, to jak widzieli się oni sami, ale też i to jak widzieli się nawzajem. Na wierzch zaczęły wypływać głęboko skrywane problemy, niewypowiedziane żale i pretensje, a finalnie wreszcie Megan i Tom zadali sobie podstawowe pytanie: czy to jeszcze jest miłość i czy właśnie z tą osobą powinnam/powinienem spędzić resztę życia?
I gdy wreszcie dochodzimy do tego momentu, historia straciła dla mnie impet i książka zaczęła mnie trochę nużyć.

Gdzieś tak za połową już wiedziałam co z tego wyniknie, jak finalnie potoczą się losy Megan i Toma i jakie decyzje podejmą. Wszystko ku temu zmierzało mało subtelnie, nie było już żadnego zaskoczenia ani niespodzianek. A kolejny raz opisujący te same wydarzenia zaczął mnie już nudzić niestety.
Jeśli chodzi o bohaterów, moja obojętność wobec nich nie zmieniła się tak naprawdę do końca książki. O ile Megan miała jeszcze potencjał, o tyle jej narzeczony był postacią, której nie byłam w stanie polubić i mocno kibicowałam opcji, aby ich zerwanie było ostateczne i nieodwołalne.
Tak naprawdę ciekawsze okazały się postacie drugoplanowe, choć finalnie autorka nie poświęciła im niestety tyle czasu, na ile zasługiwały.
Nie było również elementu komediowego w tej historii. Cała ta opowieść była dla mnie smutna i przygnębiająca, a paradoksalnie najbardziej jej finał.
Po skończonej lekturze, patrząc na to, że to romans, czułam się przybita. I choć książkę czytało mi się dobrze, bo autorka pisze zgrabnie i ma lekkie pióro, to jednak gdy skończyłam czytać, poczułam pewną ulgę. 

Nie dlatego, że to zła książka, bo tak nie jest. Tylko dlatego, że ta historia dla mnie, nie miała w sobie pozytywnego przesłania, którego spodziewałam się zabierając się za czytanie.
Czy odradzam?
Absolutnie nie!
Jak zawsze, uważam, że należy przekonać się samemu, poza tym, to zgrabnie opisana historia, a że nie przypadła mi do końca do gustu, nie oznacza, że nie ma prawa spodobać się innym czytelnikom.

Jedno jest pewne, historia Megan i Toma zapadła mi w pamięć, choć nie jestem do końca przekonana, że w sposób, jakiego oczekiwała autorka.




środa, 2 lutego 2022

"Nie do odzyskania" Tijan z Księgarni TaniaKsiążka.pl

 „Nie do odzyskania” autorstwa Tijan, to druga część historii Alex i Jessego.


Dziewczyna po tym jak porzucają ją rodzice, po zakończeniu liceum udaje się na studia. A tam jej znajomość i skrywany związek z chłopakiem odnawia się z ogromną siłą.

Przyznam, że tom pierwszy wbrew moim obawom podobał mi się i pomimo kilku potknięć, jego lektura była udana. Dlatego chętnie sięgnęłam po kontynuację z bardzo pozytywnym nastawieniem. Akcja jest dynamiczna od samego początku, Alex wprowadza się do akademika i nie mija dużo czasu, a na jej drodze znów stanie Jesse, a niewyczerpana siła znów przyciąga ich do siebie.
Wszystko nabiera rozpędu, pojawiają się nowe postacie, ale tajemnica z pierwszego tomu wciąż czeka na rozwikłanie. Przyznaję, byłam ciekawa czemu rodzice Alex okazali się takimi potworami bez serca, co skrywał Jesse, co się wydarzyło w noc śmierci Ethana.
I wiecie co?
Gdy już dostałam na to odpowiedź, miałam wrażenie, że ten cały, nakręcany przez dwa tomy dramat, wcale taki dramatyczny nie jest. Co więcej, wydawało mi się, że reakcje na te sekrety były mocno przesadzone.

To było moje pierwsze rozczarowanie, ale niestety nie ostatnie.

Drugim ogromnym minusem był dla mnie ogromny chaos panujący w tej książce. Miałam wrażenie, że aktorka opisuje różne wydarzenia całkowicie losowo, nie starająca się ich połączyć w spójną całość. Nie rozumiałam niektórych zachowań Alex, decyzji jakie podejmowała, a tym bardzie z czego one wynikały. Nagle działo się X, aby na następnej stronie dziać się Y, a oba te wydarzenia niewiele miały ze sobą wspólnego. Przez ten chaos książkę nie czytało mi się tak lekko i dobrze jak pierwszy tom.

Kolejnym minusem jest porzucenie postaci, które wydawały się mieć znaczenia dla fabuły i totalne zepchniecie ich na margines, w dodatku pokazując, że w sumie od początku nic nie znaczyły. Było to dla mnie niezrozumiałe, bo w przypadku co najmniej jednego bohatera autorka dawała sygnały, że wiąże się z tą postacią jakaś głębsza historia.
Niestety. Okazało się, że jednak nie, a finalnie postępowanie tej postaci było, no cóż – bezsensowne.

Sam związek Alex i Jessego to było coś, co akurat mi się podobało tak samo jak w tomie pierwszym. Ich relacja, choć niełatwa, była dla mnie czymś prawdziwym w tej powieści, czymś o czym chciałam czytać i dowiedzieć się, jak się rozwinie.
Oboje zyskali moją sympatię i te momenty, gdy tylko na nich koncentrowała się akcja, należą do moich ulubionych. Dobrze pokazane było również to, jak bardzo niezrozumiałe było dla Alex z jakiego powodu rodzice ją odtrącili. Przyznaję, ja tego nie potrafiłam zrozumieć, widać bohaterka miała ten sam problem. 


Nie wiem czy to problem z połączeniem wszystkich wątków w jedno, dobrze skonstruowane wyjaśnienie, czy ogólnie brak pomysłu, jak to rozwiązać, ale finał powieści mnie rozczarował. Tzn. nie wątek miłości Alex i Jessego, ale cała reszta, tajemnice, to co robili inni bohaterowie. W dodatku autorka potraktowała po macoszemu kilka ważnych wątków, które zasługiwały na to, żeby się nad nimi pochylić i pokazać je z powagą, na jaką zasługiwały.

Jak oceniam całość?

Na pewno gorzej niż tom pierwszy, choć sam wątek miłości Alex i Jessego jest niezmiennie dobry. Cała reszta, czyli tło, postacie drugoplanowe, skrywane tajemnice – to wszystko oceniam jako zmarnowany potencjał.
Widzę starania autorki, ale ich efekt trochę mnie rozczarował. 
Mimo wszystko nie odradzam, fani stylu autorki i jej sposobu prowadzenia fabuły, na pewno będą zadowoleni. A i sama książka nie jest od początku do końca zła. Uważam, że należy przeczytać i ocenić samemu.

A książkę w dobrej cenie można kupić tutaj, w dziale NOWOŚCI



czwartek, 30 grudnia 2021

"Zniewalający opiekun" Kristen Ashley

 „Zniewalający opiekun” to kolejna już odsłona przygód bohaterów serii Rock


Chick Kristen Ashley. Jestem fanką tej serii, ale poprzedni tom był dla mnie męczący i w pewnej chwili chciałam sobie dać spokój z serią. Dlatego z obawą podeszłam do najnowszej książki autorki i chyba trochę już uprzedzona.
I jak wypadł Zniewalający opiekun na tle poprzedniczek?

Otóż zaskakująco dobrze! 

