sobota, 30 października 2021

"Księgi zapomnianych żyć" Bridget Collins

 „Księgi zapomnianych żyć” Bridget Collins, to historia miłosna napisana w 


otoczce magii. Oto bowiem są ludzie, którzy potrafią zabrać człowiekowi wspominania i zapisać je w księdze. Każde złe wspomnienia, każdy zły czyn z głowy ofiary można wymazać, jakby nie istniał. W taki sposób można również ukryć każdą niegodziwość. Człowiek, któremu odebrano wspomnienia traci je na zawsze, chyba że księga jego wspomnień ulegnie spaleniu. 

Na początku muszę napisać, to co kołatało mi w głowie, gdy czytałam powieść. Otóż kompletnie nie tego się spodziewałam po opisie i początkowych rozdziałach powieści. Byłam przekonana, że dostanę całkowicie inny kierunek rozwoju fabuły i tego jak ona zostanie poprowadzona. Przyznaję, że początkowo byłam trochę rozczarowana, jakby ktoś mi coś obiecał, a następnie zmienił zdanie i dał coś totalnie innego.
Rozczarowanie moje nie było jednak na tyle deprymujące, abym odłożyła powieść bez dotarcia do finiszu opowieści. 

Sama historia, która opowiada pani Collins, napisana jest naprawdę pięknym językiem, w sposób delikatny, a jednak niepozbawiony mocniejszych akcentów. Książka mimo, że nie epatuje brutalnością, to pokazuje ciemną stronę ludzkiej natury w sposób klarowny i bez owijania w bawełnę. Autorka pokazała jak wiele złego można zrobić drugiemu człowiekowi, gdy jest tylko możliwość uniknięcia kary i ukrycia swoich złych uczynków. 

Sama opowieść o Emmecie, to w sposób subtelny opisana historia miłości i pogodzeniu się ze sobą i tym kim się jest. To również opowieść o walce o siebie i swoje miejsce na świecie.  Zaskoczeniem było dla mnie tylko, że jest to historia miłości spod znaku LGBT, bo w zapowiedziach czy opisie kompletnie nic tego nie sugerowało. Nie ma to jednak wpływu na to, że opowieść ta jest piękna, a wątek miłosny nakreślony w sposób wyważony i poruszający. 


Jeśli chodzi o kwestie magii, to osobiście czułam jej niedosyt. Oczywiście jest tu opisane „oprawianie” czyli wymazywanie wspomnień i przenoszenie ich do książek, ale w moim odczuciu był to tylko sposób aby skupić się na innych watkach i tło do ich ukazania. I chyba też to sprawiło, że tak jak pisałam na początku, poczułam się jakby autorka nie dotrzymała obietnicy. Spodziewałam się magii i bazowania właśnie na niej, a nie magii jako tła.

Czy to ogromna wada?
Nie.
Książka sama w sobie jest piękna, porusza niebywale ważne i trudne tematy, a autorka robi to w sposób wyważony i subtelny. Pokazuje również, że nawet odbierając człowiekowi wspomnienia, nie można mu odebrać tego kim jest i jaki jest, że nie da się tego zmienić, zmusić do zmiany, naciskami wymóc życie wbrew sobie.
Dlatego uważam, że mimo, że dostałam coś całkowicie innego, niż oczekiwałam, to książka jest zdecydowanie warta przeczytania i poznania opisywanej w niej historii.


środa, 27 października 2021

"Echa nad światem" 4 tom serii Lustrzanna Christelle Dabos

 „Echa nad światem” to finalny – choć ja mam nadzieję, że jednak nie – tom serii 


Lustrzanna. Książki te zyskały ogromne grono fanów, czemu wcale się nie dziwię. Pięknie napisana (i wspaniale przełożona na język polski), z niesamowitą fabułą i cudownymi bohaterami seria oczarowuje od pierwszej strony.
Echa nad światem to zwieńczenie opowieści o Ofelii, Thorze i tym w co zostali wplątani, co musieli zrobić aby powstrzymać rozpad arek i uratować nie tylko siebie, ale i swoich bliskich. 

Akcja powieści od samego początku książki jest niezwykle dynamiczna i a sama powieść utrzymuje wysoki poziom swoich poprzedniczek. Jest tu wszystko to, co tak urzekło mnie w poprzednich częściach, niesamowicie barwnie wykreowany świat, pełnokrwiści bohaterowie i niedająca się przewidzieć fabuła. Wszystkie wątki rozpoczęte w poprzednich częściach zaczynają się ze sobą łączyć, splatać w jeden zaskakujący finał. Nic nie pozostaje bez odpowiedzi, w końcu mamy szansę poznać wszystkie fakty i zrozumieć co tak naprawdę się wydarzyło, gdy Eulalia postanowiła działać dawno temu. 

Książka wg mnie jest zdecydowanie bardziej poważna niż poprzednie tomy, więcej w niej rozważań na temat dobra, zła, wykluczenia, odmienności i dążenia do wyznaczonego celu bez względu na cenę. Niesamowicie mi się to podobało, dzięki temu cała historia stała się dla mnie bogatsza, pełniejsza, wielowymiarowa. Niby to wciąż było literatura młodzieżowa, ale wnikliwy czytelnik znalazł w niej wiele więcej niźli tylko opowieść o przygodach Ofelii.
Dodatkowo wątek małżeństwa i uczuć łączących Ofelię i Thorna jest opisany tak przepięknie, delikatnie, ujmująco, jest prowadzony z subtelnością i wyczuciem, że nie sposób się nim nie zachwycać i nie doceniać tego, czego autorka z nim dokonała.
O emocjach i uczuciach potrafiła napisać bez podawania wszystkiego na tacy, a jednocześnie w sposób nie pozostawiający wątpliwości, że niesamowite uczucie połączyło głównych bohaterów. 

