wtorek, 20 lipca 2021

" Miasteczko Rotherweird" Andrew Caldecott

 Miasteczko Rotherweird. Odcięte od świata, rządzące się swoimi prawami. 


Dwanaścioro wyjątkowych dzieci, niesamowite moce, dwoje „obcych” którzy doprowadzą do niesamowitych wydarzeń. 
Pragnienie mocy tworzenia równej boskiej.
To się nie może dobrze skończyć. 

Zacznę od tego, że już dawno „wyleczyłam” się z kupowania książek, bo na okładce jest porównanie do innych powieści. Zazwyczaj nie ma to żadnego związku i jest zwyczajnie szkodliwe. Więc jak przeczytałam, że Miasteczko Rotherweird to Harry Potter dla dorosłych, zignorowałam to totalnie, co jak się okazało wyszło mi na dobre. Bo ta powieść z Harrym Potterem nie ma NIC wspólnego. 

Akcja powieści rozgrywa się w tytułowym Miasteczku Rotherweird, miejscu gdzie w  1558 roku dwanaścioro dzieci o talentach niewiarygodnych jak na ich wiek zostaje wygnanych przez angielską królową. Tam się uczą, rozwijają i… dokonują niesamowitych odkryć, które mogą zmienić świat dookoła. Mijają lata, do miasteczka przyjeżdża nowy nauczyciel z zewnątrz i milioner, który kupuje i postanawia odrestaurować pałac. To co początkowo wydaje się być zbiegiem okoliczności, szybko przestaje nim być. Zagadka rodzi kolejną zagadkę, akcja się zagęszcza, klimat robi coraz bardziej mroczny. I zanim się człowiek obejrzy, już totalnie dał się pochłonąć wyjątkowemu klimatowi powieści. 


Książka rozwija się powoli, ale dla mnie nie jest to wada. Jest w niej sporo bohaterów, wiec doceniłam dłuższy wstęp, który pozwolił mi zapamiętać kto jest kim w tej historii. A ta jest wyjątkowo ciekawa, intrygująca i wciągająca. Nic tu nie jest oczywiste, a kilka wątków, które wydają się nie mieć ze sobą związku, zaczyna się łączyć z zaskakującym skutkiem. Jest tu sporo ciekawych elementów, ale najważniejszym chyba jest dążenie do zdobycia mocy równej bogu, do pragnienia nieograniczonej władzy i potęgi. Był to fascynujący obraz deprawacji i dążenia do celu wszelkimi sposobami, nie patrząc na koszty i krzywdy wyrządzone innym. 

Książka to taki mix gatunkowy, bowiem mamy tu mieszankę powieści historycznej, przygodowej, wątki kryminalne i elementy fantastyczne. Wszystko to jednak łączy się ze sobą zaskakująco płynnie i pozwala na zanurzenie się w niesamowitym klimacie Miasteczka Rotherweird i wkręcić w losy jego bohaterów. A tych jest w powieści sporo, a każdy odgrywa ważną rolę.
Swoich bohaterów autor kreśli w bardzo dobry sposób, pozwala poznać ich motywacje i dążenia, mamy możliwość polubić ich, bądź wręcz przeciwnie, ale co ważne, każda z postaci potrafiła wywołać we mnie różnorakie emocje. Jednym kibicowałam, innym życzyłam rychłego upadku. Ale wobec żadnej z postaci nie pozostałam obojętna. 

Czym dalej, tym bardziej zagęszczała się atmosfera, tym mroczniejszy robił się klimat i ciężko było wyczuć jak definitywnie zakończy się ta przygoda, kto będzie górą, a kto dozna porażki. Byłam zaskoczona niektórymi rozwiązaniami, ale było to zaskoczenie pozytywne, doceniałam pomysłowość autora i kierunek w jakim poprowadził fabułę. Również styl pana Caldecott przypadł mi do gustu, a książkę czytało mi się wyjątkowo płynie, bez znudzenia czy przestojów. 

Jak oceniam Miasteczko Rotherweird?
Dla mnie to świetna powieść, nieszablonowa, wciągająca, intrygująca.
Podobały mi się wszystkie jej elementy, wszystkie wątki, dałam się wciągnąć w tą zaskakująco mroczną opowieść i spędziłam z nią świetnie czas.


wtorek, 13 lipca 2021

"Willa, dziewczyna z lasu" Robert Beatty

 Willa  była jednym z jutów, czyli małoletnich złodziei. Nocami okradała domy


białych osadników zwanych światłolubami. Robiła to żeby jej klan mógł przetrwać. Dodatkowo była przekonana, że to oni zabili jej rodziców i siostrę bliźniaczkę. Biali osadnicy niszczyli przyrodę, wycinali drzewa.  Pewnej nocy Willa znów udaje się na misję do domu osadnika i daje się zaskoczyć. Tylko dzięki odziedziczonym i już prawie zatraconym w jej klanie zdolnościom rozmowy z roślinami oraz zwierzętami i wykorzystywaniu magicznych mocy przyrody, dziewczynce udaje się uciec. 
Gdy wraca do klanu i Głuchej Jamy, gdzie żyją, zaczyna zauważać więcej niż wcześniej, pojawiają się wydarzenia i sytuacje, które budzą w niej niepewność i pytania.
Pytania, które niebezpiecznie jest zadawać. 

Nie miałam styczności z wcześniejszymi książkami autora, w tej powieści zafascynował mnie jej opis. Nie wiedziałam więc czego się spodziewać, ale podeszłam do powieści z pozytywnym nastawieniem.
Już od pierwszych stron, dałam się pochłonąć opowiadanej przez autora opowieści. Najpierw poznałam Willę, a potem otaczający ją świat. Nie tylko jej klan, czy białych osadników, ale przede wszystkim świat przyrody, który autor opisuje we wspaniały sposób.
Krok po kroku poznajemy przeszłość nie tylko Willi, ale również jej rodziny i klanu. A gdy Willa poznaje osadnika i pozwala sobie na to, żeby go naprawdę poznać, dostajemy również i jego historię. 