Zacznę od tego, że to co tak mocno zmęczyło mnie w poprzedniej części, było elementem każdej książki z serii. I zapewne dlatego już straciłam zapał do kolejnych części i historii. Bo ile można czytać to samo. A tu nagle BUM i dostajemy coś trochę innego, choć oczywiście w znanym doskonale fankom stylu. I nie, to nie jest nagle całkiem inna książka, inaczej napisana, bez szalonych rockowych lasek i przystojniaków, którzy są ich bratnim duszami, opiekunami i przyjaciółmi.
Ale w tej powieści autorka zmieniła trochę schemat, a przede wszystkim główna bohaterka jest inna, a i Hector okazał się ciut inny niż wszyscy jego poprzednicy. Książka zaczyna się mocnym akcentem i mnie osobiście doprowadziła do łez. To co przytrafia się Sadie poruszyło mną do głębi. I jak na romans z częstymi scenami erotycznymi, to ten trudny temat jest pokazany całkiem przyzwoicie, bez zbytniego upraszczania i umniejszania tak poważnych tematów. 

Sadie jest też inną postacią niż bohaterki poprzednich książek. Nie jest twardzielką, nie jest wyszczekaną laską, co to będzie się wykłócać dla zasady. Jest mądra, jest opanowana, jest skryta i stara się odepchnąć do siebie ludzi pozą „lodowej księżniczki”. Ale to wrażliwa i złakniona miłości i przyjaciół samotna kobieta, która całe życie radziła sobie z wyobcowaniem tylko przez to, kto był jej ojcem.
Hector to niewątpliwie przystojniak i twardziel z agencji Lee. Ale w odróżnieniu od poprzednich męskich bohaterów, nie gonił w relacjach z Sadie sprintem, tylko dawał jej czas, pozwalał decydować, nie był również aż tak  autorytatywny jak inni przystojniacy z tej serii. Oczywiście nie oczekujmy cudów, i on nie raz i nie dwa zmusił Sadie do postępowania wg jego woli, ale robił to jednak w sytuacjach zagrażających jej życiu, a nie dotyczących ich związku.
Dlatego już sami bohaterowie wyróżnili się dla mnie na plus i dobrze mi się o nich czytało. 


Akcja jak to w tej serii, wartka, czasami szalona, wybuchowa i pełna niebezpieczeństw. Ale mniej tu było wygłupów rockowych lasek, za co autorka znów zasłużyła sobie u mnie na plus.
Oczywiście było zabawnie i z poczuciem humoru, ale jednak ta książka jest ciut bardziej poważna, a szaleństwa rockowych lasek zepchnięte są tu na szczęście na margines.
Ta książka to opowieść o strasznych wydarzeniach i próbach poradzenia sobie z nimi i traumą, jaką wywołały. To opowieść o samotności, miłości i prawdziwej przyjaźni. To też historia winy i kary, przebaczenia i odnalezienia w prawdziwego siebie, gdy przez lata odgrywało się tylko role, jakie zostawały bohaterom narzucane.
Oczywiście to wszystko opisane jest dość lekko, ale nie aż tak, jak w poprzednich książkach. Tutaj mamy odrobinę więcej powagi i skupieniu na tym co trudne. A wszystko okraszone jest miłosnymi uniesieniami, sporą dawką seksu, choć – i tu znów książka odbiega od poprzedniczek – nie jest go aż tak dużo, jak w poprzednich częściach. 

Podsumowując.

Książka zdecydowanie lepsza od poprzedniczki. U mnie lokuje się zaraz za tomem pierwszym, który lubię najbardziej. A może i nawet ex aequo, bo obie są trochę rożne, a łączą je elementy, które polubiłam w tej serii.
Czy sięgnę po kolejne książki? Nie wiem, pewnie wiele będzie zależało od tego, czyją historię będą opowiadać.
Niemniej jednak, Zniewalającego opiekuna mogę z czystym sumieniem polecić.


środa, 20 października 2021

"Nie do naprawienia" tom 1 serii Rozdzieleni autorstwa Tijan od Księgarni TaniaKsiążka.pl

 "Nie do naprawienia"  autorstwa Tijan , to książka opowiadająca historię Alex i 


Jessego. Oboje doświadczają straty gdy ginie brat Alex. Dla niej to ukochany brat, dla niego najlepszy przyjaciel. Cierpienie jest zbyt duże, więc zaczynają sobie radzić z nim na swój sposób, spotykając się co jakiś czas i zatracając w pożądaniu.  Ale czy to faktycznie tylko pożądanie czy jednak coś więcej? Żadne z nich nie chce się przyznać do swoich uczuć, a jednak nie potrafią wyrzec się siebie.

Co z tego wyniknie? 

„Nie do naprawienia” to moje pierwsze spotkanie z książkami Tijan i chyba nie ostatnie. Książka jest zdecydowanie YA, a mnie od tych czasów oddziela już sporo lat, a jednak całkiem dobrze mi się ją czytało. Zapewne jest to zasługa lekkiego i przyjemnego stylu, ale i ciekawość co się w tej książce wydarzy pchała mnie do przodu.
Akcja jest naprawdę dynamiczna, w tej powieści non stop się coś dzieje. Są ważne postacie drugoplanowe, ale akurat jeśli o nie chodzi, to dla mnie były mocno irytujące, zwłaszcza przyjaciółki głównej bohaterki. Nie rozumiałam dlaczego zachowują się tak skrajnie i chaotycznie, skąd w nich tylko dziwnych pretensji czy nielogicznych zachowań. Sama Alex – co przyjęłam z zaskoczeniem – spodobała mi się. Może dlatego, że to jak została przedstawiona wskazywało na osobę bardziej dojrzałą niż absolwentka liceum. Nie polubiłam żadnej, choć podejrzewam, że co najmniej jedna z nich skrywa traumatyczną przeszłość.
Sama relacja Alex i Jessego naprawdę mi się spodobała. A co u mnie zasługuje na ogromny plus to fakt, że autorka nie opisywała scen seksu ze szczegółami, rozwleczonymi na kilka stron. Skupiła się raczej na emocjach i było to miłe zaskoczenie.
Pokazała również mocno skomplikowane relacje Alex z rodzicami, które mówiąc szczerze wywołały we mnie wiele gniewu. Byłam zła i było mi przykro, gdy czytałam o tym czego doświadcza bohaterka. 

Sama fabuła może i nie jest niczym ożywczym, ani nie trudno się domyśleć tego, w jakim kierunku podąży, ale mimo to książka wciągnęła mnie i zaintrygowała. Chciałam wiedzieć co będzie dalej i czułam się usatysfakcjonowana zakończeniem. Uważam, że był to jeden z najmocniejszych elementów powieści. Oczywiście domyślam się co będzie dalej i jak potoczą się losy Alex i Jesse, a mimo to mam chęć na kolejną część, raz że jestem jej autentycznie ciekawa, a dwa żeby się przekonać czy miałam rację.
Powieść na pewno najbardziej przemówi do grupy docelowej, ale nawet trochę starszy czytelnik może być zadowolony z lektury.
I choć bohaterka kończy właśnie liceum, to tak jak pisałam, cała jej postać wydawała mi się zdecydowanie starsza i dojrzalsza w swoich reakcjach, decyzjach i podejściu do życia.
Podobał mi się również Jesse. I choć o nim dowiadujemy się stosunkowo mniej, to nie jest tylko obiektem, do którego wzdycha Alex. Jest wyrazisty, jest ciekawy i tak samo jak Alex, walczy z bólem i swoimi demonami. 

Ta książka to przede wszystkim emocje. Na nich koncentruje się autorka, to one są motorem całej historii. Byłam dość pozytywnie zaskoczona, gdy okazało się, że przy takim ładunku emocjonalnym, książka ustrzegła się przesadnej ckliwości. To kolejny plus i jednocześnie dla mnie zachęta, aby sięgnąć po drugi tom. 


Całość, mimo, że nie ustrzegła się potknięć, jak choćby sposób pokazania relacji z rodzicami czy przyjaciółkami, to okazała się zaskakująco dobrą lekturą i skłamałabym, gdybym napisała, że książka mnie nie wciągnęła. Dla wielbicieli romantycznych opowieści, wypełnionych trudnymi tematami i okraszonymi sporą porcją pełnego wachlarza emocji, to jest pozycja obowiązkowa. 

Książkę w dobrej cenie można nabyć w dziale Literatura kobieca na stronie księgarni TaniaKsiążka.


sobota, 25 września 2021

"Szukając nadziei" Adrianna Klara Kłosińska

 „Szukając nadziei” Adrianny Klary Kłosińskiej, to historia Basi i Konrada,


których drogi splotą się ze sobą nieoczekiwanie. Oboje mają za sobą niełatwą przeszłość, a ich życie choć nie jest złe, to bywa samotne i pozbawione tego, za czym w głębi serca tęsknią – prawdziwej miłości. Czy przypadkowe spotkanie podczas pobytu na wsi będzie dla nich nadzieją na nowy rozdział w życiu?

„Szukając nadziei” to ciepła i lekka opowieść o miłości, w sam raz na chłodne jesienne wieczory. Znajdziecie tu dwoje ludzi z „przeszłością” starających się odnaleźć swoje miejsce w świecie i miłość w życiu, dodatkowo poznacie kilkoro bohaterów drugoplanowych. Będzie tu i romans i kilka tajemnic do odkrycia. Będą zwroty akcji i klasyczne „kłody pod nogi” w związku Basi i Konrada. Ale jak to w takich książkach bywa, choćby nie wiadomo co się działo, finał może być tylko jeden.

Pani Kłosińska pisze lekko i bardzo opisowo. Otaczający bohaterów świat opisuje szczegółowo, tak samo jak to, co się w danej chwili z nimi dzieje. Skupia się nie tylko na otoczeniu, ale i na wnętrzu naszych postaci i dzięki temu doskonale wiemy co przeżywają, co myślą i czują. Nie jest to wada, choć w tej książce były momenty, gdy było już tego ciut za wiele. Tak samo jak ckliwości, której w „Szukając nadziei” jest naprawdę dużo.
Początkowo mi to nie przeszkadzało, choć nie lubię bardzo ckliwych opowieści, ale tutaj w pewnej chwili miałam przesyt, bo równowaga pomiędzy romantyzmem a ckliwością została zachwiana. Do tego dołożył się chyba też zbyt wyidealizowany obraz pary głównych bohaterów i ich relacji, co razem dało mi zbyt dużo słodyczy.


Sama opowieść nie jest może zbyt zaskakująca, ale czytało się ją przyjemnie, bo autorka potrafi zgrabnie ubierać w słowa swoją opowieść, do tego ma całkiem przyjemny styl. Książkę czyta się szybko i jeśli człowiek się wciągnie, to powieść można przeczytać w jeden dzień, tym bardziej, że nie jest ona zbyt opasła.
Mimo, że lubię romanse i powieści obyczajowe, to w tym przypadku chyba nie do końca trafiła ona w moje preferencje. I nie mówię tu, że książka jest zła. To zgrabnie i dobrze napisana opowieść przesiąknięta nostalgią i romantyzmem, okraszona jak dla mnie zbyt wyidealizowanym obrazem miłości i związku. Ale dla osób, które lubią takie ciepłe i trochę słodkie opowieści, to „Szukając nadziei” będzie strzałem w dziesiątkę. 

„Szukając nadziei” to książka ciepła, rozczulająca, w sam raz na jesienne wieczory. Sprawi, że na chwilę przeniesiecie się do świata gdzie wszystko musi się udać, każde zawirowanie życiowe i potknięcie będzie szansą na szczęście, a finał może być tylko szczęśliwy. To opowieść o więzach rodzinnych, przyjaźni i miłości, która spada na człowieka w najmniej oczekiwanym momencie.
Jeśli lubicie takie historie, to śmiało sięgnijcie po powieść Adrianny Klary Kłosińskiej, a jestem pewna, że się nie rozczarujecie.







czwartek, 5 sierpnia 2021

"Teraz twój ruch" Kristen Callihan

 „Teraz twój ruch” to trzeci tom serii Game on autorstwa Kristen Callihan.


Poprzednie dwa tomy podobały mi się choć, drugi mniej niż pierwszy. Ciekawa zatem byłam, jak przyjmę opowieść o Ethanie i Fionie. Już w poprzednich częściach Dex mnie intrygował, małomówny, opanowany, skryty. I gdy tylko zaczęłam czytać jego historię „Teraz twój ruch” szybko stała się moją ulubioną częścią serii. 

Nie wiem co takiego jest w Ethanie, ale od pierwszej strony skradł moje serce. Może to jego stoicki spokój, a może poważne podejście do życia. Dość tego, że pokochałam go od pierwszych stron i do końca powieści nic się nie zmieniło. Co do Fiony, to różnie z tym bywało, chyba nadal moją ulubioną postacią żeńską jest Anna, choć koniec końców i z Fioną się polubiłam. Jak zwykle pojawiają się tutaj bohaterowie poprzednich tomów i jest to serio, bardzo fajny zabieg, bo mogłam się dowiedzieć, co się u nich dzieje. Autorka bardzo dobrze nakreśliła charaktery i osobowość głównej pary, do tego postacie drugoplanowe, które już znamy i te nowe, również dostają prawo głosu. Są świetnym uzupełnieniem historii Ethana i Fiony, pokazują również, że niektóre więzi potrafią przetrwać nawet odległość i czas. 

Akcja jest bardzo dynamiczna i gna do przodu nie pozostawiając czasu na nudę. Wszystko kręci się wokół wątku miłosnego, ale autorka wplata również elementy poważniejsze, jak odnalezienie swojego miejsca na ziemi, pogodzenie się ze swoimi słabościami i zdobycie się na odwagę, aby zmienić swoje życie i pozwolić sobie podążać za marzeniami. Jest tu również wpleciony wątek o tym, jak w dzisiejszych czasach social media potrafią zniszczyć człowiekowi życie, zaszczuć go i doprowadzić na skraj wytrzymałości psychicznej. Wszystko to wplecione jest w opowieść o miłości i idealnie się z nią komponuje. Oczywiście jak na serię Game on przystało, książka pełna jest scen erotycznych. Jest namiętnie, mocno pikantnie i obrazowo. Ale co ważne, nie jest wulgarnie i seks nie jest opisywany dla seksu, ale jest konsekwencją uczuć, jakie się rodzą pomiędzy bohaterami. 


Całość utrzymana jest w klimacie poprzednich części, choć muszę przyznać, że trzecia część jest moją ulubioną. Zapewne to za sprawą Ethana, choć podczas czytania odniosłam wrażenie, że ten tom jest ciut poważniejszy. Nie sprawdzałam, czy ta część jest ostatnią, czy może będą jeszcze kolejne, ale jeśli tak to na pewno po nie sięgnę. Mimo słabszego wg mnie drugiego tomu, autorka trzecim pokazała, że ma talent i nie zawaha się go użyć. Historia Dexa i Fiony naprawdę mi się podobała, napisana jest w lekkim stylu, obrazowo i w sposób, który porusza wyobraźnię. 

Jestem wierną fanką twórczości Kristen Callihan, uważam, że do „Zwykłego” romansu zawsze potrafi wpleść i poruszyć wartościowe i ważne wątki i robi to naprawdę dobrze.

Polecam.


sobota, 31 lipca 2021

„W rytmie miłości” E. Nawara, J. Leśniewicz otrzymana z Taniejksiazki.pl

„W rytmie miłości” to trzeci tom serii Kings of Sin autorstwa Eweliny Nawary i


Justyny Leśniewicz.

