Jest!
Druga paczka z zamówionymi książkami.
Serce się raduje, bo będzie co czytać. Tym razem dwie książki z gatunku fantastyki i dwie powieści obyczajowe.
Lista lektur się wydłuża, ale książek nigdy nie ma za wiele.
Tym razem zamówienie zrobiłam w niePrzeczytane.pl Księgarnia internetowa
czwartek, 20 października 2016
wtorek, 18 października 2016
Książkowe zakupy październik, część 1
Pierwsza z dwóch paczek w październiku odebrana.
Zamówienie zrobione w mojej ulubionej księgarni AROS - dyskont książkowy
Tym razem dwie powieści obyczajowe i jedna fantastyka.
Liliowe Dziewczyny - Martha Hall Kelly - opowieść o kobietach połączonych przez koszmar Ravensbruck.
Saszeńka - Simon Montefiore - połączenie historii i fikcji literackiej, akcja dziejąca się w Rosji,
oraz drugi tom serii Delirium autorstwa Lauren Oliver.
Druga paczka ruszyła już w drogę do mnie. Co w środku? O tym już niedługo.
* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).
Zamówienie zrobione w mojej ulubionej księgarni AROS - dyskont książkowyTym razem dwie powieści obyczajowe i jedna fantastyka.
Liliowe Dziewczyny - Martha Hall Kelly - opowieść o kobietach połączonych przez koszmar Ravensbruck.
Saszeńka - Simon Montefiore - połączenie historii i fikcji literackiej, akcja dziejąca się w Rosji,
oraz drugi tom serii Delirium autorstwa Lauren Oliver.
Druga paczka ruszyła już w drogę do mnie. Co w środku? O tym już niedługo.
* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).
piątek, 14 października 2016
"Jeremy Poldark" Winston Graham. Trzeci tom fascynującej sagi rodzinnej
„Jeremy Poldark” to trzeci tom sagi Rodziny Poldarków. Całość liczy 12 tomów i wydawnictwo zapowiada, że wyda je wszystkie.Bardzo na to liczę, bo to świetna literatura.
Tom trzeci koncentruje się na małżeństwie Rossa i Demelzy oraz jego najbliższej rodzinie.
Konflikt z Francisem, widmo sądu i więzienia, problemy finansowe.
Pojawiają się wszyscy znani z poprzednich dwóch tomów bohaterowie, oraz kilka nowych – ciekawych – postaci.
Autor w sposób mistrzowski kreśli charaktery swoich bohaterów, potrafi ich pokazać w taki sposób, że miałam wrażenie, jakbym ich wszystkich znała osobiście, a nie tylko z kart powieści.
Są ciekawi, pełni sprzecznych emocji, to postacie z krwi i kości.
Autor w niczym ich nie oszczędza. Podejmują oni decyzje, które nie zawsze są dobre, kochają niewłaściwe osoby, cierpią.
Więcej w powieści mamy również informacji historycznych i realiów czasów, w których dzieje się akcja.
Autor poświęca również więcej czasu na ukazanie przemyśleń bohaterów, ich lęków, smutków i radości.
Dzięki temu historia staje się pełniejsza, a decyzje podejmowane przez bohaterów lepiej rozumiane.
Akcja powieści – tak jak poprzednie dwa tomy – nie gna na złamanie karku. Winston Graham niespiesznie snuje swoją opowieść, ale bynajmniej nie jest ona nudna czy nużąca.
Losy rodziny Poldarków są dość burzliwe, a przez to wciągające.
Tak samo jak w prawdziwym życiu, nie ma w tej książce typowego happy endu. Jest za to przyjaźń, miłość, wybaczenie i próby poukładania sobie życia jak najlepiej.
Moją ulubioną postacią od samego początku jest Demelza.
Autor obrazowo i interesująco pokazał przemianę jaką przeszła ta postać. Od bitej i zastraszonej córki górnika-pijaka, do młodej mężatki, pełnej uroku i siły charakteru. Osoba, która nie miała wykształcenia, ani nie pochodziła z dobrego domu, stała się szanowaną żoną człowieka, który należy do wyższych sfer.
Bardzo ciekawi są również bohaterowie drugoplanowi, przede wszystkim doktor Dwight Enys. W drugim tomie odegrał dość ważna rolę, a teraz jego postać stała się jeszcze ważniejsza i ciekawsza. Dodatkowo wiąże się z nim intrygująca nowa bohaterka cyklu – Caroline Penvenen.
Jest to postać, co do której nie mam jeszcze pewność czy to pozytywna, czy negatywna bohaterka.
Pojawiła się i już zdążyła wprowadzić niemałe zamieszanie.
Jestem pewna, że odegra ważną rolę w kolejnych tomach.
Winston Graham sporo czasu w swoje powieści poświęca konfliktowi pomiędzy Rossem a Georgem Warlegganem.
Wzajemna niechęć tych mężczyzn i wręcz obsesja tego drugiego, aby zniszczyć Rossa, sprawia, że tak naprawdę nie ma się pewności, jaka przyszłość czeka Rossa i Demelzę.
Co do postaci Jeremy’ego Poldark – to kim on jest, długo pozostaje dla czytelnika tajemnicą. Ale uważam, że warto czekać, aby się tego dowiedzieć.
Oczywiście w powieści nie brakuje opisu Kornwalijskiej przyrody, wnikliwego obrazu czasów w jakich żyją bohaterowie oraz norm społecznych, którymi zmuszeni są się kierować.
Niektórzy czują się spętani konwenansami i oczekiwaniami względem nich, inni nie potrafią sobie poradzić z odpowiedzialnością jaka na nich spoczywa.
Ale co najważniejsze, wszyscy tworzą wspaniały obraz społeczeństwa tamtych czasów.
Jeremy Poldark, to powieść wciągająca i ciekawa. Utrzymuje wysoki poziom swoich poprzedniczek, a jej bohaterowie – pierwszoplanowi i ci drugoplanowi – to postacie z krwi i kości.
Autor niczego nie upiększa, nie koloryzuje, nie idealizuje.
