Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baśń. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 sierpnia 2020

"Ruchomy zamek Hauru" Diana Wynne Jones

Młoda Sophie Kapeluszniczka zwraca na siebie  uwagę czarownicy i zostaje przez nią zamieniona w
staruszkę… Dochodząc do wniosku, że gorzej być nie może rusza do ruchomego zamku czarodzieja Hauru, który podobno zjada dusze młodych dziewcząt i jest ogólnie potwornym potworem.
Ale gdy do niego trafia, poznaje nie tylko jego ucznia Michaela, ale również Kaqlcyfera, demona ognia, z którym zawiera pakt…

Na początku przyznam, że nie oglądałam kreskówki, którą nakręcono na podstawie książki, wiec spotkanie z powieścią Diany Wynne Jones, było dla mnie jak pierwsza randka.
I jak to przed randką, miałam obawy, wątpliwości, ale i nadzieję i motyle w brzuchu.
I okazało się, że również ogromnego farta, że trafiłam na tą książkę, bo okazała się być wspaniałą lekturą i cudowną przygodą.

„Ruchomy zamek Hauru” to przepiękna baśniowa historia, która wciąga już od pierwszej strony. Jest tu magia, jest dobro i zło, ale nie wszystko jest czarno-białe. Są tu odcienie szarości, które nadają tej historii cudownego klimatu.
Akcja jest niesamowicie dynamiczna, a jednocześnie autorka poświęca wiele uwagi bohaterom, pokazuje, że pozory mogą mylić, a człowieka łatwo ocenić nie zadając sobie trudu, aby go zrozumieć, lepiej poznać.

Książka napisana wspaniałym językiem, plastycznym, barwnym i soczystym. Tą historię się smakuje jak owoce dojrzewające na słońcu, gryzie się kawałek jabłka czy brzoskwini, a ma się wrażenie, że w ustach ma się smak słońca, chmur, nieba, deszczu.
Tak samo jest z tą książką, czyta się jedno zdanie, a ma się wrażenie, że dostało się o wiele, wiele więcej treści.

Sami bohaterowie to tak wspaniałe i barwne postacie, że nie ma możliwości, żeby ich nie polubić. Oczywiście i tutaj pojawiają się „ci źli”, mamy główną antagonistkę, która jak się okazuje, maczała palce w nieszczęściu nie tylko Sophie.
Piękne jest to, że autorka daje nam szansę poznać swoich bohaterów, zrozumieć ich, bez oceniania, bez narzucania co mamy o nich myśleć.
Główna bohaterka zmaga się nie tylko z klątwą jaką na nią rzucono, ale i z samą sobą, z brakiem wiary we własne siły i umiejętności, z poczuciem odrzucenia i samotności.

W powieści nie brak humoru, magii, tajemnic i przygody. Tu się tyle dzieje, że strony się wręcz połyka. To lektura dla czytelnika w każdym wieku, która – czego jestem pewna – zachwyci niezależnie od peselu.
Jestem zachwycona tą książką, dałam się jej oczarować i wciągnąć do wspaniałego, baśniowego świata, gdzie przeżyłam wraz z bohaterami niesamowite przygody.
Dziwię się tylko, że o tej książce tak cicho w mediach społecznościowych. Rzecz dla mnie niepojęta, zważywszy na to, jak cudowna to powieść.
Polecam ją gorąco, czytajcie i dajcie się oczarować niezwykłej opowieści utkanej przez Dianę Wynne Jones.

wtorek, 12 listopada 2019

"Córka lasu" Juliet Marillier

Dłuższy czas zbierałam się aby napisać o swoich wrażeniach na temat tej powieści, ale nijak nie potrafiłam
swoich emocji ubrać w słowa.
Kotłowało się we mnie, buzowało, dostałam gigantycznego kaca książkowego.
Mimo, że nie potrafiłam (i nadal do końca nie potrafię) opisać wszystkich tych emocji słowami, to jedno wiem na pewno i chcę od razu napisać.
Ta książka jest genialna.

„Córka lasu” to opowiedziana na nowo baśń o Sześciu łabędziach braci Grimm. Ale nie jakaś wariacja na jej temat, to wierne odwzorowanie wydarzeń i fabuły, ale przeogromnie doprawione  irlandzkimi podaniami, legendami, wierzeniami i folklorem.
Jest tu jednak zachowany wspaniały baśniowy klimat, a jak to w każdej baśni bywa, mamy i magię i miłość i praktycznie niewykonalne zadanie, którym zostaje obarczona bohaterka.
Są bohaterowie i dobrzy i źli, ale u autorki Córki lasu pojawiają się również ci w odcieniach szarości.
Mimo, że Juliet Marillier bardzo ściśle trzyma się oryginalnych wydarzeń z baśni, to jej powieść jest bardzo rozbudowana, nasączona emocjami, a jej bohaterowie są tak wiarygodni i cudownie wykreowani, realistyczni i pełnokrwiści, że ma się wrażenie, że się czyta o kimś, kto jest nam doskonale znany.

Świat o którym opowiada autorka bywa naprawdę brutalny. Córka lasu nie unika trudnych tematów, brutalnych wydarzeń i czasem nawet przemocy. Ale wszystko co się w tej powieści pojawia wynika z rozwoju fabuły i czasów w jakich toczy się ta opowieść.
Dodatkowo wszystko jest opisane tak subtelnie, delikatnie, że potrafi poruszyć wszystkie emocje w czytelniku, a jednocześnie nie epatuje brutalnością ponad miarę.
Autorka nie musi ze szczegółami pisać o krzywdzie fizycznej, która np. spotyka jakiegoś bohatera, aby czytelnik wiedział i czuł, że on cierpi.
Naprawdę, to ogromna umiejętność i niebywały talent aby w tak subtelny sposób pisać o sprawach trudnych, jednocześnie wywołując morze uczuć w czytelniku.

Bohaterowie, których kreuje pisarka, są (jak już wcześniej pisałam) wyjątkowo dobrze nakreśleni. Jeśli ktoś zna baśń o Sześciu łabędziach, to wie jaka droga czeka główną bohaterkę, więc od razu wiadomo jak trudne zadanie dostało się Juliet Marillier jeśli chodzi o jej postać. A jednak bez problemu poradziła sobie z tym zadaniem i wyszła z niego zwycięsko.
Każdy z bohaterów tej opowieści, czy to postać główna czy drugoplanowa, są napisani z dbałością o ich charakter, osobowość i wyrazistość.
Nie ma tu postaci mdłych, papierowych czy zbędnych.
Wszyscy, którzy pojawiają się na kartach tej powieści są w niej niezbędni.