Po Liamie i Jo oraz Jamesie i Celii przyszedł czas na poznanie historii Adriana i Gwen. Byłam ciekawa jak autorki poprowadzą ich opowieść, zwłaszcza, że wiadomo było, że Adrian dla swojej ukochanej w Polsce poświęcił zespół i swoje życie w Nottingham.
Ale czy da się zapomnieć o miejscu i ludziach, których się pokochało? O swojej pasji  i miłości do muzyki? I czy żądając aż takiego poświęcenia od ukochanego, związek z nim ma szansę przetrwać?
Otóż nie.
Adrian wraca do Nottingham i odkrywa, że tam dom twój, gdzie twoje serce. A jego niespodziewanie zapłonęło dla Gwen. 

Poprzednie dwie części serii Kings od Sin autorek, przypadły mi do gustu. Polubiłam ich lekki styl i kolejne historie pełne uczuć i namiętności, przyjaźni i wspólnoty. A wszystko to w rytmie muzyki. Byłam ciekawa jak potoczy się życie Adriana, który poświęcił wszystko, tylko po to, żeby zobaczyć, że zrobił to na próżno.
Akcja powieści jest niesamowicie dynamiczna, pędzi do przodu bardzo szybko, co dla mnie akurat było trochę męczące, bo chwilami ciężko mi było się wczuć w opowiadaną historię.
Czy jest to wada?
Wg mnie nie, ja po prostu lubię trochę wolniej rozwijające się opowieści, tak abym miała wystarczająco dużo czasu na zżycie się z bohaterami.
A ci w tej powieści są naprawdę fajni.
Bo i Adriana nie sposób nie polubić, a w Gwen odnalazłam też coś z siebie, więc dziewczyna szybko stała się moją ulubioną żeńską postacią tej serii.

Oczywiście prócz głównej pary, pojawiają się wszyscy pozostali bohaterowie i było to dla mnie niesamowicie fajne, bo przywiązałam się do nich i bez problemu czułam łączące ich więzi, przyjaźń, troskę jaką sobie okazywali i opiekę, jaką wszyscy nad sobą wzajemnie roztaczali. To pięknie ukazana przyjaźń i fakt, że rodzinę można posiadać nie tylko poprzez urodzenie, ale – co cenniejsze – z powodu więzi i miłości jaka się wytwarza pomiędzy ludźmi. 


Jeśli chodzi o sam rozwój historii Adriana i Gwen, to przyznaję, że zostałam kilka razy zaskoczona i całość oceniam bardzo pozytywnie.
Było romantycznie, było namiętnie, było czule i chwilami zabawnie. Wszystko co połączyło tą dwójkę, zostało ukazane dość obrazowo i naturalnie, co sprawiło, że czytanie o rozwijaniu się uczuć pomiędzy Adrianem i Gwen było przyjemnością.

Ważną role w fabule odegrali oczywiście przyjaciele głównej pary i również ten aspekt tej opowieści był pokazany w bardzo fajnej formie.
Lekki styl i przyjemne pióro autorek sprawiały, że nie miałam żadnych problemów, żeby wciągnąć się w czytana historię, i tylko szybkie tempo chwilami sprawiało, że dostawałam czytelniczej zadyszki. 

Powieść oceniam pozytywnie. 
Dobrze się przy niej bawiłam i chętnie dowiem się, co się wydarzy w czwartej części serii E. Nawary i J. Leśniewicz.
Kings of Sin to naprawdę udana seria pełna uczuć i niespodziewanych wydarzeń, okraszona wyważonym poczuciem humoru.
Dla każdej romantycznej duszy gorąco polecam.
Książki dla kobiet





wtorek, 6 lipca 2021

"Więcej niż przyjaciel" Kristen Callihan

 „Więcej niż przyjaciel”, to drugi tom serii Game on Kristen Callihan.  W tej części


poznajemy historię Graya i Ivy, których różowe auto połączyło i sprawiło, że zaprzyjaźnili się ze sobą choć przebywali w dwóch różnych krajach. Gray jest gwiazdą futbolu, a Ivy córką jego agenta, który udostępnia mu auto córki przebywającej za granicą. Gray i Ivy kontaktują się ze sobą i tak rozpoczyna się ich przygoda. A gdy już spotkają się twarzą w twarz, ich życie wywróci się do góry nogami. 

Pierwsza część tej serii autorki naprawdę mi się podobała, dlatego w ciemno sięgnęłam po część drugą. Poza tym byłam ciekawa jaką drogę dla Graya przewidziała pani Callihan i jak pokaże jego związek z Ivy.
Akcja jest bardzo wartka, szybko pędzi do przodu i jest dość przewidywalna do pewnego momentu. Nie jest to jakaś wielka wada, zwłaszcza, że w romansach naprawdę ciężko o coś świeżego. W drugiej części pojawia się kilka zwrotów akcji, które jednak mogą zaskoczyć, więc ogólnie oceniam fabułę na plus.

Jeśli chodzi o styl i język, to do niczego się nie przyczepię, bo zwyczajnie nie ma do czego. Pani Callihan ma talent i potrafi pisać bardzo obrazowo. O uczuciach pisze w sposób pełen emocji i bardzo plastycznie. Nie przesadza z dramatami, nie zsyła na naszych bohaterów wszystkich plag egipskich. Oczywiście życie da im w kość, ale nie ma tu epatowania nieszczęściami. Z racji tego, że książka jest romansem, to wokół miłości kręci się tu wszystko. Autorka fajnie pokazuje rozwój uczucia pomiędzy Grayem a Ivi, tego jak ich przyjaźń przekształca się w płomienną miłość.
I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie seks.

Nie zrozumcie mnie źle, pikanteria w romansie jest jak najbardziej wskazana, ale w tej książce miałam wrażenie, że seks i sceny łóżkowe – mimo, że dobrze napisane – totalnie przytłoczyły resztę fabuły.
W pewnej chwili miałam wrażenie, że nasi bohaterowie tylko o tym myślą, mówią i tylko to robią.
Oczywiście tak nie jest, a jednak to co przytrafiało się Grayowi i Ivy gdzieś mi się rozmywało w natłoku scen łóżkowych.
Ogólnie nie jest to wielka wada, w końcu to romans, jednak mi zaczęło przeszkadzać i moja ocena książki przez to spadła. 


W porównaniu do wcześniej wydanych u nas książkach autorki, „Więcej niż przyjaciel” wypada niestety dużo słabiej. I trochę mi szkoda, bo pani Callihan porusza w niej sporo ważnych i niełatwych tematów i robi to w dobrym stylu.
W każdej jej powieści jest „coś więcej” niż tylko historia miłosna i nie inaczej jest i tutaj, a jednak nadmiar scen łóżkowych zepchnął te wątki daleko na drugi plan. 

Czy w związku z tym odradzam tą powieść?
Nie.
Mimo, że widocznie słabsza od innych powieści autorki, jest jednak nadal jedną z lepiej napisanych powieści dla kobiet jakie czytałam.
Książka jest może i niewymagająca i mocno skoncentrowana na seksie, ale jednocześnie to lekka rozrywka, która jest tak samo potrzebna jak ambitniejsze powieści.


sobota, 3 lipca 2021

"Na jedną noc" Kristen Callihan

 „Na jedną noc” to najnowsza powieść Kristen Callihan z jej nowej serii Game On.


Opowiada historię Drew, gwiazdy futbolowej drużyny uniwersyteckiej oraz Anny, dziewczyny, która z ludźmi takimi jak Drew (na  „świeczniku”, z rzeszami fanek i fanów” ) nie chce mieć nic wspólnego. Zresztą, wszyscy przecież wiedzą, że sportowcy to góra mięśni i nic ponadto.
Ale czy na pewno?
O tym przekona się Anna, a urok, inteligencja i seksowny wygląd Drew nie ułatwią jej wytrwania w postanowieniu, aby trzymać się od chłopaka z daleka. 