Autor pisze niesamowicie barwnie, w sposób pełen emocji i empatii.  Czaruje słowem, czaruje opisami, czaruje kreowaniem postaci. Stawia na drodze swojej bohaterki wiele trudnych wydarzeń, zmusza ją do podejmowania niekiedy ciężkich decyzji, ale daje też szansę i pozwala podejmować te decyzje samodzielnie. Willa jest cudowną postacią,  oczarowała mnie od samego początku. Mądra, odważna, śmiała i pełna empatii. Świetnie ukazana i przedstawiona czytelnikom. Nie gorzej ma się sprawa z pozostałymi postaciami w powieści, autor postarał się, aby każda była wiarygodna i pełnokrwista. 


Ogólnie książka ma wiele ważnych wątków, ale ochrona przyrody jest chyba najważniejszym. Choć to chyba nie tak, w tej książce wszystko się ze sobą łączy, splata, tworząc spójną historię z wieloma ważnymi i mądrymi elementami. Ta książka niesamowicie wzrusza, porusza w człowieku wiele emocji, sprawia, że bardziej krytycznie patrzy się na to, co nas otacza i choć przekaz tej powieści nie jest niczym nowym, to jednak otwiera nam oczy na kwestie niszczenia środowiska naturalnego. 

Ta opowieść nie dość, że wyzwala ogrom emocji, to jeszcze trzyma w napięciu i tak naprawdę nie wiadomo do końca jaki będzie jej finał. I choć jest to teoretycznie książka dla dzieci (ja uważam, że jednak dla każdego, niezależnie od wieku), to do ostatnich chwil nie byłam pewna, jak to wszystko się zakończy. 

Jeśli jeszcze nie znacie tej powieści, to ogromnie zachęcam do sięgnięcia po nią. To przepięknie napisana, niezwykle mądra i poruszająca opowieść.
Jestem pewna, że się nie rozczarujecie

Polecam.


niedziela, 11 lipca 2021

"Niewidzialne życie Addie LaRue" V.E. Schwab

 „Nigdy nie módl się do bogów, którzy odpowiadają po zmroku”


Francja, rok 1714. Uciekająca przed niechcianym ślubem Addie popełnia straszny


błąd, zaczyna prosić o pomoc bogów, mimo, że zapadł zmrok. 
I jeden odpowiada.
Addie pchana desperacją zawiera Faustowski pakt, który sprawi, że dostanie możliwość wiecznego życia, ale w zamian nigdy nie zostanie zapamiętana przez kogokolwiek. 
Addie się zgadza, a potem już nic nie jest takie jak jej się wydawało.


V.E. Schwab i jej twórczość znam od dawna. Wysoko cenię jej książki. Zawsze są dopieszczone, pięknie napisane i zawierają w sobie o wiele więcej niż się może wydawać. „Niewidzialne życie Addie LaRue” była książką, na która długo czekałam. Faustowski pakt, wieczne życie, totalna anonimowość – wyczuwałam w tym coś dla mnie. I się nie pomyliłam. 

Książka, jak każda autorki, jest napisane przepięknie. Cudowny język, soczysty, obrazowy, wyrazisty. Schwab opisuje uczucia i emocje tak wspaniale i wielobarwnie, że naprawdę nie da się nie zachwycać. 
Przez jej książkę się płynie będąc kołysanym magią słów. Wszystko w tej powieści jest idealnie dopasowane do siebie, nie ma tu potknięć, każdy niuans, każdy wątek jest ważny i ma swoje miejsce w tej oczarowującej opowieści. 

Jeśli chodzi o bohaterów, to niewiele ponad „genialnie wykreowani” mogę dodać. Sama Addie jest niesamowita. Luc to postać tajemnicza, nieoczywista, pełna mroku i odcieni szarości. Nie będziecie potrafili go sklasyfikować, nie da się go zamknąć w żadnej szufladce z podpisem. Ale jeśli sądzicie, że mamy tu do czynienia z stereotypowym romansem czy kwestią „ten zły jest w sumie dobry” to od razu piszę, że tak nie jest. Relacja Addie i Luca jest skomplikowana, niejednoznaczna i naznaczona wieloma uczuciami, ale próżno tu szukać sztampy i wyświechtanych motywów.
Bardzo podobało mi się to, jak V.E. Schwab pokazała dwie strony tego samego medalu w postaci motywacji Addie i Henryego. Jak bardzo może się różnić to , co popycha ludzi do podejmowania takich samych decyzji. Jak dla jednych będzie to niejako ratunkiem, dla drugich potrzebą zaspokojenia swoich pragnień.
Jeśli chodzi o postać Henryego, to przyznaję, nie polubiłam się z nim tak na prawdę, ale uważam, że jest wspaniale napisany.


Każdy z bohaterów jest tak pełnokrwisty i namacalny, że czytając tą powieść miałam wrażenie, że czytam o kimś kogo kiedyś znałam. To było jak powrót do wspomnień z przeszłości, które mimo, że przykryte  upływem czasu, to jednak w człowieku siedzą i czekają aż się po nie sięgnie.
Książka jest niesamowicie melancholijna, smutna, pełna przemyśleń, które zapadają w serce. Nie sposób nie porównywać pewnych wydarzeń i emocji, które są udziałem bohaterów książki, do tego czego ludzie doświadczają obecnie, wyobcowania, samotności, poczucia niezrozumienia.
Naprawdę czytając tą powieść wiele w niej można odnaleźć z otaczającego nas świata i tego, jak teraz on wygląda. 

„Niewidzialne życie Addie LaRue” to jedna z piękniejszych książek jakie czytałam. Pani Schwab udowodniła, że ma niesamowity talent i wiele do opowiedzenia. Ta książka jest inna niż jej pozostałe powieści, a jednak jest w nich jeden pierwiastek wspólny – to pewnego rodzaju melancholia i ogrom emocji, które towarzyszą jej bohaterom.

Polecam.


wtorek, 6 lipca 2021

"Więcej niż przyjaciel" Kristen Callihan

 „Więcej niż przyjaciel”, to drugi tom serii Game on Kristen Callihan.  W tej części


poznajemy historię Graya i Ivy, których różowe auto połączyło i sprawiło, że zaprzyjaźnili się ze sobą choć przebywali w dwóch różnych krajach. Gray jest gwiazdą futbolu, a Ivy córką jego agenta, który udostępnia mu auto córki przebywającej za granicą. Gray i Ivy kontaktują się ze sobą i tak rozpoczyna się ich przygoda. A gdy już spotkają się twarzą w twarz, ich życie wywróci się do góry nogami. 

Pierwsza część tej serii autorki naprawdę mi się podobała, dlatego w ciemno sięgnęłam po część drugą. Poza tym byłam ciekawa jaką drogę dla Graya przewidziała pani Callihan i jak pokaże jego związek z Ivy.
Akcja jest bardzo wartka, szybko pędzi do przodu i jest dość przewidywalna do pewnego momentu. Nie jest to jakaś wielka wada, zwłaszcza, że w romansach naprawdę ciężko o coś świeżego. W drugiej części pojawia się kilka zwrotów akcji, które jednak mogą zaskoczyć, więc ogólnie oceniam fabułę na plus.

Jeśli chodzi o styl i język, to do niczego się nie przyczepię, bo zwyczajnie nie ma do czego. Pani Callihan ma talent i potrafi pisać bardzo obrazowo. O uczuciach pisze w sposób pełen emocji i bardzo plastycznie. Nie przesadza z dramatami, nie zsyła na naszych bohaterów wszystkich plag egipskich. Oczywiście życie da im w kość, ale nie ma tu epatowania nieszczęściami. Z racji tego, że książka jest romansem, to wokół miłości kręci się tu wszystko. Autorka fajnie pokazuje rozwój uczucia pomiędzy Grayem a Ivi, tego jak ich przyjaźń przekształca się w płomienną miłość.
I wszystko byłoby świetnie, gdyby nie seks.

Nie zrozumcie mnie źle, pikanteria w romansie jest jak najbardziej wskazana, ale w tej książce miałam wrażenie, że seks i sceny łóżkowe – mimo, że dobrze napisane – totalnie przytłoczyły resztę fabuły.
W pewnej chwili miałam wrażenie, że nasi bohaterowie tylko o tym myślą, mówią i tylko to robią.
Oczywiście tak nie jest, a jednak to co przytrafiało się Grayowi i Ivy gdzieś mi się rozmywało w natłoku scen łóżkowych.
Ogólnie nie jest to wielka wada, w końcu to romans, jednak mi zaczęło przeszkadzać i moja ocena książki przez to spadła. 


W porównaniu do wcześniej wydanych u nas książkach autorki, „Więcej niż przyjaciel” wypada niestety dużo słabiej. I trochę mi szkoda, bo pani Callihan porusza w niej sporo ważnych i niełatwych tematów i robi to w dobrym stylu.
W każdej jej powieści jest „coś więcej” niż tylko historia miłosna i nie inaczej jest i tutaj, a jednak nadmiar scen łóżkowych zepchnął te wątki daleko na drugi plan. 

Czy w związku z tym odradzam tą powieść?
Nie.
Mimo, że widocznie słabsza od innych powieści autorki, jest jednak nadal jedną z lepiej napisanych powieści dla kobiet jakie czytałam.
Książka jest może i niewymagająca i mocno skoncentrowana na seksie, ale jednocześnie to lekka rozrywka, która jest tak samo potrzebna jak ambitniejsze powieści.


sobota, 3 lipca 2021

"Na jedną noc" Kristen Callihan

 „Na jedną noc” to najnowsza powieść Kristen Callihan z jej nowej serii Game On.


Opowiada historię Drew, gwiazdy futbolowej drużyny uniwersyteckiej oraz Anny, dziewczyny, która z ludźmi takimi jak Drew (na  „świeczniku”, z rzeszami fanek i fanów” ) nie chce mieć nic wspólnego. Zresztą, wszyscy przecież wiedzą, że sportowcy to góra mięśni i nic ponadto.
Ale czy na pewno?
O tym przekona się Anna, a urok, inteligencja i seksowny wygląd Drew nie ułatwią jej wytrwania w postanowieniu, aby trzymać się od chłopaka z daleka. 

Lubię książki pani Callihan. Jej romanse do tej pory zawsze były wciągające i poruszały ważne tematy. I choć tematyka gwiazd sportu nie jest moją ulubioną w romansach, postanowiłam dać autorce kredyt zaufania, bo do tej pory się na niej nie zawiodłam.
I wiecie co? Cieszę się, że to zrobiłam, bo jej najnowsza książka jest naprawdę dobra. 

Historia miłości Anny i Drew jest bardzo barwna i ciekawa. Nie trudno im kibicować, łatwo za to ich polubić, tak samo jak postacie drugoplanowe, których w tej powieści jest sporo i są naprawdę ciekawie pokazane.  Akcja mimo iż z przyczyn oczywistych kręci się dookoła wątku miłosnego, to nie ogranicza się tylko do sercowych rozterek bohaterów. Autorka porusza w swojej książce dość ważne tematy, jak walka ze stereotypami, samotność, strata bliskich, walka ze złymi doświadczeniami w dzieciństwie. Pokazuje jak łatwo kogoś zaszufladkować, ocenić nawet go nie znając, czym można wyrządzić komuś krzywdę. Pokazuje również jak trudno poradzić sobie ze strachem i podnieść się po bardzo dotkliwym, życiowym upadku. 