Sama fabuła, mimo, że wiadomo jak się rozwinie, jest tak rozbudowana i opisana, że chwilami zagryzałam wargi z nerwów i obawy o losy bohaterów.
Znam tą baśń na wylot, to jedna z moich ulubionych opowieści braci Grimm, a jednak szalałam z niepokoju przy czytaniu Córki lasu. Był też taki moment, że płakałam nad tym co spotyka Sorchę i to płakałam rzewnymi łzami.
Czułam się, jakbym czytała o bliskiej przyjaciółce, siostrze, kimś, kto jest dla mnie niezwykle ważny.
Pochłaniałam kolejne strony, rozdziały i nie potrafiłam tej książki odłożyć.
Musiałam, musiałam się dowiedzieć, co jeszcze musi przeżyć Sorcha, aby wykonać powierzone jej zadanie.

„Córka lasu” to baśń.
Baśń wspaniała, klimatyczna, cudowna i pełna magii. Nie tylko tej dosłownej, ale i tej, którą gwarantuje niesamowicie napisana historia. Historia, która wkrada się w serce, mości się w duszy i sprawia, że nawet po zakończeniu lektury, po tym jak od czasu przeczytania ostatniego słowa mijają dni, ma się łzy w oczach, gdy się o tej powieści pomyśli.
Jest w niej i smutek i melancholia, odrobina nostalgii, ale i wiary w to, że jeśli bardzo się chce, to można wszystko, że miłość i poświęcenie są ogromną wartością.
Pokochałam „Córkę lasu” zachłysnęłam się jej pięknem i niepowtarzalnym klimatem.
Ktoś powie, że są lepsze książki.
Może to i prawda.
Ale już dawno żadna tak mnie nie poruszyła, tak nie zachwyciła i zauroczyła jak powieść Juliet Marillier.




niedziela, 12 maja 2019

„Mądra Wasylisa i inne baśnie o odważnych młodych kobietach” opowiedziała na nowo Kate Forsyth

„Mądra Wasylisa i inne baśnie o odważnych młodych kobietach” to zbiór baśni, która na nowo
opowiedziała Kate Forsyth z przepięknymi ilustracjami Loreny Carrington.
Siedem historii z różnych zakątków świata, m.in. Rosji, Szkocji, Norwegii.
Byłam ciekawa jak pisarka przedstawi te historie, czy mocno je zmieni.
Gdy zaczęłam je czytać totalnie przepadłam w baśniowym świecie mądrych i odważnych kobiet.

Kate Forsyth postanowiła pokazać czytelnikowi te baśnie, które posiadają silne i mądre bohaterki kobiece. Nie czekające na wybawienie z kłopotów pięknego księcia, ale biorące sprawy w swoje ręce.
Niektóre znałam, niektóre były mi totalnie obce. Każda jest piękna i utrzymana w klimacie klasycznych baśni, z morałem i przesłaniem.
Przed każdą autorka pisze krótką notkę z informacją o pochodzeniu danej baśni, a na koniec i autorka i ilustratorka piszą kilka słów od siebie o każdej z opowieści.

Książka jest cudownie wydana, a bardzo klimatyczne ilustracje dopełniają dzieła. Idealnie oddają treść opowiadanej historii, jej klimat i przesłanie.
Uważam, że te opowieści powinien przeczytać każdy, nie tylko młody czytelnik.
Potrafią zauroczyć, przenieść do magicznych krain i niesamowitych wydarzeń.
Są mądre i jasno pokazują podział na dobro i zło. Mimo wszystko zostawiają też malutką przestrzeń na odrobinę szarości.

O tej książce zapewne bym nigdy się nie dowiedziała, gdyby nie przypadkowe zawędrowanie na bloga (nie pamiętam niestety jego nazwy, której nie zapisałam), a skusiła mnie tytułowa baśń rosyjska o Wasylisie.
Uwielbiam rosyjską literaturę, niezależnie czy współczesną, klasykę, fantastykę, historyczną. Dlatego również rosyjska baśń w tytule sprawiła, że książkę musiałam zakupić.
Uważam, że to był bardzo dobry wybór, bo na chwilę przeniosłam się do świata, gdzie dobro zwycięża (choć często za wysoką cenę), a kobiece bohaterki sama walczą o swoje szczęście, nie czekając aż im ono samo spadnie z nieba za pomocą wspaniałego księcia.

Jeśli lubicie klasyczne baśnie, świat magii, nutkę nostalgii i cudowny język, to ta książka jest zdecydowanie dla Was. Czytelnik w każdym wieku będzie zachwycony, wystarczy, że w głębi serca nadal łaknie szczęśliwego zakończenia.

Szczerze polecam.

środa, 13 lutego 2019

"Magia i ogień" Nik Pierumow

Stal przeciwko magii, para przeciwko czarom.


„Magia i ogień” to drugi tom przygód Molly Blackwater autorstwa Nika Pierumowa. O pierwszym TUTAJ  i byłam nim totalnie zachwycona.
tomie pisałam
Połączenie rosyjskiego folkloru i baśni ze steampunkiem, parą i stalą było dla mnie świetnym zabiegiem i niecierpliwie czekałam na wydanie kolejnego tomu.
Akcja powieści rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie zakończyła się w tomie pierwszym. Molly po powrocie do domu zostaje schwytana przez Departament Specjalny, a wraz z nią cała jej rodzina. Aby uratować życie bliskich i swoje, dziewczynka zacznie prowadzić z Departamentem niebezpieczną rozgrywkę, a to co się w jej trakcie wydarzy, może przyprawić o zawrót głowy z wrażenia.

W drugim tomie pojawia się większość bohaterów, których poznałam w poprzednim tomie. Akcja jest niesamowicie dynamiczna i w książce tak wiele się dzieje, że nie sposób się od książki oderwać.
Są zaskakujące wydarzenia, są niesamowite zwroty akcji, niektóre tajemnice trochę się wyjaśniają, a już za chwilę pojawiają się nowe.
Bohaterowie nie dostają ani chwili wytchnienia, a Molly zaczyna sobie zdawać sprawę, że to o co walczy przerasta jej najśmielsze oczekiwania.