Lubię książki pani Callihan. Jej romanse do tej pory zawsze były wciągające i poruszały ważne tematy. I choć tematyka gwiazd sportu nie jest moją ulubioną w romansach, postanowiłam dać autorce kredyt zaufania, bo do tej pory się na niej nie zawiodłam.
I wiecie co? Cieszę się, że to zrobiłam, bo jej najnowsza książka jest naprawdę dobra. 

Historia miłości Anny i Drew jest bardzo barwna i ciekawa. Nie trudno im kibicować, łatwo za to ich polubić, tak samo jak postacie drugoplanowe, których w tej powieści jest sporo i są naprawdę ciekawie pokazane.  Akcja mimo iż z przyczyn oczywistych kręci się dookoła wątku miłosnego, to nie ogranicza się tylko do sercowych rozterek bohaterów. Autorka porusza w swojej książce dość ważne tematy, jak walka ze stereotypami, samotność, strata bliskich, walka ze złymi doświadczeniami w dzieciństwie. Pokazuje jak łatwo kogoś zaszufladkować, ocenić nawet go nie znając, czym można wyrządzić komuś krzywdę. Pokazuje również jak trudno poradzić sobie ze strachem i podnieść się po bardzo dotkliwym, życiowym upadku. 

Jeśli chodzi o wątek miłośny, to jestem przekonana, że każda miłośniczka romansów będzie zadowolona. Jest tu sporo emocji, są skomplikowane relacje i naprawdę sporo scen łóżkowych, które jednak nie przytłaczają fabuły. Wszystko jest tu dobrane w dobrych proporcjach i ma się wrażenie doskonałej równowagi. Jeśli chodzi o kreację bohaterów, to przede wszystkim podobało mi się, że Kristen Callihan nie zrobiła z Drew mega twardziela, co to gołymi rękami zabije niedźwiedzie i bez ubrania wbiega na Mount Everest bez zadyszki w trzy godziny.


Drew ma mocny charakter, ale i serce tam gdzie trzeba, empatię i nie ukrywa swoich emocji, żeby przypadkiem nie wyjść na mięczaka. To taka mieszanka, która sprawia, że postać wydaje się bardzo prawdziwa i ogromnie mi się to podobała. Sposób ukazania Anny jest równie realistyczny i to jest bardzo dobrze nakreślona postać. I choć czasem dziewczyna potrafiła mnie zirytować, to w ogólnym rozrachunku mocno ja polubiłam. 

Sama fabuła była dla mnie wciągająca i ciekawa. A pomimo tego, że w książce jest sporo scen łóżkowych, to – co dla mnie jest mega pozytywem – nie jest ona wulgarna. Żeby była jasność, lubię jak książka ma w sobie trochę pikanterii, ale nie lubię wulgarności w opisach seksu czy uczuć, więc „Na jedną noc” ma u mnie dodatkowego, ogromnego plusa. 
Całościowo powieść ogromnie mi się podobała. To świetna rozrywka i spędziłam z tą powieścią dobrze czas.

Polecam.


sobota, 5 czerwca 2021

"On jest dla mnie" Corinne Michaels

 „On jest dla mnie” Corinne Michaels, to trzecia odsłona serii o braciach


Arrowood. W tym tomie poznajemy losy Seana, gwiazdy sportu na stałe żyjącego w Kalifornii. Gdy nadchodzi jego kolej na spędzenie sześciu miesięcy w rodzinnym domu, będzie musiał zmierzyć się nie tylko z demonami przeszłości, ale i miłością do swojej przyjaciółki Devney, która sama zmaga się z przeszłością i próbami opanowania uczucia do Seana. 

Jeśli czytaliście poprzednie tomy tej serii, to już macie przedsmak tego, jak będzie wyglądać kolejna odsłona historii braci Arrowood. Jeśli chodzi o fabułę, to nie ma co pisać, bo można zdradzić za wiele z poprzednich dwóch tomów, ale jedno mogę powiedzieć – jest ciekawie, jest emocjonująco i bywa tez zaskakująco. Pojawia się kilka ciekawych zwrotów akcji, których się nie spodziewałam i byłam na prawdę pozytywnie zaskoczona. Autorka pisze w sposób ogromnie naładowany emocjami, trochę ckliwie, ale w znośnych granicach, gdy ta ckliwość nie jest wadą.
Podoba mi styl i lekkie pióro pani Michaels, jej książki mimo, że przewidywalne (jak to romanse ogólnie) mają w sobie pewną delikatność i uzmysławiają czytelnikowi, że nie tylko seks i pożądanie się liczą w związku, ale intymność, przyjaźń, zaufanie. 

Historia Seana i Devney jest dość zagmatwana, ich relacje komplikują się pod wpływem wydarzeń z przeszłości, ale nie ma tu na szczęście zbytniego epatowania wszystkimi dramatami tego świata, nie czułam się przytłoczona ilością tragedii. Owszem, są trudne i wywołujące ból wydarzenia, ale wszystko jest idealnie dobrane i dawkowane, aby nie przygniatać, tylko zmusić do refleksji. 

Dwójka głównych bohaterów naprawdę mi się spodobała, a ich historię czytało mi się jak do tej pory najlepiej z całej serii. Byłam zaciekawiona, zaintrygowana, kibicowałam ich związkowi i autentycznie trzymałam kciuki za ich miłość. Podobało mi się również, że w tym tomie dość często pojawiali się pozostali bracia Seana, że nie znikli z tej opowieści wraz z zakończeniem tomu o ich historii. Dzięki temu miałam uczucie, że to coś więcej niż sztampowy romans. Bo w tych historiach więzi rodzinne są niemniej ważne niż miłość i namiętność. 


„On jest dla mnie” oceniam najwyżej z trzech wydanych już tomów i niecierpliwie czekam na czwarty, który będzie opowiadał historię ostatniego z braci Arrowood.  Te książki są naprawdę ciekawie i dobrze napisane, bohaterowie są pełnowymiarowi a ich historie wciągające. Nie brakuje tu ciekawych zwrotów akcji, pełnych emocji wydarzeń i gorącej miłości.

Jeśli jeszcze nie znacie tej serii Corinne Michaels, to zachęcam do sięgnięcia po nią. To idealna lektura na odstresowanie i przyjemne spędzenie czasu.
Polecam.


niedziela, 16 maja 2021

"Ten, którego pragnę" Kennedy Fox

 Emily jest lekarzem w dużym mieście. Wszystko się układa i zawodowo i


prywatnie, aż kobieta odkrywa, że jej chłopka, również lekarz, zdradza ją z pacjentką. Chcąc uciec do złamanego serca, przenosi się do innego szpitalu, w małym miasteczku. Za namową przyjaciółki, idzie z nią na wesele jej przyjaciół, a tam, pod wpływem chwili i alkoholu, postanawia spędzić jedną jedyną noc z nieznajomym. Noc namiętną i szaloną.
Jakie jest jej zdziwienie, gdy w poniedziałek rano, pierwszego dnia pracy odkrywa, że nieznajomy okazuje się być lekarzem z tego samego szpitala, dodatkowo wyznaczonym na jej tymczasowego opiekuna.

Co będzie dalej?
Tak, dokładnie to co właśnie pomyśleliście.


„Ten, którego pragnę” to romans, którego akcja miała się rozgrywać w środowisku szpitalnym. I faktycznie para głównych bohaterów jest lekarzami, ale mimo to większość akcji toczy się poza szpitalnymi murami. Najpierw poznajemy parę głównych bohaterów, potem tych drugoplanowych, którzy wydają się całkiem ciekawi, a następnie cała fabuła skupia się na romansie. I to nie tylko Evana i Emily, ale i innych postaci przewijających się w książce.  Miłość i romans są tu niezaprzeczalnie na pierwszym miejscu i to wokół nich kręci się cała fabuła.

W książce nie brakuje odważnych scen seksu i nieprzewidzianych, a równocześnie bardzo dramatycznych zwrotów akcji. Wszystko to powinno zaserwować mi całkiem przyjemną lekturę, gdyby nie totalna przewidywalność. W tej książce nie ma niczego, czym autorka mogłaby zaskoczyć czytelnika. Wszystko co się wydarzyło na kartach tej powieści, było do przewidzenia po jakiś dwóch rozdziałach.  I choć schematyczność w romansach nie jest jakąś wielką wadą, bo i ciężko o świeżość w tak wyeksploatowanym gatunku, to jednak szybkość z jaką rozwijał się związek głównych bohaterów i w jakim tempie od „wrogów” doszli do „kochanków”, była dla mnie za szybka, jakby autorka chciała już tylko motyli w brzuchu i wzruszających ogromem uczuć wydarzeń. Nie czułam się zaskoczona, nie czułam tej niepewności podczas czytania, nie było dreszczyku emocji, bo dla mnie było oczywiste jak ta historia się rozwinie i zakończy. 


Miałam wobec tej książki ciut inne oczekiwania, więc może dlatego nie do końca przypadła mi ona do gustu. Jako lekki romans na jedno popołudnie, ta książka nada się idealnie, bo styl autorki jest dobry i potrafi zgrabnie operować słowem. Kennedy Fox ma lekkie pióro i zgrabnie prowadzić fabułę.  Może to nie był dobry czas na tą książkę, a może ja szukam nawet w romansach czegoś więcej. Niemniej jednak dla fanów gatunku ta powieść powinna się spodobać i ja na pewno jej nie odradzam. Na letnie oderwanie od rzeczywistość, ta niewymagająca historia się nada.



czwartek, 22 kwietnia 2021

"To, czego pragniesz" Katherine Center

 „To, czego pragniesz” to najnowsza powieś Katherine Center. Dwie poprzednie


powieści autorki bardzo mi się podobały, więc liczyłam na dobrą lekturę. Tym razem poznajemy historię Sam, która pracuje w szkolnej bibliotece. Po śmierci ukochanego przez wszystkich dyrektora szkoły, na jego miejsce zostaje powołany nowy, dawny znajomy Sam – Duncan. Kiedyś pełen energii, siły i optymizmu, teraz nie przypomina już siebie, bardzie strażnika więziennego z obsesją na punkcie bezpieczeństwa.
Sam niegdyś kochała Duncana i ciężko jej uwierzyć, że to ten sam mężczyzna.
Co się stało, że ten pełen optymizmu mężczyzna, stał się takim służbistą? Czy Sam uda się przebić przez ten mur jaki wokół siebie zbudował i dotrzeć do prawdziwego Duncana?

Jeśli zastanawiacie się czy „To, czego pragniesz” to romans, to od razu zaznaczę, że to powieść obyczajowa z mocnym wątkiem romantycznym. I oczywiście jest to dla mnie zaleta tej powieści. Bo prócz lekkiego i chwilami zabawnego wątku miłosnego, mamy tu poruszone inne, dużo trudniejsze tematy, jak choćby radzenie sobie z traumami, mierzeniu się ze strachem i lękami, poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi i odnajdywaniu szczęścia i radości dookoła siebie. Wszystko to opisane jest bez epatowania brutalnością i nie przygniata czytelnika psychicznie, ale i tam zmusza do zadumy i refleksji. 

Autorka ma lekki, przyjemny styl. Jej powieść jest dopracowana i napisane w sposób, który sprawia, że czyta się ją z przyjemnością. Nie ocieka erotyzmem, za to koncentruje się na uczuciach i emocjach. Tutaj są ważniejsze rzeczy niż szybkie wylądowaniu przez bohaterów w łóżku.
Prócz pary głównych bohaterów, którzy są naprawdę bardzo dobrze wykreowani, pojawia się sporo postaci drugoplanowych, które również są ciekawe, a za ich pomocą autorka porusza wiele różnych problemów, które spotykają nas każdego dnia. Na przykładzie tego co spotyka bohaterów powieści, autorka pokazuje, że życie nie jest idealne, a po złych chwilach zawsze nadchodzą dobre. I że warto walczyć o szczęście, o radość i optymizm. 


Sama historia początkowo wydawała mi tendencyjna, i może niektóre jej elementy były do przewidzenia, jednak całość jest naprawdę ciekawa i nie ma się wrażenia wtórności. Autorka pokazuje różne obrazy walki ze strachem, z wykluczeniem, ze traumami. Pokazuje to w sposób jednocześnie dający nadzieję, że ze wszystkim można sobie poradzić, ale nie można się odcinać od bliskich, nie można się pogrążać w rozpaczy, trzeba się przemóc i poprosić o pomoc, zawalczyć o siebie. 

„To, czego pragniesz”  to naprawdę dobra historia, która niepozbawiona jest elementów humorystycznych, ale przede wszystkim tchnąca optymizmem pomimo tego, że życie nie raz daje nam w kość. Jestem jak najbardziej zadowolona z lektury i cieszę się, że ta powieść trafiła na nasz rynek, bo takie książki są nam bardzo potrzebne. 

Polecam.


wtorek, 6 kwietnia 2021

"Zawalcz o mnie" drugi tom serii o braciach Arrowood Corinne Michaels

 „Zawalcz o mnie” to drugi tom serii o braciach Arrowood Corinne Michaels. Tym


razem poznajemy historię Declana i Sydney. Najstarszy z braci musi wrócić do rodzinnego domu, żeby dopełnić wymogów testamentu. A tam prócz demonów przeszłości czeka też na niego jego jedyna miłość – Sydney.
Declan porzucił ją 10 lat wcześniej, aby ją chronić przed tajemnicą, która zmieniła życie braci na zawsze.
Czy uda im się odnaleźć szczęście i stworzyć wspólną przyszłość? 

Pierwsza część tej serii spodobała mi się, a losy najmłodszego brata były ciekawe. Ale to Declan od początku mnie intrygował, najstarszy, najwięcej przeszedł, najwięcej doświadczył. Skryty, nieustępliwy, dla rodziny zrobi wszystko. Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po ten tom. I nie zawiodłam się.

Od początku podobało mi się jak autorka przedstawia oboje głównych bohaterów. I Declan i Syd to postacie, których nie sposób nie polubić, którym nie da się nie kibicować. Mimo życiowych zawirowań, oni wciąż pozostali sobą i nawet dekada nie potrafiła zniszczyć ich uczucia. Oczywiście były momenty, gdy decyzje Syd wydawały mi się ciut nieracjonalne, ale autorka starała się pokazać czytelnikowi skąd wynikały i robiła to dość przekonująco. 


Sama opowieść o ich miłości jest dobra, z jednej strony przepełniona emocjami, z drugiej wydaje się być taka prawdziwa. Co u mnie zasługuje na duży plus, to fakt, że w tym tomie jest zdecydowanie mniej ckliwości niż w pierwszej części. Może to kwestia tego, że bohaterowie są starsi od tych z poprzedniego tomu? A może taki zwyczajnie miała zamysł autorka. Niemniej jednak, dla mnie to ogromna zaleta i książkę czytało mi się zdecydowanie lepiej niż pierwszy tom. 

Poza parą głównych bohaterów, w powieści pojawiają się częściej lub rzadziej pozostali bracia Arrowood, w tym ten, o którym będzie następny tom. Podobało mi się to, że autorka nie skupiła się tylko na dwóch postaciach, pomijając resztę. Dzięki temu powieść wydawała mi się pełna, kompletna. Każdy miał tu swoją rolę do odegrania, choćby tylko pojawiał się na chwilę. 