Pokazuje życie swoich bohaterów tak realnie, że nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to historia oparta na faktach, a nie literacka fikcja.
Niecierpliwie czekam na kolejne tomy. Do tej pory ukazywały się w kilkumiesięcznych odstępach czasu i liczę na to, że nadal tak będzie.
Na koniec chcę napisać jeszcze o dwóch rzeczach.
Pierwsza, to piękne wydanie wszystkich trzech tomów. Są to okładki serialowe, ale w niczym to nie przeszkadza, bowiem ja nie widziałam jeszcze serialu, a okładki mnie zachwyciły.
Druga rzecz, to właśnie sam serial.
Zbiera tyle pochlebnych recenzji, że już niedługo planuję zabrać się za oglądanie.
Oczywiście jak tylko skończę – opiszę swoje wrażenia na blogu.
* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).
niedziela, 9 października 2016
"Wiatrogon Areonauty" tom 1 serii Podniebne Kasztele. Jim Butcher
Po „Wiatrogon Areonauty” sięgnęłam całkowicie przypadkiem, gdyż nie czytałam wcześniej książek tego autora.Nie wiedziałam czego się spodziewać, ale opis wydawcy zachęcał.
Cieszę się bardzo, że kupiłam tą książkę, bo okazała się świetną rozrywką i wciągającą historią.
Ale od początku.
Świat w powieści, to nie miejsce jakie znamy. Na powierzchni ziemi żyją tylko niebezpieczne stworzenia, za to ludzie przenieśli się do kaszteli. Pnące się wiele kilometrów w górę budowle zapewniają ludziom bezpieczne schronienie. Każdym kasztelem rządzi inny arystokratyczny ród, co oczywiście sprzyja walkom pomiędzy nimi, walce o dominację i wpływy.
I od tego właśnie autor rozpoczyna opowiadać swoją historię. Kasztel Aurora napada na Kasztel Albion, a pradawne zło ponownie budzi się do życia.
Głowni bohaterowie to kapitan Grimm, okryty niesławą właściciel powietrznego statku Drapieżca, Gwendolyn, młodziutka dziedziczka arystokratycznego rodu Lancaster, która wstąpiła na służbę do Gwardii Kasztelu, Benedict, jej kuzyn – genetyczny wojownik, Bridget, która również musiała wstąpić na służbę w Gwardii Kasztelu (tak jak każdy inny członek arystokratycznej rodziny) oraz Rowl, koci wojownik z klanu Cichych Łapek, przyjaciel i obrońca Bridget.
Pisarz nakreślił swoich bohaterów w sposób barwny i ciekawy. Nie odbiera im wad, nie idealizuje, są to ludzie – i koty – z krwi o kości.
Dlaczego piszę, że koty też? Bo autor pokazał te wyjątkowe stworzenia, jako potrafiące rozmawiać (w swoim języku) z ludźmi, inteligentne, mądre, aroganckie, dzielne i zabawne.
Tworzą klany, hierarchie i żyją w Kasztelach obok ludzi.
Przyznam się od razu, że jako niepoprawnej kociara, fakt zrobienia z kotów jednych z głównych bohaterów powieści przypadł mi ogromnie do gustu.
Zwłaszcza, że autor świetnie oddał koci charakter, zachowanie i manierę.
Powieść, która jest pierwszym tomem nowej serii autora, to historia napisana lekko i wciągająco. Świetna rozrywka z niespodziewanymi zwrotami akcji, intrygującą fabułą, fajnymi bohaterami, również tymi negatywnymi. Jim Butcher nie zdradza wszystkich tajemnic, nie wyjawia czym – lub kim – jest obudzone pradawne zło, za to swoich bohaterów wplątuje w kolejne niebezpieczne przygody.
Wspomina o kilku tajemniczych postaciach czy zdarzeniach, by zasiać w czytelniku ciekawość, a następni milknie na ich temat.
Przyznam, że to bardzo skutecznie zachęca do sięgnięcia po kolejny tom.
Powieść mnie zachwyciła. Sprawiła, że oderwałam się od rzeczywistości, przeżyłam z bohaterami niesamowite przygody, śmiałam się często z Rowla i jego kociej arogancji.
W powieści jest wszystko, co gwarantuje dobrą rozrywkę, dodatkowo autor barwnie opisuje podniebne walki statków powietrznych, bez zbędnego patosu i rozwlekłych opisów.
Wartka akcja gwarantuje, że ani przez chwilę czytelnik się nie nudzi, a drugoplanowi bohaterowie są równie ciekawi jak główni.
Co do niektórych mam podejrzenia, że zrobią w dalszych tomach jeszcze wiele zamieszania.
Co do samego świata stworzonego przez autora, to nie dowiadujemy się niestety za wiele. Autor mówi tylko tyle, aby czytelnik mógł odnaleźć się w fabule. A ja chciałam wiedzieć kim byli Wielcy Budowniczowie, co wydarzyło się na ziemi, że ludzie uciekli do Kaszteli.
Zwłaszcza wątek korzystania przez ludzi z magii eteru oraz eterycznych kryształów, był dla mnie intrygujący, więc chętnie przeczytałabym coś więcej na ten temat.
Mam nadzieję, że Jim Butcher w kolejnym tomie zdradzi więcej szczegółów i opowie czytelnikowi więcej o swoim świecie.
Powieść czyta się bardzo szybko, a to za sprawą lekkiego pióra. Autor bardzo pisze obrazowo, ale bez zanudzania czytelnika rozwlekłymi opisami.
Spiski, tajemnice, podniebne walki, magia i odradzające się zło.
Czy przy takiej mieszance można się nudzić?
Oczywiście, że nie.
Do tego garść dobrego humoru i bohaterowie, których ciężko nie polubić, lub jak w przypadku tych negatywnych, nie być nimi zafascynowanym.
Zakończenie powieści, to otwarta szeroko furtka do kolejnych tomów.
W dodatku budzi tak dużą ciekawość, że z niecierpliwością będę wyczekiwać kolejnego tomu z serii.