Styl autora niezmienne zachwyca, lekki, plastyczny, z typową dla autorów zza wschodniej granicy nutą melancholii.
Główna bohaterka pomimo młodego wieku, okazuje się wyjątkowo dojrzałą (sytuacja niejako to na niej wymusza) i zdeterminowaną dziewczynką, która stara się nie ulegać strachowi.
Molly zachwyca osobowością, nie irytuje, nie wkurza, nie doprowadzała mnie to zgrzytania zębami z irytacji.
Jest chwilami zagubiona, ale zawsze zdeterminowana do działania, nigdy się nie poddaje i walczy do końca.
Strasznie podoba mi się sposób jej kreacji i uważam, że to jedna z lepszych kobiecych bohaterek, o jakich czytałam.
Również kreacja pozostałych bohaterów jest na wysokim poziomie. Od razu dają się lubić (bądź nie cierpieć), zmieniają się w trakcie tego co ich spotyka i z czym muszą się mierzyć. Nie są pozbawieni wad, ale przez to czułam do niech większą sympatię.
Na uznanie zasługuje główny antagonista Molly – Lord Spencer. Niesamowicie intrygująca i niejednoznaczna postać, której tajemnice ogromnie ma się chęć poznać. Nie jest łatwo go rozszyfrować i tak na dobrą sprawę nie do końca się to w tym tomie udaje. Uznaję to za wielki plus autorowi – że nie wyjaśnił wszystkiego czytelnikowi tak od razu.

Ten tom w całości rozgrywa się w Nord Jorku, dzięki czemu mamy zdecydowanie więcej elementów steampunku zgrabnie połączonych z magią.
Daje to wyśmienity efekt i przyznaję, że zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie.
Nik Pierumowa śmiało połączył zdawałoby się niepasujące do siebie elementy i wyszło mu to znakomicie.
„Magia i ogień” to książka, którą czyta się jednym tchem, pochłania wręcz i nie chce się jej odłożyć pomimo absurdalnie później (bądź wczesnej, zależy jak na to spojrzeć) godziny na zegarku.

Maszyny parowe, stal i postęp kontra magia dały świetny efekt. Fabuła  okraszona szczyptą melancholii i odrobiną baśniowości zachwyca i oczarowuje.
Bohaterowie zapadają w serce, a niesamowicie dynamiczna akcja wciąga i nie wypuszcza do ostatniej strony.
Więc jeśli jeszcze zastanawiacie się czy sięgnąć po książki Nika Pierumowa o przygodach Molly Balckwater, to oznajmiam – nie ma się nad czym zastanawiać.
Polecam ogromnie i już zaczynam oczekiwanie na kolejny tom.



Za możliwość przedpremierowego przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Akurat.


środa, 28 listopada 2018

"Kroniki Skrzatów" Marbella Atabe

„Kroniki Skrzatów” autorstwa Marbelli Atabe, to baśń skierowana do najmłodszych czytelników.
Opowiada historię Amelki, którą wychowuje jej babcia, olbrzyma Teodora, czarownicy Marbelli i kilkorga wyjątkowych skrzatów.
Jaką tajemnicę skrywa zła (ale czy na pewno?) czarownica? Jakie tajemnicze zadanie przypadnie Amelce? Czy ludzi i olbrzymy znów może połączyć przyjaźń? Czym jest gęsta mgła spowijająca Dolinę Stokrotek i dlaczego niektóre domy w dolinie poznikały?
Jeśli chcecie się tego dowiedzieć, koniecznie sięgnijcie po tą powieść, a na pewno się nie zawiedziecie.

Baśń pani Atabe napisana jest pięknym i przyjemnym językiem. Na tyle prostym, aby każdy młody czytelnik bez problemy sobie z nim poradził.
W jej powieści czytelnik znajdzie wiele cennych wartości, np. miłość i troska o zwierzęta, szacunek, przyjaźń, bezinteresowną pomoc drugiej osobie i akceptację innych takimi jacy są.
Nie ma tu mrocznego klimatu , za to fabuła tchnie ciepłem domowego ogniska, miłością rodzinną i przyjaźnią.
Oczywiście jak to w baśniach bywa, jest tu również magia i tajemnice, z którymi przyjdzie się zmierzyć bohaterom, a i pewne zadanie do wykonania, z którym poradzić może sobie tylko Amelka.

Autorka bardzo powoli wprowadza czytelnika do wykreowanego przez siebie świata. Pokazuje codzienne życie bohaterów, relacje panujące w ich rodzinach, nadzieje i marzenia.
Niespiesznie pokazuje również przeszłość, którą Amelka będzie odkrywała wraz z czytelnikami.
Świat, w którym żyją bohaterowie jest odmalowany bardzo plastycznie i obrazowo, nie ma najmniejszego problemu, aby wyobrazić sobie Wzgórze Olbrzymów, Dolinę Stokrotek czy Stalową Wieżę.
Historia opowiadana przez autorkę jest urocza, ciekawa i idealnie nadaje się aby czytać ją wraz z najmłodszymi domownikami, choć jeśli ktoś lubi pełne ciepła i magii baśnie, to niezależnie od wieku, również będzie zadowolony.
Czaru powieści dodają piękne ilustracje, które wykonała sama autorka. Nie sposób nie docenić jej talentu w tym zakresie.

Powieść liczy 492 strony, ale czyta się ją szybko i płynnie. Odpowiada za to prosty język, którym posługuje się autorka, a który jest tak charakterystyczny dla baśni dla dzieci.
Łatwo dać się oczarować tej historii, bo choć nie ma w niej mrocznych postaci i posępnego klimatu, to jednak, jak to w baśniach, mamy walkę dobra ze złem, magiczne moce i bohaterów, których nie sposób nie polubić.
Dodatkowym atutem baśni są czworonożni przyjaciele, suczka Amelki i piesek Teodora. Ich wybryki są dodają kolorów tej opowieści, a każdy miłośnik zwierząt będzie zachwycony podejściem do naszych braci mniejszych, jakie propaguje w Kronikach Skrzatów autorka.


„Kroniki Skrzatów” to ciepła, podnosząca na duchu opowieść, która w dzisiejszych czasach, pełnych pośpiechu i walki o dobrobyt, pokazuje, że są rzeczy ważniejsze od wartości materialnych.
Przypomina aby dbać o swoich bliskich i okazywać im miłość, aby nie bać się przyjaźni i otwarcia się na drugiego człowieka.
Ta  piękna opowieść, niewątpliwie kierowana do młodego czytelnika, z pewnością ma szansę spodobać się i tym starszym, którzy tak jak ja w dzieciństwie zaczytywali się baśniami.
Bez problemu można dać się tej historii oczarować i wciągnąć do świata magii, przyjaźni i przygody.
Z czystym sumieniem mogę polecić „Kroniki Skrzatów” i cieszę się, że wpadły one w moje ręce.


czwartek, 18 października 2018

„Kraina Opowieści: Zaklęcie życzeń” Chris Colfer

Świat Alex i Connera Bailey’ów  zmienił się całkowicie, gdy spotkała ich prawdziwa tragedia. 
Rodzeństwo stara się jakoś sobie radzić, ale różnie im to wychodzi.
Pewnego dnia w odwiedziny przyjeżdża do babcia, która w ramach prezentu urodzinowego ofiarowuje im będącą od lat w posiadaniu ich rodziny Księgi Opowieści – czyli zbioru wielu wspaniałych baśni.
To wydarzenie i ta wyjątkowa księga sprawi, że rodzeństwo wkroczy do magicznego, baśniowego świata, a żeby móc wrócić do domu, będą musieli udać się w podróż w celu odnalezienia składników potrzebnych do Zaklęcia Życzeń.

„Kraina Opowieści: Zaklęcie życzeń” to pierwszy tom serii, której bohaterami są rodzeństwo Alex i Connor Bailey. Ale nie tylko oni, bowiem w tej wyjątkowej powieści również ważne są liczne  postacie z dobrze nam znanych baśni, np. Czerwony Kapturek, Królewna Śnieżka, czy Złotowłosa. Nie zabraknie również Złej Królowej, licznych Książąt z Bajki i wiele innych baśniowych bohaterów.
Co ważne, pokazani są oni w całkiem nowy sposób, który łączy wydarzenia z klasycznych historii z tym „co było po żyli długo i szczęśliwie”.
Bliźnięta odkrywają magiczną krainę, poznają wiele nowych miejsc i ludzi (nie tylko, również gobliny, trolle, wróżki, wilki), nawiążą przyjaźnie, dorobią się wrogów i na własnej skórze przekonają się, że  nie wszystko jest takie, jak na pierwszy rzut oka się wydaje.

Książka napisana jest prostym językiem, ale jest to jej niewątpliwa zaleta. Dla dzieci będzie to ułatwieniem, a i dorosły czytelnik nie powinien mieć zastrzeżeń, bo styl autora jest całkiem dobry (tym bardziej, że to debiut) i przyjemny.
W tej historii wszystkiego jest w sam raz, autor dobrze dawkuje ilość opisów, tak aby nie zanudzić młodego czytelnika, potrafi sprawnie prowadzić fabułę, zaciekawić i zaintrygować.
Akcja jest bardzo wartka, wiele się dzieje w tej opowieści, a przygody, które przeżywa dwójka młodych bohaterów są pełne niesamowitych zwrotów akcji i niespodziewanych wydarzeń.
Mimo, że to powieść dla młodszego czytelnika, to nie brakuje w niej niebezpieczeństwa, odrobiny grozy, ale i sporo jest w niej poczucia humoru.
Powieść ma bardzo klasyczne przesłanie, ale nie koncentruje się tylko na tym, aby dobro zawsze zwyciężyło, a zło zostało przykładnie ukarane.
Za sprawą baśniowych postaci, autor pokazuje, że każdy medal ma dwie strony, a to jaką drogą się idzie przez życie, nie zawsze zależy tylko od nas samych.
Zmusza czytelnika, aby popatrzył głębiej niż pierwsza warstwa (moje pierwsze skojarzenie to cebula i Shrek – wybaczcie), ale aby zawsze patrzeć głębiej i próbować zrozumieć drugą osobę, jej działania i motywacje.
Wszystko to autor podaje w lekkiej formie, tak aby młody czytelnik miał możliwość dobrego zrozumienia przesłania, które umieścił w swojej powieści.

Na uznanie zasługują w tej powieści również dialogi pomiędzy bliźniętami i niewyparzony język Connera. Sprawiał on, że często się śmiałam, a jego trafne pytania i spostrzeżenia wprawiały mnie w zachwyt.
W bardzo ciepły sposób Chris Colfer ukazał relacje łączące rodzeństwo, wsparcie jakim sobie służyli i silną więź, jaka ich łączyła.
Pomimo różnic, potrafili działać wspólnie i być dla siebie oparciem. To kolejna ponadczasowa wartość, którą wplótł w swoją opowieść autor.

„Kraina Opowieści: Zaklęcie życzeń” to początek nowej serii i ciekawa jestem jak wraz z dorastaniem Alex i Connera będzie się ona zmieniała. Autor miał fajny pomysł, a pierwszy tom pokazał, że potrafił go rozbudować i przenieść na karty powieści.
Książkę czyta się bardzo dobrze i nawet dla dorosłego czytelnika jest to dobra rozrywka i ciekawa opowieść.
Ja byłam oczarowana światem, który wykreował autor. Sprawnie połączył baśniowe klimaty z współczesnymi, pokazał, że pewne rzeczy się nie starzeją i potrafią zachwycać tak samo, jak wtedy gdy było się dzieckiem i z wypiekami na twarzy słuchało opowiadanych przez mamę czy babcie baśni.
Teraz pozostaje mi tylko czekać na kolejny tom serii i mieć nadzieję, że nie będę musiała czekać zbyt długo.

Za egzemplarz recenzencki dziekuję Wydawnictwu Młodzieżówka


niedziela, 19 sierpnia 2018

„Język cierni. Opowieści snute o północy i niebezpieczna magia" Leigh Bardugo

Leigh Bardugo to autorka, którą poznałam dzięki jej „Szóstce Wron”. Przyznaję, że książka pomimo tego,
że ciekawa – ciut mnie rozczarowała. Miałam sobie odpuścić kolejne książki autorki (pomimo faktu, że Królestwo Kanciarzy stoi na półce), ale dałam się namówić na sięgnięcie po Trylogię Grisza. I choć i ona nie ustrzegła się wad, to sprawiła, że pisarka powróciła u mnie do łask.