Walka z przeszłością, nadzieja na przyszłość, trudne wybory i gorące uczucie. Do tego odrobina pikanterii – jest w tej książce wszystko to, co powinno być w dobrym romansie. Corinne Michaels potrafi pisać ciekawe historie i nie inaczej było w tym przypadku. I choć nie jest to literatura wybitna, to wcale taka być nie musi, aby dostarczyć czytelnikowi przyjemności z lektury.

„Zawalcz o mnie” to dobrze napisany romans, ładnym stylem,  z ciekawymi i dobrze nakreślonymi postaciami i wciągającą historią. Do tego autorka pokazuje, jak trudno poradzić sobie z traumami z dzieciństwa, ze skutkami przemocy domowej i jak ważne jest wsparcie i miłość rodziny i bliskich.
„Zawalcz o mnie” to udana lektura i na pewno sięgnę po kolejny tom, żeby sprawdzić jak poradzi sobie kolejny z braci Arrowood.




niedziela, 21 marca 2021

"Ukochany wróg" Kristen Callihan

 Ona, Delilah Baker jest szefową kuchni firmy cateringowej, wyczarowującej


wspaniałe dania.
On, Macon Saint jest bogatym, uwielbianym aktorem.
Znają się od dzieciństwa.
I od zawsze szczerze nienawidzą.
Kiedyś, w czasach licealnych Macon chodził z młodszą siostrą Delilah - Sam. Potem ich drogi się rozeszły. 
Aż 10 lat później Sam okrada Macona i znika, a Delilah postanawia „odpracować” dług siostry jako asystentka Macona.
Co z tego wyniknie można się domyślić, ale lepiej będzie po prostu sięgnąć po książkę, bo to naprawdę super rozrywka. 

Kristen Callihan poznałam za sprawą jej serii #VIP i przepadłam dla jej książek. Świetnie napisane romanse, z naprawdę super postaciami.
Dlatego od razu skusiłam się na jej kolejną powieść, tym razem niezwiązaną z tą serią.
Od wrogów do kochanków?
Nie przepadam za takim motywem, ale ufałam, że autorka mnie nie zawiedzie i nie podąży drogą sztampy i wtórności.
I nie pomyliłam się.
Choć sam motyw nienawiść==> miłość jest totalnie wyeksploatowany w literaturze, to pani Callihan udało się go pokazać  w sposób poważniejszy, z ważnym przesłaniem, drugim dnem.
Bo prócz klasycznego wątku rozwijającej się pomiędzy bohaterami miłości, jest też poruszony temat samotności, zagubienia poczucia własnej wartości oraz odnajdywania swojego miejsca na świecie i tego jaki wpływ na nas mają urazy z przeszłości.
Autorka porusza wątki więzi rodzinnych, troski o najbliższych oraz przemocy. Wszystko to wplata bez epatowania dramatyzmem w główny temat powieści, czyli romans. 

Wszystko w tej książce jest w odpowiednich proporcjach, jest miłość, jest ciut pikanterii, jest poczucie humoru, jest też poważnie, a wszystko to okraszone sporą dawką emocji. Powieść czyta się lekko i bardzo dobrze, a to za sprawą naprawdę dobrego stylu i lekkiego pióra autorki.
Lekka i zabawna powieść o miłości?
Nie do końca, bo tak jak pisałam, pod tą przykrywką romansu skrywa się poważniejsze dno tej historii, które sprawia, że powieść nabiera pewnej głębi. 


Jeśli chodzi o bohaterów, to polubiłam ich od pierwszej chwili. Delilah nie była ani wkurzająca, ani nie irytowała swoim zachowanie. To jest akurat wyjątek, bo serio, zazwyczaj w takim motywie bohaterka jest zazwyczaj niestrawną pyskatą i arogancką postacią. A tu zaskoczenia, główna bohaterka jest świetna i choć w całej powieści aż skrzy się od słownych utarczek pomiędzy nią i Maconem, to są one zabawne i urocze, a nie denerwujące.
Swoich bohaterów pani Callihan nie wybiela, nie idealizuje. Pokazuje ich w pełnej palecie wad i zalet. Są sobą, popełniają błędy, mylą się. Są w tym naprawdę autentyczni. Nie sposób im nie kibicować, nie lubić ich.
Do tego nie brakuje w powieści zabawnych momentów, przy których śmiałam się w głos. 

„Ukochany wróg” Kristen Callihan to naprawdę świetna książka, w której jest wszystko co trzeba, aby czytelnik dostał świetny romans, okraszony poczuciem humoru i odrobiną pikanterii. Autorka porusza pod płaszczykiem lekkiej opowieści o miłości kilka poważniejszych tematów i robi to w świetny sposób.
Ta powieść to jeden z lepszych romansów jakie czytałam od długiego czasu.

Ogromnie polecam!



czwartek, 18 marca 2021

„Idealny detektyw” Kristen Ashley

 „Idealny detektyw” Kristen Ashley, to piąty już tom serii Rock Chick, która


skradła mi serce. Szalone przygody zwariowanych kobiet i twardzieli z ich detektywistyczno/policyjnego otoczenia. W tym tomie autorka na tapetę wzięła boskiego przystojniaka, twardziela i ogólnie cudownego członka grupy Lee – Luke’a. Kobietą, która skradnie mu serce jest Ava, jego przyjaciółka z dzieciństwa. Po latach niewidzenia, ich ścieżki znów się przetną, oczywiście Ava wplącze się w tarapaty, z których Luke i reszta „twardzieli” będzie musiała ją wyplątać.

Brzmi znajomo?
Oczywiście, że tak. Poprzednie tomy miały trochę podobny schemat. 
Ale wiecie co? To absolutnie nie przeszkadza w cieszeniu się świetną lekturą i czytaniu o Luke’u i Avie i ich miłości z wypiekami na twarzy. W tej książce jest bowiem wszystko to, co mnie zachwyciło w poprzednich tomach. Jest miłość, jest pikantnie, jest chwilami wzruszająco i z poczuciem humoru. Pojawiają się też wszyscy bohaterowie z poprzednich tomów i to jest naprawdę świetna sprawa, bo nie trzeba się z nimi rozstawać, gdy kończy się czytać poświęcony im tom. 

Jeśli chodzi o parę głównych bohaterów z tej części, to akurat trochę się obawiałam, bo Luke’a jakoś specjalnie nie polubiłam w poprzednich tomach. A tu niespodzianka, bo w Idealnym detektywie, gdy poznałam go lepiej, totalnie mnie oczarował. Natomiast Ava długo nie mogła mnie do siebie przekonać. Trochę irytowało mniej jej początkowe robinie głupich rzeczy dla zasady, żeby tylko się sprzeciwić.  Potem z rozdziału na rozdział Ava trochę się zmienia i choć do końca pozostaje pyskatym uparciuchem, to jednak nabiera trochę więcej rozumu. Finalnie duet Luke i Ava przypadł mi bardzo do gustu i z ogromną przyjemnością czytałam o ich przeżyciach. 


Przy „Idealnym detektywie” bawiłam się wspaniale. Czasem mam chęć poczytać o pięknych kobietach i boskich twardzielach, którzy je kochają. I lubię czasem jak finalnie wszystko się układa, jest miłość i szczypta pikanterii, a całość okraszona jest dobrze dobraną porcją poczucia humoru. To wszystko daje mi seria Rock Chick i to dał mi też ten jej tom. Naprawdę, polecam te książki każdej z Was, która lubi fajnie napisane romanse. W sumie każdy z tych tomów można czytać niezależenie, ale wg mnie lepiej jest zacząć od początku, żeby sobie samemu nie sprzedawać oczywistych spoilerów. 

Jeśli więc lubicie gorące romanse, to „Idealny detektyw” i cała seria Rock Chick jest dla Was. Ja polecam ją ogromnie. I nie mogę się doczekać kolejnego tomu, zwłaszcza, że wiadomo, kogo będzie dotyczył, a ten bohater od początku mi się podobał.



poniedziałek, 15 marca 2021

"Na zawsze,ale z przerwą" Taylor Jenkins Reid

 Co byś zrobił, gdybyś stracił coś, co dopiero dostałeś, a co było dla ciebie


wszystkim?
Po dwóch tygodniach małżeństwa, w wypadku ginie mąż Elsie. 
Niespełna trzydziestoletnia kobieta zostaje z całą swą ogromną miłością, która nie miała szansy zmierzyć się z „szarą rzeczywistością”, ani przejść próby czasu. 
Jej wspólne życie z Benem skończyło się jeszcze zanim się na dobre rozpoczęło i czas nie miał szansy zweryfikować siły ich uczucia.
A to oznacza, że prócz naturalnej żałoby, uczucie, które ich połączyło, już na zawsze pozostanie idealne. 

Gdy kupowałam „Na zawsze, ale z przerwą” nie miałam pojęcia, że to debiut i że wydano już inne książki autorki, które zostały dobrze przyjęte.
Ot zainteresowała mnie fabuła opisana na obwolucie.
Książka zaczyna się od śmierci Bena i to jest punktem wyjścia do wszystkiego, co potem się w tej powieści będzie działo. A wbrew pozorom sporo się tu dzieje. 

Autorka skupiła się na pokazaniu tego, jak radzimy (lub nie radzimy) sobie z żałobą, z utratą bliskich, których kochamy. Jak rozpacz może totalnie osaczyć, odciąć od przyjaciół, rodziny. Radzenie sobie ze śmiercią najbliższych jest tym czego nie da się „zrozumieć”, jeśli samemu się tego nie doświadczyło, zwyczajnie nie jest się w stanie postawić na miejscu takiej osoby i pojąć co ona czuje.
A leczenie takich ran to proces długi i ogromnie trudny. Uważam, że pani Reid całkiem dobrze sobie poradziła z ukazaniem poczucia rozpaczy, straty i prób stanięcia na nogi po takiej tragedii. 


Napis z tyłu okładki doradza zaopatrzenie się w pudełko chusteczek, bo książka wyciska łzy w ilościach hurtowych. Otóż ja nie płakałam. Naprawdę. Ale czułam niesamowicie dojmujący żal i było mi tak ogromnie smutno, czytając o tym z czym mierzyła się Elsie.  W dodatku Taylor Jenkins Reid bardzo obrazowo odmalowała jak śmierć Bena wyidealizowała uczucie jakie go łączyło z Elsie w jej oczach, uczucie, które już i tak było dla niej idealne. Dla mnie ta książka nie jest wyciskaczem łez, nie stosuje tanich sztuczek, żeby wywołać emocje i łzy. Pokazuje za to jak ogromną rozpaczą potrafi napełnić człowieka śmierć osoby, którą się kocha i jak totalnie złamać. I robi to w prosty sposób, a jednocześnie ogromnie poruszający. Elsie nie jest idealna, jej związek z Benem też nie był. 
A jednak przez to, że śmierć Bena odebrała im wspólną przyszłość, ich krótki związek już na zawsze zostawi w niej idealny obraz ich miłości. 

Czy polecam „Na zawsze, ale z przerwą”?
Dla osób szukających „emocjonalnego walca jadącego po człowieku” nie. Ta powieść mimo, że wywołuje wiele emocji, nie działa w taki sposób. To dojrzały obraz przechodzenia żałoby, pogodzenia się z tym co się stało i przyjęcia do świadomości, że inni bliscy mogą cierpieć tak samo jak my. Że nie tylko my mamy prawo do rozpaczy. 
Jeśli jednak szukacie książki mądrej, opisującej żałobę w sposób subtelny, a bohaterów ukazujący nie przez różowe okulary, ale z pełnym wachlarzem ich wad – to jak najbardziej, to jest książka dla Was.

Mi się bardzo podobała, odnalazłam w niej pewne emocje, które towarzyszą mi od kilku lat, gdy bardzo bliska mi osoba nagle odeszła. Są takie rany, których nawet czas nie jest w stanie zagoić, pozostawiając na zawsze blizny.
I chyba o tym przede wszystkim była dla mnie ta powieść.


piątek, 12 marca 2021

"Echo przeszłości" Ewelina Nawara, Justyna Leśniewicz

 „Echo przeszłości” to drugi tom serii Kings Of Sin Eweliny Nawary i Justyny


Leśniewicz. Po przygodach Liama i Jo w części pierwszej, nadszedł czas na historię Jamesa i Celii, bohaterów z trudną przeszłością, próbujących jakoś poradzić sobie ze swoimi demonami. Byłam ogromnie ciekawa jak potoczą się losy Jamesa i kto skradnie jego serce.
Akcja Echa przeszłości rozpoczyna się ciut wcześniej niż zakończył się tom pierwszy i od razu wpadamy w wir wydarzeń, które porywają naszych bohaterów. Każdy, kto przeczytał Melodię serc, wie co tam się wydarzyło, więc napiszę tylko, że będzie się działo. 

W tym tomie główne skrzypce grają James i Celia, ale pojawiają się również wszyscy bohaterowie, których poznaliśmy w poprzednim tomie, a i ktoś nowy zawita na karty powieści. Ucieszyło mnie, że spotkałam się w tej książce z dobrze mi już znanymi postaciami, bo większość z nich naprawdę polubiłam. Prócz wątku miłosnego, tak samo jak w poprzedniej części, ogromnie ważną rolę odgrywa tu muzyka. Lubię książki, których akcja ma w sobie muzyczne wątki, dlatego tym chętniej sięgnęłam po obie części serii Eweliny i Justyny. 

Akcja jest naprawdę dynamiczna i wiele się tu dzieje. Autorki włożyły sporo wysiłku, aby odmalować emocje, które szaleją w bohaterach, pokazać ich wnętrze, przeszłość, teraźniejszość, nadzieje i lęki. Uważam, że dobrze nakreśliły głównych bohaterów, nie zapominając jednocześnie o reszcie postaci, które odgrywają ważną rolę w tej opowieści. 

Mimo, że „Echo przeszłości” to klasyczny romans, to nie zabrakło tu poważniejszych tematów, które są płynnie wplecione w wątek rozwijającej się miłości pomiędzy Jamesem i Celią. Justyna i Ewelina ukazały jak ciężko jest pozbierać się po złych doświadczeniach, jak trudno jest zawalczyć o siebie i swoje marzenia, ale i jak piękna potrafi być miłość, jak ważne jest wsparcie przyjaciół i rodziny. 

 


W książce sporo jest poważnych momentów, ale bywa i zabawnie i z poczuciem humoru. Polubiłam Celię i Jamesa, zwłaszcza on mocno zapadł mi w serce. Nie wiem czy nie bardziej nawet niż Liam, ale gdybym miała zdecydowanie wybrać, pewnie bym nie potrafiła. Powieść czyta się dobrze, autorki szlifują swój styl i czuć, że się w tym temacie rozwinęły. Książkę czyta się lekko i z przyjemnością. Co dla mnie ogromnie ważne, powieść nie jest wulgarna i to jest niesamowity plus, uczucia w tej historii, mimo, że skomplikowane, są piękne i bywały momenty, gdy autentycznie się wzruszyłam. 

Podsumowując.
Jaka jest książka „Echo przeszłości”? 
Naprawdę dobra.
To wciągająca historia, monetami zabawna, momentami wzruszająca. 
To piękna opowieść o dwóch samotnych sercach, które wreszcie się odnajdują i dostają szansę od losu.
Gorąco ją polecam i niecierpliwie czekam na kolejny tom serii Kings Of Sin.