wtorek, 6 kwietnia 2021

"Zawalcz o mnie" drugi tom serii o braciach Arrowood Corinne Michaels

 „Zawalcz o mnie” to drugi tom serii o braciach Arrowood Corinne Michaels. Tym


razem poznajemy historię Declana i Sydney. Najstarszy z braci musi wrócić do rodzinnego domu, żeby dopełnić wymogów testamentu. A tam prócz demonów przeszłości czeka też na niego jego jedyna miłość – Sydney.
Declan porzucił ją 10 lat wcześniej, aby ją chronić przed tajemnicą, która zmieniła życie braci na zawsze.
Czy uda im się odnaleźć szczęście i stworzyć wspólną przyszłość? 

Pierwsza część tej serii spodobała mi się, a losy najmłodszego brata były ciekawe. Ale to Declan od początku mnie intrygował, najstarszy, najwięcej przeszedł, najwięcej doświadczył. Skryty, nieustępliwy, dla rodziny zrobi wszystko. Dlatego z przyjemnością sięgnęłam po ten tom. I nie zawiodłam się.

Od początku podobało mi się jak autorka przedstawia oboje głównych bohaterów. I Declan i Syd to postacie, których nie sposób nie polubić, którym nie da się nie kibicować. Mimo życiowych zawirowań, oni wciąż pozostali sobą i nawet dekada nie potrafiła zniszczyć ich uczucia. Oczywiście były momenty, gdy decyzje Syd wydawały mi się ciut nieracjonalne, ale autorka starała się pokazać czytelnikowi skąd wynikały i robiła to dość przekonująco. 


Sama opowieść o ich miłości jest dobra, z jednej strony przepełniona emocjami, z drugiej wydaje się być taka prawdziwa. Co u mnie zasługuje na duży plus, to fakt, że w tym tomie jest zdecydowanie mniej ckliwości niż w pierwszej części. Może to kwestia tego, że bohaterowie są starsi od tych z poprzedniego tomu? A może taki zwyczajnie miała zamysł autorka. Niemniej jednak, dla mnie to ogromna zaleta i książkę czytało mi się zdecydowanie lepiej niż pierwszy tom. 

Poza parą głównych bohaterów, w powieści pojawiają się częściej lub rzadziej pozostali bracia Arrowood, w tym ten, o którym będzie następny tom. Podobało mi się to, że autorka nie skupiła się tylko na dwóch postaciach, pomijając resztę. Dzięki temu powieść wydawała mi się pełna, kompletna. Każdy miał tu swoją rolę do odegrania, choćby tylko pojawiał się na chwilę. 

Walka z przeszłością, nadzieja na przyszłość, trudne wybory i gorące uczucie. Do tego odrobina pikanterii – jest w tej książce wszystko to, co powinno być w dobrym romansie. Corinne Michaels potrafi pisać ciekawe historie i nie inaczej było w tym przypadku. I choć nie jest to literatura wybitna, to wcale taka być nie musi, aby dostarczyć czytelnikowi przyjemności z lektury.

„Zawalcz o mnie” to dobrze napisany romans, ładnym stylem,  z ciekawymi i dobrze nakreślonymi postaciami i wciągającą historią. Do tego autorka pokazuje, jak trudno poradzić sobie z traumami z dzieciństwa, ze skutkami przemocy domowej i jak ważne jest wsparcie i miłość rodziny i bliskich.
„Zawalcz o mnie” to udana lektura i na pewno sięgnę po kolejny tom, żeby sprawdzić jak poradzi sobie kolejny z braci Arrowood.




czwartek, 25 marca 2021

"Droga wiedzie przez sen" Karina Bonowicz

 „Droga wiedzie przez sen” to trzeci tom cyklu Kariny Bonowicz Gdzie diabeł


mówi dobranoc.  Akcja rozpoczyna się bezpośrednio po zakończeniu drugiej części i wrzuca czytelnika w sam środek kolejnych wydarzeń. Oczywiście jak nie trudno zgadnąć, klątwy nie udaje się zdjąć i ma na to wpływ kilka czynników. Gra się nie kończy, wydarzenie goni wydarzenie, pojawiają się nowe wątki, na jaw wychodzą nowe tajemnice nie tylko z przeszłości.
Co zrobi Alicja? Komu zaufa? Jak rozwiną się jej relacje z Nikodemem i Borysem? I co ukrywa jej ciotka?
Oczywiście prócz klątwy, pojawi się kolejne niebezpieczeństwo, któremu trzeba będzie zaradzić. 

Bardzo niecierpliwie czekałam na finałowy (tak myślałam) tom cyklu pani Bonowicz. Byłam niesamowicie ciekawa jak autorka zakończy tą szaloną przygodę. Więc mojej zaskoczenie na końcu było ogromne, bo nie tyle, że została furtka do czwartego tomu, ale jest ona otwarta na oścież, a większość spraw i wątków rozpoczętych w poprzednich tomach nie doczekuje się ostatecznego rozwikłania. Nie powiem, żebym była zasmucona faktem powstania czwartej części, historia o dotkniętych klątwa mieszkańcach Czarcisława naprawdę ogromnie mnie wciągnęła. Smuci jedynie fakt, że na kolejny tom trzeba czekać. Książka jest super napisana, lekko, ale z dbałością o styl. Mamy też szansę poznać motywacje większości bohaterów, tym samym lepiej ich rozumieć. Powieść jest tak wciągająca i napakowana akcją, że czyta się ją na jednym wydechu. Naprawdę ciężko się od niej oderwać, a z rozdziału na rozdział robi się coraz bardziej intrygująco.

W tej książce dzieje się chyba jeszcze więcej niż w poprzednich tomach, a już tam działo się naprawdę dużo. Gdy się czyta, ma się wrażenie, że w tej historii minęło wiele dni, tygodni, a okazuje się, że wręcz przeciwnie, odkąd Alicja pojawia się w Czarcisławie mija tylko miesiąc. I nie jest to wada, po prostu to pokazuje, jak dynamiczna jest akcja i jak bardzo wciągająca.  


Z racji osobistej gorącej niechęci do trójkątów miłośnych, trochę obawiałam się, że i tu się taki rozwinie. Wiele na to wskazywało w drugim tomie. 
Czy tak się stało?
I tak, i nie.
Niby coś tam jest, ale nie taki typowy trójkąt a’la Bella ze Zmierzchu. Ucieszyłam się, bo ja naprawdę nie cierpię z ogromną mocą trójkątów miłosnych czy to w książkach czy serialach/filmach. 

Jeśli chodzi o bohaterów, to tutaj bez zmian. Uważam, że są naprawdę dobrze nakreśleni,  a autorka jest konsekwentna w ich ukazywaniu. Nawet Alicja, która gdzieś tam na początku pierwszego tomu potrafiła mnie raz czy dwa zirytować, teraz – za sprawą wydarzeń, w których bierze udział – dorośleje i chyba dojrzewa. Polubiłam się z nią w tym tomie bardziej niż w poprzednich i chętnie dowiem się, co też ją spotka po tym zaskakującym finale.
A muszę przyznać, że pani Bonowicz udało się mnie zaskoczyć. 

Jak oceniam „Droga wiedzie przez sen”?
Naprawdę dobrze. To chyba moja ulubiona część do tej pory i ogromnie się cieszę, że zakończenie zostawiło szeroko otwartą bramę do kolejnego tomu.
Przygody dotkniętych klątwą w Czarcisławie, to przednia rozrywka i naprawdę kawał fajnej fantastyki, lekkiej, wciągającej i zaskakującej. Jeśli jeszcze nie znacie tej serii, to gorąco ją polecam.

Gwarantuję, że będzie się dobrze bawić.


niedziela, 21 marca 2021

"Ukochany wróg" Kristen Callihan

 Ona, Delilah Baker jest szefową kuchni firmy cateringowej, wyczarowującej


wspaniałe dania.
On, Macon Saint jest bogatym, uwielbianym aktorem.
Znają się od dzieciństwa.
I od zawsze szczerze nienawidzą.
Kiedyś, w czasach licealnych Macon chodził z młodszą siostrą Delilah - Sam. Potem ich drogi się rozeszły. 
Aż 10 lat później Sam okrada Macona i znika, a Delilah postanawia „odpracować” dług siostry jako asystentka Macona.
Co z tego wyniknie można się domyślić, ale lepiej będzie po prostu sięgnąć po książkę, bo to naprawdę super rozrywka. 

Kristen Callihan poznałam za sprawą jej serii #VIP i przepadłam dla jej książek. Świetnie napisane romanse, z naprawdę super postaciami.
Dlatego od razu skusiłam się na jej kolejną powieść, tym razem niezwiązaną z tą serią.
Od wrogów do kochanków?
Nie przepadam za takim motywem, ale ufałam, że autorka mnie nie zawiedzie i nie podąży drogą sztampy i wtórności.
I nie pomyliłam się.
Choć sam motyw nienawiść==> miłość jest totalnie wyeksploatowany w literaturze, to pani Callihan udało się go pokazać  w sposób poważniejszy, z ważnym przesłaniem, drugim dnem.
Bo prócz klasycznego wątku rozwijającej się pomiędzy bohaterami miłości, jest też poruszony temat samotności, zagubienia poczucia własnej wartości oraz odnajdywania swojego miejsca na świecie i tego jaki wpływ na nas mają urazy z przeszłości.
Autorka porusza wątki więzi rodzinnych, troski o najbliższych oraz przemocy. Wszystko to wplata bez epatowania dramatyzmem w główny temat powieści, czyli romans. 

Wszystko w tej książce jest w odpowiednich proporcjach, jest miłość, jest ciut pikanterii, jest poczucie humoru, jest też poważnie, a wszystko to okraszone sporą dawką emocji. Powieść czyta się lekko i bardzo dobrze, a to za sprawą naprawdę dobrego stylu i lekkiego pióra autorki.
Lekka i zabawna powieść o miłości?
Nie do końca, bo tak jak pisałam, pod tą przykrywką romansu skrywa się poważniejsze dno tej historii, które sprawia, że powieść nabiera pewnej głębi. 


Jeśli chodzi o bohaterów, to polubiłam ich od pierwszej chwili. Delilah nie była ani wkurzająca, ani nie irytowała swoim zachowanie. To jest akurat wyjątek, bo serio, zazwyczaj w takim motywie bohaterka jest zazwyczaj niestrawną pyskatą i arogancką postacią. A tu zaskoczenia, główna bohaterka jest świetna i choć w całej powieści aż skrzy się od słownych utarczek pomiędzy nią i Maconem, to są one zabawne i urocze, a nie denerwujące.
Swoich bohaterów pani Callihan nie wybiela, nie idealizuje. Pokazuje ich w pełnej palecie wad i zalet. Są sobą, popełniają błędy, mylą się. Są w tym naprawdę autentyczni. Nie sposób im nie kibicować, nie lubić ich.
Do tego nie brakuje w powieści zabawnych momentów, przy których śmiałam się w głos. 

„Ukochany wróg” Kristen Callihan to naprawdę świetna książka, w której jest wszystko co trzeba, aby czytelnik dostał świetny romans, okraszony poczuciem humoru i odrobiną pikanterii. Autorka porusza pod płaszczykiem lekkiej opowieści o miłości kilka poważniejszych tematów i robi to w świetny sposób.
Ta powieść to jeden z lepszych romansów jakie czytałam od długiego czasu.

Ogromnie polecam!



czwartek, 18 marca 2021

„Idealny detektyw” Kristen Ashley

 „Idealny detektyw” Kristen Ashley, to piąty już tom serii Rock Chick, która


skradła mi serce. Szalone przygody zwariowanych kobiet i twardzieli z ich detektywistyczno/policyjnego otoczenia. W tym tomie autorka na tapetę wzięła boskiego przystojniaka, twardziela i ogólnie cudownego członka grupy Lee – Luke’a. Kobietą, która skradnie mu serce jest Ava, jego przyjaciółka z dzieciństwa. Po latach niewidzenia, ich ścieżki znów się przetną, oczywiście Ava wplącze się w tarapaty, z których Luke i reszta „twardzieli” będzie musiała ją wyplątać.

Brzmi znajomo?
Oczywiście, że tak. Poprzednie tomy miały trochę podobny schemat. 
Ale wiecie co? To absolutnie nie przeszkadza w cieszeniu się świetną lekturą i czytaniu o Luke’u i Avie i ich miłości z wypiekami na twarzy. W tej książce jest bowiem wszystko to, co mnie zachwyciło w poprzednich tomach. Jest miłość, jest pikantnie, jest chwilami wzruszająco i z poczuciem humoru. Pojawiają się też wszyscy bohaterowie z poprzednich tomów i to jest naprawdę świetna sprawa, bo nie trzeba się z nimi rozstawać, gdy kończy się czytać poświęcony im tom. 

Jeśli chodzi o parę głównych bohaterów z tej części, to akurat trochę się obawiałam, bo Luke’a jakoś specjalnie nie polubiłam w poprzednich tomach. A tu niespodzianka, bo w Idealnym detektywie, gdy poznałam go lepiej, totalnie mnie oczarował. Natomiast Ava długo nie mogła mnie do siebie przekonać. Trochę irytowało mniej jej początkowe robinie głupich rzeczy dla zasady, żeby tylko się sprzeciwić.  Potem z rozdziału na rozdział Ava trochę się zmienia i choć do końca pozostaje pyskatym uparciuchem, to jednak nabiera trochę więcej rozumu. Finalnie duet Luke i Ava przypadł mi bardzo do gustu i z ogromną przyjemnością czytałam o ich przeżyciach. 


Przy „Idealnym detektywie” bawiłam się wspaniale. Czasem mam chęć poczytać o pięknych kobietach i boskich twardzielach, którzy je kochają. I lubię czasem jak finalnie wszystko się układa, jest miłość i szczypta pikanterii, a całość okraszona jest dobrze dobraną porcją poczucia humoru. To wszystko daje mi seria Rock Chick i to dał mi też ten jej tom. Naprawdę, polecam te książki każdej z Was, która lubi fajnie napisane romanse. W sumie każdy z tych tomów można czytać niezależenie, ale wg mnie lepiej jest zacząć od początku, żeby sobie samemu nie sprzedawać oczywistych spoilerów. 

Jeśli więc lubicie gorące romanse, to „Idealny detektyw” i cała seria Rock Chick jest dla Was. Ja polecam ją ogromnie. I nie mogę się doczekać kolejnego tomu, zwłaszcza, że wiadomo, kogo będzie dotyczył, a ten bohater od początku mi się podobał.



poniedziałek, 15 marca 2021

"Na zawsze,ale z przerwą" Taylor Jenkins Reid

 Co byś zrobił, gdybyś stracił coś, co dopiero dostałeś, a co było dla ciebie


wszystkim?
Po dwóch tygodniach małżeństwa, w wypadku ginie mąż Elsie. 
Niespełna trzydziestoletnia kobieta zostaje z całą swą ogromną miłością, która nie miała szansy zmierzyć się z „szarą rzeczywistością”, ani przejść próby czasu. 
Jej wspólne życie z Benem skończyło się jeszcze zanim się na dobre rozpoczęło i czas nie miał szansy zweryfikować siły ich uczucia.
A to oznacza, że prócz naturalnej żałoby, uczucie, które ich połączyło, już na zawsze pozostanie idealne. 

Gdy kupowałam „Na zawsze, ale z przerwą” nie miałam pojęcia, że to debiut i że wydano już inne książki autorki, które zostały dobrze przyjęte.
Ot zainteresowała mnie fabuła opisana na obwolucie.
Książka zaczyna się od śmierci Bena i to jest punktem wyjścia do wszystkiego, co potem się w tej powieści będzie działo. A wbrew pozorom sporo się tu dzieje. 

Autorka skupiła się na pokazaniu tego, jak radzimy (lub nie radzimy) sobie z żałobą, z utratą bliskich, których kochamy. Jak rozpacz może totalnie osaczyć, odciąć od przyjaciół, rodziny. Radzenie sobie ze śmiercią najbliższych jest tym czego nie da się „zrozumieć”, jeśli samemu się tego nie doświadczyło, zwyczajnie nie jest się w stanie postawić na miejscu takiej osoby i pojąć co ona czuje.
A leczenie takich ran to proces długi i ogromnie trudny. Uważam, że pani Reid całkiem dobrze sobie poradziła z ukazaniem poczucia rozpaczy, straty i prób stanięcia na nogi po takiej tragedii. 


