niedziela, 23 września 2018

"Małe wielkie rzeczy" Henry Fraser



"Każdy dzień to dobry dzień”



Henry Fraser miał siedemnaście lat, gdy podczas wakacji w Portugalii ulega strasznemu wypadkowi
podczas nurkowania i zostaje sparaliżowany od szyi w dół.
Ten młody człowiek, u progu dorosłości, nagle musi zmierzyć się z czymś, co nigdy nie przemknęło mu nawet przez myśl. Wysportowany, grający w rugby, teraz uzależniony od innych i całego zastępu aparatury, musi przewartościować swoje życie i nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości.

„Małe wielkie rzeczy” to bardzo niepozorna książka. Niewielka objętościowo i napisana prostym językiem potrafi przykuć uwagę czytelnika od pierwszej do ostatniej strony.
Bo to nie styl, narracja czy język są ważne w tej lekturze, ale to o czym pisze Henry.
Jego powieść, to trochę pamiętnik, zgrabnie ubrane w słowa wspomnienia i uczucia. Henry dzieli się z czytelnikiem swoją historią, począwszy do wypadku, do dnia dzisiejszego włącznie.
Pokazuje swoją drogę do aktywności, to w jaki sposób radził i radzi nadal sobie z przeciwnościami oraz jak ogromnym wsparciem jest dla niego rodzina.
Próżno szukać w tej książce rozpaczy czy poddania się chorobie.
Henry ze wszystkich sił walczył o pogodzenie się z nową sytuacją oraz o to, aby czerpać pełnymi garściami z życia jakie przyszło mu wieść.

Jego historia jest bardzo motywująca, dająca nadzieję i takiego „pozytywnego kopa” do życia i zmagania się z przeciwnościami losu.
Ta książka to lektura obowiązkowa dla wszystkich, których przerastają codzienne sprawy, którzy łatwo wpadają w melancholię i zaliczają spadki nastroju z byle powodu. To również lektura dla tych, którzy kochają życie i starają się czerpać z niego ile się tylko da.
Słowem – to książka dla każdego.
Historia Henry’ego inspiruje, pomaga uwierzyć w siebie i swoje możliwości. To również piękny obraz rodzinnej miłości i tego jak wielkim wsparciem mogą być nawet najdrobniejsze miłe gesty czy słowa.

Czytając o zmaganiach Henry’ego z kolejnymi infekcjami, o jego samozaparciu i zaangażowaniu w rehabilitację, o tym jak wiele wysiłku kosztuje go każdy jeden dzień aktywnego życia, byłam pełna podziwu dla tego młodego mężczyzny i jego rodziny, bliskich, przyjaciół.
Henry miał i nadal ma w sobie ogromną wolę walki, która budzi mój ogromny podziw.
Było sporo momentów, gdy bardzo się wzruszałam jego sukcesami i tym, że po raz kolejny udało mu się pokonać przeciwności losu i osiągnąć coś, co wydawało się niemożliwe.

Czytając opowieść Henry’ego, człowieka faktycznie przepełnia wdzięczność za wszystko, co do tej pory uznawałam za oczywiste – jak oddychanie.
Za zdrowie, za sprawność ruchową, za możliwość samodzielnego dbania o siebie i swoje potrzeby. Za możliwość porannego wstawania i wyjścia do pracy. Za zdrowie. Za życie.

„Małe wielkie rzeczy” to  napisana lekko, a jednak ogromnie poruszająca historia człowieka, który pokazuje, że życie jest piękne, a to jak ono wygląda zależy od nas samych.
To opowieść pełna emocji, nadziei i wiary.
A co najważniejsze, pokazuje, że można mieć gorszy dzień, ba, nawet tydzień, ale zawsze trzeba widzieć szklankę do połowy pełną i wierzyć, że dzięki sile i determinacji można osiągnąć wszystko.
Historia Henry’ego motywuje, inspiruje, porusza. Sprawia, że można popatrzeć na swoje dotychczasowe życie trochę z innej strony i naładować się pozytywnym nastawieniem i wiarą w swoje możliwości.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz