środa, 24 maja 2017

"Komornik ++ Rewers" Michał Gołkowski



Pisarza Michała Gołkowskiego „poznałam” dzięki jego dwóm książkom ( o obu pisałam na blogu), Komornik oraz Moskal.
Już po lekturze Komornika doszłam do oczywistego wniosku, że pisarz ma fascynującą wyobraźnię.
Wczoraj skończyłam czytać Komornik++ Rewers i doszłam do kolejnego oczywistego wniosku, że wyobraźnia autora jest w takim samym stopniu fascynująca, co przerażająca.

Komornik ++ rozpoczyna się dokładnie w tym momencie, w którym zakończył się tom pierwszy. 
Nie ma żadnego „pitu pitu”, czytelnik od pierwszego zdania wrzucony jest w sam środek akcji, a autor do ostatniej strony nie zwalnia, nie daje odetchnąć Ezekielowi, poniewiera nim jak tylko może.

W pogoni za Dłużnikiem, a przy okazji gościem, który zalazł mu mocno za skórę – Jonaszem – Ezekiel podejmuje się wyprawy na terytorium Rewersu, a to co tam zobaczy i czego doświadczy, będzie prawie jak podróż Dantego przez piekło. Tyle, że w niepowtarzalnym stylu Michała Gołkowskiego, ociekającego sarkazmem, humorem i niewybrednym językiem.
Oczywiście akcja powieści nie toczy się tylko w Rewersie, ale nic więcej napisać się nie da, żeby nie zdradzić fabuły.
Napiszę tylko, że choćbym nie wiem jak bardzo się starała, nie pomyślałabym nawet, że autor wymyśli taki właśnie rozwój akcji.

Pomysły jakie zaserwował czytelnikowi pisarz przyprawiały o ciarki, a w głowie kołatała mi się myśl „skąd on czerpie takie pomysły? W jaki sposób wpadł na coś tak… chorego”. 
Blask był dla mnie chorym miejscem już w pierwszym Komorniku, ale Rewers, który poznajemy  w drugim tomie bije wszystko na głowę.
Przez całą lekturę towarzyszyła mi mieszanka różnych emocji,  fascynacja, rozbawienie, przerażenie, smutek i niekłamana radocha.
I zdziwienie. O tak. To najczęściej.  
Bywały momenty, że myślałam  „Jezu Chryste (później okazało się, że to wyjątkowo nietrafiony dobór słów), co ten Gołkowski znów wymyślił”

Akcja całej powieści jest bardzo dynamiczna, dzieje się bardzo dużo i co tu dużo pisać, jak zwykle Ezekiel ma pod górkę.
Choć w tym tomie, to nie jakaś tam mała górka, to takie Mount Everest wśród kłopotów i przeciwności losu.
Sam główny bohater to wciąż ten sam cyniczny Komornik, brutalny, walący prawdą prosto między oczy, z wyrzutami sumienia, co do których był pewny, że już dawno pochował je gdzieś na dnie swojej duszy.

Komornik ++ Rewers to absolutnie rewelacyjna książka. Nie sądziłam, że to możliwe, ale w mojej ocenie jeszcze lepsza od pierwszego tomu.
Świat Po, który stworzył autor jest w równym stopniu fascynującym co przerażającym miejscem. 
W powieści nie brak sytuacji humorystycznych, które dzięki kwiecistemu językowi Ezekiela wywoływały we mnie ataki śmiechu. Sporo różnych przytyków i kpiny z tego co dzieje się obecnie na świecie, które wyłapie każdy, kto czyta, a nie tylko kartkuje książki.

Zakończenie nastąpiło w takim momencie, że mimo zachwytu, miałam też  chęć mocno potrząsnąć autorem za taki numer.
No bo cóż mi teraz pozostaje? Tylko grzecznie czekać na trzeci tom, a jak już kiedyś pisałam, z cierpliwością u  mnie bardzo krucho.


Książki czytam praktycznie wszędzie, nawet w komunikacji miejskiej w drodze do i z pracy. Dwa dni temu  jadąc do pracy, usłyszałam taką wypowiedź młodego człowieka, który wraz z kolegą siedział za mną, na oko gimnazjalisty:
„patrz chłopie, taka stara babka, a czyta Komornika”.
Rozbawiło mnie to, bo prócz opinii o moim podeszłym! wieku, chłopak zapunktował, bo  znał Komornika.  