Napis z tyłu okładki doradza zaopatrzenie się w pudełko chusteczek, bo książka wyciska łzy w ilościach hurtowych. Otóż ja nie płakałam. Naprawdę. Ale czułam niesamowicie dojmujący żal i było mi tak ogromnie smutno, czytając o tym z czym mierzyła się Elsie.  W dodatku Taylor Jenkins Reid bardzo obrazowo odmalowała jak śmierć Bena wyidealizowała uczucie jakie go łączyło z Elsie w jej oczach, uczucie, które już i tak było dla niej idealne. Dla mnie ta książka nie jest wyciskaczem łez, nie stosuje tanich sztuczek, żeby wywołać emocje i łzy. Pokazuje za to jak ogromną rozpaczą potrafi napełnić człowieka śmierć osoby, którą się kocha i jak totalnie złamać. I robi to w prosty sposób, a jednocześnie ogromnie poruszający. Elsie nie jest idealna, jej związek z Benem też nie był. 
A jednak przez to, że śmierć Bena odebrała im wspólną przyszłość, ich krótki związek już na zawsze zostawi w niej idealny obraz ich miłości. 

Czy polecam „Na zawsze, ale z przerwą”?
Dla osób szukających „emocjonalnego walca jadącego po człowieku” nie. Ta powieść mimo, że wywołuje wiele emocji, nie działa w taki sposób. To dojrzały obraz przechodzenia żałoby, pogodzenia się z tym co się stało i przyjęcia do świadomości, że inni bliscy mogą cierpieć tak samo jak my. Że nie tylko my mamy prawo do rozpaczy. 
Jeśli jednak szukacie książki mądrej, opisującej żałobę w sposób subtelny, a bohaterów ukazujący nie przez różowe okulary, ale z pełnym wachlarzem ich wad – to jak najbardziej, to jest książka dla Was.

Mi się bardzo podobała, odnalazłam w niej pewne emocje, które towarzyszą mi od kilku lat, gdy bardzo bliska mi osoba nagle odeszła. Są takie rany, których nawet czas nie jest w stanie zagoić, pozostawiając na zawsze blizny.
I chyba o tym przede wszystkim była dla mnie ta powieść.


piątek, 12 marca 2021

"Echo przeszłości" Ewelina Nawara, Justyna Leśniewicz

 „Echo przeszłości” to drugi tom serii Kings Of Sin Eweliny Nawary i Justyny


Leśniewicz. Po przygodach Liama i Jo w części pierwszej, nadszedł czas na historię Jamesa i Celii, bohaterów z trudną przeszłością, próbujących jakoś poradzić sobie ze swoimi demonami. Byłam ogromnie ciekawa jak potoczą się losy Jamesa i kto skradnie jego serce.
Akcja Echa przeszłości rozpoczyna się ciut wcześniej niż zakończył się tom pierwszy i od razu wpadamy w wir wydarzeń, które porywają naszych bohaterów. Każdy, kto przeczytał Melodię serc, wie co tam się wydarzyło, więc napiszę tylko, że będzie się działo. 

W tym tomie główne skrzypce grają James i Celia, ale pojawiają się również wszyscy bohaterowie, których poznaliśmy w poprzednim tomie, a i ktoś nowy zawita na karty powieści. Ucieszyło mnie, że spotkałam się w tej książce z dobrze mi już znanymi postaciami, bo większość z nich naprawdę polubiłam. Prócz wątku miłosnego, tak samo jak w poprzedniej części, ogromnie ważną rolę odgrywa tu muzyka. Lubię książki, których akcja ma w sobie muzyczne wątki, dlatego tym chętniej sięgnęłam po obie części serii Eweliny i Justyny. 

Akcja jest naprawdę dynamiczna i wiele się tu dzieje. Autorki włożyły sporo wysiłku, aby odmalować emocje, które szaleją w bohaterach, pokazać ich wnętrze, przeszłość, teraźniejszość, nadzieje i lęki. Uważam, że dobrze nakreśliły głównych bohaterów, nie zapominając jednocześnie o reszcie postaci, które odgrywają ważną rolę w tej opowieści. 

Mimo, że „Echo przeszłości” to klasyczny romans, to nie zabrakło tu poważniejszych tematów, które są płynnie wplecione w wątek rozwijającej się miłości pomiędzy Jamesem i Celią. Justyna i Ewelina ukazały jak ciężko jest pozbierać się po złych doświadczeniach, jak trudno jest zawalczyć o siebie i swoje marzenia, ale i jak piękna potrafi być miłość, jak ważne jest wsparcie przyjaciół i rodziny. 

 


W książce sporo jest poważnych momentów, ale bywa i zabawnie i z poczuciem humoru. Polubiłam Celię i Jamesa, zwłaszcza on mocno zapadł mi w serce. Nie wiem czy nie bardziej nawet niż Liam, ale gdybym miała zdecydowanie wybrać, pewnie bym nie potrafiła. Powieść czyta się dobrze, autorki szlifują swój styl i czuć, że się w tym temacie rozwinęły. Książkę czyta się lekko i z przyjemnością. Co dla mnie ogromnie ważne, powieść nie jest wulgarna i to jest niesamowity plus, uczucia w tej historii, mimo, że skomplikowane, są piękne i bywały momenty, gdy autentycznie się wzruszyłam. 