Jeśli chodzi o wątek miłośny, to jestem przekonana, że każda miłośniczka romansów będzie zadowolona. Jest tu sporo emocji, są skomplikowane relacje i naprawdę sporo scen łóżkowych, które jednak nie przytłaczają fabuły. Wszystko jest tu dobrane w dobrych proporcjach i ma się wrażenie doskonałej równowagi. Jeśli chodzi o kreację bohaterów, to przede wszystkim podobało mi się, że Kristen Callihan nie zrobiła z Drew mega twardziela, co to gołymi rękami zabije niedźwiedzie i bez ubrania wbiega na Mount Everest bez zadyszki w trzy godziny.


Drew ma mocny charakter, ale i serce tam gdzie trzeba, empatię i nie ukrywa swoich emocji, żeby przypadkiem nie wyjść na mięczaka. To taka mieszanka, która sprawia, że postać wydaje się bardzo prawdziwa i ogromnie mi się to podobała. Sposób ukazania Anny jest równie realistyczny i to jest bardzo dobrze nakreślona postać. I choć czasem dziewczyna potrafiła mnie zirytować, to w ogólnym rozrachunku mocno ja polubiłam. 

Sama fabuła była dla mnie wciągająca i ciekawa. A pomimo tego, że w książce jest sporo scen łóżkowych, to – co dla mnie jest mega pozytywem – nie jest ona wulgarna. Żeby była jasność, lubię jak książka ma w sobie trochę pikanterii, ale nie lubię wulgarności w opisach seksu czy uczuć, więc „Na jedną noc” ma u mnie dodatkowego, ogromnego plusa. 
Całościowo powieść ogromnie mi się podobała. To świetna rozrywka i spędziłam z tą powieścią dobrze czas.

Polecam.


niedziela, 27 czerwca 2021

PRZEDPREMIEROWO "Narzeczona nazisty" Barbara Wysoczańska

 Hania jest polką, studentką ostatniego roku germanistyki. Aby zarobić na studia,


w wakacje pracuje jako dama do towarzystwa niemieckiej hrabiny Von Richter. Jest tak również latem 1938 roku, gdy niespodziewanie poznaje wnuka hrabiny Johanna. Młodzi zakochują się w sobie i zaręczają. Tym samy Hania trafia w środowisko arystokratów i wysokich rangą przywódców III Rzeszy.
W Monachium, gdzie mieszka Johann, Hania z coraz większym przerażeniem ogląda rosnący fanatyzm nazistów. Gdy sytuacja staje się coraz bardziej napięta, do dziewczyny zgłaszają się polskie władze, werbując ją do wyłapywania i przekazywania  tajnych planów Hitlera dotyczących Polski.
Hania się zgadza, a wtedy wszyscy, których kocha, wszystko co jej drogie, zmierzy się z niewyobrażalnym zagrożeniem. 

Zacznę od tego, że lubię książki o tematyce II Wojny Światowej, które zawierają wątki obyczajowe, jak np. Słowik czy Szmaragdowa Tablica. Niestety w pewnym momencie trafiłam na kilka, które w moim odczuciu szły na łatwiznę, bez szacunku do tego, co wtedy się działo.
Dlatego do „Narzeczonej nazisty” podeszłam z odrobiną dystansu i ostrożności, nie chcąc się rozczarować.
Gdy zaczęłam czytać, okazało się, że moje obawy były zdecydowanie niepotrzebne.
Książka bowiem okazała się wspaniała. 

Już od pierwszych zdań było widać, z jak wielkim szacunkiem do tych strasznych wydarzeń pisze autorka, z jak wielką dbałością o fakty. Nie ma tu ubarwiania, nie ma przekoloryzowania, autorka nie epatuje zbędną brutalnością, ale i nie łagodzi tego, co naziści robili ludziom, jakich krzywd się dopuszczali, jak wielkie zło dostało szansę na zaistnienie przez ich działania.  Akcja powieści rozpoczyna się latem 38 roku i potem mamy możliwość jej śledzenia, aż do pierwszych lat po wojnie. Sylwetki swoich bohaterów autorka kreśli bardzo realistycznie, mamy możliwość poznania ich myśli, uczuć, wątpliwości, strachu, nadziei i pragnień. Widzimy z czym muszą się zmagać, jaki ciężar dźwigać.
Śledzimy to co ten straszny czas z nimi robi, jakie piętno na nich odciska, jakie wydarzenia stają się ich udziałem.
Widzimy z jak okrutnymi decyzjami muszę się zmierzyć, jakich wyborów dokonać, a jakie dokonuje za nich życie i czasy w jakich przyszło im żyć.
I powiem Wam, że wszystko to jest napisane niezwykle obrazowo, realistycznie, z wyczuciem i szacunkiem do ofiar tej strasznej wojny.
Stojący po przeciwnych stronach barykady Hania i Johann będą musieli stoczyć walkę o swoje uczucie, o życie i własne człowieczeństwo w tych strasznych czasach. I autorce tą walkę udało się pokazać czytelnikowi w niezwykle dobry i poruszający sposób. 


Styl Pani Wysoczańskiej jest niezwykle dobry, pisze barwnie, lekko i potrafi bardzo przekonujący operować słowem, aby przykuć uwagę czytelnika do opowiadanej przez siebie historii. Uwierzcie mi, ta opowieść jest poruszająca, ale to dzięki temu jak jest opowiadana. I choć nie brakuje tu wydarzeń dramatycznych, strasznych, to ukazane są one z wyczuciem i taktem, bez niepotrzebnego szantażu emocjonalnego, z którym niestety już spotkałam się w kilku powieściach z tego gatunku.
Tutaj poruszy Was sama historia, a nie zbędnie przejaskrawione krzywdy, jakie stają się udziałem jej bohaterów. 

„Narzeczona nazisty” to książka prawdziwie piękna, mimo, że opowiada o czasach i wydarzeniach, w których piękno zostało zdeptane, zabite i unicestwione na długi czas. To książka porywająca, poruszająca i wspaniale napisane. 
Jeśli tylko lubicie taką tematykę, to gorąco zachęcam do sięgnięcia po powieść Barbary Wysoczańskiej, bo to niesamowicie dobra lektura.


sobota, 12 czerwca 2021

"Marzyciel" / "Muza Koszmarów" Laini Taylor

 Są książki, które nam się podobają, które robią na nas duże wrażenie i takie, które


szturmem zdobywają nasze czytelnicze serca i już wiemy, że to było to. Są tez takie, które niepostrzeżenie zdobywają nas całych. Są jak gotowanie na wolnym ogniu, niby nic się nie dzieje, niby nic się nie zmienia, aż nagle okazuje się, że jesteśmy emocjami rozpaleni do czerwoności, że płonie w nas ogień czytelniczej miłości i nic już nie jest takie samo.
Takimi książkami stały się dla mnie właśnie Marzycie i Muza Koszmarów Laini Taylor. 

Dawno temu czytałam wcześniejsze książki autorki, więc wiedziałam, że ma świetny warsztat i ogromną wyobraźnię. Dlatego gdy pojawił się Marzyciel I kontynuacja, od razu kupiłam obie zaraz po premierze. A potem odstawiłam na półkę i pozwoliłam aby stały w zapomnieniu.
Za to będę się smażyć w czytelniczym piekle, jestem tego pewna i przekonana, że na to zasłużyłam. 

Oba tomy to historia Lazlo Strange’a, sieroty, który od dziecka marzył aby poznać tajemnicę zaginionego miasta Szloch. Gdy dorósł, został bibliotekarzem, który wciąż miał głowę pełną marzeń, ale który bał się podjąć trud ich realizacji. Aż okazało się, że wszystko jest możliwe, ale jego marzenie zrealizuje ktoś inny. Ale te książki to nie tylko opowieść o wyprawie Lazlo do Szlochu, ale przede wszystkim o tym co tam zobaczył, kogo poznał i co stało się jego (i nie tylko) udziałem. Bo uwierzcie mi, niewiele mogło zaskoczyć kogoś o tak bujnej wyobraźni jaką miał Lazlo, jak to co ujrzał w zaginionym mieście. 

Marzyciel, czyli tom pierwszy, rozpoczyna się niespiesznym rytmem, ale jest niesamowicie wciągający od pierwszego zdania. Krok po kroku poznajemy głównego bohatera, ale nie tylko. Uczymy się jednocześnie sposobu w jaki swoją opowieść snuje Laini Taylor, jak roztacza nam przed oczami wykreowanym przez siebie świat. Od pierwszych stron dajemy się wciągnąć w wykreowany przez autorkę świat, pozwalamy aby otuliła nas jej opowieść, aby pochłonęła nas w całości, pozbawiła łączności z rzeczywistością i tak do ostatniego zdania, ostatniej kropki, nie tylko Marzyciela, ale i Muzy Koszmarów.  

Sposób pisania przez panią Taylor jest wspaniały, pisze niezwykle obrazowo i plastycznie. Z niczym się nie spieszy, a ja mimo to czułam, że kolejne strony uciekają mi coraz szybciej. Jej styl jest mocno melancholijny i refleksyjny. Pełno w nim buzujących emocji, a o wszystkich autorka pisze tak pięknie, że wiele razy miałam łzy w oczach, tak wielki wrażenie robiło na mnie to, w jaki sposób opisywała dane wydarzenie.
To co robiło na mnie największe wrażenie, to subtelność i wyczucie z jakim opisywała emocje, od tych pięknych i pozytywnych, po te brzydkie, złe i negatywne. Każde uczucie, każdą emocją, potrafiła ubrać w tak piękne słowa, nadać im takiej głębi, że jeszcze długo po skończeniu obu tomów, nie potrafiłam o nich zapomnieć. Naprawdę, niewiele jest autorów, o których mogłabym napisać te słowa i którzy potrafili wywołać we mnie tak wielki zachwyt i miłość do książki.


Sama historia jest niesamowita i wciągająca. Nie znajdziecie tu schematyczności czy powielania oklepanych tematów czy wątków. Nie raz dacie się również zaskoczyć i okaże się, że nie wszystko jest tym, czym się na pierwszy rzut oka wydawało. Ta opowieść mimo swojej pozornej lekkości ma również swoją mroczną stronę, tak samo jak ma ją większość ludzi. Nic tu nie jest tylko białe, albo tylko czarne. Tak jak w duszy człowieka, ściera się tu wiele odcieni szarości, dając nam niejednoznaczny obraz wydarzeń i bohaterów, którzy w nich uczestniczą.
A tych jest dość sporo, bo prócz pary głównych postaci, mamy tu również sporo bohaterów drugoplanowych, którzy są tak samo wyraziści, jak ci pierwszoplanowi, którzy mają swoją własną historię do opowiedzenia, którzy nie są jedynie tłem dla opowieści Lazla. 

„Marzycie” i „Muza Koszmarów” to najpiękniejsze książki jakie w tym roku dane mi było przeczytać i stawiam je na półce najlepszych w całym moim życiu. Laini Taylor udowodniła, że jest jedyna w swoim rodzaju, a jaj opowieść jest czymś, co na zawsze zapadło mi w serce. Wiem już, że będę do tych książek wracać tak samo jak do Wiedźmina, Griszy czy trylogii Magistrów. 
I jestem pewna, że za każdym razem odkryję w nich coś nowego, tak jak ma to miejsce przy kolejnym czytaniu np. Mistrza i Małgorzaty.
Mam nadzieję, że już niedługo dostaniemy kolejna powieść od Laini Taylor i będę mogła przeżyć po raz kolejny te szalone emocje podczas czytania.

Polecam z całego czytelniczego serca.


sobota, 5 czerwca 2021

"On jest dla mnie" Corinne Michaels

 „On jest dla mnie” Corinne Michaels, to trzecia odsłona serii o braciach


Arrowood. W tym tomie poznajemy losy Seana, gwiazdy sportu na stałe żyjącego w Kalifornii. Gdy nadchodzi jego kolej na spędzenie sześciu miesięcy w rodzinnym domu, będzie musiał zmierzyć się nie tylko z demonami przeszłości, ale i miłością do swojej przyjaciółki Devney, która sama zmaga się z przeszłością i próbami opanowania uczucia do Seana. 