O języku i naszym przekładzie pisałam już nie raz, dla mnie to mistrzowski poziom. Od początku byłam zachwycona tym w jak przepiękny sposób cała seria jest przetłumaczona, jak dopieszczone każde słowo, zdanie. Raz, że autorka potrafi pisać i robi to w niezwykle lekki, a jednocześnie barwny sposób, dwa, że nasz przekład jest idealnie oddający klimat powieści. 


Na koniec napisze jeszcze kilka zdań podsumowania.

Sama fabuła była dla mnie świetna, dopracowana, bardzo dobrze łącząca i wyjaśniająca wszystkie rozpoczęte przez autorkę wątki. Podobało mi się to, w jaki sposób wszystko się rozwiązało, jak została poprowadzona akcja. Ta książka praktycznie do samego końca nie miała dla mnie ani jednej wady.
I w sumie mogłabym powiedzieć, że tak zostało, ale nie. Choć nie jest to wada, a jedynie moja niezgoda na takie zakończenie jakie otrzymałam. Spodziewałam się wszystkiego, tylko nie tego. I choć zakończenie jest otwarte, mimo, że autorka zostawiła szeroko otwartą, nawet nie furtkę, a bramę do kolejnej części, to jednak było mi ogromnie przykro, że Echa nad światem kończą się w ten konkretny sposób.

Czy to wada? 

NIE!

To pomysł autorki i ja go szanuję, choć moje czytelnicze serce płacze. Całość polecam gorąco każdemu, młodemu i starszemu czytelnikowi. 
Piękna, poruszająca ważne tematy powieści seria, która pozostawia czytelnika oczarowanego magią słów.
Polecam.


środa, 20 października 2021

"Nie do naprawienia" tom 1 serii Rozdzieleni autorstwa Tijan od Księgarni TaniaKsiążka.pl

 "Nie do naprawienia"  autorstwa Tijan , to książka opowiadająca historię Alex i 


Jessego. Oboje doświadczają straty gdy ginie brat Alex. Dla niej to ukochany brat, dla niego najlepszy przyjaciel. Cierpienie jest zbyt duże, więc zaczynają sobie radzić z nim na swój sposób, spotykając się co jakiś czas i zatracając w pożądaniu.  Ale czy to faktycznie tylko pożądanie czy jednak coś więcej? Żadne z nich nie chce się przyznać do swoich uczuć, a jednak nie potrafią wyrzec się siebie.

Co z tego wyniknie? 

„Nie do naprawienia” to moje pierwsze spotkanie z książkami Tijan i chyba nie ostatnie. Książka jest zdecydowanie YA, a mnie od tych czasów oddziela już sporo lat, a jednak całkiem dobrze mi się ją czytało. Zapewne jest to zasługa lekkiego i przyjemnego stylu, ale i ciekawość co się w tej książce wydarzy pchała mnie do przodu.
Akcja jest naprawdę dynamiczna, w tej powieści non stop się coś dzieje. Są ważne postacie drugoplanowe, ale akurat jeśli o nie chodzi, to dla mnie były mocno irytujące, zwłaszcza przyjaciółki głównej bohaterki. Nie rozumiałam dlaczego zachowują się tak skrajnie i chaotycznie, skąd w nich tylko dziwnych pretensji czy nielogicznych zachowań. Sama Alex – co przyjęłam z zaskoczeniem – spodobała mi się. Może dlatego, że to jak została przedstawiona wskazywało na osobę bardziej dojrzałą niż absolwentka liceum. Nie polubiłam żadnej, choć podejrzewam, że co najmniej jedna z nich skrywa traumatyczną przeszłość.
Sama relacja Alex i Jessego naprawdę mi się spodobała. A co u mnie zasługuje na ogromny plus to fakt, że autorka nie opisywała scen seksu ze szczegółami, rozwleczonymi na kilka stron. Skupiła się raczej na emocjach i było to miłe zaskoczenie.
Pokazała również mocno skomplikowane relacje Alex z rodzicami, które mówiąc szczerze wywołały we mnie wiele gniewu. Byłam zła i było mi przykro, gdy czytałam o tym czego doświadcza bohaterka. 

Sama fabuła może i nie jest niczym ożywczym, ani nie trudno się domyśleć tego, w jakim kierunku podąży, ale mimo to książka wciągnęła mnie i zaintrygowała. Chciałam wiedzieć co będzie dalej i czułam się usatysfakcjonowana zakończeniem. Uważam, że był to jeden z najmocniejszych elementów powieści. Oczywiście domyślam się co będzie dalej i jak potoczą się losy Alex i Jesse, a mimo to mam chęć na kolejną część, raz że jestem jej autentycznie ciekawa, a dwa żeby się przekonać czy miałam rację.
Powieść na pewno najbardziej przemówi do grupy docelowej, ale nawet trochę starszy czytelnik może być zadowolony z lektury.
I choć bohaterka kończy właśnie liceum, to tak jak pisałam, cała jej postać wydawała mi się zdecydowanie starsza i dojrzalsza w swoich reakcjach, decyzjach i podejściu do życia.
Podobał mi się również Jesse. I choć o nim dowiadujemy się stosunkowo mniej, to nie jest tylko obiektem, do którego wzdycha Alex. Jest wyrazisty, jest ciekawy i tak samo jak Alex, walczy z bólem i swoimi demonami. 

Ta książka to przede wszystkim emocje. Na nich koncentruje się autorka, to one są motorem całej historii. Byłam dość pozytywnie zaskoczona, gdy okazało się, że przy takim ładunku emocjonalnym, książka ustrzegła się przesadnej ckliwości. To kolejny plus i jednocześnie dla mnie zachęta, aby sięgnąć po drugi tom. 


Całość, mimo, że nie ustrzegła się potknięć, jak choćby sposób pokazania relacji z rodzicami czy przyjaciółkami, to okazała się zaskakująco dobrą lekturą i skłamałabym, gdybym napisała, że książka mnie nie wciągnęła. Dla wielbicieli romantycznych opowieści, wypełnionych trudnymi tematami i okraszonymi sporą porcją pełnego wachlarza emocji, to jest pozycja obowiązkowa. 

Książkę w dobrej cenie można nabyć w dziale Literatura kobieca na stronie księgarni TaniaKsiążka.


niedziela, 17 października 2021

Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie 2021

 Rok temu z powodu covid-19 Targów nie było. Dlatego żyłam nadzieją, że w tym 


roku się jednak odbędą. 
I faktycznie, dziś jest ostatni dzień targów. Ja byłam w piątek i sobotę. Od wielu dni czekałam na to wydarzenie, licząc na ten niesamowity targowy klimat i spotkania z autorami, czytelnikami, wydawnictwami.

Pierwsze co rzuciło się w oczy po wejście na halę Expo, to... przestrzeń. Z powodu obowiązujących przepisów było mniej stoisk i kontrola liczby osób wchodzących. W piątek można było przechadzać się bez konieczności przeciskania się przez tłum. W sobotę natomiast ludzi było duuuużo więcej, były kolejki do autorów, kolejki do kas sprzedawców, mnóstwo ludzi chodzących i myszkujących po stoiskach. I choć samych wystawców było mniej, to jednak można było się obłowić w fajne książki, czy książkowe gadżety.

Czy jestem rozczarowana? 

Absolutnie nie!

Udało mi się spotkać z kilkoma autorami, na które spotkania liczyłam mocno i


kilkoma, którzy mnie swoją obecnością zaskoczyli. Do tego stopnia, że jak ta melepeta nawet nie zrobiłam fotki.
Było super spotkanie z E. Raj - autorką serii Uczeń nekromanty
Tomaszem Kamińskim - autorem powieści Polowanie 
Grzegorzem Wielgusem - autorem m.in serii książek o Bracie Gotfrydzie

Udało mi się poznać Agnieszkę Zawadkę, autorkę serii Wyklęci i wielu wspaniałych okładek do książek.
No i z Marią Zdybską, autorką serii Krucze serce, którą poznałam w 2018 roku na Targach w Krakowie właśnie.
To były świetne spotkania, które dały mi mega radości i dawkę pozytywnej energii.

Ogromnie wrażenie zrobiło na mnie stoisko z manuskryptami, gdzie wsłuchiwałam się jak urzeczona w opowieść o np. Księdze umarłych czy najbardziej tajemniczym manuskrypcie, czyli manuskrypcie Wojnicza.

Nie obyło się również bez książkowych zakupów, które później pogodzona z ich wagę, dźwigałam przez całą drogę do domu :) 



Za rok nie może mnie zabraknąć na tych targach. Liczę na to, że sytuacja covidowa już nie będzie przeszkodą, aby odbyły się one tak jak w latach ubiegłych, z wielkim rozmachem.


środa, 29 września 2021

"Panie Czarowne" Jakub Ćwiek z księgarni TaniaKsiążka.pl

 Na nową powieść Jakuba Ćwieka "Panie Czarowne czekałam z niecierpliwością. 


Lubię jego pomysły, jego styl i wyobraźnię. Dlatego gdy przeczytałam opis fabuły, w dodatku nawiązującej do prawdziwych wydarzeń, wiedziałam, że muszę Panie Czarowne przeczytać. Akcja powieści rozgrywa się w Głuchołazach, mieście na pograniczu z Czechami, gdzie kiedyś powieszono kobiety podejrzane o czary.
Autor wokół tych wydarzeń zbudował swoją opowieść rozgrywającą się współcześnie i wbrew pozorom nie koncentrującą się jedynie na wątkach fantastycznych.

Już na samym początku Jakub Ćwiek zarzuca haczyk i  łapie czytelnika przykuwając do lektury na długie godziny, bez możliwości (i chęci) do odrywania się od czytania. Książka napisana jest naprawdę dobrze, lekko, ale bardzo obrazowo i plastycznie. Przez kolejne zdania, akapity i rozdziały się płynie wraz z pochłanianym tekstem.  A gdy dodać do tego fabułę, która wciąga od pierwszego słowa, która wywołuje napięcie, oczekiwanie na to co się wydarzy, niecierpliwość, aby dowiedzieć się tego już teraz, natychmiast – to mamy gwarancję, że powieść jest dobra. 

Sama fabuła skupia się na Paniach Czarownych, jak same się nazwały, które „opiekują” się swoim miastem i dbają o jego bezpieczeństwo, które pomagają ludziom, choćby ci sami nie wiedzieli, że tą pomoc właśnie otrzymali.  Są to silne kobiety, waleczne, zdeterminowane, ale przede wszystkim są sobą.
Ogromnie podobał mi się sposób ich ukazania, było w nich wszystko, od siły, po słabość. To obraz pełnokrwistych postaci, które chciałoby się poznać i zaprzyjaźnić. 
Prócz wątku fantastycznego autor porusza kilka innych, ważnych i ogromnie potrzebnych. Najbardziej poruszył mnie wątek Jagny, ale nie chcę pisać nic więcej, żeby nie zaserwować Wam spoilera. Byłam nim ogromnie poruszona, ale szalenie szczęśliwa, że wplótł go w opisywaną w książce historię. 


„Panie Czarowne” to książka mądra, książka ważna, książka dojrzała. Czytałam inne powieści autora i każda mi się podobała. A jednak to ta zrobiła na mnie największe wrażenie, poruszyła we mnie wiele emocji, których się nie spodziewałam.
Ogromnie się cieszę, że autor postanowił na tle historii o procesach czarownic w Głuchołazach poruszyć inne tematy w sposób subtelny, wyważony, ale odważny. Chcę za to podziękować Jakubowi Ćwiekowi, uważam, że ta książka była bardzo potrzebna i mam nadzieję, że pojawią się kolejne, gdzie pisarz nie zawaha się sięgnąć po tematy trudne, ale wymagające tego aby o nich mówić i pisać. 

