Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria kwiat paproci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria kwiat paproci. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 grudnia 2021

„Tajemnica domu w Bielinach” Katarzyna Berenika Miszczuk od TaniaKsiążka.pl

 „Tajemnica domu w Bielinach” to najnowsza książka Katarzyny Bereniki


Miszczuk, która kierowana jest do młodszego czytelnika. Opowiada historię czwórki rodzeństwa, które po rozwodzie rodziców, wraz z mamą wyjeżdżają z Warszawy, aby zamieszkać w Bielinach u ciotki Mirki.
Spodziewają się ładnego i zadbanego domu pod lasem, ale gdy docierają na miejsce, nic nie jest takie, jak miało być. W dodatku w domu dzieją się dziwne rzeczy, a rodzeństwo będzie musiało rozwikłać jego tajemnicę. 

Zacznę od tego, że wbrew kategorii wiekowej, ta książka jest zdecydowanie dla czytelnika w każdym wieku. I od razu dodam, że jest to pierwszy tom nowej serii „Klub Kwiatu Paproci”, bo prócz całkowicie nowych postaci, w opowieści pojawiają się bohaterowie serii Kwiat Paproci, co dla mnie było ogromnie pozytywnym zaskoczeniem.
Książkę czyta się mega szybko, nie jest jakoś objętościowo spora, a akcja jest tak wciągająca, że nie można jej odłożyć, zanim się nie dotrze do finału.

Opowieść, którą przedstawia nam autorka, to mądra historia, pięknie napisana, z poczuciem humoru, ale i lekkim dreszczykiem grozy i tajemnicą, a to wszystko okraszone słowiańską mitologią i jej demonami i bóstwami.
Jeśli jednak się zastanawiacie, czy ta opowieść nada się dla dzieci, to uprzedzam – oczywiście, że tak. Jest tu fajny klimat, ale nie uważam, aby dzieci miały się bać opowieści.
Autorka tak sprytnie wplata dawne wierzenia do świata dzieci wychowanych w wielkim mieście, dla których szeptuchy, demony i dawne wierzenia, to tylko zabobony, że z niekłamaną przyjemnością obserwowałam, jak na własnej skórze przekonują się, że zdecydowanie tak nie jest i muszą sobie poradzić z tajemnicą domu ciotki Mirki. 

Książka napisana jest w sposób lekki, łatwy do przeczytania przez młodego czytelnika, ale jednocześnie w znanym już z inny powieści autorki stylu. Opowieść jest dopracowana, autorka dba o szczegóły i wprowadzenie czytelnika do wykreowanego przez siebie świata w taki sposób, aby się w nim nie pogubił. Uważam to za wielką zaletę, zwłaszcza jeśli dorośli czytelnicy nie znają jej wcześniejszych książek z tego świata, a młodsi siłą rzeczy ich nie czytelni, bo to jeszcze oczywiście nie opowieść dla nich. Wszystko tu się ładnie ze sobą łączy, splata i nie ma szans, żeby się pogubić.
A pojawienie się postaci z poprzednich książek „dla dorosłych” tej autorki, jest płynne i nie wprowadza zamieszanie czy niejasności. 

„Tajemnica domu w Bielinach” to książka mądra, bo prócz tajemnicy domu ciotki i słowiańskich wierzeniach, mówi też o rzeczach ważnych, jak rozwód rodziców i jak to wpływa na dzieci. O tym, jak ciężko jest zacząć w tej sytuacji nie tylko dorosłym, ale i dzieciom. Uważam, że ta książka jest niezwykle mądra i potrzebna, a do tego stanowi fajną rozrywkę i wciągającą historię, dzięki której młodszy czytelnik może zacząć swoją przygodę z czytaniem. 

Jeśli jeszcze nie znacie tej powieści, gorąco zachęcam do sięgnięcia i czytanie, samemu, czy z młodszym czytelnikiem. Jestem pewna, że każdy, niezależnie od wieku, będzie się przy lekturze dobrze bawił. 
Książkę można zakupić między innymi tutaj: Książki dla dzieci

Polecam.



czwartek, 10 maja 2018

"Przesilenie" Katarzyna Berenika Miszczuk

Długo wzbraniałam się przed sięgnięciem po serię Kwiat Paproci. Zapewne przez to, że była tak szeroko
polecana i chwalona.
Aż któregoś razu poleciła mi ją dobra znajoma, której o niezasłużoną reklamę nie śmiałabym podejrzewać. Skuszona jej pochwałami, z pewna dozą ostrożności kupiłam Szeptuchę i…przepadłam.
Zakochałam się w tej niebanalnej historii miłosnej okraszonej dawną wiarą Słowian.
Nic więc dziwnego, że na zakończenie serii – czyli „Przesilenie” czekałam niecierpliwie, odliczając dni do premiery.

Akcja powieści rozpoczyna się dokładnie w tym momencie, w którym zakończył się tom trzeci, czyli Żerca. Gosia zostaje pchnięta przez Witka nożem w brzuch i traci przytomność. Budzi się w szpitalu, jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, ale co z dzieckiem, Mieszkiem, Jagą i obietnicą złożoną Swarożycowi? Dodatkowo Gosia czuje coraz większą presję, aby dowiedzieć się, kto jest jej ojcem, bo ma pewne podejrzenia, które delikatnie mówiąc, wcale jej nie zachwycają.
Gosia zostaje wplątana w rozgrywkę bogów, której finał, choćby nie wiadomo z której strony patrzeć, może się zakończyć tylko tragicznie.

Gdy zaczynałam czytać „Przesilenie” miałam sporo własnych pomysłów na to, jak rozwinie się akcja i co ma szansę się wydarzyć na kartach tej powieści. Podejrzewałam również jak będzie wyglądało zakończenie tej fascynującej serii.
I wiecie co? Nic, ale to absolutnie nic, co sobie wyobrażałam się nie spełniło. Uważam to za jedną z większych zalet tej książki i chylę czoła przed pomysłowością autorki.
Powieść, tak jak i jej poprzedniczki, napisana jest lekko i bardzo obrazowo. Wyraj, puszcza, cmentarz czy choćby obchody kolejnych świąt – to wszystko opisane jest tak plastycznie, że czytając o tych miejscach i wydarzeniach oczami wyobraźni wszystko to widziałam, czułam zapach dymu towarzyszący Swarożycowi.
Dałam się totalnie wciągnąć w tą niebanalną historię, oczarować Słowiańskim Bogom, wiele razy zostałam również zaskoczona rozwojem wypadków.
Opowieść o przygodach Gosi nie tyle czytałam, co pochłaniałam, z jednej strony chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, jak zakończy się ta opowieść, z drugiej móc jak najdłużej delektować się tą wspaniałą historią.

Powieść napisana jest z humorem, ale nie zabrakło w niej również wielu momentów, które mocno mnie wzruszyły, a był również jeden, który wywołał u mnie prawdziwy dreszcz grozy.
Przypominając sobie Gosię z pierwszego tomu, dokładnie widać jak bardzo się zmieniła na przestrzeni całej serii, jak bardzo dojrzała i odważyła się chwytać życie za rogi. Niewątpliwie pozostała sobą, trochę szaloną hipochondryczką i panikarą, ale moja sympatia do niej pozostała niezmienna.
Bardzo podobały mi się relacje łączące ją z Mieszkiem i Babą Jagą. Były szczere i przepełnione prawdziwymi uczuciami.
Również sposób ukazania bohaterów w powieści bardzo przypadł mi do gustu. To postacie z krwi i kości, z pełną paletą zalet i wad. Popełniają błędy, podejmują dobre i złe decyzje, ale nigdy się nie poddają, walczą o to w co wierzą i troszczą się o tych, których kochają. Pomimo wielu potknięć, to ludzie, którzy mają w sercu dobro i nie sposób ich nie lubić, nie kibicować im i nie życzyć szczęśliwego zakończenia przygód w które zostają wplątani.

„Przesilenie” to świetne zakończenie serii Kwiat Paproci, a samo zakończenie powieści pozostawiło mnie w stanie totalnego zaskoczenia jeszcze długo po tym, jak przeczytałam ostatnie zdanie.
No właśnie – zakończenie!
Jest totalnie i absolutnie wspaniałe! Zachwyciło mnie i pokazało, jak niesamowitą wyobraźnię ma autorka. Uważam, że idealnie pasuje do całej serii i aż się prosi o to, aby powstała kontynuacja tej historii. Szczerze liczę, że autorka nie porzuci tego świata i wróci do niego. Może z innymi bohaterami, ale jednak wróci do świata słowiańskich bogów, szalonych przygód i tajemniczych przepowiedni.
Pani Katarzyna Berenika Miszczuk ma niewątpliwy talent i ogromną wyobraźnię, więc przeczytam wszystko, co tylko wyjdzie spod jej pióra, ale seria Kwiat Paproci ma szczególne miejsce w moim czytelniczym sercu i choć zapewne nie raz jeszcze do niej wrócę, to po cichu marzę, aby powstały kolejne powieści z tego cudownego świata wykreowanego przez autorkę.







wtorek, 19 września 2017

"Żerca" Katarzyna Berenika Miszczuk

 „Żerca” to trzeci tom serii Kwiat Paproci. Kolejny tom – czwarty –ma się ukazać dopiero na wiosnę, chciałam więc odwlec czytanie trzeciego ile się da, żeby skrócić sobie oczekiwanie na Przesilenie.
Niestety nie wytrzymałam długo i nad ranem skończyłam czytać trzecią część przygód Szeptuchy Gosi.
Akcja powieści rozpoczyna się zaraz po dramatycznych wydarzeniach Nocy Kupały.
Mieszko przepadł bez wieści, Gosia tęskni i rozpacza, bogowie znów coś knują, a w Bielinach ktoś lub coś zaczyna mordować boginki i demony. Aha, pojawił się również nowy Żerca – Witek, który jest marzeniem każdej matki, posiadającej córkę na wydaniu.

Żerca rozpoczyna się dość łagodnie.  Gosia i Baba Jaga muszą dojść do siebie i poukładać sobie wszystko w głowie, Baba Jaga zmaga się z żałobą po Mszczuju, a Gosia walczy z wyrzutami sumienia z powodu jego śmierci. Początek powieści jest więc spokojny, trochę refleksyjny i momentami smutny.  Autorka pozwala kobietom na chwilę smutku, zanim bogowie wciągną Gosię w swoje knowania.
Akcja zaczyna przyspieszać gdy Gosia dowiaduje się o zniknięciu Radka, a niepokojące wizje przyszłości wskazują, że nie tylko jemu grozi niebezpieczeństwo.
W tym tomie nie ma jednego  głównego wątku, jak to było w poprzednich tomach. W Żercy przeplata się ich kilka i każdy jest tak samo ważny.
Spłata długu u Swarożyca, poszukiwania mordercy demonów, skomplikowane relacje uczuciowe z władcą Polan.
Z tym i jeszcze paroma innymi rzeczami przyjdzie zmierzyć się Gosi.

Co się zmieniło w stosunku do poprzednich tomów, to rozwój postaci młodej szeptuchy. Dziewczyna wreszcie przestaje zachowywać się jak uparta nastolatka, z czego sama zdaje sobie sprawę. Jej autoironia jest pełna humoru i sarkazmu i nie raz powodowała moje szczere wybuchy śmiechu.
Gosia zdaje sobie również sprawę ze swojego momentami idiotycznego zachowania i podejmuje próby aby to zmienić (z różnym skutkiem).
Dziewczyna przechodzi długą drogę (choć czasowo minęło zaledwie pół roku) od totalnej ignorantki, upartej jak koza i udającej że czegoś nie ma, mimo, że to coś stoi przed nią i śmieje się jej w twarz, do zdeterminowanej  kobiety, troszczącej się o innych, szanującej tradycję i potrafiącej przyznać, że jednak nie miała racji, metody Baby Jagi działają całkiem skutecznie, a bogowie przechadzają się pomiędzy ludźmi jeśli najdzie ich taka ochota.


Akcja powieści, po początkowym wolnym tempie, nabiera rozpędu i nie zwalnia już do końca.
Wiele się dzieje, niebezpieczeństwo narasta, atmosfera zagrożenia wokół Gosi mocno gęstnieje.
Mimo to w Żercy nie brakuje poczucia humoru i lekkości.
Folklor  słowiański odgrywa  bardzo ważną rolę w każdym tomie. W tym autorka opisuje  obchody Święta Plonów oraz rytuał płodności  i swaćbę.  Robi to niezwykle plastycznie i obrazowo.  Jestem pod ogromnym wrażeniem jak ciekawie i szczegółowo pani Miszczuk potrafi opowiadać o wierzeniach Słowian, jednocześnie nie zanudzając czytelnika  rozwlekłymi opisami.
Śladem poprzednich tomów, autorka poprzez wizje Gosi pozwala czytelnikowi poznać trochę lepiej przeszłość Mieszka. Bardzo podoba mi się ten sposób na lepsze poznanie władcy Polan.

Co do wątku kryminalnego, to tego kto jest mordercą demonów i boginek domyśliłam się już na samym początku.  Autorka mogła trochę bardziej zmylić czytelnika, dać kilka fałszywych wskazówek. Nie szkodzi to powieści, ale nie jest też niczym zaskakującym i tutaj nie wykorzystano potencjału jaki miał ten wątek.
Natomiast fabuła zawiera kilka wydarzeń, których się kompletnie nie spodziewałam i które sądząc po zakończeniu, będą odgrywały bardzo ważną rolę w kolejnym tomie.

No właśnie, zakończenie. Tutaj autorka się postarała. Zakończyła Żercę  z wielkim przytupem i w takim momencie, że nie wiem, jak ja wytrzymam do wiosny i ukazania się Przesilenia.
Dosłownie zastrzeliła mnie rozwojem wypadków, którego się nie spodziewałam i gwałtownym urwaniem akcji. Zrobiła to w swoim stylu, na poły poważnie i ironicznie.
Co do stylu autorki, to jest on niezmiennie dobry. Pani Miszczuk ma lekkie pióro, potrafi pisać bardzo obrazowo i plastycznie.
Każdą z jej powieści czytało mi się bardzo szybko, bo nie trudno było dać się porwać opowiadanej przez pisarkę historii. Seria Kwiat Paproci nie pretenduje do miana literatury wybitnej, ale to świetne powieści w swoim gatunku, dobrze napisane, z wciągającą fabułą i wyrazistymi bohaterami. Ogromnym  atutem jest również ukazanie słowiańskich wierzeń i folkloru.
Dodatkowo to pełna emocji  historia miłości, która  choć odgrywa ważną rolę, to nie dominuje fabuły, jest jej idealnym uzupełnieniem.
„Żerca” trzyma wysoki poziom swoich poprzedniczek.  To świetna powieść i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko odliczać dni do ukazania się Przesilenia.








poniedziałek, 28 sierpnia 2017

"Noc Kupały" Katarzyna Berenika Miszczuk

„Noc Kupały” to kontynuacja świetniej Szeptuchy, o której pisałam TUTAJ 

Akcja powieści rozpoczyna się mniej więcej w tym samym momencie, gdzie kończy się tom pierwszy.
Gosia przygotowuje się do starcia z bogami, demonami i  boginkami. Noc Kupały zbliża się wielkimi krokami, a ona liczy się z tym, że może jej nie przeżyć.
Jakby mało jej było kłopotów, w jej życiu pojawia się Ote – żona Mieszka, która tak nie do końca jest martwa. A właściwie to nawet bardzo jest martwa, bo po śmierci zmieniła się w strzygę.
Wiele tajemnic z przeszłości Mieszka wyjdzie na światło dzienne, a Gosia prócz walki o przetrwanie, będzie musiała również zmierzyć się z zazdrością w sercu.

Drugi tom serii Kwiat Paproci, to trzymająca w napięciu powieść. Noc Kupały blisko, pomysłowość Gosi coraz większa. Dziewczyna próbuje ujść z życiem, gdy już odnajdzie kwiat paproci, choć patrząc na niektóre jej poczynania, to doszłam do wniosku, że wcale nie potrzeba jej wąpierzy czy strzyg, aby zginąć. Ta dziewczyna ma taki talent do pchania się w beznadziejnie głupie sytuacje, że sama się kiedyś zabije, bez niczyjej pomocy.
Chwilami Gosia strasznie mnie denerwowała. Zobaczyła, że bogowie i inne stworzenie nadprzyrodzone istnieją, a nadal zachowywała się jak uparta koza, która często  świadomie ignorowała to, co dookoła niej się działo.
Nawet Jaga i Mieszko zastanawiali się głośno czy ona jest tak bezmyślna czy aż tak głupia. Na szczęście „wybryków” Gosi było coraz mniej wraz z kolejnymi stronami powieści.
Dziewczyna w tej książce przejdzie dużą przemianę, a to co ją spotka, naznaczy ją i zmieni na zawsze.

Co mogę napisać o drugim tomie serii? Przede wszystkim to, że trzyma poziom swojej poprzedniczki.
Autorka wysoko postawiła sobie poprzeczkę Szeptuchą i sprostała wyzwaniu „drugiego tomu”.
Akcja jest bardzo dynamiczna, czytelnik dowiaduje się wielu nowych informacji z przeszłości bohaterów, nowi bohaterowie robią wiele zamieszania,  a niektóre zwroty akcji mocno zaskakują.
Styl autorki jest tak samo dobry, pióro lekkie, a powieść czyta się szybko i z ogromną przyjemnością.
I choć Gosia potrafi wkurzyć swoim zachowaniem, to nie sposób jej nie lubić i jej nie kibicować.

Szczerze mówiąc  spodziewałam się trochę innego rozwoju akcji, ale jestem bardzo zadowolona z kierunku  fabuły, jaki zaserwowała czytelnikom pisarka.
Czytając powieść dobrze widać, że Katarzyna Berenika Miszczuk miała konkretny pomysł na swoją książkę.
Wszystko jest przemyślane, akcja jest spójna i bez fabularnych dziur. Na ogromny plus zasługuje sposób ukazania słowiańskich wierzeń. Autorka robi to obrazowo i dokładnie.
Czytając o obchodach Nocy Kupały czułam jakbym oglądała je na własne oczy, te ogniska, klimat, wianki na wodzie.
Kolejnym plusem jest również sposób ukazania wątku miłosnego. Nadal jest on ważny, ale tak jak w poprzednim tomie, nie gra pierwszych skrzypiec. Jest uzupełnieniem fabuły, potrafi narobić zamieszania, ale nie sprowadza bohaterów do poziomu, gdzie ich głównym zmartwieniem są miłosne rozterki.

Podoba mi się w tej powieści wszystko. Rozwój akcji, fabularne zawirowanie, pojawienie się nowych i odgrywających ważną rolę bohaterów. Cieszy również to, że lepiej poznajemy wszystkie postacie, które grają pierwsze skrzypce w powieści.
„Noc Kupały” kończy się z wielkim przytupem. Nie takiego zakończenia się spodziewałam, ale bardzo mi się ono spodobało.
Wiele się wyjaśniło, ale jeszcze więcej skomplikowało. Dlatego spodziewam się, że tom trzeci będzie bardzo ciekawy.

„Noc Kupały” to świetna powieść. Często bywa tak, że drugi tom jakiejś serii jest „słabszy” od pierwszego. Ale zdecydowanie nie tym razem. Autorka ma talent i nieograniczoną wyobraźnię i potrafi z nich korzystać.
Dostajemy więc emocjonującą powieść, wciągającą czytelnika do wykreowanego przez pisarkę świata z łatwością.
Jestem zauroczona tą serią i już zacieram z radością ręce na myśl, że Żerca czeka już na mojej półce.



wtorek, 22 sierpnia 2017

"Szeptucha" Katarzyna Berenika Miszczuk

Dzisiejszy wpis muszę rozpocząć od przyznania się do kolejnej mojej wady. Otóż czasem mam tak, że czym bardziej zachwalana  jest jakaś książka, tym bardziej się do niej uprzedzam i nie chcę jej czytać. Czym częściej czytam opinie, które wręcz krzyczą  „musisz koniecznie przeczytać tą książkę, bo jest świetna”, tym bardziej nie mam na to ochoty.
No i znów okazało się, że z powyższego powodu może mnie ominąć coś fajnego.

Tak właśnie było w przypadku powieści „Szeptucha” , której autorką jest Katarzyna Berenika Miszczuk.
Wszędzie rzucały mi się w oczy zachwyty i zachęty, więc w jakiś pokrętny sposób uprzedziłam się i po książkę nie sięgnęłam.
Aż do czasu, gdy zobaczyłam, że chwali ją znajoma, która już nie raz poleciła mi książki, które bardzo mi się spodobały.
Pomyślałam, że skoro ona pisze – bierz i czytaj, spodoba ci się –to warto zaryzykować.
I tak oto rozpoczęła się moje przygoda z Gosią, Mieszkiem, Babą Jagą i światem słowińskich mitów, bogów i tego co by było, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu.

Akcja powieści rozpoczyna się od ukończenia przez Gosię studiów medycznych. Ale zanim zostanie lekarzem, musi odbyć roczną praktykę u Szeptuchy i wtedy zdecydować, czy chce pracować jako lekarz czy Szeptucha. Niestety Gosię to nie cieszy, nie wierzy w bogów, zabobony i metody stosowane przez Szeptuchy. Więc nie uśmiech jej się myśl, że ma wyjechać gdzieś do świętokrzyskiej wsi, aby uczyć się tego, w co nie wierzy.
Wyjścia jednak nie ma, pakuje więc walizkę i zjawia się w  Bielinach, aby rozpocząć pracę. I może nie byłoby tak źle, gdyby nie to, że Gosia nie cierpi wsi, lasów, natury i kleszczy, na punkcie których ma prawdziwą obsesję.
Ale gdy tylko się tam zjawi, przeznaczenie się o nią upomni, a jej życie wywróci się do góry nogami.