„Wiatrogon Areonauty” to rasowe fantasy, które powinno przypaść do gustu wielbicielom gatunku.
Bawiłam się podczas lektury świetnie, więc z czystym sumieniem polecam powieść i zachęcam do czytania.
* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).
niedziela, 2 października 2016
"Kroniki Czarnej Kompanii" tom I - Czarna Kompania. Glen Cook
Na Kroniki Czarnej Kompanii składają się trzy tomy:
1. Czarna Kompania
2. Cień w ukryciu
3. Biała Róża
W założeniu miałam czytać całość za jednym podejściem, ale mój dość sceptyczny odbiór pierwszego tomu sprawił, że postanowiłam podzielić lekturę na oddzielne tomy.
Czarna Kompania to grupa najemników pod wodzą Kapitana, która swoje usługi świadczy temu, kto dobrze zapłaci.
Ze służbą „temu dobremu” nie ma to nic wspólnego, a poszczególni członkowie Kompanii to nierzadko prawdziwe sukinsyny i typy spod ciemnej gwiazdy.
Jedyne czemu są wierni to Kampania, która jest ich domem i rodziną.
W pierwszym tomie – Czarnej Kompanii – śledzimy losy Kompanii z perspektywy Konowała, lekarza i kronikarza.
Narracja pierwszoosobowa sprawia, że Konowała poznajemy bardzo dobrze, jego towarzyszy na tyle, na ile zna ich Konował. A co do reszty bohaterów, są to tylko skrawki wiedzy, jaką będzie zdobywał Konował.
Kompania zostaje wplątana w wojnę pomiędzy Panią – jedną z uwolnionych Schwytanych – a buntownikami, dla których są oni najgorszym złem.
Walki, spiski, nieliczne chwile wytchnienia, tajemnice i żołnierska przyjaźń.
Tego w książce pana Cooka nie brakuje.
Są również ciekawi bohaterowie, np. Kruk, Duszołap, Milczek, Konował. Bardzo interesujący są również Schwytani, choć czytelnik sam musi się domyślić kim oni są – lub kim, a wiedzę na ich temat otrzymujemy szczątkową.
Bowiem autor nie bawi się w coś tak oczywistego, jak wytłumaczenie czytelnikowi kto jest kim, czy skąd wywodzi się konflikt. Wszystko to odkrywa się w minimalnej ilości informacji, które autor przekazuje za sprawą obserwacji czy wspomnień Konowała.
I to jest dla mnie duży minus.
Właśnie ten minimalizm w opisie otaczającego bohaterów świata i praw nim rządzących sprawił, że początkowo Czarna Kompania nie przypadła mi do gustu.
Nie lubię rozwlekłych opisów i częstych rozważań bohaterów na temat otaczających ich rzeczywistości, ale brak jakiegokolwiek zaprezentowania świata, w którym dzieje się akcja, też nie za bardzo mi się podoba.
Mimo, że taki sposób prowadzenia akcji ma swoje uzasadnienie, bo historia jest przedstawiana w formie wpisów w kronikach, to ja wolę więcej wiedzieć o świecie stworzonym przez autora.
Na ogromny plus natomiast zasługuje już sam pomysł na istnienie Czarnej Kompanii oraz to, że swoje usługi świadczy tym, którzy płacą, a nie tym którzy stoją „po dobrej stronie”.
Nic w tej powieści nie jest jednoznaczne i oczywiste. Nie ma również wyraźnego podziału na dobro i zło.
Schwytani są cudownie fascynujący, są ciekawi i intrygujący. Wreszcie mamy fantasy, gdzie ci „źli” są pokazani w sposób interesujący i nierzadko budzący sympatię.
A jeśli chodzi o Panią – myślę, że Sauron mógłby się od niej niejednego nauczyć.
Wszystko to sprawia to, że książkę czyta się z zainteresowaniem i jest się ciekawym, co wyniknie z tych wszystkie tajemnic, spisków i niespodziewanych wydarzeń.
Jako osoba, która praktycznie zawsze czyta książkę do końca, nie odpuściłam sobie również Czarnej kompanii, mimo, że miałam na to ochotę.
Nie przemawiał do mnie taki sposób opowiadania historii.
Odnosiłam wrażenie, że całość jest opowiadana po łebkach i jakby w skrócie.
Cieszę się jednak, że się nie poddałam i czytałam dalej, bo czym dalej, tym lepiej.
Historia nabrała rumieńców, a narrator zaczął przekazywać czytelnikowi coraz więcej szczegółów, dzięki temu miałam szansę zmienić zdanie o Kronikach i nabrać ochoty na kolejne tomy.
Podsumowując.
Czarna Kompania to wciągająca lektura. Mimo, że nie za bardzo odpowiada mi taki styl przedstawiania historii, to jednak dałam się wciągnąć w losy tej bandy najemników.
Nie wszystko podobało mi się w tej powieści, ale niewątpliwe plusy sprawiły, że chętnie przeczytam o dalszych losach Kompanii, Schwytanych i Białej Róży.
*zdjęcie pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl
1. Czarna Kompania2. Cień w ukryciu
3. Biała Róża
W założeniu miałam czytać całość za jednym podejściem, ale mój dość sceptyczny odbiór pierwszego tomu sprawił, że postanowiłam podzielić lekturę na oddzielne tomy.
Czarna Kompania to grupa najemników pod wodzą Kapitana, która swoje usługi świadczy temu, kto dobrze zapłaci.
Ze służbą „temu dobremu” nie ma to nic wspólnego, a poszczególni członkowie Kompanii to nierzadko prawdziwe sukinsyny i typy spod ciemnej gwiazdy.
Jedyne czemu są wierni to Kampania, która jest ich domem i rodziną.
W pierwszym tomie – Czarnej Kompanii – śledzimy losy Kompanii z perspektywy Konowała, lekarza i kronikarza.
Narracja pierwszoosobowa sprawia, że Konowała poznajemy bardzo dobrze, jego towarzyszy na tyle, na ile zna ich Konował. A co do reszty bohaterów, są to tylko skrawki wiedzy, jaką będzie zdobywał Konował.