Powieść czyta się płynnie, żal odłożyć choćby na chwilę, bo sen wydaje się człowiekowi zbędny, a burczący z głodu brzuch nieistotny.
Ta historia jest poruszająca, zmuszająca do przemyśleń, do refleksji i spojrzenia na świat trochę z innej perspektywy. To wspaniała historia o przyjaźni, o więzach silniejszych niż śmierć, a złu w miejscu, gdzie powinno być dobro i o dobru tam, gdzie inni chcą zamiast odmienności, widzieć zło.

Zachwyciły mnie „Panie Czarowne”, zaskoczyły, zasmuciły ale i chwilami bawiły. Trzymały w napięciu do ostatniego słowa i sprawiły, że doświadczyłam wielu emocji podczas czytania.
Czy polecam książkę?

Tak!

Uwierzcie, to jest wspaniała historia, świetnie poprowadzona, z niesamowitymi bohaterkami. W dodatku widać, że autor włożył w nią ogrom pracy, aby historia i teraźniejszość idealnie się ze sobą splatały.

Polecam.

Książkę można zakupić w dobrej cenie w księgarni TaniaKsiążka w dziale FANTASY

 


sobota, 25 września 2021

"Szukając nadziei" Adrianna Klara Kłosińska

 „Szukając nadziei” Adrianny Klary Kłosińskiej, to historia Basi i Konrada,


których drogi splotą się ze sobą nieoczekiwanie. Oboje mają za sobą niełatwą przeszłość, a ich życie choć nie jest złe, to bywa samotne i pozbawione tego, za czym w głębi serca tęsknią – prawdziwej miłości. Czy przypadkowe spotkanie podczas pobytu na wsi będzie dla nich nadzieją na nowy rozdział w życiu?

„Szukając nadziei” to ciepła i lekka opowieść o miłości, w sam raz na chłodne jesienne wieczory. Znajdziecie tu dwoje ludzi z „przeszłością” starających się odnaleźć swoje miejsce w świecie i miłość w życiu, dodatkowo poznacie kilkoro bohaterów drugoplanowych. Będzie tu i romans i kilka tajemnic do odkrycia. Będą zwroty akcji i klasyczne „kłody pod nogi” w związku Basi i Konrada. Ale jak to w takich książkach bywa, choćby nie wiadomo co się działo, finał może być tylko jeden.

Pani Kłosińska pisze lekko i bardzo opisowo. Otaczający bohaterów świat opisuje szczegółowo, tak samo jak to, co się w danej chwili z nimi dzieje. Skupia się nie tylko na otoczeniu, ale i na wnętrzu naszych postaci i dzięki temu doskonale wiemy co przeżywają, co myślą i czują. Nie jest to wada, choć w tej książce były momenty, gdy było już tego ciut za wiele. Tak samo jak ckliwości, której w „Szukając nadziei” jest naprawdę dużo.
Początkowo mi to nie przeszkadzało, choć nie lubię bardzo ckliwych opowieści, ale tutaj w pewnej chwili miałam przesyt, bo równowaga pomiędzy romantyzmem a ckliwością została zachwiana. Do tego dołożył się chyba też zbyt wyidealizowany obraz pary głównych bohaterów i ich relacji, co razem dało mi zbyt dużo słodyczy.


Sama opowieść nie jest może zbyt zaskakująca, ale czytało się ją przyjemnie, bo autorka potrafi zgrabnie ubierać w słowa swoją opowieść, do tego ma całkiem przyjemny styl. Książkę czyta się szybko i jeśli człowiek się wciągnie, to powieść można przeczytać w jeden dzień, tym bardziej, że nie jest ona zbyt opasła.
Mimo, że lubię romanse i powieści obyczajowe, to w tym przypadku chyba nie do końca trafiła ona w moje preferencje. I nie mówię tu, że książka jest zła. To zgrabnie i dobrze napisana opowieść przesiąknięta nostalgią i romantyzmem, okraszona jak dla mnie zbyt wyidealizowanym obrazem miłości i związku. Ale dla osób, które lubią takie ciepłe i trochę słodkie opowieści, to „Szukając nadziei” będzie strzałem w dziesiątkę. 

„Szukając nadziei” to książka ciepła, rozczulająca, w sam raz na jesienne wieczory. Sprawi, że na chwilę przeniesiecie się do świata gdzie wszystko musi się udać, każde zawirowanie życiowe i potknięcie będzie szansą na szczęście, a finał może być tylko szczęśliwy. To opowieść o więzach rodzinnych, przyjaźni i miłości, która spada na człowieka w najmniej oczekiwanym momencie.
Jeśli lubicie takie historie, to śmiało sięgnijcie po powieść Adrianny Klary Kłosińskiej, a jestem pewna, że się nie rozczarujecie.







poniedziałek, 20 września 2021

"Czas skrytobójców" R.J. Barker

 „Czas skrytobójców” to pierwszy tom trylogii Okaleczone Królestwo. Autor, R.J.


Barker, wciąga czytelnika w świat skrytobójców, martwych bogów i zniszczonej ziemi po starci z Czarnym Magiem. Dlatego też sama magia jest postrzegana jako coś najbardziej ohydnego i złego.
Dwójka bohaterów, Mistrz i jej czeladnik,  Girton Kulawiec zostają wplątani w dworską intrygę i aby wyjść z niej cało, muszą odnaleźć zleceniodawcę zabójstwa następcy tronu.
Ale nie dajcie się zwieść, w tej powieści jest o wiele więcej niż tylko spiski i intrygi. Ta książka zaskakuje, wciąga, a na końcu i tak jesteście zdziwieni. 

Zacznę od tego, że powieść dość długo się rozkręca, ale jest to jej niewątpliwa zaleta, bo mimo, że wstęp jest długi, to akcja toczy się wartko od samego początku, za to my mamy szansę dobrze poznać bohaterów.
Oczywiście jak na powieść o intrygach i spiskach przystało, mamy sporo różnych postaci, z których każda może być potencjalnym poszukiwanym zleceniodawcą. To co się dzieje śledzimy oczami Girtona, wiemy tyle co on wie, lub dowie się od swojej Mistrz.  Swoją drogą postać Merele Karn jest niesamowicie ciekawa i choć jej przeszłość okrywa tajemnica, to stopniowo, wraz z Girtonem ją poznajemy. 

Klimat powieści jest bardzo dobry. Sam język autora, bardzo plastyczny, sprawia, że całą opowieść się „widzi”, nie tylko o niej czyta. Ogromnym plusem jest również to, że wydawca w opisie nie zdradza praktycznie niczego. Dlatego gdy w powieści pojawiają się zwroty akcji, są one naprawdę niespodziewane, a zakończenie jest zaskakujące.

Książka jest dla mnie pewnym fenomenem, bo z jednej strony akcja jest wartka i wiele się dzieje, a  drugiej odnosiłam wrażenie, że fabuła płynie niespiesznie. Dziwne to było, ale w sensie pozytywnym, odczucie. Byłam tak wciągnięta w snutą przez Girtona opowieść, że nawet nie wiem kiedy dotarłam do końca i zapragnęłam więcej.
Jeśli chodzi o kreowanie swoich bohaterów, to przyznaję, panu Barkerowi świetnie to wyszło. Aż ciężko uwierzyć, że ta książka to debiut.
Mistrz i jej uczeń nie są postaciami idealnymi, którym nie ma prawa stać się żadna krzywda i radzą sobie z wrogami bez żadnego potknięcia. Mają swoje ciemne strony, swoje demony, swoje błędy. Ale w tym wszystkim są pełni siły i determinacji, co sprawia, że nie sposób im nie kibicować.
Autor ciekawie kreśli również postacie drugoplanowe, które mimo, że w mniejszym stopniu, to odgrywają w powieści ważną rolę.


Książka pełna jest emocji, jest tu ich pełen wachlarz i nie wszystkie są pozytywne. Sam Girton, jak na czternastolatka wcale nie jest irytujący, wbrew pozorom ma w sobie więcej dojrzałości niż starsi bohaterowie, a jego wewnętrzne zmagania nie są infantylne i czuć w nich ich ciężar.
Wszystkie wątki ładnie się ze sobą łączą, a zakończenie zdaje się być zamknięte. Ale – przecież to pierwszy tom trylogii, więc o ile drugi nie będzie o całkiem innych postaciach, to jestem ciekawa co się w kolejnym tomie może wydarzyć, bo nie mam ani cienie podejrzeń. 

Jak oceniam „Czas skrytobójców”?
Bardzo dobrze.
Wciągająca, nieszablonowa, wielowątkowa i świetnie napisana. Cieszę się, że trafiłam na tą powieść i niecierpliwie czekam na kolejny tom.

Polecam.




sobota, 11 września 2021

"Ukryte w ciszy" Karolina Klimkiewicz

 „Ukryte w ciszy” to historia Nikodema i Felicji. Nastolatków u progu dorosłości. I


choć zdawałoby się, że w tym wieku życie jest naprawdę w większości skoncentrowane na typowych dla wieku problemach, to w przypadku tej dwójki jest wręcz odwrotnie. Jedno i drugie to osoby z ranami na duszy i obolałym sercem. Osoby, które próbują utrzymać się na powierzchni, choć ciężar jaki dźwigają ciągnie ich na dno. 

Gdy zaczynałam czytać książkę pani Klimkiewicz, nie miałam większych oczekiwań, tym bardziej, że czas gdy byłam nastolatką jest bardzo odległy. Tym większe było moje – pozytywne oczywiście – zaskoczenie, gdy okazało się, że to wyjątkowo mądra powieść poruszająca niezmiernie ważne i trudne tematy. Choć powieść napisana jest lekkim i bardzo przystępnym stylem, to skrywa w sobie pokłady emocji, nie tylko tych pozytywnych, ale i tych smutnych, poruszających nas do głębi. Ale co ważne, nie doświadczycie tu przeładowania negatywnymi bodźcami, wszystko jest tu w idealnych proporcjach, świetnie dopasowane, aby pokazać tą historię w sposób poruszający, ale nie miażdżący. 

Podobał mi się sposób w jaki autorka kreśli swoich bohaterów, jak odmalowuje ich zmagania z tym co w nich i tym co dookoła nich. Bardzo pięknie i wzruszająco ukazała również to, jak często ludzie chorzy, a zachowujący pozory, są postrzegani przez społeczeństwo. Nie trzeba posiadać widocznych ran, żeby być skrzywdzonym i chorym. 
Ta opowieść jest smutna, i to jest fakt. Ale jednocześnie daje nadzieję, pokazuje, że każdy ma szansę na dobre życie, pod warunkiem, że zechce o siebie zawalczyć, że się nie podda i będzie umiał poprosić o pomoc.
Ta książka jest naprawdę ważna i uważam, że powinien ją przeczytać każdy, nie tylko młodzież. 


„Ukryte w ciszy” nie jest zwykłą powieścią dla nastolatków, mimo, że w tym wieku są bohaterowie. Jeśli więc spodziewacie się romansu z dramatem w tle, to nie tędy droga. Ta książka to o wiele więcej, to trudna historia poruszająca kwestię chorób psychicznych, a sposób jej przedstawienia sprawia, że bardzo łatwo zapomnieć, że to fikcja.

Skoro od czasów nastoletnich dzieli mnie czasowa przepaść, to czemu sięgnęłam po tą książkę? Trochę z powodów osobistych. 

Przez wiele lat przyjaźniłam się z osobą chorującą na schizofrenie paranoidalną. I była to najwspanialsza i najmądrzejsza osoba jaką poznałam w całym swoim życiu. Widziałam przez wiele lat jej zmagania z chorobą i jej walkę o każdy dzień „normalności”. Spędziłyśmy wiele godzin na rozmowach o jej chorobie i tym jak sobie z nią radzi. I powiem wam, że mimo ostrożnego podejścia do powieści pani Klimkiewicz, jestem pod wrażeniem wrażliwości autorki i tego, jak potrafiła odmalować życie osoby chorej na schorzenie psychiczne. 

