sobota, 25 lutego 2017

"HEL 3" Jarosław Grzędowicz

HEL 3 Jarosława Grzędowicza, to długo wyczekiwana przeze mnie powieść autora.
Od czasu ostatniego tomu Pana Lodowego Ogrodu systematycznie przeglądałam internet, czekając na informacje o jego nowej książce.

Akcja HEL3 dzieje się w nie tak odległej przyszłości, bo w roku 2058. Świat, który przedstawia autor  to miejsce, gdzie omnifony sterują całym życiem człowieka, gdzie prąd i woda są reglamentowane, a nakazów, zakazów i przykazów jest więcej niż dni w kalendarzu.
W tym świcie króluje MegaNet, a tzw. iwenciarze dostarczają głównych informacji i newsów ludziom.
Więzy międzyludzkie praktycznie nie istnieją, życie toczy się wirtualnie, a ci co się temu sprzeciwiają i chcą żyć po swojemu, są pacyfikowani w imię „pomocy”.

Głównym bohaterem jest Norbert – iwenciarz, polujący na dobry temat, który da mu możliwość zarobienia dużych pieniędzy i czas na wytropienie kolejnego tematu.
Norbert prócz korzystania z wszystkich możliwości i osiągnięć techniki, ma w sobie coś, co już praktycznie zanikło – potrzebę robienia czegoś ważnego.
Właśnie przez to wpakuje się w sytuację, której następstwem będzie szalona wyprawa na księżyc.

Czytając jaką wizje przyszłości zaserwował mi autor, miałam ochotę przetrzeć oczy z niedowierzania i wykrzyknąć, że to jest jakiś sen szaleńca.
Sposób ukazania Europy, układu sił i geopolityki sprawiał, że ciężko było uwierzyć, że coś takiego w ogóle mogłoby być możliwe. Europa  w wizji autora, to miejsce gdzie każde państwo jest „opiekuńcze”, gdzie człowiek jest śledzony na każdym kroku, gdzie mówi się mu jak ma żyć każdego dnia. Każde odchylenie od „norm” jest niebezpieczne i budzi zainteresowanie władz.
Jednak patrząc na różne normy unijne, zakazy i nakazy, które mamy już teraz, autor zasiał we mnie ziarno niepewności, że może jednak, w przyszłości…

Co do samej fabuły, nie jest ona goniącą na łeb na szyję akcją. Autor sporo czasu poświęca na dokładne ukazanie czytelnikowi, w jakim świecie żyje Norbert i jakimi prawami/układami jest on przepełniony.
Akcja mimo, że niespieszna, jest bardzo wciągająca. Wszystko co spotyka Norberta sprawia, że bohater ma coraz większą świadomość tego, że jego życie jest zagrożone, że w każdej chwili może zostać namierzony, złapany i nikt się tym nie zainteresuje.
Autor buduje klimat niepokoju, lęku, paranoi.  Chwilami akcja mocno przyspiesza, aby zaraz potem znów zwolnić i znów przyspieszyć. Jest nierówna, ale to potęguje klimat, który autor sprawnie buduje.
W powieści nie ma niczego pozytywnego. Ludzkość nic się nie zmienia, nadal łaknie władzy, potęgi, nie liczy się z nikim i niczym.  Politycy, oligarchowie, ludzie mający ogromne majątki, a dzięki temu władzę, żyją pełnią życia. Jednocześnie cała reszta społeczeństwa jest otumaniona wirtualnym życiem, przekonana, że wszystkie te nakazy, zakazy itd. są dla ich dobra.

W pewnym momencie, pod koniec powieści, byłam przekonana, że to dopiero pierwszy tom serii. Jednak zakończenie – mocne i z przytupem – sugeruje, że jednak nie, że to już koniec.
Choć autor nie odmówił sobie zostawienia małej furtki, dzięki której będzie mógł powrócić do Norberta i kontynuować opowieść o jego przygodach.
HEL 3, to twarde SF, bez idealizowania i optymistycznej wizji przyszłości. Wszystkie rozpoczęte wątki łączą się ze sobą, choć ja uważam, że w powieści jest kilka smaczków, które mogą być informacją, że to jednak nie pojedyncza powieść, ale dopiero pierwszy tom.
Na to właśnie liczę, bo nie mogę uwierzyć, w takie zakończenie.

Jarosław Grzędowicz ma lekkie pióro, w plastyczny sposób ukazuje swoją wizję przyszłości. Jego bohaterowie, to postacie, które mimo wszelkich osiągnięć techniki, tęsknią skrycie za starym światem z początku dwudziestego wieku, gdzie to co ludzie robili miało sens, gdzie istniały przyjaźnie, a ludzie potrafili ze sobą rozmawiać w realnym życiu.
Prócz Norberta są jeszcze bohaterowie drugoplanowi, których można od razu polubić, choć nie odgrywają oni tak ważnej roli w powieści.
Główne skrzypce gra niezmiennie Norbert i to w jaki sposób odkrywa „szaleństwo” świata, w którym przyszło mu żyć. Wystarczyło mu kilka dni bez omnifona, aby patrzeć na wszystko dookoła własnymi oczami.

HEL 3 skłania do refleksji, do zastanowienia się nad tym, jak bardzo smartfony, portale społecznościowe i wirtualny świat odsuwają od siebie ludzi. Roztacza mocno pesymistyczną wizję tego, do czego może to doprowadzić w przyszłości.

Na mnie ta powieść zrobiła duże wrażenie. Jest dopracowana w każdym szczególe, z dbałością o detale. I nawet kilka „dłużyzn” mnie nie nudziło.
Polecam fanom autora oraz tym, którzy lubują się w dobrze napisanym SF.



wtorek, 21 lutego 2017

Książkowe zakupy luty - czwarta odsłona

Ostatnia w tym miesiącu paczka z książkami. A w zasadzie dwie, bo z dwóch różnych księgarni internetowych.
Pierwsza przyszła z Nieprzeczytane.pl i zawierała niecierpliwie wyczekiwaną powieść Brandona Sandersona "Alcatraz kontra Bibliotekarze. Piasek Raszida"
W założeniu to powieść dla młodszego czytelnika, ale ja jako wielka miłośniczka tego pisarza, czytam wszystko co przeleje na papier.
Zresztą zerknijcie sami na notkę o autorze na okładce - no jak go nie kochać?


Druga paczka nadeszła ze sklepu Merlin.pl 
Bardzo długo nic nie zamawiałam w tym sklepie. Ceny nie były konkurencyjne, niewiele form wysyłki do wyboru. Odkąd Merlin na nowego właściciela, czytałam wiele pozytywnych opinii o nim i postanowiłam sama sprawdzić czy zasłużenie. Okazuje się, że tak.
Z Merlina przyszła mocno polecana "Diabolika"  



niedziela, 19 lutego 2017

Książkowe zakupy luty - trzecia odsłona

Tym razem paczka nadeszła z księgarni internetowej Gandalf.
Długo wyczekiwana, kolejna powieść Jarosława Grzędowicza, jednego z moich ulubionych polskich pisarzy.



Druga książka, to piąta część losów rodziny Poldark - Czarny księżyc.
Piękna i surowa Kornwalia i splatane losy członków rodziny Poldarków. Cieszę się, że kolejne tomy ukazują się w przyzwoitym tempie i czytelnik ma jeszcze w pamięci co działo się w poprzednim tomie.

wtorek, 14 lutego 2017

Książkowe zakupy luty - paczka druga (i trzecia)

Luty to miesiąc taki nijaki. Wciąż zima, ale z wizją rychłej wiosny. Wiosny, na którą czekam z utęsknieniem.
Dlatego, aby przegonić zimową depresję, zaszalałam z książkowymi zakupami.
Początkiem miesiąca odebrałam paczkę z dwiema książkami, dziś dwie paczki z... dziesięcioma!
W paczkach  mieszanka fantasy, antyutopii, literatury obyczajowej i kobiecej.

Oto co było w paczce z Aros.pl


W drugiej (skromnej) przesyłce jedna książka, kupiona na facebookowym bazarku dla potrzebujących pomocy zwierzaków.
Tam pierwszy trylogii. Jeśli mi się spodoba - dokupię pozostałe dwa tomy.

Ostatnio staram się narzucić sobie limit kupowanych w miesiącu książek. I systematycznie go przekraczam.
Nie potrafię oprzeć się chęci kupienia kolejnej książki, a już nowości pisane przez ulubionych pisarzy muszę kupić już, teraz, od razu, natychmiast!
Nie wiem czy to już choroba, czy jeszcze tylko pasja.
W każdym razie miejsce na piątym regale właśnie się kończy, przestrzeni na regał szósty za bardzo już nie mam.
A w lutym czekam jeszcze na cztery zamówione już książki.
Co gorsze (choć dla mnie jednak lepsze) w marcu ma się ukazać kilka książek, na które czekam.
Już mam nową listę, oczywiście z limitem sztuk.
I cóż...już teraz wiem, że to postanowienie złamię bez poczucia winy.

wtorek, 7 lutego 2017

"Evna" finalny tom serii Krucze Pierścienie. Siri Pettersen.

„EVNA” to trzeci tom opowieści o Hirce, Rime, Aetlingach i Umpiri.
To spektakularne zakończenie opowieści o walce o władzę, poznawaniu siebie i swoich korzeni,  manipulacji i arogancji.
A to wszystko w pięknym klimacie fantasy, okraszone elementami nordyckich mitów.
Akcja powieści dzieje się dwutorowo – Hirka znajduje się w krainie zamieszkanej przez Umpiri, gdzie odkrywa wiele rodzinnych tajemnic i rozpoczyna walkę o uwolnienie Evny.
Równocześnie w Ym Rime walczy z kontrolą, jaką za pomocą dzioba ma nad nim Graal, z widmem rychłej wojny ze Umpiri oraz ze zdradą w Radzie.
W pewnym momencie te dwa światy się spotkają, a efekt tego będzie zaskakujący.

Siri Pettersen trzecim tomem swojej serii udowadnia, że ma niebywałą wyobraźnię i talent.
Pióro autorka ma lekkie, styl dobry.
Mimo pewnej schematyczności w pierwszym tomie, czym dalej, tym lepiej kształtuje swoją historię.
Wiele razy zaskakuje rozwojem akcji i nijak nie można się domyślić zakończenia.
Te kilka scenariuszy jakie wydawały mi się prawdopodobne, nie sprawdziły się.

Co ważne, zakończenie jest otwarte. Autorka może wrócić do stworzonego przez siebie świata i bohaterów, choć można uznać również, że to koniec tej pasjonującej opowieści.
Chylę czoło przed pisarką za to, jak dobrze nakreśliła krainy Ym oraz świat Umpiri – Dreysil. Potrafiła w przekonujący i barwny sposób przedstawić panujące w tych światach obyczaje i prawa nimi rządzące.
Co ważne, pomimo oczywistych różnic i wrogości, ukazała, że w rzeczywistości więcej Aetlingów i Umpiri łączy niż dzieli.
Że inność wcale nie musi być zła. A to co otrzymamy, zależy od tego co chcemy ofiarować.
Pomysł na serię i jego realizacja są tu na bardzo wysokim poziomie.
Tak samo jak bohaterowie. W sposobie ich kreślenia nie ma sztampowości, schematów i psucia postaci.
Wszystko w tej powieści łączy się w spójna i logiczną całość.  Autorka tak kieruje akcją, że ciężko się od książki oderwać, bo nie wiadomo kompletnie, co wydarzy się za chwilę.


Evna, podobnie jak jej poprzedniczki, łączy w sobie pewną dojrzałość z młodzieńczą brawurą .
Trudne i przemyślane decyzje z tymi podejmowanymi pod wpływem chwili.
To czego na pewno NIE MA w tej powieści, to infantylne zachowania głównych bohaterów,  bezsensowne i niezrozumiałe decyzje, zbyt wyeksponowany wątek miłosny czy biegania w kółko z okrzykiem „co ja mam teraz zrobić”.
Główni bohaterowie, pomimo swojego młodego wieku, znają ciężar odpowiedzialności za swoje czyny i potrafią myśleć.
A to w literaturze skierowanej do starszej młodzieży, nie jest aż tak powszechnym zjawiskiem.

Liczę na to, że Siri Pettersen nie porzuci stworzonego przez siebie świata (a w sumie kilku światów), że wróci do krain Ym, Dreysil, a dodatkowo zabierze czytelnika w całkiem nowe miejsca, zapozna z całkiem nowymi bohaterami.
Cała trylogia zajmuje miejsce na półce ulubionych książek.
To kawał dobrego fantasy, z ciekawie poprowadzonym wątkiem magicznym,  dobrze nakreślonymi bohaterami i wartką akcją i wciągającą fabułą.
Oraz zakończeniem, które zaskakuje.
Polecam tą serię fanom fantasy, na pewno się nie zawiedziecie.


piątek, 3 lutego 2017

„Sweet Ache. Krew gęstsza od wody” Powieść K. Bromberg z serii Driven.

„Sweet Ache.  Krew gęstsza od wody” to kolejna powieść K. Bromberg z serii Driven.
W tym tomie poznajemy losy Quinlan, siostry Coltona, która wda się w namiętny romans z młodym wokalistą rockowym Hawkinem.
To co miało być tylko miłym spędzeniem czasu, a dla Hawkina głupim zakładem, okaże się dla obojga czymś więcej. Ale zanim dojdzie do finału, wiele niespodziewanych przeciwności losu spotka głównych bohaterów.

Sweet Ache, to zdecydowanie romans i nic tego nie zmieni. Ale autorka wprowadza kilka wątków, które nadają powieści trochę głębi.
Hawkin zmaga się z traumatyczną przeszłością, wspomnieniami gdy jako dziesięcioletni chłopiec był świadkiem samobójstwa ojca.
Wyrzuty sumienia, bolesne i raniące obietnice, które wymógł na Hawkinie ojciec tuż przed  tym jak pociągnął za spust, będą rzutować na całe jego dorosłe życie.
Natomiast Quinlan będzie musiała zmierzyć się z zawiedzionym zaufaniem, złamanym sercem i próbą gwałtu.
Mimo lekkości powieści, są to trudne i poważne tematy. A autorka umiejętnie wplotła je w fabułę.

Tak jak w innych swoich powieściach, autorka stawia na jakość, a nie na ilość, więc nie zasypuje czytelnika ciągłymi scenami seksu.
Tym samym K. Bromberg udawania, że literatura erotyczna nie musi być kiepska, że można swoją historię przedstawić w ciekawy i dobrze napisany sposób.
 Opisy erotyczne nie przekraczają granicy dobrego smaku, wszystkie tzw.  sceny łóżkowe opisane są z wyczuciem.

I mimo, że historia Quinlan i Hawkina jest – odpowiednio do ich wieku, w końcu mają nie więcej niż dwadzieścia kilka lat – lekka, to czyta się ją dobrze i przyjemnie.
Autorka ma dobry styl i lekkie pióro, co w tego typu powieściach jest niestety wyjątkowe.
Jej kolejna książka niepozbawiona jest również humoru.
K. Bromberg ciekawie opisuje również świat show-biznesu i realia jakie w nim panują. Niczego nie idealizuje, a z członków rockowej kapeli nie robi grzecznych chłopców, tylko młodych mężczyzn, którzy korzystają ze sławy, bogactwa i powszechnego uwielbienia płci pięknej.
Jednocześnie nie zmusza swoich bohaterów do bycia dojrzałym ponad swój wiek, nie przesładza swojej historii.

Pomimo, że uważam, że Sweet Ache, to najsłabsza powieść autorki, nie oznacza to, że jest to książka zła.
To dobrze napisany romans, który ma z wyczuciem prowadzony wątek erotyczny.
Do tego dochodzą fajni bohaterowie drugoplanowi, lekkość, która towarzyszy pierwszym prawdziwym uczuciom oraz duża porcja wrażliwości w opowiadaniu historii miłości Quinlan i Hawkina.
Książkę czyta się szybko i lekko. To dobra lektura na odstresowanie się i przyjemne spędzenie wieczoru.
Pojawianie się w powieści Coltona i Rylee dodaje całości dodatkowego uroku, bo miło znów spotkać fajnych bohaterów.

Książkę polecam fankom gatunku i poprzednich powieści K.Bromberg.
Wśród ogromnej ilości powieści erotycznych  na rynku wydawniczym, te pisane przez K. Brombergo wyróżniają się zdecydowanie pozytywnie.


Za możliwość przeczytania „Sweet Ache.  Krew gęstsza od wody” oraz innych powieści z serii Driven K.Bromberg dziękuję Wydawnictwu HELION.

*zdjęcie pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl


czwartek, 2 lutego 2017

Książkowe zakupy luty

Wczoraj odebrana paczka, a w niej tylko dwie książki.

Luty obfituje w wiele ciekawych premier, ale większość odbędzie się dopiero w połowie miesiąca.
Wyjątkiem jest EVNA - czyli trzeci tom Kruczych Pierścieni. Książka pojawiła się w księgarniach już 31 stycznia.
Drugą książką w tej paczce jest powieść obyczajowa, której akcja toczy się w 1936 roku, czyli przededniu II WŚ.
Opis na okładce zachęca, więc już niedługo zabiorę się za lekturę.

wtorek, 31 stycznia 2017

"Shadow" Sylvain Reynard

„Shadow” to drugi tom trylogii opowiadającej historię Raven Wood i Williama, wampirzego księcia Florencji.
Pierwszy tom, o którym pisałam tutaj RAVEN nie do końca przypadł mi do gustu. Natomiast sama historia była ciekawa i – jak to mam w zwyczaju – chciałam przeczytać i sprawdzić, czy tom drugi będzie lepszy czy nie.

Na Shadow nie polowałam, nie wyczekiwałam jej ukazania się. Ale jak już zobaczyłam ją w internetowej księgarni, to kupiłam.
Czy książka okazała się lepsza od swojej poprzedniczki?  
W moim odczuciu tak.

Akcja powieści rozpoczyna się od powrotu do siebie Raven i Williama. Mimo, że para dochodzi do porozumienia i wydawać by się mogło, że teraz powinni żyć długo (przede wszystkim William) i szczęśliwie, to niebezpieczeństwo w postaci Kurii i zdrajców nie znika, a Raven staje się karta przetargową w rozgrywkach pomiędzy zwaśnionymi stronami.

Autorka sporo czasu poświęca na rozwijającą się pomiędzy głównymi bohaterami miłość. Tak samo jak nie szczędzi czasu na wątek spisków, knowań,  zdrad w wampirzym świecie.
Rozwija również wątek Kurii i ich działań. Czytelnik odkrywa również – razem z Raven – wiele faktów z przeszłości Williama.
To wszystko jest ciekawe i zdecydowanie wychodzi powieści na plus.
Natomiast opisany na obwolucie książki wątek inspektora Betelliego, który ma ścigać Raven w związku z kradzieżą dzieł sztuki zajmuje nie więcej niż dwie strony w powieści.
Jest to całkowicie zignorowany wątek i nie wiem po co wydawca w ogóle pisał o nim na okładce.
Trochę szkoda, bo miał potencjał zrobić trochę zamieszania w życiu (i nie-życiu) bohaterów.
Fajnie zostało przedstawione również epizodyczne pojawienie się Gabriela Emersona i jego żony i ich spotkanie z Williamem.
Krótki wątek, za to ciekawy i wywołujący uśmiech na ustach.

Autor (lub autorka – tego nadal nie udało się odkryć) nadal potrafi w piękny i plastyczny sposób przedstawić uroki Florencji, piękno tego wyjątkowego miasta. Język, którym się posługuje jest lekki i przyjemny. Styl autora nie zmienił się i jest taki sam jak w poprzedniej części. Na duży ukłon zasługuje autor za brak wulgaryzmów i pełne wyczucia sceny erotyczne.
Nie jest ich dużo, stanowią idealne uzupełnienie łączącego bohaterów uczucia.
Co prawda bywały momenty, gdy irytowała mnie pojawiająca się chwilami pompatyczność, której autor się nie ustrzegł, ale jeśli nie zwracałam na nią uwagi, powieść potrafiła być wciągająca.

W Shadow zdecydowanie więcej się dzieje.
Akcja jest bardziej dynamiczna i kilka razy zostałam zaskoczona przez autora.
A już zakończenie sugeruje, że w trzecim tomie będzie się dużo działo.
Autor trochę przesadził w pokazaniu piękna duszy Raven, przez co chwilami jej postać wydawała się być zbyt przesłodzona i naiwna. Natomiast William został pokazany bardzo dobrze, bez przerysowania w żadną stronę, ani zbyt wampiryczny, ani zbyt uczłowieczony.
Istota ciemności z bardzo starą duszą.

Fajną ciekawostką jest fragment „Piekła Gabriela” dziejący się w świecie alternatywnym. Ale czy na pewno to tylko ciekawostka?
Choroba Julianne mogłaby być otwartą furtką do zaskakującego połączenia tych dwóch serii.

Podsumowując, Shadow podobała mi się zdecydowanie bardziej niż Raven. Więcej w niej akcji, emocji i pasji, a główni bohaterowie są ukazani w ciekawszy sposób niż w poprzednim tomie.
Powieść czyta się szybko, jest wciągająca i to miła lektura na wieczór.  Może nie zachwyciła mnie, ale na pewno przeczytanie jej, to przyjemne spędzenie czasu.
Chętnie sięgnę zatem po finałowy tom trylogii, aby przekonać się, jakie zakończenie przygotował dla swoich czytelników autor.


niedziela, 29 stycznia 2017

"Powstając z grobu" Siódma i ostatnia część serii o Nocnej Łowczyni Jeaniene Frost

„Powstając z grobu” to siódma i ostatnia (w zamyśle) część przygód Cat i Bonesa autorstwa Jeaniene Frost.
Cała seria, to nieliczne książki o wampirach, które nie wkurzają, nie śmieszą, nie irytują.
A główni bohaterowie to nie nastolatkowie błyszczący w słońcu, pełni rozterek rodem z Bravo Girl.
Dlatego mogę śmiało napisać, że dla mnie to najlepsza seria o tematyce wampirzej.


Siódma część, to ostatnie spotkanie z głównymi bohaterami, a ich głównym antagonistą jest agent Madigan, który przez lata prowadził makabryczne eksperymenty na ludziach, wampirach i ghulach.
To właśnie z nim będą musieli się zmierzyć Cat I Bones oraz ich przyjaciele i sprzymierzeńcy.

Jak to u Jeaniene Frost bywa, książka pełna jest niespodziewanych zwrotów akcji i takich wydarzeń, których nigdy bym się nie spodziewała.
Mimo, że to już siódma odsłona przygód bohaterów, to autorka pokazała, że ma jeszcze kilka ukrytych asów w rękawie.
Początkowo seria miała liczyć 9 tomów, ale sama autorka przyznała, że ma pomysł na siedem i na tym tomie zakończyła serię.
Za to należy jej się ukłon, bo nie ciągnęła pisania na siłę jak to czasem bywa z popularnymi seriami.

Akcja powieści jest niezwykle dynamiczna. Pełna poczucia humoru i ulubionych postaci.
Autorka w poruszający sposób pożegnała się z wszystkimi bohaterami powieści, pozwoliła czytelnikowi spotkać się z wszystkimi postaciami, które w mniejszym lub większym stopniu zapadły mi w serce.
Tak więc pojawiają się   Mencheres i Kira, Spade i Denise, Ian (uwielbiam tego łajdaka ), Vlad i Leila, Tate, Juan, Dave, Cooper, Don, Timmie, Justina, Marie Laveau a nawet Annette.
Niektórzy częściej, niektórzy rzadziej, ale pokazują się wszyscy. Trochę szkoda, że tak mało było w powieści Vlada – jego ciągłe utarczki z Bonesem zawsze mnie zachwycały.

Wszystkie wątki doczekują się rozwiązania, poznajemy wiele faktów z przeszłości Cat, kilka tajemnic doczekuje się wyjaśnienia.
Najbardziej barwną z postaci drugoplanowych okazuje się być Ian i liczę na to, że ten łajdak doczeka się wreszcie swojej powieści (albo kilku).

Powstając z grobu, to bardzo dobre zakończenie serii. To klamra spinająca wszystkie tomy, pokazująca w jakim kierunku będzie teraz toczyło się nie-życie Cat i Bonesa.
To również malutka furtka do nowej serii, z nowymi bohaterami, gdyby autorka miała chęć taką napisać.
Bowiem w powieści pojawia się jedna nowa postać, która wprowadzi ogromne zamieszanie i wg mnie mogłaby mieś swoją własną serię.

Książka pełna jest humoru, emocji, akcji i wspaniałych bohaterów. Cała seria jest świetna i niepowtarzalna.
Tylko żal, że to już koniec, że nic więcej z C&B w rolach głównych już nie przeczytamy.
Ktoś mógłby napisać, że serii o twardych pogromczyniach wampirów jest wiele i będzie to prawda.
Ale niewiele jest takich o oryginalnej fabule, świetnie napisanych, z pełną plejadą cudownych postaci, okraszonych tak pikantnym poczuciem humoru i niespodziewanymi zwrotami akcji.
Nocna Łowczyni, to seria do której wracam co pewien czas i za każdym razem czytam ją z takimi samymi wypiekami na twarzy.
I na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę, bo przygody C&B to świetna i wciągająca historia.

*zdjęcie pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl






czwartek, 26 stycznia 2017

"Waleczna Czarownica" finałowy tom Trylogii Klątwy

„Waleczna Czarownica” to finalny tom Trylogii Klątwy autorstwa Danielle L. Jensen.
O tomie pierwszym pisałam tutaj: Porwana Pieśniarka
O tomie drugim pisałam tutaj:  Ukryta Łowczyni                                     

Akcja powieści rozpoczyna się dokładnie w tym miejscu, gdzie kończy się tom drugi – czyli w momencie zdjęcia klątwy z trolli.
W finałowym tomie wiele się dzieje. Akcja mocno mknie do przodu i nie sposób się nudzić.
Prócz dobrze czytelnikowi znanych bohaterów, ważnymi postaciami okażą się Królowa Zimy i Król Lata.
Ich rozgrywki i manipulacje wywrą ogromny wpływ na trolli i ludzi.

Mam mały problem z tą powieścią. Z jednej strony mi się podoba, zwłaszcza jej zakończenie. Z drugiej jestem trochę rozczarowana tym, że po ciekawych dwóch tomach, w których para głównych bohaterów jest nad wiek dojrzała, autorka w trzecim tomie narzuciła im zachowanie godne nastolatków – zwłaszcza Cecile. Bywały momenty, gdy irytowała mnie ona swoim zachowaniem.
Natomiast pozostali bohaterowie – w tym Tristan - utrzymali poziom z poprzednich tomów i bardzo przyjemnie było czytać o ich przygodach.

Jak już wspominałam, akcja powieści jest bardzo dynamiczna. Walka z wrogami, knucia Królowej Zimy, ciągła niepewność co do poczynań nieprzyjaciół.
Ale gdzieś tak do połowy powieści, wszystko co robili główni bohaterowie wydawało mi się chaotyczne i nieprzemyślane. Wszystkie wydarzenia następowały błyskawicznie po sobie, przez co odnosiłam wrażenie, że autorka opowiada swoją historię trochę powierzchownie.
Zabrakło mi również rozwinięcia wątku magicznych umiejętności Cecile.
Uważam, że to zdecydowanie niewykorzystany potencjał tej powieści.

Zmiana następuję mniej więcej w połowie książki, akcja troszkę zwalnia, mimo, że nadal jest dynamiczna i wiele się dzieje.
Bohaterowie zaczynają działać w bardziej sensowny sposób,  mniej jak zagubieni nastolatkowie, a bardziej jak młodzi ludzie, którzy stanęli w obliczu ogromnego wyzwania.
Co zasługuje na plus, to sposób prowadzenia wątku miłosnego Cecile i Tristana.
Jest on fajnym uzupełnieniem fabuły, nie dominuje mimo, że jest ważny.
Na kolejny plus zdecydowanie zasługuje zakończenie.
Szczerze mówiąc nie spodziewałam się czegoś takiego i jestem pod wrażeniem pomysłu autorki.
Wynagradza mi on trochę mniej udaną pierwszą połowę książki.

Podsumowując całość, Waleczna Czarownica to udana powieść.
Zdecydowanie bardziej da się odczuć, że to literatura młodzieżowa, co nie zmienia faktu, czyta się szybko i przyjemnie.
Mimo wszystko uważam, że  autorka mogła bardziej się postarać i utrzymać poziom poprzednich tomów, które w mojej ocenie są lepsze niż ostatni.
Niemniej jednak ciekawe i zaskakujące zakończenie nadrabia część niedostatków i ogólne wrażenia z lektury mam pozytywne.
Cała Trylogia Klątwy, to przyjemna lektura, fajne spędzenie czasu na niewymagających powieściach, z wciągającą i nieprzewidywalną fabułą. Do tego paleta interesujących bohaterów i wartka akcja.
Polecam każdemu, kto chce spędzić wieczór z lekką, lecz dobrze napisaną książką ( w tym wypadku książkami).


sobota, 21 stycznia 2017

"Bramy Światłości" M.L.Kossakowska. Witajcie starzy przyjaciele, z Nieba i Głębi

Wyczekiwana z niecierpliwością kontynuacja przygód Daimona Freya oraz jego kompanów z Nieba i Głębi właśnie ukończona.
Czekałam długo na tą książkę, od dawna dochodziły słuchy, że M.L. Kossakowska ją pisze. Ale jak to bywa, od plotek, do książki na półce minęło wiele czasu.

Akcja powieści rozpoczyna się od powrotu Seredy – badaczki i podróżniczki – z kolejnej wyprawy, gdzieś na krańce Stref Poza Czasem.
A wiadomości jakie ze sobą przywozi, wstrząsną Razjelem, Gabrielem i Lucyferem do głębi.
Otóż Jasność postanowiła się objawić nie gdzie indziej, tylko w najbardziej niedostępnym miejscu w Strefach Poza Czasem.
Wstrząśnięty Gabriel organizuje wyprawę, na dowódcę której wybiera Daimona.
Od tej pory on, jego wierny rumak Piołun  i Sereda wplączą się w wir niesamowitych przygód i niebezpieczeństw.

Przyznaję, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, więc wiedziałam mniej więcej, czego można spodziewać się po twórczości autorki.
Tym bardziej, że serię Anielską czytałam wiele razy, bo taka wizja Aniołów i Głębian bardzo przypadła mi do gustu.
Nie inaczej było i tym razem.
Akcja rozpoczęła się dość niewinnie, niby nic się nie dzieje, aż nagle jedna wiadomość wywraca wszystko do góry nogami.