Akcja powieści rozpoczyna się energicznie i od razu jesteśmy wrzuceni w wir wydarzeń. Poznajemy Gosię, jej przyjaciółkę Sławę (z którą zamieszka w Kielcach) oraz dość szybko orientujemy się, jaką osobą jest Gosia - dzieckiem wielkiej metropolii XXI wieku, wierzącą w antybiotyki, a nie zioła.
Polska jest królestwem z własnym Monarchą, nie rządzi w niej chrześcijaństwo, tylko pogańscy bogowie, zwyczaje, przesąd, czyli  słowiańska demonologia.
Obchodzone są pogańskie święta, a szeptuchy cieszą się szacunkiem i popularnością.

Od początku dałam się powieści totalnie pochłonąć. Szybko wsiąkłam w słowiański folklor, wciągnęłam się w wartką akcję i polubiłam (mniej lub bardziej) bohaterów.
Prócz Gosi, poznajemy również Mieszka (tajemniczego ucznia kapłana) oraz Szeptuchę Babę Jagę.
Polubiłam praktycznie wszystkich bohaterów, nawet Gosię.
Bo z nią jest problem. Z jednej strony jest histeryczką, z fiksacją na punkcie kleszczy, upartą ignorantką, która nie przyzna się do błędu, nawet jeśli prawda kopnie ją w tyłek, postępującą nierozważnie, ba! wręcz głupio. Z drugiej strony to osoba o dobrym sercu, pełna autoironii i sarkazmu, z poczuciem humoru. Więc raz się na nią człowiek złości, raz jej współczuje, raz ją lubi, raz kręci z niedowierzaniem głową nad taką bezmyślnością dziewczyny.
Aha, jest też „mały bonus” od losu – Gosia okazuje się być widzącą, której przeznaczeniem będzie znaleźć legendarny kwiat paproci, może również wdawać się w pogawędki z bogami, gdyż ich widzi.
Podsumowując – autorka stworzyła bohaterkę nietuzinkową, wzbudzającą sporo różnych emocji w czytelniku.
Za to reszta bohaterów od razu daje się polubić i pomimo skrywanych przez nich tajemnic, sympatia ta utrzymuje się do samego końca powieści.

Akcja powieści jest bardzo wartka i ciekawa. Do tego przepełniona słowiańskim folklorem, przechadzającymi się wśród ludzi bogami, demonami i wszystkim tym, co ze słowiańskiej kultury zostało już zapomniane.
Do tego dzięki lekkiemu i bardzo dobremu stylowi autorki, powieść czyta się w ekspresowym tempie.
Fabuła jest niesamowicie wciągająca. Katarzyna Berenika Miszczuk w bardzo obrazowy sposób przedstawia wykreowany przez siebie świat, nagłymi zwrotami akcji potrafi zaskoczyć czytelnika, a wątki humorystyczne wplecione w fabułę wywołują wiele wybuchów śmiechu.
Czytając „Szeptuchę” nie mogłam się od książki oderwać. Naprawdę.
Czytałam ją praktycznie wszędzie, zabrałam ze sobą na niedzielny wypoczynek nad wodą, bo żal mi było ją odłożyć, a byłam już na finiszu historii.

To fascynująca powieść fantasy, napisana lekko, ale w bardzo dobrym stylu.
Pełna wspaniałych dialogów, skrzących się humorem, ciekawych i czasem wręcz nieprawdopodobnych wydarzeń.  To świetnie wplecione w fabułę słowiańskie legendy i  wierzenia. Wreszcie to przybliżenie czytelnikowi obrazu szeptuchy, tego kim była dla lokalnej społeczności i jak wyglądała jej praca.
W powieści mamy również wątek miłosny, ale nie gra on pierwszych skrzypiec. Jest niejako uzupełnieniem fabuły, dodatkową komplikacją, dla i tak skołowanej już Gosi.
Choć patrząc na zakończenie powieście, można się domyślać, że w drugim tomie serii odegra ważną rolę.

„Szeprucha” to fantastyczna powieść, która wciąga od pierwszej strony. Żałuję, że tak długo się przed nią broniłam. Oczywiście niecierpliwie czekam na paczkę z dwoma kolejnymi tomami i przyznaję, że byłam przekonana, że całość historii to trzy tomy. Okazuje się, że początkiem przyszłego roku (info ze strony bloga autorki) ma się ukazać czwarty – ostatni tom serii Kwiat paproci pt. „Przesilenie”, na który już teraz czekam z niecierpliwością.