Jeśli wahacie się przed sięgnięciem po tą książkę, to gorąco zachęcam do jej przeczytania.  To mądra i piękna, choć smutna opowieść i można  z niej wynieść naprawdę wiele.
Będziecie się smucić, ale i uśmiechniecie. Będziecie kibicować bohaterom i wierzyć, że im się uda. W końcu – będziecie pod wrażeniem tej opowieści i wierzę, że na długo zostanie ona z wami.

Polecam.


wtorek, 7 września 2021

"Paryska krawcowa" Fiona Valpy z księgarni TaniaKsiazka.pl

 „Paryska krawcowa” to rozgrywająca się w dwóch liniach czasowych historia


życia w okupowanym Paryżu trzech przyjaciółek, Mireille, Claire i Vivienne pracujących jako krawcowe w domu mody oraz współcześnie, w roku 2017,  opowieść o Harriet, która jest wnuczką Claire i przybywając do Paryża na staż, odkrywa historię swojej babci. Krok po kroku kobieta dowie się co się wydarzyło w tamtych strasznych latach wojny, a jednocześnie zmierzy się ze swoimi traumami. 

Zacznę od tego, że bardzo lubię takie zabiegi fabularne, jak dwie linie czasowe, a do tego od zawsze lubiłam czytać o czasie II Wojny Światowej. Uważam, że to jeden za tych tematów, którego nie można spychać gdzieś w czeluści niepamięci i trzeba o nim mówić, pisać, opowiadać. Ale, co ważne, trzeba to robić w zgodzie z faktami, bez upiększania czy wykrzywiania rzeczywistości.
Na taką właśnie lekturę liczyłam, biorąc się za powieść Fiony Vaply. 

Akcja powieści rozpoczyna się dość spokojnie, autorka w sposób dokładny ukazuje nam główne bohaterki i ich życie, i to w 1940 roku i współcześnie. Odmalowuje obraz okupowanego Paryża dość skrupulatnie, wnika głęboko w umysł swoich bohaterek, pokazuje jak widzą świat i otaczająca ich rzeczywistość. Przy tym pokazuje jak bardzo różnią się od siebie i co je popchnęło na drogę walki z okupantem. Jest to obraz ukazany solidnie i ciekawie, a losy trzech przyjaciółek potrafią wciągnąć od samego początku, tym bardziej, że autorka potrafiła zaskoczyć i to co ja brałam za pewnik, nigdy się w książce nie pojawiło. 

Jeśli chodzi o akcję rozgrywającą się w  2017 roku, to przyznaję od razu – nie podobała mi się. Miałam wrażenie, że Harriet jest w tej powieści tylko po to, aby mogła odkryć wojenne losy swojej babci, nie wnosząc absolutnie niczego do tej książki. Była dla mnie postacią bezbarwną i papierową, totalnie zbędną. Uważam, że bez niej ta książka wiele by zyskała, bo nie ma co ukrywać, męczyły mnie rozdziały poświęcone jej osobie. Nie wniosła w moim odczuciu niczego ważnego do tej powieści, była dla mnie tylko przerywnikiem w opowiadaniu historii Mireille, Claire i Vivienne. Jest to dla mnie zmarnowany potencjał, bo zapowiadało się, że przeszłość będzie miała wpływ na teraźniejszość w tej książce.


Styl autorki jest dobry, mimo, że powieść napisana jest napisana lekko, nie pozbawiona jest głębi i traktuje tematu jakim była wojna i okupacja Paryża po macoszemu. Mimo, że autorka nie epatuje rozbudowaną brutalnością, nie sposób nie zobaczyć w tym jak odmalowuje realia tamtych czasów, potworności, które stały się „zasługą” nazistów.  Zastanawiam się, czemu wątek współczesny wypadł w mojej ocenie tak słabo i wydaje mi się, że to kwestia tego, że autorka skupiła się na tematyce dziedziczenia traumy, która jest od kilku lat tematem publicznej debaty, spychając trochę na boczny tor nadaniu wiarygodności Harriet i jej przeżyciom. 

Czy w takim razie odradzam powieść?
Otóż nie.
mimo, że czytałam ją długo i chwilami się z nią trochę męczyłam, to książka mimo wszystko mnie wciągnęła i byłam naprawdę ciekawa jak potoczyły się losy jej bohaterek.
Zatem jeśli lubicie taką tematykę i nie zniechęcają was pewne minusy, to czytajcie „Paryską krawcową” i oceńcie sami.

Książkę można kupić w Księgarni Tania Książka w dziale Literatura dla kobiet


poniedziałek, 30 sierpnia 2021

"Niebezpieczny facet" szósty tom serii Rock Chick Kristen Ashley

 „Niebezpieczny facet” to już szósta odsłona przygód rockowych lasek i ich


przystojnych facetów. W tym tomie poznajemy historię Stelli i Mace’a.  Akurat na jego tom czekałam niecierpliwie, bo to od początku był mój ulubieniec zaraz po Lee i byłam ciekawa, jaka kobieta skradnie jego serce. 
Akcja powieści rozpoczyna się jak każdy poprzedni tom z mocnym przytupem. Jest akcja, strzelanina i rozróba i jak zwykle w obronie tym razem wszystkich rockowych lasek, które trafiają na celownik bandytów, stają wszyscy twardziele z agencji Lee i policji. 
Oczywiście jak to u pani Ashley, powinno być wybuchowo, niebezpiecznie, namiętnie i z humorem. 
Ale mimo, że serię Rock Chick uwielbiam od pierwszego tomu (który wciąż jest moim ulubionym), to coś mi w tej części zazgrzytało i nie potrafiłam się w tą opowieść wciągnąć.
Przynajmniej do czasu. 

Zacznę do tego, że każdy tom serii ma podobny schemat i budowę, ale do tej pory w każdym było coś, co ją wyróżniało, co sprawiało, że bawiłam się wyśmienicie, przymykając oczy na pewną powtarzalność. To była dla mnie czysta rozrywka napisana dobrym stylem i wypełniona humorem. Więc po każdy kolejny tom sięgałam w ciemno.
I pojawił się „Niebezpieczny facet” a ja utknęłam.
Do połowy książki męczyłam się z nią bardzo, co było dla mnie totalnym zaskoczeniem. 
Po pierwsze miałam wrażenie, jakby autorka nie miała pomysłu na tą historię. Sama nie wiem czemu miałam takie odczucia. Możliwe, że po prostu przejadł mi się ten sam schemat. Po drugie Stella była bohaterką, która przez długi czas okropnie mnie denerwowała, swoim niezdecydowaniem, tym, że kłamała choć chciała powiedzieć prawdę, tym że sama nie wiedziała czego chce.
Mace początkowo też wydawał mi całkiem inny niż w poprzednich tomach. Nie potrafiłam zrozumieć czemu się zachowuje w taki a nie inny sposób. Cała ich relacja wydawała mi się początkowo bardzo naciągana, nie przemawiała do mnie, nie potrafiłam w nią uwierzyć, w jej prawdziwość. 
I męczyłam się tak gdzieś do połowy książki, były nawet momenty, że chciałam się poddać. I gdy już prawie odłożyłam książkę na półkę, nagle coś zaskoczyło i się wciągnęłam.
Nagle bohaterowie jakby poszli po rozum do głowy i przestali robić głupie rzeczy, znów wkradł się do fabuły humor, a relacja pomiędzy głównymi bohaterami nabrała ciekawego wymiaru i stała się bardziej prawdziwa, aż przyjemnie mi się o nich czytało.


Byłam zaskoczona tą zmianą, bo na prawdę była odczuwalna. Jakby nagle autorka nabrała wiatru w żagle i pomysłu na tą opowieść. Akcja zrobiła się płynna, a fabuła wciągająca. 
I nawet sama nie zauważyłam kiedy dotarłam do końca książki.
Podobało mi się, że pojawiły się rozdziały pisane z punktu widzenia bohaterek z poprzednich tomów, to był fajny zabieg, który pokazał jak im się układa życie. 

Ciężko mi jednoznacznie ocenić tą powieść, ale wg mnie jest najsłabszą z całej serii. Polowa naprawdę mnie wymęczyła, a druga wręcz pochłonęła. W dodatku jest w niej epilog, rozgrywający się 5 lat po wydarzeniach z Niebezpiecznego faceta, który zdradza dosłownie wszystko, nawet o postaciach, których historie dopiero się ukażą. To akurat dla mnie ogromny minus, bo straciłam już chęć na czytanie o Ally czy Hectorze, których książki mają się dopiero ukazać.
Wydaje mi się, że szósty tom miał być ostatni, ale autorka zmieniła zdanie. 


Czy polecam „Niebezpiecznego faceta”? 
Mimo, że jestem ogromną fanką serii, to mam mieszane odczucia wobec tej części. Uważam jednak, że warto ocenić samemu, więc  nie będę odradzać.

Czy sięgnę po kolejne tomy?

Nie wiem, ale chyba nie, skoro znam już ich zakończenie.



poniedziałek, 23 sierpnia 2021

"Syn Cieni" Juliet Marillier

 „Syn Cieni” to drugi tom serii Siedmiorzecze autorstwa Juliet Marillier. Wracamy


w nim do dobrze znanego nam z pierwszego tomu świata i rodziny Sorchy. W tym tomie jednak to nie ona jest główną postacią, a jej młodsza córka Liadan. Choć akcja skupia się na niej, autorka tka opowieść o  wszystkich bohaterach, Sorchy i jej braci, Rudego, Niamh oraz nowych postaci, które pojawiają się dopiero w tym tomie, czyli Malowanego Człowieka i jego bandy. Byłam zachwycona tym, że w drugim tomie pojawią się wszyscy bohaterowie, których tak polubiłam w pierwszej części. 

Akcja powieści rozwija się powoli, przez tą opowieść się płynie i wciąż chce się więcej i więcej. Język, styl, sposób budowanie opowieści są tak wspaniałe, że tą historią się żyje, zatraca się w niej i ma się przekonanie, że śledzi się wszystko z boku, a nie z kart powieści.
Tak samo jak Córka Lasu, ta część jest niesamowicie nostalgiczna i melancholijna. Bardzo dużo jest tu nawiązań do starych opowieści, legend i podań, autorka kładła w tym tomie na to bardzo duży nacisk. Te opowieści są ważnym elementem historii. 

Sama fabuła jest dla mnie absolutnie cudowna, historia Liadan mocno mnie poruszała, droga którą musiała przebyć, próby którym została poddana – to wszystko było głęboko poruszające i wywoływało masę emocji. I choć polubiłam ją od pierwszej strony, to był ktoś, kogo polubiłam zdecydowanie bardziej. Chodzi o Malowanego Człowieka. Autorka stworzyła fenomenalną postać, która w moim odczuciu jest tak dobra jak Sorcha, która to niezmiennie jest dla mnie najlepszą postacią kobiecą o jakiej czytałam. Liadan również skradła moje serce, choć muszę przyznać, że była ciut za bardzo idealna, jakby nie miała ani jednej wady.
Zabrakło mi za to rozwinięcia wątku Niamh, starszej siostry Liadan. Początkowo jej nie lubiłam, zalazła mi za skórę swoim egoizmem. Ale z czasem jej los ogromnie mnie poruszył, złamał serce i uważam, że za mało poświęcono jej czasu, a to naprawdę wyjątkowa postać. 

„Syn Cieni” jest opowieścią przepiękną, ukazującą po raz kolejny siłę kobiet, ich odwagę i determinację. Ale jest również opowieścią o tolerancji, przebaczeniu i walce o siebie. Jest też bardzo trudną historią o samoakceptacji i tym jak bardzo można mieć zatrutą duszę, gdy nie wierzy się, że jest się wartym szacunku.
To wszystko sprawiało, że Syn Cieni nie był łatwą lekturą wbrew pozorom. Ta książka porusza niesamowicie trudne tematy i choć robi to sięgając po fantastykę, to ich wydźwięk jest ogromny. 


Autorka potrafi niesamowicie kreować swoich bohaterów i nie inaczej jest w drugiej części. Tak jak pisałam, może i Liadan była dla mnie zbyt idealna, ale nie zmienia to faktu, że sama postać jest nakreślona wyśmienicie. Tak samo zresztą jak pozostali bohaterowie, ci dobrzy, źli czy niejednoznaczni. Żałowałam trochę, że pani Marillier nie dała nam więcej czasu z bandą Malowanego Człowieka. Historie tych ludzi były bardzo ciekawe, a panujące pomiędzy nimi relacje i to jak funkcjonowali w bandzie było intrygujące.
I choć chciałabym czegoś więcej, jakiegoś bohatera czy wątku, to jest to moje czytelnicze pragnienie. W żaden sposób nie rzutuje to na powieść, która jest wybitna. Nie są to wady, tylko coś, o czym chętnie przeczytałabym więcej. 

„Syn Cieni” to wspaniała kontynuacja Córki Lasu, utrzymana na takim samym wysokim poziomie. I choć historia Sorchy i Rudego chyba zawsze będzie dla mnie numerem jeden, to Syn Cienie jest jej godną kontynuacją. Twórczość pani Juliet Marillier to dla mnie czytelnicze objawienie. Polecam gorąco każdemu.

Czytajcie, naprawdę warto.

 


sobota, 21 sierpnia 2021

"Żelazny wilk" Siri Pettersen

 "Żelazny Wilk" to pierwsza książka z serii "Vardari", odrębnego cyklu, którego


akcja toczy się w uniwersum poprzedniej trylogii aktorki czyli  "Kruczych pierścieni".
Główną bohaterką jest Juva, która nienawidzi czytających z krwi, wieszczek, które otaczane są czcią i uznaniem, ale zazwyczaj są oszustkami. Juva ma o tym pojęcie, bo sama pochodzi z rodu czytających z krwi – najpotężniejszego rodu.
Przysięgła, że nigdy nie stanie się jedną z nich i dotrzymuje obietnicy – do czasu. Gdy jednak jej rodzinie zaczynają zagrażać vardari i tajemnica, która może zmienić wszystko, Juva zostaje uwikłana w wydarzenia, które na zawsze zmienią nie tylko świat, ale i ją samą. 

Długo czekałam na nową powieść pani Pettersen. Byłam ogromnie ciekawa, co tym razem dostanę od niej, czy znów coś w klimacie Kruczych Pierścieni. Ucieszyłam się, że autorka wróciła do stworzonego przez siebie uniwersum. Ale niech was to nie zmyli, tym razem, mimo że uniwersum jest to samo, to świat do jakiego trafiamy jest całkiem inny, inna jest też magia i wszystko co jest budulcem tego świata. Jedno za to jest niezmienne, surowy klimat, pewna surowość w bohaterach i otaczającej ich rzeczywistości. 

Autorka postawiała na dość długie wprowadzenie, co dla mnie jest ogromną zaletą, dzięki temu gdy akcja nabiera rozpędu, wiem już wszystko co powinnam o bohaterach i ich miejsca w świecie, ich przeszłości i teraźniejszości. Oczywiście jest wiele tajemnic do odkrycia, wiele wątków, które dopiero się klarują. Ale uwierzcie, nie sposób się od tej książki oderwać, bo historia jest niesamowita, wielowątkowa i wciągająca. 

Sami bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani. Ale żeby ich zrozumieć, zdecydować czy się ich lubi czy wręcz przeciwnie, trzeba dać im szansę i czas, żeby ich poznać. Wszystko w tej książce jest ważne, nie ma tu zbędnych „zapychaczy” fabuły, a nawet jeśli coś nie wydaje się istotne, pod koniec książki dostrzega się, że jednak było to coś ważnego autorka sprawnie łączy ze sobą wątki, misternie tka swoją opowieść i roztacza przed czytelnikiem tajemnice i zagadki, z którymi przyjdzie się zmierzyć bohaterom.  

Klimat tej powieści jest niesamowity i nie mam tu na myśli jedynie magii czy nieśmiertelnych istot, które skrywają niesamowite tajemnice. Jest coś w twórczości pani Pettersen i w tej powieści również, co sprawia, że gdy się czyta jej książki, w myślach ma się obraz mroźnej i ciemnej północy w Norwegii, czuje się determinację bohaterów, ich zmagania z radzeniem sobie w niełatwych warunkach, w świcie, który bywa nieprzyjazny i wymagający sił i odwagi. 


Juva mimo młode wieku bynajmniej nie jest rozkapryszoną dziewczynką, czy butnie-arogancką nastolatką. Jest młoda, ale doświadczona przez życie. Jest młoda, ale mądra, choć nie wolna od błędów, które niejako wymusza jej wie. Jest młoda, ale ma w sobie hart ducha, siłę i odwagę. I mimo strachu, który czuje, jest nieulękła. Ogromnie podoba mi się ta bohaterka, uważam, że bardzo się autorce udała. Zresztą postacie drugoplanowe, albo i te główne, ale pojawiające się później, są niesamowicie wyraziste i pełnokrwiste.  Co ważne, mimo, że człowiek ma jakieś swoje podejrzenia, to naprawdę autorka potrafi zaskoczyć. Gdy już zaczyna się ją podejrzewać o wpadnięcie w schematy, okazuje się, że nic z tych rzeczy. Jest tu powiew świeżości, który mimo surowego klimatu, rozgrzewa czytelnicze serce.
Nie mogę się doczekać kolejnej części. Ogromnie lubię ten dopracowany styl autorki, jej wyobraźnię i pomysłowość. 
Jeśli nie znacie jej twórczości, gorąco polecam. To świetna przygoda w niesamowitym świecie.