Kompania zostaje wplątana w wojnę pomiędzy Panią – jedną z uwolnionych Schwytanych – a buntownikami, dla których są oni najgorszym złem.
Walki, spiski, nieliczne chwile wytchnienia, tajemnice i żołnierska przyjaźń.
Tego w książce pana Cooka nie brakuje.
Są również ciekawi bohaterowie, np. Kruk, Duszołap, Milczek, Konował. Bardzo interesujący są również Schwytani, choć czytelnik sam musi się domyślić kim oni są – lub kim, a wiedzę na ich temat otrzymujemy szczątkową.
Bowiem autor nie bawi się w coś tak oczywistego, jak wytłumaczenie czytelnikowi kto jest kim, czy skąd wywodzi się konflikt. Wszystko to odkrywa się w minimalnej ilości informacji, które autor przekazuje za sprawą obserwacji czy wspomnień Konowała.
I to jest dla mnie duży minus.
Właśnie ten minimalizm w opisie otaczającego bohaterów świata i praw nim rządzących sprawił, że początkowo Czarna Kompania nie przypadła mi do gustu.
Nie lubię rozwlekłych opisów i częstych rozważań bohaterów na temat otaczających ich rzeczywistości, ale brak jakiegokolwiek zaprezentowania świata, w którym dzieje się akcja, też nie za bardzo mi się podoba.
Mimo, że taki sposób prowadzenia akcji ma swoje uzasadnienie, bo historia jest przedstawiana w formie wpisów w kronikach, to ja wolę więcej wiedzieć o świecie stworzonym przez autora.
Na ogromny plus natomiast zasługuje już sam pomysł na istnienie Czarnej Kompanii oraz to, że swoje usługi świadczy tym, którzy płacą, a nie tym którzy stoją „po dobrej stronie”.
Nic w tej powieści nie jest jednoznaczne i oczywiste. Nie ma również wyraźnego podziału na dobro i zło.
Schwytani są cudownie fascynujący, są ciekawi i intrygujący. Wreszcie mamy fantasy, gdzie ci „źli” są pokazani w sposób interesujący i nierzadko budzący sympatię.
A jeśli chodzi o Panią – myślę, że Sauron mógłby się od niej niejednego nauczyć.
Wszystko to sprawia to, że książkę czyta się z zainteresowaniem i jest się ciekawym, co wyniknie z tych wszystkie tajemnic, spisków i niespodziewanych wydarzeń.
Jako osoba, która praktycznie zawsze czyta książkę do końca, nie odpuściłam sobie również Czarnej kompanii, mimo, że miałam na to ochotę.
Nie przemawiał do mnie taki sposób opowiadania historii.
Odnosiłam wrażenie, że całość jest opowiadana po łebkach i jakby w skrócie.
Cieszę się jednak, że się nie poddałam i czytałam dalej, bo czym dalej, tym lepiej.
Historia nabrała rumieńców, a narrator zaczął przekazywać czytelnikowi coraz więcej szczegółów, dzięki temu miałam szansę zmienić zdanie o Kronikach i nabrać ochoty na kolejne tomy.
Podsumowując.
Czarna Kompania to wciągająca lektura. Mimo, że nie za bardzo odpowiada mi taki styl przedstawiania historii, to jednak dałam się wciągnąć w losy tej bandy najemników.
Nie wszystko podobało mi się w tej powieści, ale niewątpliwe plusy sprawiły, że chętnie przeczytam o dalszych losach Kompanii, Schwytanych i Białej Róży.
*zdjęcie pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl
wtorek, 27 września 2016
Książkowe zakupy wrzesień - część 3
Ostatnie w tym miesiącu paczki z książkami odebrane.Tym razem z dwóch księgarni Aros - dyskont książkowy oraz empik.com
W empiku miałam do wykorzystania eKartę, zamówiłam trzecią cześć Sagi rodu Poldarków - Jeremy Poldark (premiera) oraz Kolekcjonerkę Perfum.
W Arosie padło tym razem na fantasy i jedną powieść obyczajową.
niedziela, 25 września 2016
"Już za tobą tęsknię" Poruszający i wzruszający obraz kobiecej przyjaźni w najtrudniejszym momencie życia.
Od dłuższego już czasu nie udaje mi się trafić na naprawdę dobry film obyczajowy.
Książki – owszem, ale z filmem już gorzej.
Kiedy więc zaczął się „Już za tobą tęsknię”, zaczęłam oglądać chyba tylko dlatego, że kompletnie nie chciało mi się ruszyć spod koca po pilota.
Film, którego reżyserem jest Catherine Hardwicke, a główne role grają Toni Colette i Drew Barrymore, to słodko –gorzka opowieść o wyjątkowej przyjaźni pomiędzy Milly i Jess oraz dramatem, jakim okazuje się śmiertelna choroba jednej z nich.
Zawiązanie się wyjątkowej przyjaźni poznajemy dzięki migawkom z różnych okresów życia przyjaciółek, pierwszy pocałunek, seks, alkoholowe upojenie, pierwsza ciąża Milly.
Więc co się takiego stało, że gdy Jess rodzi upragnione dziecko, nie ma z nią przyjaciółki?
O tym właśnie opowiada dalsza część filmu.
Milly to kobieta spełniona, ma cudowną rodzinę, wspaniałego męża, pasjonującą pracę i wygląd, którego pozazdrościłaby jej każda nastolatka.
Wszystko to okazuje się być ulotne, gdy Milly słyszy diagnozę: rak piersi.
Najpierw chemioterapia, następnie mastektomia. Gdy nowotwór daje przeżuty do mózgu, kobieta uświadamia sobie z pełną mocą, że tę walkę już przegrała.
Film, mimo tak poważnego tematu, łączy w sobie w udany sposób humor ze smutkiem
Są chwile gdy nie sposób się nie roześmiać, a jednak nie udaje się również powstrzymać łez, gdy obserwuje się ostatnie miesiące i tygodnie życia Milly.
Niemniej ważni w filmie są również bohaterowie drugoplanowi, mąż Milly, partner Jess. Mają oni swój głos w tej opowieści, są wyraziści, a reżyser pokazuje jak śmiertelna choroba wpływa na otaczających kobietę ludzi.
Walka z chorobą, to również tło do ukazania wyjątkowej więzi, która łączy przyjaciółki.
Nic nie jest w stanie zastąpić tej przyjaźni, ani rodzina, dzieci, mąż. Przyjaźń pomiędzy dwiema kobietami jest uczuciem tak silnym, że jeden dobry gest, potrafi wymazać wiele raniących słów i czynów.
Film jest wyjątkowo dobry. Nie jest typowym wyciskaczem łez, nie bazuje na emocjach związanych z powolnym umieraniem. To historia w której przeplatają się radość i smutek, szczęście z rozpaczą, miłość z odrzuceniem.
Aktorsko obraz stoi na naprawdę wysokim poziomie.
Wszyscy aktorzy pokazali klasę i swój talent.
Reżyser barwnie przedstawiła charaktery obu głównych bohaterek, ich drogi życiowe, pragnienia i dążenia. W sposób subtelny, ale nie pozbawiony mocy, ukazała również jak choroba Milly wpływała na Jess. Jej rozpacz z powodu nieudanych prób poczęcia dziecka i smutek, gdy śmiertelna choroba przyjaciółki odbiera radość z jakże upragnionej ciąży. A przede wszystkim ogromny żal, że już niedługo, zabraknie osoby, z którą dzieliła do tej pory wszystkie najważniejsze chwile w swoim życiu.
„Już za tobą tęsknię” jest pozbawiony taniej ckliwości, banałów i schematów, choć nie ustrzegł się kilku klisz z innych tego typu obrazów.
Mamy pokazane kolejne etapy zmagania się chorobą, najpierw nadzieja, potem wyparcie, następnie szaleństwa popełnione w przypływie rozpaczy, odsunięcie się od męża i próby doświadczenia jeszcze odrobiny życia.
Mimo sporej dawki humoru, film jest dość stonowany. To ciepły obraz gloryfikujący kobiecą przyjaźń, więź, której nie zniszczyła nawet śmierć. Jednocześnie to poruszająca historia walki z chorobą i prób radzenia sobie z nieuniknionym.
Nie ukrywam, że byłam ogromnie poruszona tym filmem, że wycisnął ze mnie sporo łez, ale i nie jeden raz wywołał uśmiech na mojej twarzy.
Nie jest to kino wybitne, ale jest bardzo dobre. Poruszające wiele emocji, sprawiające, że choć przez chwilę człowiek się zastanowi, czy wystarczająco docenia to co ma i życie samo w sobie.
Na końcu chcę również wspomnieć o pięknej muzyce, którą skomponował Harry Gregson-Williams. Idealnie pasuje do obrazu, oddaje charakter filmu, gdy trzeba potęguje uczucia. Jednocześnie jest na tyle subtelna, że nie przytłacza. To idealna oprawa dla emocji, które film niewątpliwie w widzu porusza.
*zdjęcie pochodzi ze strony www.filmweb.pl
Książki – owszem, ale z filmem już gorzej.
Kiedy więc zaczął się „Już za tobą tęsknię”, zaczęłam oglądać chyba tylko dlatego, że kompletnie nie chciało mi się ruszyć spod koca po pilota.
Film, którego reżyserem jest Catherine Hardwicke, a główne role grają Toni Colette i Drew Barrymore, to słodko –gorzka opowieść o wyjątkowej przyjaźni pomiędzy Milly i Jess oraz dramatem, jakim okazuje się śmiertelna choroba jednej z nich.
Zawiązanie się wyjątkowej przyjaźni poznajemy dzięki migawkom z różnych okresów życia przyjaciółek, pierwszy pocałunek, seks, alkoholowe upojenie, pierwsza ciąża Milly.
Więc co się takiego stało, że gdy Jess rodzi upragnione dziecko, nie ma z nią przyjaciółki?
O tym właśnie opowiada dalsza część filmu.
Milly to kobieta spełniona, ma cudowną rodzinę, wspaniałego męża, pasjonującą pracę i wygląd, którego pozazdrościłaby jej każda nastolatka.
Wszystko to okazuje się być ulotne, gdy Milly słyszy diagnozę: rak piersi.
Najpierw chemioterapia, następnie mastektomia. Gdy nowotwór daje przeżuty do mózgu, kobieta uświadamia sobie z pełną mocą, że tę walkę już przegrała.
Film, mimo tak poważnego tematu, łączy w sobie w udany sposób humor ze smutkiem
Są chwile gdy nie sposób się nie roześmiać, a jednak nie udaje się również powstrzymać łez, gdy obserwuje się ostatnie miesiące i tygodnie życia Milly.
Niemniej ważni w filmie są również bohaterowie drugoplanowi, mąż Milly, partner Jess. Mają oni swój głos w tej opowieści, są wyraziści, a reżyser pokazuje jak śmiertelna choroba wpływa na otaczających kobietę ludzi.
Walka z chorobą, to również tło do ukazania wyjątkowej więzi, która łączy przyjaciółki.
Nic nie jest w stanie zastąpić tej przyjaźni, ani rodzina, dzieci, mąż. Przyjaźń pomiędzy dwiema kobietami jest uczuciem tak silnym, że jeden dobry gest, potrafi wymazać wiele raniących słów i czynów.
Film jest wyjątkowo dobry. Nie jest typowym wyciskaczem łez, nie bazuje na emocjach związanych z powolnym umieraniem. To historia w której przeplatają się radość i smutek, szczęście z rozpaczą, miłość z odrzuceniem.
Aktorsko obraz stoi na naprawdę wysokim poziomie.
Wszyscy aktorzy pokazali klasę i swój talent.