Podsumowując.
Jaka jest książka „Echo przeszłości”? 
Naprawdę dobra.
To wciągająca historia, monetami zabawna, momentami wzruszająca. 
To piękna opowieść o dwóch samotnych sercach, które wreszcie się odnajdują i dostają szansę od losu.
Gorąco ją polecam i niecierpliwie czekam na kolejny tom serii Kings Of Sin.



poniedziałek, 8 marca 2021

„ Żyj zgodnie z fazami księżyca” Kirsty Gallagher

 Kirsty Gallagher, autorka książki „ Żyj zgodnie z fazami księżyca”, to


nauczycielka jogi i medytacji, a także trenerka i mentorka Księżycowa. Swoimi przemyśleniami na temat wpływu księżyca na nasze życie postanowiła podzielić się z czytelniami.
Książka podzielona jest na trzy części:

1. Magia Księżyca 

2. Księżyc w znakach zodiaku 

3. Praktyka życia w zgodzie z księżycem 

Rozpoczyna się od naukowych informacji w pigułce o księżycu i jego wpływu na nasz świat, nie od dziś wszak wiadomo, że ma on wpływ choćby na przypływy i odpływy, rolnicy używają kalendarzy księżycowych planując siewy, a ludzie odczuwają pełnię i zazwyczaj mają wtedy kłopoty z zasypianiem, jakby energia podczas pełni była zbyt duża, żeby zasnąć. O wszystkim tym pisze autorka w pierwszej części.
W drugiej omawia pełnie i nów w każdym znaku zodiaku, jego wpływ na nasze życie, emocje, które w nas wyzwala. 

W trzeciej części autorka dzieli się z czytelnikami praktycznymi poradami jak korzystać z energii księżyca, przedstawia księżycowe rytuały, mówi o afirmacjach, księżycowym dzienniku i wielu innych wskazówkach, jak korzystać z jego mocy i energii. 

Niby od czasów szkolnych się wie, że księżyc ma wpływ na przyrodę, a jednak się o tym nie myśli. A przecież każdy z nas ma takie dni, że jest pełen energii, niezależnie od tego czy jest wyspany czy nie, czy wypoczęty czy nie. A czasem mi odpoczynku i spokoju jesteśmy wciąż poddenerwowany i rozdrażniony. Możliwe, że to właśnie księżyc ma na nas aż taki wpływ, co próbuje nam wytłumaczyć autorka książki. 

Sama książka napisana jest przyjemnym i prostym językiem. Czyta się ją z przyjemnością i lekkością. Jest tu miejsce na naukowe akty i na szczyptę magii. Jest sporo o pozytywnym myśleniu, afirmacji i emocjach, które nam towarzyszą każdego dnia. Książka mimo pewnej ezoteryki skupia się przede wszystkim na pracy nad sobą, realizacją swoich marzeń i dążeń, byciem szczerym ze samym sobą. Zachęca do odcinania się od tego co nam nie służy, na rzecz tego co daje nam radość i szczęście. 

„ Żyj zgodnie z fazami księżyca” to książka, która otoczona odrobiną magii pokazuje jak współgrać z księżycem na co dzień i cieszyć się z jego energii oraz jak wykorzystywać ją do zmiany swojego życia na lepsze.
To przyjemna lektura, która na pewno poprawia samopoczucie i daje delikatnego „kopa” aby nie odkładać realizacji marzeń na później.



sobota, 27 lutego 2021

"Alicja" Christina Henry

 Kto nigdy nie słyszał o Alicji, która wpadła do króliczej nory i znalazła się w


Krainie Czarów? Chyba każdy choć raz miał styczność, czy to z książką, filmem, czy samą wzmianką o niej.
W ubiegłym roku nakładem wydawnictwa Vesper ukazała się powieść Christiny Henry i jej wizja Alicji. Wizja niepokojąca, pełna brutalności, przemocy i braku nadziei.
Kraina Czarów wcale nie wygląda kolorowo i radośnie, a główna bohaterka zamiast do tejże trafiła do szpitala dla psychicznie chorych, gdzie rok po roku traciła nadzieję, a jej jedynym przyjacielem był Topornik, pacjent z sali obok. Gdy w szpitalu wybucha pożar, przed Alicją i Topornikiem pojawia się szansa na ucieczkę.
Ale nie tylko oni wydostają się na wolność.
Wraz z nimi uwalnia się niepojęte zło – Dżaberłak… 

Gdyby „Alicja” nie zainteresowała mnie samym opisem, to na pewno przyciągnęłaby mnie cudowną okładką. Budząca lęk i dreszcz niepokoju, wizualnie wspaniała. Ta powieść, to retelling „Alicji w Krainie Czarów” utrzymany w konwencji horroru połączonego z baśnią, choć uważam, że autorka bardziej skupiła się na pokazaniu wewnętrznego strachu i grozy przeżywanej przez bohaterów niż straszeniu czytelnika. Koncentrowała się na ukazaniu tego jaki świat otaczający Alicję jest przerażający, jak wielkie zło może kryć się w człowieku. W książce jest mrocznie, krwawo, brutalnie, niebezpiecznie. Wzbudzała we mnie ogromne emocje, a świat wykreowany przez panią Henry potrafił przytłoczyć swoją brutalnością, bezwzględnością i okrucieństwem.

Wszystko to opisane zostało niezwykle obrazowo i plastycznie. Całe tło wydarzeń, które rozgrywają się w tej powieści jest tak sugestywnie wykreowane, że w tą historie się wsiąka od pierwszej chwili. Czuje się emocje tytułowej Alicji, widzi się świat jej oczami, wraz z nią przeżywa się lęki i strach, ale i nadzieję. Razem z Alicją zostajemy zmuszeni do skonfrontowania się z jej przeszłością i tym co wymazała z pamięci.
A umówmy się – nie są to miłe wspomnienia. 

Akcja powieści z jednej strony jest bardzo dynamiczna, z drugiej ma się wrażenie, że płynie leniwie, choć jedno wydarzenie goni następne.
To takie dziwne uczucie , gdy wszystko się zmienia, akcja gna do przodu, a ma się wrażenie, że przy książce spędziło się wiele dni, dając się pochłonąć wykreowanemu przez autorkę światowi.


Jeśli chodzi o samych bohaterów, czy to głównych (Alicja, Topornik) czy drugoplanowych, są one niezwykle ciekawe i pełnokrwiste, a sama Alicja jest postacią wyjątkową. Nie sposób jej nie polubić, nie współczuć, nie życzyć powodzenia. Pomimo swojej brutalnej natury również Topornik wzbudzał we mnie wiele pozytywnych emocji, a jako obrońca Alicji gotów był na wszystko.
Ten duet mocno zapadł mi w czytelnicze serce i ogromnie im kibicowałam.

Oczywiście, patrząc na to w jakim stylu utrzymana jest powieść, do samego końca nie miałam podejrzeń, jak się ta historia zakończy, co dla mnie było ogromnym plusem.
Christina Henry pisze naprawdę pięknie i obrazowo, oczywiście to piękno stylu to też zasługa naszego przekładu, za który odpowiada pan Janusz Ochab.
Tą historię się pochłaniało, smakowało, przepadało się w niej całkowicie.
„Alicja” jest wspaniale opowiedzianą historią pełną brudu, krwi i przemocy, a mimo to dającej nadzieję, że zawsze jest szansa na zmianę.
I że często najgorsze zło, to to, które ukrywa się w człowieku.

Czekam niecierpliwie na kolejna książkę z tego świata, bo zakończenie to sugeruje, a i wydawnictwa już na swoim profilu na fb przebąkiwało na temat kolejnej części.
Ta książka, to była pierwsza przeczytana w  2021 roku powieść i mogę tylko powiedzieć, że czytelniczo, ten rok rozpoczęłam wspaniale.
Polecam. 


sobota, 20 lutego 2021

"Wróć do mnie" tom pierwszy serii o braciach Arrowood Corinne Michaels

 Jedna wspólna  noc sprzed ośmiu laty na zawsze naznaczyła Connora i Ellie. 


Zostawiła im nie tylko wspomnienia, ale stała się czymś, co dało im siłę, aby stawić czoła rzeczywistości.
Jedna noc, całe lata wracania do niej w myślach, zastanawiania się czy jeszcze kiedyś się spotkają.
Ich drogi rozeszły się, każde z nich ułożyło sobie życie.
Aż przychodzi dzień, gdy Connor po śmierci ojca – przemocowca musi wrócić z braćmi na farmę, żeby ją sprzedać. Tam spotyka go kilka niespodzianek, w tym spotkanie, na które nie miał nadziei, a którego pragnął od ośmiu lat… 

„Wróć do mnie” to pierwszy tom nowej serii Corinne Michaels o braciach  Arrowood, których jest czworo. Historia byłego już komandosa Connora i Ellie, to opowieść o bólu, stracie, rozpaczy, ale i nadziei i miłości. Autorka poruszyła w niej niezwykle ciężki temat przemocy w rodzinie, nie tylko w kontekście Connora, ale i Ellie. Temat trudny i niełatwy do opowiedzenia, tutaj został pokazany w ciut ugładzonej wersji, która stanowi tło dla rodzącego się uczucia pomiędzy bohaterami. Nie jest on bynajmniej potraktowany po macoszemu, po prostu autorka nie epatuje brutalnością ponad miarę w opisaniu tego, co spotkało Connora i jego braci i Ellie z rąk ludzi, którzy mieli być dla nich opoką, a stali się katami.

Corinne Michaels pisze bardzo obrazowo o uczuciach i emocjach, tworzy plastyczne obrazy wydarzeń, choć niepozbawione są one sporej porcji ckliwości.  Czytałam dwie jej wcześniejsze powieści i w każdej tak jest, więc to nie przypadek, a styl autorki. Mi akurat jakoś za bardzo ta ckliwość nie przeszkadzała, choć nie przepadam za jej nadmiarem w książkach. Sama historia jest ciekawa, piękna, podszyta odrobiną pikanterii, choć absolutnie nie jest to erotyk. To piękna opowieść o miłości, o walce o siebie i swoje życie, o pokonywaniu traum i stawaniu na nogi. W końcu to historia o szansie na szczęście i nadziei na przyszłość.


Mimo ciężkich wątków powieści, książkę czyta się mega szybko i przyjemnie. Bo to taki typ literatury, że wiadomo, że na drodze bohaterów muszą pojawić się przeciwności i demony przeszłości, aby mogli je wspólnie pokonać i w końcu doświadczyć zasłużonego szczęścia.
Ale mimo pewnej schematyczności, nie jest to żadna przeszkoda aby cieszyć się z lektury, która wzrusza, bawi i smuci jednocześnie. Powieść pani Michaels wywołuje sporo różnych emocji i finalnie daje poczucie dobrze spędzonego czasu  z książką. Jestem ciekawa kolejnego tomu z historią następnego brata, podejrzewam po epilogu, że będzie to Declan Arrowood, co bardzo mnie cieszy. 

Jeśli szukacie romansu, który jest dobrze napisany, ma wyrazistych bohaterów, nie tylko tych pierwszoplanowych, ale i tych drugoplanowych, z przejmującą historią, to opowieść o Connorze Arrowood i Ellie, to książka dla was.

Polecam.


wtorek, 9 lutego 2021

"Niegrzeczny rockman" Kristen Callihan seria VIP

 Trzeci tom serii VIP Kristen Callihan „Niegrzeczny rockman” opowiada historię


Johna „Jaxa” Blackwooda, gitarzysty i wokalisty rockowego zespołu Kill John. To właśnie on jakiś czas wcześniej próbował popełnić samobójstwo. Mężczyzna mieszka chwilowo w Nowym Jorku, a zapowiedź śnieżycy zmusza go do ruszenia do sklepu i obkupienie się w łakocie, w tym lody miętowe z kawałkami czekolady. Problem w tym, że wziął ostatnie opakowanie, a pewna rudowłosa kobieta również ich chciała.
Stella postanowiła zrobić wszystko, aby zdobyć lody, nawet pocałować Jaxa.

Tak zaczyna się historia mężczyzny sponiewieranego na duszy i kobiety, która mimo, że jest „profesjonalną przyjaciółką” sama jest niebywale samotna. Gdy sięgałam po tą powieść, byłam pewna, że nic nie przebije opowieści o „górze lodowej” czyli wspaniałym managerze zespołu Scottie. Poprzeczkę autorka ustawiła wysoko i… trzecim tomem wywindowała ją w kosmos.
Opowieść o Jaxie i Stelli jest porywająca. To wspaniały romans z naprawdę mocnym przesłaniem. John próbuje sobie poradzić z depresją i próbą samobójczą, Stella z samotnością wśród ludzi. Jest więc i romantycznie i pikantnie, ale i poważnie i poruszająco.

Naprawdę było sporo momentów, gdy mocno się wzruszyłam, kilka razy nawet łzy zakręciły mi się w oczach. I nie dlatego, że w powieści bohaterów spotykają raz po raz kolejne nieszczęścia tego świata, tylko ich przeżycia, to co w nich siedzi, z czym próbują sobie poradzić, jest tak dobrze opisane, ich emocje tak namacalne, że nie potrafiłam opanować poruszenia i emocji, które we mnie buzowały. 

Akcja powieści jest dynamiczna, tak samo jak w poprzednich dwóch tomach. Wiele się w tej historii dzieje, jest zabawnie i poważnie. Jest namiętnie i uczuciowo. Głównych bohaterów naprawdę się lubi i im kibicuje. A Stella nie jest denerwującą postacią, tylko fajnie wykreowaną bohaterką, która zapada w serce od pierwszej chwili.
Za to John… jakie on na mnie wywarł piorunujące wrażenie. Był gwiazdą rocka, miał wszystko, a czuł, że nie ma nic. Autorka tak dobrze odmalowała jego samotność i rozpacz, że nie było szans, żeby mnie to nie poruszyło do głębi.
W książce pojawiają się wszyscy bohaterowie z poprzednich tomów, cały zespół Kill John, co jest naprawdę świetne. Dlatego też doradzam czytać po kolei, bo wiele można sobie zdradzić z poprzednich części, jeśli zacznie się na przykład od trzeciego tomu. I choć każda opowieść jest zamknięta, to jednak sporo się o bohaterach poprzednich tomów tu mówi.


„Niegrzecznego rockmana” czyta się cudownie. To świetna opowieść o miłości ze sporą porcją pikanterii. Ale w tej kwestii nie ma tu przesady, a sex nie stanowi osi fabuły. Mamy tu i romans i namiętność, ale i przyjaźń, tęsknotę za bliskością przyjaciół. Autorka pokazuje również jak ciężką chorobą jest depresja i że nieleczona potrafi siać ogromne spustoszenie. To ważny głos i wątek i mimo gatunku powieści, nie jest on potraktowany po macoszemu, tylko z dużym szacunkiem i wyczuciem. 

Autorka ma lekkie pióro i potrafi pisać niesamowicie obrazowo. W tą historię się wsiąka, a książki nie sposób odłożyć. Gdybym miała wybrać ulubionego bohatera męskiego z tej serii, to nie potrafiłabym. Myślałam, że Scottie to mój ulubieniec, ale teraz to już nie potrafię się zdecydować. Uwielbiam ich wszystkich, także tych, którzy jeszcze czekają na swoją opowieść. „Niegrzecznego rockmana” ogromnie polecam, to cudowna książka. Tak samo jak dwie poprzednie.

Czytajcie, nie będziecie żałować.


czwartek, 4 lutego 2021

"Nieosiągalny" Ewelina Nawara, Małgorzata Falkowska

 Olimpia, przez wszystkich nazywana Olą, to mieszkająca w Toruniu studentka,


która nie ma łatwego życia. Wycofana, zakochana w książkach, dorabiająca jako kelnerka w hotelu. Nie ma złej macochy, ma za to okrutnego ojca i wierną przyjaciółkę. Pewnego dnia zgadza się zastąpić ją w pracy na eleganckiej imprezie. Poznaje tam jednego z gości – Williama. Jeden nocny spacer ulicami Torunia sprawi, że tych dwoje nie będzie mogło o sobie zapomnieć.
Tylko co zrobi Ola, gdy dowie się kim jest William? I czy uczucie, które ich połączy będzie miało szansę przetrwać? 

„Nieosiągalny” Eweliny Nawary i Małgorzaty Falkowskiej to ubrana we współczesne szaty baśń o Kopciuszku. Mamy tu bajecznie bogatego, niesamowicie przystojnego następcę trony małego europejskiego księstwa  i niezamożną, skromną, ale o wielu innych walorach Olimpię. Książka jest soczystym romansem w baśniowym klimacie, są tu uczucia, są emocje, jest też pikantnie, ale książka nie jest erotykiem, choć autorki nie bały się odważnych scen miłosnych.
Napisana zgrabnym językiem szybko pozwala się wciągnąć w fabułę i dać pochłonąć romantycznej opowieści. A ta jest naprawdę ciekawa i w pewnym momencie stwierdziłam, że ciężko mi odstawić książkę na stolik mimo późnej pory. 

Autorki ciekawie opisały realia życia – jakże różnego – obojga bohaterów. Nakreśliły różnice w pochodzeniu, w statusie społecznym i możliwościach jakie mieli oboje. To co dla Willa było nic nie znaczącym utrudnieniem, dla Olimpii było przeszkodą nie do przeskoczenia. Podobał mi się sposób pokazania, w jak bardzo różnych światach oboje żyją i jak mogła je połączyć… miłość.
Bo to właśnie to jest w tej książce najważniejsze – miłość.
To ona jest osią fabuły i napędza wszystkie wydarzenia. To ona wywraca życie bohaterów do góry nogami i sprawi, że będą w stanie zrobić wiele, aby nie pozwolić temu uczuciu przepaść. 


Jeśli chcecie poszukać na mapie księstwa,  w którym żyje William, to od razu uprzedzam – dajcie spokój.
„Nieosiągalny” to współczesna opowieść o Kopciuszku i właśnie tak należy do niej podejść, a naprawdę spędzicie z tą książką dobrze czas, tak jak zrobiłam to ja. To jest historia o miłości, uczuciu bajkowym wręcz, ciut wyidealizowanym, ale uroczym i namiętnym. Nie znaczy to, że w powieści nie pojawiają się inne wątki i tematy, poważniejsze, zmuszające do zadumy czy refleksji. Pojawiają się, są dobrze wplecione w klimat powieści. Wg mnie znalazły się w książce w idealnych proporcjach, są ważnym elementem opowieści i mają na nią wpływ. 

Jak oceniam „Nieosiągalnego”?
Naprawdę dobrze.
Zgrabnie napisana historia, która wywoła sporo emocji w duszy każdej romantyczki. 
Ciekawa opowieść, piękna miłość i możliwość oderwania się od szarugi za oknem. Czas spędzony z Williamem i Olimpią uznaję za bardziej niż udany i czekam na kontynuację, bo coś przeczuwam, że będzie.

Polecam.



poniedziałek, 1 lutego 2021

"Żądanie miłości" Kristen Ashley

 Josie przybywa do Magdalene na pogrzeb ukochanej babci, po której dziedziczy


pokaźny majątek. Podczas odczytywania testamentu, zjawia się jeszcze jedna osoba, która została w nim ujęta – Jake.
Prócz pieniędzy mężczyzna otrzymuje w spadku również… Josie, co wywołuje niemałe zamieszanie. Co miała na myśli babcia kobiety, zapisując ją w spadku mężczyźnie?
Czy Josie zostanie w Magdalene by się o tym przekonać?
Twórczość Kristen Ashley pokochałam za sprawą jej zabawnych powieści z serii Rock Chick. Polubiłam jej barwnych bohaterów, poczucie humoru i często nieprawdopodobne sytuacje, które non stop przytrafiają się jej bohaterom. Byłam więc ciekawa, co zaserwuje mi autorka w książce niezwiązanej z tamtą serią.

Na wstępie zaznaczę, że oboje bohaterów „Żądanie miłości” to osoby dojrzałe, które w swoim życiu wiele już przeszły. I Jake i Josie są bowiem w wieku 40+. I to było coś, co bardzo mi się od początku spodobało. Każde z nich ma już swój bagaż życiowych doświadczeń, błędów i potknięć. Gdy się spotykają, nie są już patrzącymi z wiecznym optymizmem, dopiero wchodzącymi w dorosłość młodymi ludźmi, a raczej realistami, którzy wiedzą, że nie wszystko jest biało – czarne, a życie ma szeroką paletę odcieni szarości. Ale choć obojgu głównych bohaterów bliżej do półwiecza, to nie oznacza, że i ich nie może spotkać gorąca, namiętna i pełna pasji miłość.
Bo o tym jest ta powieść. O odnajdywaniu miłości, o rodzinie, o więzach silniejszych niż jakiekolwiek więzy krwi, o odkrywaniu swojego miejsca na świecie i tego, co w życiu najważniejsze. 

Sama historia nie jest może niczym odkrywczym i od początku wiadomo jaki będzie miała finał, ale fajnie jest się dowiedzieć, co się wydarzyło pomiędzy prologiem, a epilogiem. Wciągnęłam się niesamowicie w perypetie Josie i mężczyzny, któremu babcia zapisała ją w testamencie. Byłam ciekawa co się wydarzy, co pojawi się na drodze bohaterów, czy mimo, że oboje mieli burzliwą przeszłość, to dadzą sobie jeszcze jedną szansę na szczęśliwe życie. Prócz dwójki głównych bohaterów, mamy tu również sporo postaci drugoplanowych, które są nie mniej ciekawe jak ci co grają pierwsze skrzypce. Ich problemy nie są jedynie zapychaczami fabuły, ale mają na nią realny wpływ. 


Książka była dla mnie pewnym zaskoczeniem, bo nie ma aż tak wiele romansów, gdzie bohaterzy są dojrzali, tak samo jak ich uczucia i emocje. Ich problemy również zasadniczo różniły się od tych, jakie zazwyczaj mają w książkach bohaterowie 20+. Uważam, że to ogromna zaleta tej powieści. Do tego nie raz autorka pokazuje, że nie zapomina o poczuciu humoru i bywały momenty, gdy można się było pośmiać.

Czy „Żądanie miłości” ma jakieś wady?
Zasadniczo dla mnie nie.
Miałam jedynie początkowo pewien problem ze stylem w jakim została napisana powieść, ale nie wiem czy to kwestia autorki czy może tłumaczenia. Po prostu przyzwyczaiłam się do serii Rock Chick i z napisaną inaczej „Żądanie miłości” musiałam się po prostu oswoić.  

Czy polecam „Żądanie miłości”?
Oczywiście!
To bardzo dobra rozrywka i wciągająca opowieść. Jeśli lubicie twórczość Kristen Ashley, to jestem pewna, że i ta jej książka przypadnie Wam do gustu, tak samo jak mi.