Jeśli czytaliście poprzednie tomy tej serii, to już macie przedsmak tego, jak będzie wyglądać kolejna odsłona historii braci Arrowood. Jeśli chodzi o fabułę, to nie ma co pisać, bo można zdradzić za wiele z poprzednich dwóch tomów, ale jedno mogę powiedzieć – jest ciekawie, jest emocjonująco i bywa tez zaskakująco. Pojawia się kilka ciekawych zwrotów akcji, których się nie spodziewałam i byłam na prawdę pozytywnie zaskoczona. Autorka pisze w sposób ogromnie naładowany emocjami, trochę ckliwie, ale w znośnych granicach, gdy ta ckliwość nie jest wadą.
Podoba mi styl i lekkie pióro pani Michaels, jej książki mimo, że przewidywalne (jak to romanse ogólnie) mają w sobie pewną delikatność i uzmysławiają czytelnikowi, że nie tylko seks i pożądanie się liczą w związku, ale intymność, przyjaźń, zaufanie. 

Historia Seana i Devney jest dość zagmatwana, ich relacje komplikują się pod wpływem wydarzeń z przeszłości, ale nie ma tu na szczęście zbytniego epatowania wszystkimi dramatami tego świata, nie czułam się przytłoczona ilością tragedii. Owszem, są trudne i wywołujące ból wydarzenia, ale wszystko jest idealnie dobrane i dawkowane, aby nie przygniatać, tylko zmusić do refleksji. 

Dwójka głównych bohaterów naprawdę mi się spodobała, a ich historię czytało mi się jak do tej pory najlepiej z całej serii. Byłam zaciekawiona, zaintrygowana, kibicowałam ich związkowi i autentycznie trzymałam kciuki za ich miłość. Podobało mi się również, że w tym tomie dość często pojawiali się pozostali bracia Seana, że nie znikli z tej opowieści wraz z zakończeniem tomu o ich historii. Dzięki temu miałam uczucie, że to coś więcej niż sztampowy romans. Bo w tych historiach więzi rodzinne są niemniej ważne niż miłość i namiętność. 


„On jest dla mnie” oceniam najwyżej z trzech wydanych już tomów i niecierpliwie czekam na czwarty, który będzie opowiadał historię ostatniego z braci Arrowood.  Te książki są naprawdę ciekawie i dobrze napisane, bohaterowie są pełnowymiarowi a ich historie wciągające. Nie brakuje tu ciekawych zwrotów akcji, pełnych emocji wydarzeń i gorącej miłości.

Jeśli jeszcze nie znacie tej serii Corinne Michaels, to zachęcam do sięgnięcia po nią. To idealna lektura na odstresowanie i przyjemne spędzenie czasu.
Polecam.


sobota, 29 maja 2021

"Struna***Wyspa Nazino" Stefan Türschmid

 Struna i  Wyspa Nazino to dwa opowiadania autorstwa Stefana Türschmida, które


niedawno ukazały się drukiem. Oba dotyczą wydarzeń z epoki stalinizmu i oba wzbudziły we mnie ogromne emocje. 

Zacznę od tego, że opowiadania ukazały się już po śmierci pisarza, co było dla mnie ogromnym i strasznie smutnym zaskoczeniem. Miałam tą przyjemność poznać pana Türschmida osobiście na Targach Książki w Krakowie w 2019 roku. Było to spotkanie pełne emocji, porozmawiałam z autorem o jego książkach, tych napisanych i tych dopiero planowanych, o fascynacją historią, w szczególności okresem stalinizmu i Rosją. Pan Türschmid o historii i swoich książkach opowiadał z ogromną pasją, rozmowa z nim to była czysta przyjemność. Może dlatego jego odejście wstrząsnęło mną tak samo jak śmierć C.R. Zafona. Nie mogłam uwierzyć, że już nie będzie więcej nowych książek, że pozostanie już tylko powrót do tych napisanych. 

Jeśli chodzi o tytułowe opowiadania, to Struna przedstawia historię generała Armii Czerwonej Andrieja Własowa, który po długiej i  bohaterskiej walce z hitlerowskimi Niemcami dostaje się do niewoli. Jest rok 1942, a  Własow decyduje się na kolaborację, aby urzeczywistnić swoje marzenie pokonania komunizmu i odtworzenie narodowej Rosji. Jego historia nie jest czarno – biała, jego motywy potrafią przekonać, jego argumenty wydają się być sensowne. Autor pisze bardzo bezstronnie, nie przemyca swoich ewentualnych sympatii czy antypatii do Własowa, pozwala czytelnikowi wyrobić sobie swoje zdanie. Podobała mi się ta opowieść i ogromnie żałuję, że to „tylko” opowiadanie, a nie cała powieść, bo jest tu o czym opowiadać. Autor bardzo ściśle trzyma się faktów historycznych, a tam gdzie coś nie jest pewne, dodaje przypis i wybiera tą wersję, która wydaje się być bardziej prawdopodobna. 

Wyspa Nazino to opowiadanie o wydarzeniach, o których nie usłyszycie w szkole na lekcjach historii. To wstrząsająca i brutalna opowieść o haniebnych decyzjach Stalina, jego czystkach w latach trzydziestych i niewyobrażalnym okrucieństwie, na które skazywał niewinnych ludzi. To opowieść o zesłanych na tytułową wyspę ludziach (pasożytach społecznych wg ówczesnej władzy), gdzie panował taki głów, że cała wyspa stała się wylęgarnią kanibalizmu i wydarzeń rodem z najgorszego koszmaru. Ciężko było czytać o tym wydarzeniach, zresztą Stalin utajnił wszystkie raporty na ten temat i zepchnął te wydarzania w mroki historii. Uważam, że to niezwykle ważne, że pan Türschmid o nich napisał. O takich rzeczach nie powinno się zapominać. 


Oba opowiadania są napisane w bardzo dobrym stylu, czyta się je (pomimo drastycznych scen) z ogromną przyjemnością. To wciągające historie, które kończą się zbyt szybko, człowiek czuje niedosyt, chciałby poznać więcej faktów przedstawionych w tak dobrym stylu, w jakim robił to pisarz.  I tylko pozostaje ogromny żal, że Stefan Türschmid odszedł, że już nic więcej nie napisze. Jeśli nie znacie twórczości autora, to gorąco polecam poprzednie powieści pisarza. Na blogu są opinie o jego książkach „Mrok i mgła” oraz „Czwarty czerwony”. Obie te powieści wywarły na mnie ogromne wrażenie i sprawiły, że pan Türschmid na zawsze pozostanie jednym z najbardziej szanowanych i lubianych przeze mnie autorów. Na koniec dodam jeszcze, że w tej książce, na końcu znajduje się posłowie, które gorąco polecam przeczytać. 


niedziela, 16 maja 2021

"Ten, którego pragnę" Kennedy Fox

 Emily jest lekarzem w dużym mieście. Wszystko się układa i zawodowo i


prywatnie, aż kobieta odkrywa, że jej chłopka, również lekarz, zdradza ją z pacjentką. Chcąc uciec do złamanego serca, przenosi się do innego szpitalu, w małym miasteczku. Za namową przyjaciółki, idzie z nią na wesele jej przyjaciół, a tam, pod wpływem chwili i alkoholu, postanawia spędzić jedną jedyną noc z nieznajomym. Noc namiętną i szaloną.
Jakie jest jej zdziwienie, gdy w poniedziałek rano, pierwszego dnia pracy odkrywa, że nieznajomy okazuje się być lekarzem z tego samego szpitala, dodatkowo wyznaczonym na jej tymczasowego opiekuna.

Co będzie dalej?
Tak, dokładnie to co właśnie pomyśleliście.


„Ten, którego pragnę” to romans, którego akcja miała się rozgrywać w środowisku szpitalnym. I faktycznie para głównych bohaterów jest lekarzami, ale mimo to większość akcji toczy się poza szpitalnymi murami. Najpierw poznajemy parę głównych bohaterów, potem tych drugoplanowych, którzy wydają się całkiem ciekawi, a następnie cała fabuła skupia się na romansie. I to nie tylko Evana i Emily, ale i innych postaci przewijających się w książce.  Miłość i romans są tu niezaprzeczalnie na pierwszym miejscu i to wokół nich kręci się cała fabuła.

W książce nie brakuje odważnych scen seksu i nieprzewidzianych, a równocześnie bardzo dramatycznych zwrotów akcji. Wszystko to powinno zaserwować mi całkiem przyjemną lekturę, gdyby nie totalna przewidywalność. W tej książce nie ma niczego, czym autorka mogłaby zaskoczyć czytelnika. Wszystko co się wydarzyło na kartach tej powieści, było do przewidzenia po jakiś dwóch rozdziałach.  I choć schematyczność w romansach nie jest jakąś wielką wadą, bo i ciężko o świeżość w tak wyeksploatowanym gatunku, to jednak szybkość z jaką rozwijał się związek głównych bohaterów i w jakim tempie od „wrogów” doszli do „kochanków”, była dla mnie za szybka, jakby autorka chciała już tylko motyli w brzuchu i wzruszających ogromem uczuć wydarzeń. Nie czułam się zaskoczona, nie czułam tej niepewności podczas czytania, nie było dreszczyku emocji, bo dla mnie było oczywiste jak ta historia się rozwinie i zakończy. 


Miałam wobec tej książki ciut inne oczekiwania, więc może dlatego nie do końca przypadła mi ona do gustu. Jako lekki romans na jedno popołudnie, ta książka nada się idealnie, bo styl autorki jest dobry i potrafi zgrabnie operować słowem. Kennedy Fox ma lekkie pióro i zgrabnie prowadzić fabułę.  Może to nie był dobry czas na tą książkę, a może ja szukam nawet w romansach czegoś więcej. Niemniej jednak dla fanów gatunku ta powieść powinna się spodobać i ja na pewno jej nie odradzam. Na letnie oderwanie od rzeczywistość, ta niewymagająca historia się nada.



czwartek, 22 kwietnia 2021

"To, czego pragniesz" Katherine Center

 „To, czego pragniesz” to najnowsza powieś Katherine Center. Dwie poprzednie


powieści autorki bardzo mi się podobały, więc liczyłam na dobrą lekturę. Tym razem poznajemy historię Sam, która pracuje w szkolnej bibliotece. Po śmierci ukochanego przez wszystkich dyrektora szkoły, na jego miejsce zostaje powołany nowy, dawny znajomy Sam – Duncan. Kiedyś pełen energii, siły i optymizmu, teraz nie przypomina już siebie, bardzie strażnika więziennego z obsesją na punkcie bezpieczeństwa.
Sam niegdyś kochała Duncana i ciężko jej uwierzyć, że to ten sam mężczyzna.
Co się stało, że ten pełen optymizmu mężczyzna, stał się takim służbistą? Czy Sam uda się przebić przez ten mur jaki wokół siebie zbudował i dotrzeć do prawdziwego Duncana?

Jeśli zastanawiacie się czy „To, czego pragniesz” to romans, to od razu zaznaczę, że to powieść obyczajowa z mocnym wątkiem romantycznym. I oczywiście jest to dla mnie zaleta tej powieści. Bo prócz lekkiego i chwilami zabawnego wątku miłosnego, mamy tu poruszone inne, dużo trudniejsze tematy, jak choćby radzenie sobie z traumami, mierzeniu się ze strachem i lękami, poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi i odnajdywaniu szczęścia i radości dookoła siebie. Wszystko to opisane jest bez epatowania brutalnością i nie przygniata czytelnika psychicznie, ale i tam zmusza do zadumy i refleksji. 