Szybko wsiąkłam w przedstawione przez pisarkę wydarzenia. Ucieszyłam się ogromnie z powrotu ulubionych bohaterów, Daimona i Asmodeusza. Z całej skrzydlatej zgrai, to właśnie ich polubiłam najbardziej. No i Piołuna.
Co do tego ostatniego, to w Bramach Światłości odegra bardzo ważną rolę, a jego sarkastyczne poczucie humoru i celne ironiczne docinki, powodowały podczas czytanie sporo rozbawienia.

Głównym wątkiem powieści jest wyprawa Daimona i Seredy, ale nie brak w niej również wątków dodatkowych.
Oczywiście nie zabrakło również knowań, intryg i tajemnic.
Autorka ma lekkie pióro, a w powieści wiele się dzieje, więc nie ma czasu na nudę.
Narracja jest trzecioosobowa, dzięki czemu czytelnik jest świadkiem wszystkich zdarzeń i posiada wiedzę większą niż bohaterowie.
M.L. Kossakowska w Bramach Światłości pełnymi garściami czerpie z wierzeń ludów azjatyckich, mitologii hinduskiej, można również znaleźć odniesienia do mitologii Celtyckiej.

Strefy Poza Czasem okażą się fascynującym, choć równocześnie przerażającym miejscem. Autorka przedstawia nam ten obszar bardzo obrazowo i plastycznie. A wszystkie istoty, które nasi podróżnicy spotkają na swojej drodze okażą się na równi fascynujące i niebezpieczne.
Bohaterowie tak jak w poprzednich książkach z serii nie szczędzą czytelnikowi sarkazmu i ironii i wyjątkowo czarnego poczucia humoru.

Bramy Światłości, to powieść pełna intryg, magii, tajemnic, niesamowitych bohaterów i ciekawych wydarzeń.
To również opowieść o ryzykownej wyprawie, której finał może być dosłownie ostatecznym i definitywnym końcem.
Maja Lidia Kossakowska ma ogromną wyobraźnię i talent do fascynującego splatania ze sobą wątków i losów bohaterów.
I mimo, że nie polubiłam Seredy, to reszta bohaterów zrekompensowała mi to podwójnie.
Zakończenie natomiast nastąpiło w takim momencie, że aż sapnęłam z irytacji i zazgrzytałam zębami. Autorka zakończyła Bramy Światłości z głośnym przytupem.
I mimo, że w całej powieści więcej jest momentów zabawnych niż przygnębiających, to jednak czuć klimat smutku i żalu po odejściu Pana, tęsknoty za prostszym i lżejszym życiem oraz ciężaru dźwiganego przez wszystkich spiskowców – tych z Nieba i Głębi.
Co ważne, autorka nie oszczędzała bohaterów. Bez litości obnażała ich wady, nie raz karząc im przeżywać gorycz konieczności przyznania się do błędu.
I to właśnie mi się podoba w bohaterach całej tej serii – bohaterowie nie są idealni, pomimo, że część z nich, z racji niejako urodzenia, idealna być powinna.
Nic bardziej mylnego.
Aniołowie to istoty z czartem za skórą, a Głębianie nierzadko mają dobre serce.
To lubię, na to będę teraz czekać z jeszcze większą niecierpliwością.
Liczę, że autorka nie każe czytelnikom wyczekiwać zbyt długo.




czwartek, 19 stycznia 2017

Książkowe zakupy styczeń. Pierwsze w 2017 roku

W końcu odebrałam wyczekiwane paczki z książkami. A w nich sporo nowości i oczekiwanych premier.
Duże pudło nadeszło do mnie z mojego ulubionego Aros - dyskont książkowy
Co w środku?

Najnowsza opowieść o skrzydlatej zgrai z nieba i piekła M.L. Kossakowskij, wyczekiwana niecierpliwie najnowsza książka B. Sandersona, trzeci tom serii INNI Anne Bishop, drugi tom trylogii Florenckiej oraz trzy powieści obyczajowe, akcja jednej z nich dzieje się w Związku Radzieckim i z tego co doczytałam, ma to być początek serii.

Natomiast druga odebrana paczka, to zakup z eKarty w Empiku.
Jest to finałowy tom trylogii o Trollach - zgrabnie napisanej literatury młodzieżowej, czyli Waleczna Czarownica.