Reżyser barwnie przedstawiła charaktery obu głównych bohaterek, ich drogi życiowe, pragnienia i dążenia. W sposób subtelny, ale nie pozbawiony mocy, ukazała również jak choroba Milly wpływała na Jess. Jej rozpacz z powodu nieudanych prób poczęcia dziecka i smutek, gdy śmiertelna choroba przyjaciółki odbiera radość z jakże upragnionej ciąży. A przede wszystkim ogromny żal, że już niedługo, zabraknie osoby, z którą dzieliła do tej pory wszystkie najważniejsze chwile w swoim życiu.
„Już za tobą tęsknię” jest pozbawiony taniej ckliwości, banałów i schematów, choć nie ustrzegł się kilku klisz z innych tego typu obrazów.
Mamy pokazane kolejne etapy zmagania się chorobą, najpierw nadzieja, potem wyparcie, następnie szaleństwa popełnione w przypływie rozpaczy, odsunięcie się od męża i próby doświadczenia jeszcze odrobiny życia.
Mimo sporej dawki humoru, film jest dość stonowany. To ciepły obraz gloryfikujący kobiecą przyjaźń, więź, której nie zniszczyła nawet śmierć. Jednocześnie to poruszająca historia walki z chorobą i prób radzenia sobie z nieuniknionym.
Nie ukrywam, że byłam ogromnie poruszona tym filmem, że wycisnął ze mnie sporo łez, ale i nie jeden raz wywołał uśmiech na mojej twarzy.
Nie jest to kino wybitne, ale jest bardzo dobre. Poruszające wiele emocji, sprawiające, że choć przez chwilę człowiek się zastanowi, czy wystarczająco docenia to co ma i życie samo w sobie.
Na końcu chcę również wspomnieć o pięknej muzyce, którą skomponował Harry Gregson-Williams. Idealnie pasuje do obrazu, oddaje charakter filmu, gdy trzeba potęguje uczucia. Jednocześnie jest na tyle subtelna, że nie przytłacza. To idealna oprawa dla emocji, które film niewątpliwie w widzu porusza.
*zdjęcie pochodzi ze strony www.filmweb.pl
poniedziałek, 19 września 2016
Książkowe zakupy wrzesień - część 2
Druga paczka z książkami odebrana.Tym razem zakupy zrobiłam w mojej ulubionej księgarni internetowej Aros
W tej paczce ogromnie polecana seria fantasy "Kroniki Czarnej Kompanii" oraz powieść obyczajowa "Druga Szansa"
Co do tej drugiej książki, to po raz pierwszy zamówiłam ją w przedsprzedaży w 2013 roku. Okazało się, że książka się nie ukaże, księgarnia oddała mi pieniądze.
Zapomniałam już o niej, a tu nagle zobaczyłam zapowiedź, że jednak będzie w PL wydana.
Uznałam, że to przeznaczenie, a książka już na mojej półce.
* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).
niedziela, 18 września 2016
"Utracona i Odzyskana" Lucy Foley. Poruszająca, autentyczna, dojrzała powieść o wielkim uczuciu
„Utracona i odzyskana” autorstwa Lucy Foley, to jedna z tych książek, na które natrafia się przypadkiem, nie ma się wobec niej zbyt dużych wymagań, a która zaskakuje bardzo pozytywnie.
Tym bardziej cieszy mnie, że wśród ogromnej ilości książek, na stronach różnych księgarni, udało mi się tę powieść wypatrzyć.
Akcja powieści toczy się dwutorowo, współcześnie i zaraz po pierwszej wojnie światowej.
Przy czym współczesnych wydarzeń jest niewiele, a służą one głownie temu, aby opowiedzieć historię Thomasa i Alice.
Opowieść rozpoczyna się, gdy babka Kate, tuż przed swoją śmiercią, wyznaje wnuczce, że długi lata ukrywała przed swoją adopcyjną córką (matką Kate), że jej biologiczna matka starała się z nią skontaktować.
Matka Kate, która zginęła rok wcześniej w katastrofie lotniczej, nigdy nie dowiedziała się, że jej biologiczna matka pragnęła się z nią skontaktować.
Babka daje dziewczynie listy oraz rysunek kobiety, łudząca podobnej do matki Kate. Jego autorem jest znany na całym świecie malarz, obecnie starannie ukrywający miejsce swojego zamieszkania. Determinacja Kate sprawia, że udaje jej się nawiązać kontakt z Thomasem Staffordem i na jego zaproszenie, udaje się na Korsykę, aby poznać losy swojej biologicznej babki.
Ta podróż odmieni życie Kate, a czytelnikowi pozwoli poznać historię miłości dwojga ludzi, w czasach, gdy jeszcze nie przebrzmiały echa jednej wojny, a już nadciągało widmo kolejnej.
Zacznę od tego, że wbrew opisowi na okładce, książka nie jest romansem. To poruszająca i piękna powieść obyczajowa.
Fabuła koncentruje się na odkrywaniu losów Thomasa i Alice.
Najpierw, w domu malarza, Kate wysłuchuje jego wspomnień, a następnie, gdy dowiaduje się, że Alice wciąż żyje, udaje się do niej i poznaje te aspekty historii, których Thomas nie znał.
Autorka bardzo dobrze przedstawia swoich bohaterów i ich poplątane losy. Tworzy barwny obraz tamtych lat, najpierw szalonych, potem z coraz większym widmem kolejnej wojny. W sposób subtelny, ale nie pozbawiony brutalnej szczerości opowiada również o czasach drugiej wojny światowej i ataku Niemiec na Europę.
Wszystko to jest ciekawym tłem do ukazania uczucia jakie łączyło Thomasa i Alice, gdyż autorka koncentruje się przede wszystkim na swoich bohaterach.
Oczywiście w powieści ważną rolę odgrywa Kate. To ona jest niejako łącznikiem przeszłości z teraźniejszością.
Prócz odkrywania losów swojej babki, Kate odkrywa również uczucie tam, gdzie się go nie spodziewała i niejako od nowa układa swoje życie.
Autorce udało się zachować idealne proporcje pomiędzy obiema historiami. Mimo iż więcej czasu na karatach powieści poświęca przeszłości, nie zaniedbuje współcześnie toczącej się historii, a w dodatku nie robi z niej mdłego romansu.