„Język cierni. Opowieści snute o północy i niebezpieczna magia” to zbiór sześciu baśniowych opowieści, które osadzone są w uniwersum Griszów.
Autorka podzieliła je w zależności od kraju, z którego pochodzą. Inspirowane są natomiast prawdziwymi baśniami, choćby Małą syrenką, Jasiem i Małgosią czy Pinokiem. Autorka czerpie z nich pełnymi garściami, ale opowiada je po swojemu dodając nieoczekiwane rozwiązania i nie zawsze tak naprawdę dobre zakończenie.
W jej opowieściach nie brakuje mroku, brutalności czy krwawych wydarzeń, nie wszystko jest takim, jakie się na pierwszy rzut oka wydaje, a utarte schematy odchodzą w kąt, gdy zabrała się za nie pani Bardugo.
Bo niby dlaczego to zawsze najpiękniejsza i najbardziej naiwna bohaterka ma zdobyć serce księcia? Czy zaczarowany książę zawsze musi przemienić się z potwora w urodziwego młodzieńca? Czy złe czyny to domena tylko i wyłącznie złych do szpiku kości ludzi, czy może w każdym człowieku jest jakiś mroczny zakamarek w duszy.
Baśnie pani Bardugo pełne są tytułowych cierni, ale nie pozbawione morału i przesłania, choć to drugie bywa czasami niezwykle gorzkie w smaku i trudne do zaakceptowania.

Wszystkie opowieści napisane są lekkim stylem i prostym językiem. W każdej z nich czuć pewną tęsknotę bohaterów za czymś, czego z różnych powodów nie mogą mieć. Mimo niezaprzeczalnego baśniowego klimatu, uważam, że to historie nienadające się dla młodszych czytelników. Jest w nich mądrość płynąca z tego typu historii, ale podana w formie gorzkiej pigułki.
Baśnie Leigh Bardugo to nie słodkie historie z happy endem. To pełne refleksji opowieści o tym, że nie wszystko złoto, co się świeci, a od życia w luksusach ważniejsze jest bycie wolnym i możliwość samodzielnego decydowania o swoim życiu.
Każda z historii opowiadanych przez panią Bardugo była ciekawa, a gdy odnajdywałam w nich motywy ze znanych mi baśni, byłam ogromnie ciekawa, jak postanowi zaprezentować je autorka.
Muszę przyznać, że każda z nich jest zaskakująca, a zakończenia niektórych z nich kompletnie się nie spodziewałam.
To piękne, choć niepozbawione mroku opowieści, które oczarowały mnie od pierwszej strony.


Na osobne pochwały zasługuje to, w jaki sposób została wydana ta książka.  Już na wstępie zachwyca
piękna okładka i cudownie turkusowe pierwsze kartki. Następnie uwagę przykuwają niesamowicie klimatyczne ilustracje umieszczone na każdej stronie, które zmieniają się wraz z rozwojem akcji w każdej opowieści. Na końcu każdej baśni pyszni się piękna ilustracja niejako podsumowująca daną opowieść.
Autorką wszystkich ilustracji jest Sara Kipin, za co należą się jej ogromne ukłony.
Czcionka w całej książce jest na przemian turkusowa i w odcieniu czerwieni. Robi to naprawdę świetne wrażenie i jest świetnym uzupełnieniem  zachwycających ilustracji.
„Język cierni. Opowieści snute o północy i niebezpieczna magia” jest przepięknie wydana, wydawnictwo MAG rzeczywiście się postarało.

Czy polecam tą książkę?
Oczywiście!
I nie tylko fanom autorki, ale każdemu, kto lubi baśniowe klimaty i historie opowiedziane bez lukru i przesłodzenia, w bardziej mroczny, może ciut brutalny, ale w pełen uroku i intrygujący sposób.
Autorka przekonała mnie do siebie tą książką i może nawet dam się skusić na przeczytanie Królewstwa Kanciarzy - kto wie.




środa, 20 czerwca 2018

„Dziewczynka, która wypiła księżyc” Kelly Barnhill

„Dziewczynka, która wypiła księżyc”.
Czy taki tytuł nie ma prawa oczarować i zaintrygować? Oczywiście, że ma i tak właśnie stało się w moim
przypadku. Zaciekawiona tytułem, przeczytałam opis i bez wahania sięgnęłam po książkę.
Akcja tej powieści dzieje się w krainie zwanej Protektorat, nad którą góruje wieża Zgromadzenia Sióstr i wieczna mgła. Mgła i smutek.
Dlaczego smutek? Otóż dlatego, że każdego roku w Dniu Ofiary rada Najstarszych zanosi do lasu najmłodsze dziecko urodzone w Protektoracie i składa je w ofierze Wiedźmie, która żyje gdzieś w lesie.
Pewnego roku Najstarszy Gherland z resztą rady i swoim siostrzeńcem Antainem, który zaczął naukę na stanowisko w radzie udają się do domu kobiety, której mają odebrać dziecko i złożyć w ofierze.
Kobieta jest oszalała z rozpaczy i walczy o swoją córkę, ale nic to nie daje. Dziecko zostaje jej odebrane i zaniesione do lasu, a ona sama zamknięta w wieży Sióstr.
W lesie niedługo po tym pojawia się Wiedźma. I wydawać by się mogło, że los dziecka jest przesądzony, gdyby nie to, że Wiedźma nie jest krwiożerczą bestią za jaką uważają ją mieszkańcy Protektoratu, ale wiekową Wiedźmą o dobrym sercu i przenikliwym rozumie.
Kobieta co roku zabiera porzucone dzieci, nie rozumiejąc dlaczego tak się dzieje i znajduje im kochające domy w Wolnych Miastach, po drugiej stronie lasu.
Podczas długiej drogi karmi dzieci światłem gwiazd, ale gdy zabiera dziewczynkę, przez pomyłkę karmi ją światłem księżyca, tym samym umagiczniając dziecko. Postanawia więc przygarnąć dziewczynkę i nadaje jej imię Luna, a dzień w którym zamieszka ona z Wiedźmą Xan zmieni wszystko.

Książka Kelly Barnhill adresowana jest z założenia do młodych czytelników, ale mogą po nią sięgnąć także dorośli i  jeśli mają słabość do baśniowych klimatów, to jest ogromna szansa, że będą książką zachwyceni.
Powieść napisana jest pięknym językiem, ale wystarczająco prostym, aby również młodszy czytelnik nie miał problemu z jej przeczytaniem.
Autorka kreuje fantastyczny świat, który opisuje bardzo plastycznie i obrazowo, a magia, którą jest przesiąknięta ta historia, jest barwna i wspaniała.
Akcja powieści jest bardzo wartka i niesamowicie wciągająca, nie wszystko jest jednak podawane czytelnikowi na tacy, na niektóre rozwiązania tajemnic trzeba jednak poczekać.

Głównych bohaterów jest kilkoro, Wiedźma Xan, Luna, potwór Glerk i smok Fyrian mieszkający z nimi oraz Antain.
Każda z przedstawionych w powieści postaci jest bardzo dobrze nakreślona i nie mamy najmniejszych problemów z dobrym ich poznaniem. To postaci pełne życia, a autorka umiejętnie pokazuje ich charaktery oraz życiowe dążenia. I nawet bohaterowie pozytywni nie są wolni od wad i popełniania błędów.
Od początku powieści kibicuje się tym „dobrym” i trzyma kciuki za to, aby wszystko się im udało. Nie sposób nie polubić Glerka czy Wiedźmy, nie kibicować Lunie w odkrywaniu swojego przeznaczenia, czy nie trzymać kciuków za odkrycie prawdy o Protektoracie przez Antaina.

Fabuła powieści jest nietuzinkowa i porywająca, pełna drobnych smaczków i często pojawiającego się subtelnego poczucia humoru.
 Ta powieść to przepiękna baśń, którą młodszy czytelnik odbierze „dosłownie” jako baśniową opowieść o walce dobra ze złem, a starszy odkryje w niej drugie dno pokazujące jak łatwo jest manipulować ludźmi odmawiając im dostępu do wiedzy, wpajając im strach przed nieznanym i jak niszczycielską siłą bywa smutek.
Równocześnie poprzez brak odwagi i chęci stanięcia twarzą w twarz z problemem, pokazuje jak często dochodzi do mylnych założeń i nieporozumień, czego przykładem jest przekonanie mieszkańców Protektoratu, że Wiedźma jest zła, a Xan o tym, że to same matki porzucają swoje dzieci na pastwę dzikich zwierząt.
Na przykładzie Rady Starszych obserwujemy również jak władza potrafi deprawować i skłaniać ludzi do najgorszych zbrodni.
„Dziewczynka, która wypiła księżyc” to również opowieść o dojrzewaniu i odkrywaniu siebie i swoich zdolności, o pierwszych krokach w odnajdywaniu swojej drogi, miłości i poświęceniu.

Jestem absolutnie zauroczona tą powieścią i liczę na więcej takich książek autorki.
Mimo, że czasy gdy byłam dzieckiem i zaczytywałam się baśniami to odległa przeszłość, ta książka pozwoliła mi znów poczuć tą magię, która w dzieciństwie towarzyszyła lekturze wszystkich baśni. Odnalazłam w niej wiele cennych, mimo, że oczywistych spostrzeżeń i jeszcze raz dałam się oczarować czytanej przez siebie historii.




poniedziałek, 14 maja 2018

"Niedźwiedź i Słowik" Katherine Arden

„Niedźwiedź i Słowik” to powieść autorstwa amerykańskiej pisarki Katherine Arden i zarazem jej debiut
pisarski.
Gdy po raz pierwszy zobaczyłam tą książkę, jej tytuł nie przykuł mojej uwagi i to do tego stopnia, że nie przeczytałam nawet o czym ona jest.
Tylko przypadek sprawił, że zerknęłam „na szybko” na opis, który już pierwszym zdaniem mnie zaciekawił, a potem poszło już z płatka.
Powieść „Niedźwiedź i Słowik” to historia oparta na kanwie baśni pochodzącej z terenów dawnej Rusi.
Młoda dziewczynka Wasilisa wychowuje się wraz z rodzeństwem bez matki, która zmarła przy jej porodzie. Dziewczynka ma wyjątkowy dar, widzi to co dla innych niewidzialne, istoty wywodzące się z dawnej wiary, które są, dopóki ludzie o nich pamiętają.
Gdy jej ojciec ponownie się żeni i sprowadza do domu nową żonę, fanatycznie wręcz pobożną kobietę, a ta zakazuje domownikom dawnej wiary i składania drobnych darów domowym  duchom, na ich dom i wioskę zaczynają spadać nieszczęścia, a zło od lat ukryte w lesie zaczyna się zbliżać.
Tylko Wasilisa widzi to co nadprzyrodzone i stanie do walki o wszystkich i wszystko co kocha.

„Niedźwiedź i Słowik” to historia napisana w baśniowym stylu, prostym językiem, pełna plastycznych i obrazowych opisów z których wyłania się ogromny szacunek do przyrody. Rzeczywistość przemieszana z magią robi piorunujące wrażenie, autorka płynnie łączy ze sobą słowiańską wiarę, jej demony i bóstwa z napływowym na tamtych terenach chrześcijaństwem.
W pełen dbałości o szczegóły sposób ukazuje jak wyglądało życie w dawnej Rusi, zwłaszcza na jej najbardziej ciężkich do życia terenach. Opowiada o zwykłej  codzienność, która od rana do nocy wypełniona jest ciężką pracą i obowiązkami oraz jak przez większą cześć roku ludzie walczyli  ze srogą zimą. Ale nie tylko na tym koncentruje się fabuła, autorka bowiem ukazuje sytuację kobiet, dla których najważniejszym celem w życiu jest wczesne wyjście za mąż i urodzenie dzieci, a gdy nie uda się tego osiągnąć, pozostaje wstąpienie do klasztoru. Do tego umiejętnie  wplata w fabułę wątki zawierające trochę historii i polityki.

„Niedźwiedź i Słowik” to wspaniała historia o przeznaczeniu, pragnieniu wolności, sile wiary i poświęceniu. A także o miłości i różnych jej obliczach.
Ta historia jest absolutnie wspaniała i porywająca, pełna tajemnic, walki dobra ze złem, a niekiedy momentami prawdziwej grozy. Wszystko osnute jest cudownym baśniowym klimatem, a choć zazwyczaj wszystkie baśnie i bajki kończą się dobrze, to w przypadku tej historii nic nie jest oczywiste i przesądzone.
Zakończenie natomiast jest otwarte i daje ogromne pole do popisu dla wyobraźni autorki.
Zresztą fakt takiego a nie innego zakończenia jest oczywisty, biorąc pod uwagę, że „Niedźwiedź i Słowik” to dopiero pierwszy tom Baśniowej Trylogii.