Autorka ma lekki, przyjemny styl. Jej powieść jest dopracowana i napisane w sposób, który sprawia, że czyta się ją z przyjemnością. Nie ocieka erotyzmem, za to koncentruje się na uczuciach i emocjach. Tutaj są ważniejsze rzeczy niż szybkie wylądowaniu przez bohaterów w łóżku.
Prócz pary głównych bohaterów, którzy są naprawdę bardzo dobrze wykreowani, pojawia się sporo postaci drugoplanowych, które również są ciekawe, a za ich pomocą autorka porusza wiele różnych problemów, które spotykają nas każdego dnia. Na przykładzie tego co spotyka bohaterów powieści, autorka pokazuje, że życie nie jest idealne, a po złych chwilach zawsze nadchodzą dobre. I że warto walczyć o szczęście, o radość i optymizm. 


Sama historia początkowo wydawała mi tendencyjna, i może niektóre jej elementy były do przewidzenia, jednak całość jest naprawdę ciekawa i nie ma się wrażenia wtórności. Autorka pokazuje różne obrazy walki ze strachem, z wykluczeniem, ze traumami. Pokazuje to w sposób jednocześnie dający nadzieję, że ze wszystkim można sobie poradzić, ale nie można się odcinać od bliskich, nie można się pogrążać w rozpaczy, trzeba się przemóc i poprosić o pomoc, zawalczyć o siebie. 

„To, czego pragniesz”  to naprawdę dobra historia, która niepozbawiona jest elementów humorystycznych, ale przede wszystkim tchnąca optymizmem pomimo tego, że życie nie raz daje nam w kość. Jestem jak najbardziej zadowolona z lektury i cieszę się, że ta powieść trafiła na nasz rynek, bo takie książki są nam bardzo potrzebne. 

Polecam.


środa, 14 kwietnia 2021

"Pozłacane wilki" / "Srebrzyste węże" Roshani Chokshi

 Paryż, rok 1889.


Na świecie dokonują się zmiany, czas  przemysłu i elektryczności. Ale prócz postępu i rozwoju w Paryżu i na świecie jest coś jeszcze – magia, zwana formowaniem. Potężna organizacja, zwana Zakonem Babel zwraca się do zamożnego hotelarza i poszukiwacza skarbów  Séverina Montagnet-Alarie z ofertą odnalezienia skarbu, który ten uznał za dawno stracony, a który był jego dziedzictwem.  Séverina wraz ze swoimi towarzyszami, z którymi poluje od długiego czasu na różne skarby, angażuje się w poszukiwanie artefaktu, a wynik ich działań zaskoczy wszystkich. 

Dość długo obie te książki stały na mojej półce, kurząc się niemiłosiernie. Mimo, że bardzo zaciekawił mnie opis pierwszego tomu, a następnie jego kontynuacji, nie sięgałam po te książki.
Dziś, będąc po lekturze obu części – widzę jaki to był błąd. 

Zacznę od tego, że początek pierwszego tomu jest dość trudny, bo autorka serwuje nam ogrom informacji, a i narracja jest z punktu widzenia wszystkich głównych postaci. Tych jest pięcioro: Severin, Tristan, Enrique, Laila oraz Zofia – więc naprawdę jest rozstrzał. Ale takie trudności są tylko na początku, bowiem akcja jest tak wciągająca, a sposób pisania przez panią Chokshi tak obrazowy, że człowiek szybko się wciąga i wie już co i jak, z napięciem śledząc kolejne wydarzenia.
A uwierzcie, tych jest naprawdę dużo. 

Jeśli chodzi o akcję, to ona nie tylko jest wartka, ona pędzi na złamanie karku. I choć zdawałoby się, że głównym wątkiem będzie tu tylko poszukiwanie zaginionego artefaktu, a na nic innego nie starczy już miejsca, to nic bardziej mylnego. Autorka pokazuje nam przeszłość bohaterów, pokazuje ich zmagania z własnymi demonami, pokazuje również ich motywacje i indywidualne dążenia.  Są również ciekawie wplecione w akcję wątki obyczajowo – romansowe, choć romansu jest tu najmniej. 

Oba tomy zaskakują fabułą i sprawnym połączeniem wątków kryminalnych z nadprzyrodzonymi. Bo te ostatnie mają wielką wagę w tej historii i bynajmniej nie są tylko tłem do tych pierwszych. Pierwszy tom w całości rozgrywa się w Paryżu, natomiast druga część zabiera czytelnika do Rosji, nad sam Bajkał, co dla mnie było niesamowitą zaletą, bo jest to miejsce, o odwiedzeniu którego marzę od lat. 



Akcja obu części jest spójna i naprawdę świetnie ukazana. Wszystkie wątki się ze sobą łączą, żeby w finale drugiej części zostawić czytelnika z niesamowitym niedosytem i potrzebą sięgnięcia po trzecią część. Mam nadzieję, że wydawnictwo szybko ją wyda. 

Jak oceniam obie części?

Czy któraś jest lepsza?

Otóż uważam, że obie są na takim samym poziomie, a ten oceniam bardzo wysoko. Nie ma tu sztampy, nie ma kalek i powielania schematów. Jest naprawdę zagmatwana, ale dająca się ogarnąć historia i pełnokrwiści bohaterowie, ludzcy aż do bólu, a jednocześnie wyjątkowi. Są tajemnice, tajne stowarzyszenia, jest magia, są osobiste dramaty, ale i jest humor, jest nadzieja i poczucie wspólnoty. Jestem oczarowana tym światem, tą opowieścią i jej bohaterami. Co jeszcze jest dodatkowym plusem, to barwne postacie drugoplanowe. Pojawia się ich w obu częściach trochę i każda z nich sporo wnosi do tej historii. 

Bardzo polecam serię Roshani Chokshi – to szalenie wciągająca historia z paletą świetnych bohaterów i zaskakującymi zwrotami akcji.