Historia Kate bowiem, to opowieść o samotnej, młodej kobiecie, która utraciła wszystkich swoich bliskich i nie bardzo potrafi odnaleźć na powrót swoje miejsce w świecie.
To właśnie powrót do przeszłości sprawi, że odnajdzie swoją drogę i cel w życiu, a nowo odkryte uczucie będzie miało szansę się rozwinąć.
Czytając historię snutą przez autorkę, miałam wrażenie, jakbym czytała o ludziach, którzy żyli naprawdę. Jakby to była prawdziwa historia, a nie fikcja literacka.
Opowieść jest niezwykle barwna, poruszająca i dojrzała. Nie ma w niej zbytecznego patosu, tym bardziej opisane przez pisarkę uczucie wydaje się głębokie i prawdziwe. Ma w sobie subtelność, lekkość i autentyczność.
Cała historia jest niezwykle wciągająca i poruszająca.
I mimo iż zakończenie nie wyjaśnia jednej kwestii, to nie ma to negatywnego wpływu na odbiór całości.
Dodatkowo autorka w piękny sposób przedstawiła czytelnikowi piękno Korsyki, Paryża i Anglii.
Swoją opowieść napisała pięknym językiem, z niezwykłą dbałością o szczegóły, ale zachowując idealne proporcje pomiędzy akcją, a przedstawieniem otaczającego głównych bohaterów świata.
Tak jak wspomniałam na początku, nie miałam wielkich oczekiwań co do tej powieści, zwłaszcza, że „Utracona i odzyskana” to debiut Lucy Foley.
Okazało się jednak, że to prawdziwa perełka, a ja zachwyciłam się powieścią i jestem absolutnie przekonana, że sięgnę po kolejne książki tej autorki.
* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).
wtorek, 13 września 2016
Książkowe zakupy wrzesień...
Pierwsze w tym miesiącu książkowe zakupy zrobione.
Zamówienie złożone w Księgarni internetowej nieprzeczytane.pl
Tym razem dwie powieści obyczajowe. Ogromnie jestem ich ciekawa, więc zapewne już niedługo opinie na blogu.
* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).
niedziela, 11 września 2016
Władza absolutna wg Michała Gołkowskiego, czyli MOSKAL...
Z twórczością Michała Gołkowskiego pierwszy raz miałam styczność dość niedawno, za sprawą jego Komornika (pisałam o tej książce tutaj: Komornik. Michał Gołkowski)
Ostatnio ukazała się kolejna książka pisarza – MOSKAL. I to o niej chciałam dziś napisać.
Szczerze mówiąc, spodziewałam się tematyki fantasy umiejscowionej w bliżej nieokreślonych czasach, w bliżej nieokreślonym miejscu.
Zaczęłam czytać, czekam na ten wątek fantasty, czekam. Trochę się już niecierpliwię…
W końcu pojawia się motyw zjawisk nadprzyrodzonych. No jest!
I wiecie co?
Było już bez znaczenia, że na niego czekałam, że dostałam coś innego niż się spodziewałam.
Bo lektura Moskala tak bardzo mnie wciągnęła, że wszystko inne nie miało już znaczenia.
Powieść rozpoczyna się w czasach upadku w Polsce komunizmu, opowiada historię Artura. Człowieka, który pewnego dnia, na targu, kupuje pióro.
Pióro, które podobno należało do samego Stalina, którym Wódz podpisywał wyroki śmierci.
Od tego momentu, nic w życiu Artura nie będzie już takie jak przedtem. A kierunek jego poczynań, dążeń i starań, zmieni się diametralnie.
Nie chcę nic więcej pisać o fabule, bo odkrywanie tego, co przygotował czytelnikowi pisarz, to wyjątkowe przeżycie.
Ciężko choćby minimalnie przewidzieć, w którym kierunku podąży fabuła, przewidzieć rozwój wypadków.
Autor świetnie kreśli swoich bohaterów. Są postaciami z krwi i kości, a pisarz precyzyjnie i dokładnie odkrywa najmroczniejsze zakamarki ich duszy.
Wszystkie decyzje i czyny Artura da się usprawiedliwić, wytłumaczyć. Mimo moralnie wątpliwego wydźwięku niektórych jego poczynań, bohatera da się w pewien sposób lubić.
Jest on człowiekiem obrotnym, mądrym, bystrym. Podejmuje błyskotliwe decyzje, osiąga wiele.
Ale w pewnym momencie okazuje się, że to nie jego inteligencja tak mu pomaga.
Kieruje nim ktoś, kogo nie widać, nie słychać, a kto pragnie władzy tak bardzo, że popchnie Artura do najgorszych czynów, aby tą władzę uzyskać.
Michał Gołkowski stworzył świat gdzie króluje pieniądz, władza. Gdzie wygrywa ten, który nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel. Barwnie odmalował realia życia w Rosji, gdzie wszystko było możliwe, a ci, którym nie brakowało odwagi i determinacji, dostawali się na sam szczyt.
Jednocześnie to szczery aż do bólu obraz człowieka, który zatraca siebie w imię osiągnięcia tego czego pragnie. To obraz człowieka, który poświęca swoją duszę, aby uzyskać władzę.
Całość okraszona jest delikatną nutą fantastyki, na tyle subtelną, aby ukazać czytelnikowi, do czego może prowadzić wszechogarniające pragnienie władzy, ale nie na tyle dominującą, aby zwolnić bohatera od odpowiedzialności za swoje czyny.
Pisarz w bardzo sugestywny sposób przedstawił obraz Polski w czasach przemian. Fortun, które rodziły się na stadionach, bazarach i straganach. Szemranych interesów, z których rodziły się potężne grupy przestępcze.
Pierwsze magnetowidy, walkmeny, jeansy. Wszystko to, co w końcu dotarło do nas, po upadku komunizmu.
