Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smoki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smoki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 września 2018

"Cesarstwo popiołów" finałowy tom cyklu Draconis Memoria Anthony'ego Ryana

„Cesarstwo popiołów” to finałowy tom cyklu Draconis Memoria Anthony’ego Ryana.
Akcja rozpoczyna się tam, gdzie zakończył się tom drugi i rusza z kopyta od pierwszej strony.  Biały i jego armia Splugawionych wspomagana przez smoki zbiera krwawe żniwo. Po ich przejściu zostają jedynie zgliszcza. Świat jaki znali bohaterowie chyli się ku upadkowi, a to czy zdołają go uratować, wcale nie jest pewne.

Przyznaję, że dużym (i pozytywnym) zaskoczeniem był dla mnie fakt, że wydawnictwo MAG wydało dwa tomy cyklu w tym samym roku. Specjalnie zostawiłam sobie czytanie tomu drugiego „na później” żeby nie mieć długiej przerwy pomiędzy kolejnymi tomami, a tu takie miłe zaskoczenie.
Akcja powieści rozpoczyna się w momencie, w którym zakończył się tom drugi, a trzeba dodać, że to był wyjątkowo spektakularny cliffhanger.
Jest więc już od pierwszego zdania bardzo dynamicznie i z rozmachem.
Do swojego stylu pisarz już mnie przyzwyczaił i w trzecim tomie cyklu nic się nie zmienia. Autor pisze w wypracowany przez siebie sposób, barwnie i obrazowo opisując walki pomiędzy ludźmi a armią Białego smoka. A tych jest całkiem sporo, bo toczą się i na wodzie, na lądzie i w powietrzu.
Jest więc krwawo, jest brutalnie, jest desperacko i z niesamowitą zawziętością po każdej ze stron.
W tyglu tego szaleństwa wywołanego przez Białego, każdy z bohaterów przejdzie pewnego rodzaju przemianę. Tak wiele krzywdy, śmierci i poczucia winy nikogo nie pozostawi bez ran na duszy.

Nadal główne skrzypce odgrywają bohaterowie, których tak dobrze poznaliśmy w poprzednich tomach. Jest więc Clay, Lizanne oraz Hillemor, nie zabrakło również Sirusa, co mnie osobiście bardzo ucieszyło. Rozdziały niezmiennie są poświęcane różnym bohaterom i wtedy akcja koncentruje się na nich, a trzecioosobowa narracja sprawia, że mamy pełen pogląd na to co się dzieje w fabule.
Gdybym miała wybrać mojego ulubionego bohatera, to chyba nie dałabym rady. Może moja sympatia jest ciut większa jeśli chodzi o Claya, ale są to minimalne równice.
Autor bardzo dobrze nakreślił swoich bohaterów, i tak jak już to pisałam przy recenzjach poprzednich dwóch tomów, są to pełnokrwiści bohaterowie, pełni emocji, wad i zalet, popełniający błędy , niekiedy zmuszeni wybrać mniejsze zło, skłonni do niesamowitych czynów i poświęcenia w imię wolności i zwycięstwa.
Należy również dodać, że w powieści jest jeszcze jeden i chyba najważniejszy bohater – są to smoki.
Smoki, które ludzie sprowadzili do poziomu „produktu” i których wartość wyznaczali na podstawie tego, ile krwi ludzie zdołają z nich pozyskać.
Te cudowne i magiczne stworzenia, zniewolone w hodowlach, przetrzebiane w interiorze dla zysku w tym tomie dostały swój głos dzięki temu, że jeden z bohaterów miał możliwość połączyć swój umysł z umysłem niektórych z nich.
Bardzo podobał mi się sposób w jaki autor pokazał te dzikie i pełne dumy stworzenia, jak pozwolił zrozumieć bohaterom, że to nie bezrozumne bestie.
Od początku mojej przygody z cyklem Draconis Memoria nie mogłam się pogodzić z mordowaniem smoków dla zysku i władzy i niecierpliwie czekałam na zakończenie, aby dowiedzieć się jaki los czeka te wspaniałe stworzenia.

Jeśli chodzi o fabułę, to autor sprawnie łączy ze sobą wszystkie wątki i rozwiązuje od wieków skrywane
tajemnice.
Czym bliżej jednak było końca, tym większe były moje obawy o los ulubionych bohaterów i strach, że z tego co się dzieje mają małe szanse aby ujść z życiem.
Mimo to nie potrafiłam odłożyć powieści, przewracałam kartkę za kartką z coraz większą niecierpliwością i ciekawością.
I gdy nadeszło zakończenie… poczułam się usatysfakcjonowana.
Co prawda nie wszystko poszło po mojej myśli, kilka razy nawet miałam łzy w oczach i przepełniały mnie ogromne emocje.
Ale uważam, że to jak Anthony Ryan zakończył ten cykl jest idealnie dopasowane do wymowy tej historii, a fakt, że zakończenie ma pewne otwarte furtki, sprawił mi niekłamaną radość, bo skrycie liczę, a pisarz powróci do świata smoków i znów pozwoli mi wraz z nimi przezywać niesamowite przygody.
Draconis Memoria to naprawdę kawał solidnego fantasy, z ciekawym systemem magicznym, cudownymi choć budzącymi (słusznie zresztą) grozę smokami i bohaterami, który są nieidealnie wspaniali. Jest w tych powieściach ciut  pirackiej przygody, odkrywanie tajemnic, magia,  walka na śmierć i życie i bolesna dla bohaterów lekcja zrozumienia, że są rzeczy ważniejsze od pieniędzy i władzy.






czwartek, 19 lipca 2018

"Legion płomienia" Anthony Ryan. Drugi tom serii Draconis Memoria

Biały Smok się przebudził i jego jedynym pragnieniem jest zapanowanie nad światem i ludźmi. Wobec
zagrożenia jakie sobą reprezentuje dawni wrogowie muszę zewrzeć szyki i zawiązać sojusze. Mimo to, nadal trwają przepychanki, kto ile dla siebie ugra i ile władzy zdobędzie.
Lizanne zostaje wysłana do  Cesarstwa Corvuskiego w ramach misji dyplomatycznej, chodź nie taki cel mają jej działania i podróż.
Tymczasem Clay, kapitan Hillemor i jego załoga wyruszają w podróż na opanowane przez lód południowe morza,  do miejsca które w wizji po wypiciu krwi Białego zobaczył młody Błogosławiony.
Armia Splugawionych zdobywa kolejne tereny wcielając w swe szeregi kolejnych ludzi.
Wydaje się, że już nic nie powstrzyma Białego smoka i jego armii…Świat się zmienia i wygląda na to, że ludzie niewiele mogą na to poradzić…

„Legion płomienia” jest drugą częścią serii Draconis Memoria – historii o ludziach i smokach (o pierwszym tomie pisałam TUTAJ).
W tym tomie głównymi narratorami powieści jest trójka głównych bohaterów, Clay, Hilemor, Lizanne oraz co pozytywnie mnie zaskoczyło, Sirusa, który stał się Splugawionym. Rozdziały z jego punktu widzenia są naprawdę ciekawe, bo do tej pory Splugawieni nie mieli prawa głosu w tej powieści.
Rozdziały z punktu widzenia różnych bohaterów przeplatają się ze sobą, a narracja trzecioosobowa sprawia, że wiemy o wszystkim co przytrafia się bohaterom.

Akcja powieści jest bardzo dynamiczna i naprawdę wiele się dzieje, a każdy rozdział kończy się w takim momencie, że człowiek coraz bardziej niecierpliwie pochłania kolejne strony, aby wrócić do przerwanego wątku. Mamy dużo spektakularnych walk ze smokami, spiski, knowania i polityczne rozgrywki. Tych ostatnich nie ma jednak za dużo, tylko tyle ile potrzeba aby ta wielowątkowa powieść była kompletna.
Wraz z bohaterami poznajemy nowe miejsca, odkrywamy tajemnice pochodzenia smoków – choć jeśli o nią chodzi, to w sumie każde odkrycie rodzi kolejne pytania i niewiadome.
System magiczny oparty na mocny otrzymywanej z krwi smoków nie rozwija się za bardzo, choć zakończenie sugeruje, że w kolejnym tomie możemy zostać mocno zaskoczeni. Autor wprowadza do fabuły kilkoro nowych bohaterów, którzy prócz tego, że odgrywają ważną rolę i nie znikają po kilku rozdziałach, to są postaciami, które zwyczajnie się lubi i im kibicuje.