Jeśli chodzi o bohaterów powieści, to niewątpliwie główną postacią jest Wasilisa. To na niej koncentruje się akcja, choć to właśnie cała plejada ciekawych i intrygujących bohaterów  drugoplanowych jest wspaniałym uzupełnieniem jej historii.
Ta na pozór prosta historia ma w sobie wiele mądrości (jak to w baśniach zazwyczaj bywa) i przekazuje ją w bardzo przystępny sposób.
Jestem absolutnie zakochana w tej powieści i nie przesadzę, jeśli napiszę, że to jest jedna z najlepszych książek, które dane mi było przeczytać w tym roku i jedna z najlepszych ogólnie.
Nie potrafię do końca ubrać w słowa skalę mojego zauroczenia tą książką, wywołała ona we mnie tak wiele emocji, poruszyła tak wiele różnych uczuć, że po raz pierwszy od dawna, mam tak ogromnego kaca książkowego.

Ta historia wślizgnęła się w moje czytelnicze serce, umościła sobie tam miejsce i zostanie tam już pewnie na zawsze. Czytając ją czułam niekłamany zachwyt i nie mogłam się od tej powieści oderwać, musiałam ją przeczytać już teraz, natychmiast, choć wiedziałam, że czekając na kolejny tom będę odliczać dni i przezywać męki książkoholika oczekującego na kontynuację książki, w której się zakochał.
Pisanie o tej książce przychodzi mi z ogromnym trudem, tyle we mnie emocji, których nie potrafię ubrać w słowa.
Ale jeśli lubicie baśnie, jesteście zauroczeni dawną słowiańską wiarą i mitologią, do tego lubicie piękne i poruszające historie, to sięgnijcie po powieść „Niedźwiedź i Słowik” i uwierzcie mi na słowo – nie będziecie rozczarowani.

niedziela, 14 stycznia 2018

"Kot Alchemika" Walter Moers

Gdy zaczęłam czytać „Kota Alchemika” nie mogłam uwierzyć, że przez tyle lat ta książka nie wpadła w moje ręce.  Że nigdzie nie natrafiłam na jej recenzje, nie wyświetliła mi się w propozycjach na różnych stronach dla książkoholików itd.
Dopiero przypadek sprawił, że zatrzymałam się nad tą niepozornie wyglądającą okładką, a zafascynowana opisem książkę nabyłam.

Akcja powieści opowiada o krocie Echo (dokładnie tak, krocie – nie kocie. Od typowego kota odróżnia krota fakt, że potrafi mówić ludzkim głosem), który na wskutek śmierci swojej opiekunki wylądował na ulicy, gdzie na skraju śmierci głodowej spotkał go przeraźnik Eisspin i proponuje umowę – on zabierze krotka do swojego zamku i przez miesiąc będzie go karmił wszystkim co najlepsze, a podczas następnej pełni Echo pozwoli się zabić i wytopić ze swojego ciała tłuszcz, którego przeraźnik potrzebuje do swoich alchemicznych działań.
Echo, który wie, że na ulicy nie przeżyje więcej niż kilka dni, zgadza się na umowę z przeraźnikiem. Czy skończy w kotle Eisspina, czy może los da mu jednak szansę na życie.

Powieść rozpoczyna się z tzw. marszu, nie ma długiego wprowadzenia w wykreowany przez autora świat, szybko przedstawia nam miasto Sledwawie oraz co doprowadziło Echo do momentu, w którym go poznajemy. Więcej informacji o otaczającym krotka świecie dowiadujemy się niejako przy okazji rozwijania się fabuły i pojawieniu się kolejnych bohaterów.
Świat stworzony przez autora jest niebanalny i intrygujący, choć uważne oko wyłapie trochę nawiązań do współczesnego świata.
Akcja jest bardzo wartka i wciągająca, nie nudzi ani przez chwilę. Zresztą historia opowiadana przez Waltera Moersa jest tak niesamowitą mieszanką groteski, grozy i komedii zaprawionych czarnym humorem i sarkazmem, że nie sposób się od książki oderwać.

Bohaterowie, który stworzył pisarz, to barwne postacie, pełne sprzeczności i zaskakujących cech charakteru. Jeśli chodzi o krotka Echo, to (co oczywiste w przypadku kotów) nie sposób było go nie polubić i rozpaczać nad wizją jego rychłej śmierci. Przeraźnik Eisspin natomiast to postać dość skomplikowana, z jednej strony do cna zła i okrutna, z drugiej, gdy czytelnik poznaje przeszłość tego budzącego grozę człowieka, trochę mu współczuje, choć w ostatecznym rozrachunku ja go nie byłam w stanie polubić choćby minimalnie.
Postacie drugoplanowe są równie ciekawe  jak te główne i odgrywają w tej historii ważną rolę.
Najważniejszymi okazuję się Skóroperze, puchacz Fiodor, Ugotowany Upiór i przeraźnica Izanuela. Ubarwiają powieść, wprowadzają zamieszanie i sporą dawkę niekiedy absurdalnego poczucia humoru.

Autor ma fajny styl i lekkie pióro, i choć zdarzały mu się nieco przydługie opisy kulinarnych poczynań Eisspina, to w żaden sposób nie zniechęciło mnie to do dalszej lektury.
Świat stworzony przez Waltera Moersa jest absolutnie fascynujący,  pisarz potrafił niesamowicie obrazowo go przedstawić, więc nie miałam najmniejszych problemów aby wyobrazić sobie wszystko, o czym pisał.

„Kot Alchemika” to historia baśniowa, pełna niespodziewanych zwrotów akcji, niesamowitych wydarzeń, plejady barwnych postaci, przedstawiająca walkę dobra ze złem w sposób niebanalny i arcyciekawy.
Wspaniałe są również w powieści ilustracje, które w cudowny sposób oddają niesamowity klimat tej historii.
Jestem całkowicie  zauroczona tą książką i mogę śmiało powiedzieć, że wpisuje się również w poczet fanów pisarza, a co za tym idzie, oczywistym jest, że przy najbliższych zakupach książkowych, do koszyka wpadną jego kolejne powieści osadzone w świecie Camonii.


wtorek, 10 października 2017

"Wybrana"Naomi Novik

Jest sobie dolina, a na jej obrzeżach rośnie Bór. Bór w którym mieszka ogromne zło, które pragnie wyrwać mieszkańcom  doliny każdy kawałek ich zmieni, który zaraża ich złem i szaleństwem, gdy tylko jakiś nieszczęśnik ma pecha i za bardzo się do Boru zbliży. Bór w którym mieszkają przerażające monstra.
Jest też czarodziej – Smok – mieszkający w wysokiej wieży, którego zadaniem jest ochrona mieszkańców Doliny przed Borem. W zamian za to, co dziesięć lat zabiera z wioski jedną dziewczynę, która mieszka z nim w wieży, uczy się i szkoli.
Układ jest prosty, zasady jasne. Właśnie nadchodzi ten dzień, gdy Smok wybierze kolejną dziewczynę z Doliny, a jego wybór zaskoczy wszystkich, łącznie z wybraną.
Tak właśnie rozpoczyna się powieść Noemi Novik pod tytułem  „Wybrana”.

Powieść ma czterech głównych bohaterów.
Agnieszka, która prócz tego, że ma dobre serce ma też wyjątkowy dar do darcia ubrań, brudzenia się wszystkim co ma w zasięgu ręki oraz bliski kontakt z naturą.
Smok, najpotężniejszy czarodziej, skrywający wiele tajemnic, powściągliwy i oschły. Mimo to broniący mieszkańców Doliny od wielu lat.
Kasia, przyjaciółka Agnieszki, która była „pewniakiem” jeśli chodzi o jej wybór przez Smoka (oczywiście stało się inaczej).
Oraz Bór.
Bo mimo, że Bór nie jest człowiekiem, to jest najważniejszą postacią w powieści i cała fabuła kręci się wokół niego.
Każdy z bohaterów jest dobrze nakreślony, z wszelkimi wadami i zaletami. Nikt nie jest idealny, każdy posiada mroczny zakamarek w duszy, z którym sam musi się zmierzyć.
Dzięki temu bohaterowie są prawdziwi, pełnokrwiści, potrafią popełniać błędy i wyciągać z nich wnioski. Są tylko i aż ludźmi z wszystkimi ludzkimi słabościami i pragnieniami.


Akcja powieści jest bardzo dynamiczna, dzieje się bardzo dużo, wprowadzane są nowe wątki, które stanowią dobre rozwinięcie tych głównych. Czytelnik jest szybko wciągany w fabułę i nie ma czasu na nudę.
Prócz magii od której aż skrzy każda strona, mamy również spiski i walkę o władzę, walki pomiędzy zwaśnionymi Królestwami oraz bardzo delikatnie przedstawiony romans. Na szczęście jest to wątek bardzo poboczny, jedynie zaznaczony, bez większego wpływu na fabułę. Uznaję to za duży plus powieści.
Forma w jakiej napisana jest powieść, to połączenie typowego fantasy z baśnią. Historia jest nastrojowa,  opowiedziana barwnym i plastycznym językiem, nawiązująca do starych baśni i legend.
Oczami wyobraźni widziałam Dolinę, Bór i wieżę Smoka. Razem z bohaterami przeżywałam przygody, które ich spotykały.
Autorka potrafiła wykreować fantastyczny świat i stworzyć porywającą historię. Przede wszystkim o sile przyjaźni, o okrucieństwie drzemiącym w ludziach, o walce dobra ze złem, które potrafi skazić duszę człowieka i to co dobre, zmienić w koszmar.
Ale również o tym, że nie wszystko jest takie oczywiste jak się wydaje i że czasem warto poszukać innej drogi niż przemoc, które rodzi przemoc.

W powieści prócz głównych bohaterów, mamy również sporo postaci drugoplanowych, które odgrywają w niej ważną rolę. Przewijają się oni przez całą historię, i choć niektórzy pojawiają się tylko na chwilę, to ich obecność na kartach powieści ma cel i sens.
Autorka potrafiła tak kierować fabułą, że nie jeden raz mnie zaskoczyła rozwojem wypadków.
Nie podążała utartymi ścieżkami, nie powielała schematów. Jej powieść to tchnienie świeżości w gatunek fantasy.
Dodatkowo, jak przystało na baśń, zakończenie powieści jest magiczne i wzruszające. Gdyby to była „typowa” młodzieżówka, byłoby nie do pomyślenia, a tu proszę – wspaniale wkomponowuję się w klimat powieści i przesłanie, jaki ona zawiera.

Urzekło mnie w tej powieści ukazanie połączenia magii z naturą. Plastyczne opisy magii Agnieszki, która była nierozerwalnie związana z przyrodą, nieidealna, intuicyjna, zachwycały i zapadały w pamięć. Pokazywały, że nie trzeba być idealnym, aby być wartościowym.
Mimo delikatności i subtelności magii, powieść jest dość mroczna, a i trup ścieli się gęsto. Bór jest złem, które jest inteligentne, wydaje się być niepowstrzymane, które planuje swoje kolejne kroki i działania.
Bardzo przypadł mi do gustu taki sposób jego ukazania, nie jako bezmyślnej, morderczej siły, ale istoty, którą coś doprowadziło do tego, czym się stała, które nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel.

Cała historia jest wciągająca, klimatyczna, pełna niespodziewanych zwrotów akcji i wymykająca się wszelkim ramom.
Nic w niej nie jest pewne, ani z góry przesądzone, a pokonanie Boru wcale nie jest takie oczywiste.
Dałam się oczarować Wybranej, porwać jej magii i uwieść baśniowemu klimatowi powieści.
To lekka, choć niekiedy brutalna i mroczna historia, która wydarzenia jakie się rozgrywają na kartach powieści przedstawia we wszystkich odcieniach szarości, bez jednoznacznego podziału na sztywne: dobro/zło.

I choć lubię jednotomowe historie, to w tym przypadku żałuję, że nie ma kolejny tomów z przygodami Agnieszki i Smoka, bo zakończenie jest otwarte i wiele mogłoby się jeszcze wydarzyć.
Kto wie? Może jednak się doczekam nowych przygód bohaterów.