Michał Gołkowski z przyczyn oczywistych, gdyż urodził się w 1981 roku, nie mógł w pełni doświadczyć czasów komuny, jej ograniczeń i specyfiki. A jednak potrafił tak obrazowo i przekonująco opisać tamte lata, że odnosiłam wrażenie, jakbym tam była, oglądała to wszystko własnymi oczami, czuła zapach sprzedawanego w budkach jedzenia.
Moskal, to lektura porywająca. Momentami brutalna, ale zawsze szczera aż do bólu.
Akcja powieści trzyma w napięciu, wciąga, niepokoi i zachwyca.
Jednocześnie niesie ze sobą mocny przekaz i przestrogę, aby nigdy nie zapominać, co tak naprawdę w życiu się liczy.
Gdzieś przeczytałam, że każda książka Michała Gołkowskiego jest lepsza od swojej poprzedniczki.
Z racji tego, że mam za sobą tylko dwie książki autora, nie mam odpowiedniego porównania, ale patrząc na Komornika i Moskala, jestem przekonana, że ten kto to napisał, miał rację.
Ja czekam na kolejnego Komornika i następne powieści autora.
Michał Gołkowski ma przerażającą wyobraźnię, dzięki której – jestem tego pewna – powstaną kolejne niesamowite powieści.
Na samym końcu chcę jeszcze wspomnieć o wspaniałych grafikach w powieści. Oddają klimat książki, są niesamowite i piękne zarazem. Ich autorem jest Vladimir Nenov.
* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione
(Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).
niedziela, 4 września 2016
"Hard Beat. Taniec nad otchłanią" K. Bromberg. Kolejna opowieść z serii Driven.
"Hard Beat. Taniec nad otchłanią", to kolejna książka K. Bromberg z serii Driver.
Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od Wydawnictwa HELION – za co bardzo dziękuję!
Premiera książki już 28 września 2016.
O poprzednich książkach z serii driver pisałam tutaj:
W tym tomie serii poznajemy losy brata Rylee – Tannera. Jest on korespondentem wojennym dla jednej ze stacji telewizyjnych. Podczas jednej z reporterskich wypraw ginie jego wieloletnia przyjaciółka, która współpracowała z nim, robiąc zdjęcia do jego reportaży. Tanner nie mogąc sobie poradzić z wyrzutami sumienia, postanawia wrócić do ogarniętego wojną kraju, a jego szef przydziela mu nowego fotografa, którym okazuje się być Beaux Crossy. To co połączy ich oboje, to nie tylko wspólna praca, ale również namiętność i uczucie.
Zacznę od tego, że cała historia opowiadana jest w książce z perspektywy Tannera, a to nie zdarza się często w literaturze kobiecej. W dodatku narracja jest pierwszoosobowa, więc doskonale poznajemy Tannera, jego myśli, uczucia nim targające, wyrzuty sumienia po śmierci Stelli, rodzące się w nim uczucie do Beaux i wątpliwości związane z tajemnicami, które kobieta skrywa.
Przyznaję, że ciekawie było przeczytać historię, opowiadaną z punktu widzenia mężczyzny. Autorka bardzo dobrze nakreśliła postać Tannera, nie bała się pokazać, że pomimo pewnej dozy arogancji, zahartowania w niebezpiecznych sytuacjach i świadomości swojej zawodowej wartości, główny bohater ma uczucia, które na niego wpływają i silnie oddziałują na jego zachowanie.
Niestety z powodu pierwszoosobowej narracji, bardzo niewiele dowiedziałam się o samej Beaux. Nie poznałam motywów jej postępowania, aż do samego końca powieści. Nie rozumiałam niektórych jej zachowań, przez co początkowo była ona postacią, której nie lubiłam i która mnie irytowała. Na szczęście to się zmieniło, gdy poznałam jej motywy i co nią kierowało w podejmowaniu takich a nie innych decyzji.
Gdy tajemnice Beaux w końcu się wyjaśniły, wszystko to, co wydawało mi się niezrozumiałe w jej zachowaniu, nabrało sensu. A moje podejrzenia co do jej postaci, okazały się słuszne, dzięki czemu wybaczyłam Beaux wszystkie jej denerwujące mnie zachowania.
K. Bromberg przedstawiła również bardzo interesujący obraz pracy korespondenta wojennego, w kraju ogarniętym wojną. Pokazuje mechanizmy jakimi rządzi się praca w takim miejscu, pogoń za dobrym tematem reportażu, dążenie do wyprzedzenia o krok konkurencji i pragnienie sławy. A także adrenalinę, która towarzyszy takiej pracy i niebezpieczeństwo, które może czyhać w każdym miejscu.
Mimo, że akcja nie gna na złamanie karku, to powieść jest wciągająca i dobrze się ją czyta. A jako, że to literatura kobieca, to nie brak w niej emocji, uczuć i subtelnej erotyki.
Całość napisana jest dobrym językiem. To lekka powieść, której lektura z założenia ma dać chwile relaksu i odpoczynku od otaczającego nas świata.
To zadanie zostaje spełnione w 100%, tym bardziej, że autorka potrafi w sposób ciekawy snuć swoją opowieść, a jej bohaterowie to postacie z krwi i kości. Popełniają błędy, podejmują trudne decyzje, muszą się mierzyć z całą gamą uczuć, od wyrzutów sumienia, po strach, lęk, miłość.
Oczywiście w powieści nie brak dramatycznych wydarzeń, trudnych relacji pomiędzy Tannerem i Beaux, nieporozumień i tajemnic, które doprowadzą do zranionych uczuć. Ale mimo tego, to książka o sile miłości, poświęceniu, walce z samym sobą i zrozumieniu, co jest w życiu najważniejsze.
Fajnym zabiegiem jest również pojawienie się w powieści Rylee i Coltona. Mimo krótkich epizodów z ich udziałem, są to bardzo fajne momenty, ze szczyptą humoru i sarkazmu w wykonaniu Coltona.
Ucieszyłam się, że autorka napisała powieść o bohaterze drugoplanowym z początkowych tomów serii. Jeśli napisze o kolejnych, na pewno po nie sięgnę, gdy będę chciała spędzić wieczór z lekką i przyjemną powieścią.
*zdjęcie pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)