Lekki i dopracowany styl autora sprzyja szybkiemu czytaniu, a obrazowe opisy przedstawiają wykreowany przez niego świat dość szczegółowo, ale bez zanudzania czytelnika.
Fabuła powieści jest spójna i nie zauważyłam żadnych nielogiczności. Bohaterowie zmieniają się wraz z wydarzeniami, które mają na nich bezpośredni wpływ, Biały Smok i jego armia stanowi zagrożenie, przy którym wszystko co do tej pory się liczyło przestaje mieć znaczenie, a wizja rychłej zagłady popycha ich do przodu bez względu na ryzyko.
I o ile w pierwszym tomie rozdziały z perspektywy różnych bohaterów były wg mnie nierówne, niektóre zdecydowanie mniej ciekawe od innych, to w przypadku drugiego tomu wszystkie są tak samo ciekawe i wciągające.

W swojej powieści Anthony Ryan stworzył ciekawy i barwny świat, wykreował bohaterów z krwi i kości i opracował system magiczny, który opiera się na czymś nowym, świeżym.
Historia smoków to nietuzinkowa opowieść pełna wielu niespodziewanych zwrotów akcji i tajemnic, których rozwiązanie zapewne mnie zaskoczy, bo choć mam swoje przypuszczenia, to jestem pewna, że autor i tak zagra mi na nosie.
W trakcie czytanie „Legionu płomienia” nie nudziłam się ani przez chwilę, co uważam za duży plus zważywszy, że powieść liczy prawie 700 stron.
Mocno kibicowałam ulubionym bohaterom i pełna lęku o ich los pochłaniałam kolejne strony.
Oczywiście zakończenie następuje w takim momencie, że wypadałoby mocno potrząsnąć autorem i za tak spektakularny cliffhanger.
„Legion płomienia” to kawał solidnego fantasy, którym autor udowadnia, że ma niewątpliwy talent i wyobraźnię, której chyba nic nie ogranicza.
Niecierpliwie czekam na kolejny tom serii i śmiało mogę stwierdzić, że Anthony Ryan dołącza do grona moich ulubionych pisarzy fantasy.

niedziela, 16 lipca 2017

"Ogień przebudzenia" Anthony Ryan

„Ogień przebudzenia” to pierwszy tom serii Draconis Memoria, autorstwa Anthony’ego Ryana.
Z tym autorem zetknęłam się po raz pierwszy za sprawą jego trylogii Kruczy Cień i od razu polubiłam jego twórczość.
Nie mogłam więc nie sięgnąć po „Ogień przebudzenia”, zwłaszcza, że opowiada ona o smokach, a tą tematykę lubię bardzo.

Powieść jest objętościowo spora, bo ma ponad 700 stron.
Fabuła podzielona jest na narrację z perspektywy trzech głównych bohaterów: Lizanne Lethridge, kobiety-szpiega na usługach Protektoratu, Claydona Torcreeka, złodziejaszka i niezarejestrowanego Błogosławionego, który zostanie zmuszony do służby dla Protektoratu oraz podporucznika Corricka Hilemore, który służąc na krążowniku Syndykaty wplącze się niechcący w ogarniający świat chaos.

Autor długo i szczegółowo wprowadza czytelnika w swój świat. Świat, gdzie najcenniejsza jest smocza krew, która daje niesamowite zdolności Błogosławionym. To najwięcej warta waluta, obiekt pożądania większości ludzi.
Ale jak to z ludźmi bywa, sposób pozyskiwania krwi jest tylko jeden – złapać smoka, wytoczyć jego krew, zabić. Dobitnie o podejściu ludzi do smoków mówi fakt, że smocza krew określana jest mianem „produkt”, jakby jej pozyskiwanie nie pozbawiało życia żywe istoty.
W związku z tym smoków (zielonych, niebieskich, czerwonych i czarnych) jest coraz mniej, a mit/legenda o białym smoku i wysłana w jego poszukiwaniu ekspedycja, okaże się bardzo brzemienna w skutkach.

Z tą powieścią długo miałam problem, a to dlatego, że nie jest ona równa i wciągająca jednakowo. O ile wątek Lizanne był ciekawy, wątek ekspedycji, w której zmuszony był wziąć udział Clay okazał się świetny i najbardziej interesujący, o tyle wątek podporucznika Hilemore nudził mnie przez ponad połowę przeznaczonego mu na kartach powieści czasu. Przyznaję się – opowieść o morskich bitwach  dobrze mi się ogląda, jeśli chodzi o czytanie o nich, jest już trochę gorzej. Dopiero pod koniec powieści, gdy los pokieruje podporucznikiem w kierunku, którego on sam się nie spodziewa, jego wątek zrobi się bardziej ciekawy.
Najbardziej podobał mi się wątek Calya. Wyprawa w głąb Interioru była intrygująca, wciągająca i zaskakująca. Autor zaserwował czytelnikom sporo niespodziewanych zwrotów akcji, zaskoczył również niektórymi wydarzeniami.
I choć podejrzewałam, że z niektórymi bohaterami może wiązać się jakaś tajemnica, to kompletnie nie spodziewałam się rozwiązań, które wymyślił autor.

Co do głównych bohaterów, to są to dobrze nakreślone postacie. Autor sporo czasu poświęcił dobremu przedstawieniu ich czytelnikowi, więc dobrze ich poznajemy, znamy ich przeszłość, osobowość, charaktery.
To ludzie z krwi i kości, popełniający błędy, dający się wmanewrować w nieprzewidziane sytuacje, ale również pełni uczuć, troski o najbliższych i przyjaciół.
Ciekawi i interesujący są również bohaterowie drugoplanowi. Autor stopniowo nadawał im znaczenia w powieści, dzięki czemu każda z postaci odegrała swoją rolę i na stałe zagościła w fabule.
Śledzenie wydarzeń z perspektywy trzech osób przeżywających swoje przygody, każde w innej części świata, to fajny zabieg, który sprawił, że czytelnik ma pełen obraz wydarzeń.
To właśnie dzięki takiemu sprawnemu łączeniu wątków, trochę nudzące mnie początkowo przygody podporucznika Hilemore okazały się ważnym elementem fabuły, a wydawać by się mogło, że mało znaczące wydarzenia, w których brał udział, okazały się wyjątkowo ważne w końcówce powieści.

Gdy zbliżałam się do finału pierwszego tomu Draconis Memoria, z uznaniem musiałam przyznać, że autor miał dokładnie przemyślaną całą fabułę i wszystkie wydarzenia, które doprowadziły do zakończenia tego tomu.
Dzięki lekkości pióra, powieść mimo początkowego, leniwego prowadzenia akcji, wciągała i ciekawiła.
To właśnie za sprawą odpowiadającego mi stylu pisarza, nie zniechęciłam się i czytałam dalej.
A uważam, że warto było, bo czym dalej, tym bardziej przepadałam w świecie ludzi i smoków z „Ognia przebudzenia”.

Pierwszy tom serii to ciekawe wprowadzenia do świata smoków, przepowiedni, walki i przygody. To ciekawe  postacie, kilka tajemnic, ogromne niebezpieczeństwo i zaskakująca prawda, z którą będą musieli się zmierzyć bohaterowie powieści.
A zakończenie  następuje w takim momencie, że nie ma siły, która odwiodłaby mnie od kupienia i przeczytania kolejnego tomu.
Więc jeśli jesteś fanem Anthony’ego Ryana, lubisz tematykę smoków, pociągają cię powieści z pogranicza  fantasy i przygody, to uważam, że to powieści dla ciebie.
Jak się okazało „Ogień przebudzenia” to zaskakująca powieść, pełna przygód i ciekawych wątków i z czystym sumieniem mogę ją polecić.