Na koniec chcę tylko wspomnieć o wspaniałych grafikach w powieści. Idealnie oddają klimat Komornika, stanowią świetne uzupełnienie fabuły.







poniedziałek, 22 maja 2017

Trzecie książkowe zakupy w maju

Maj już się pomału kończy, ale to nie znaczy, że kończą się książkowe zakupy.
Tym razem dwie paczki.
Pierwsza z Aros.pl, a w niej Narrenturm A. Sapkowskiego (tak wiem, wstyd się przyznać, ale jeszcze nie czytałam) oraz MaddAddam M. Atwood.



Druga paczka dziś odebrana z empik.com, a w środku druga książka B. Sandersona z serii Alcatraz kontra Bibliotekarze oraz kupiona pod wpływem impulsu Złotowidząca.
Jestem dość pozytywnie zaskoczona cenami na empik.com w porównaniu do stacjonarnego salonu.Może to jeszcze nie są ceny z np. Arosa, ale już im niedaleko.

P.S.
Na zdjęciu mistrzyni drugiego planu - Bazyla

środa, 17 maja 2017

"Pierworodna" Tosca Lee. Drugi tom serii Piętno Krwawej Hrabiny


„Pierworodna” to drugi tom serii Piętno Krwawej Hrabiny. O tomie pierwszym pisałam tutaj:  POTOMKOWIE


Druga część rozpoczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym zakończył się tom pierwszy.
Audra odzyskuje większość wspomnień, dowiaduje się, że ma córkę Evę i że dla jej bezpieczeństwa musi zniknąć z jej życia.
Dodatkowo Luka zostaje porwany i od tego czy Audra odnajdzie i dostarczy pamiętnik Elżbiety Batory dla Historyczki, zależeć będzie jego życie.
Akcja powieści od razu rusza z kopyta. Nie ma żadnego wprowadzenia, przypomnienia wydarzeń z poprzedniego tomu.
Czytelnik zostaje wrzucony w sam środek wydarzeń. Na szczęście pierwszy tom ukazał się nie tak dawno temu, więc nie trzeba czytać go ponownie, aby przypomnieć sobie, co się działo w pierwszej części.

Co do fabuły, to mam mieszane uczucia. Sporą jej część zajmują nieustające pościgi za Audrą i jej towarzyszami. Ciągłe zmiany samochodów, strzelaniny, pułapki. I tak cały czas.
Ja rozumiem, że jest ona najbardziej poszukiwaną z Potomków, ale ile można czytać o ciągłym pościgu? Dla mnie było tego zwyczajnie za dużo, w pewnym momencie już mnie nużyły opisy kolejnych ucieczek i pościgów.
Ciekawe natomiast były kwestie związane z historią Potomków, samą Elżbietą Batory i talentami jakie posiadali Pierworodni.
Najciekawsze okazało się kilkanaście ostatnich rozdziałów. Wtedy akcja zaczęła się koncentrować na konkretnych wydarzeniach, autorka zaskoczyła mnie kilkoma wydarzeniami i tym jak rozwinęła się fabuła.

Narracja w powieści jest pierwszoosobowa, co okazało się szkodliwe dla bohaterów drugoplanowych. Bardzo dużo wiemy o Audrze,  trochę daje się nam poznać Luka. Ale cała reszta bohaterów jest mało wyrazista, praktycznie nic nie wiemy o ich przeszłości, o ich historii.
Wspierają Audrę w jej działaniach, pomagają, ale są mało widoczni. Uważam, że powieść przez to traci, bo już sama postać Błazna ma duży potencjał i szkoda, że nie został wykorzystany.

Akcja jest bardzo dynamiczna, dzieje się dużo i szybko. Ale tak jak pisałam powyżej, sporą część książki zajmuje ciągłe polowanie na Audrę przez Dziedziców.
Końcówka książki rekompensuje trochę nużące pościgi, wprowadza element zaskoczenia i zostawia otwartą furtkę dla kolejnych tomów.

Mimo, że Pierworodna nie podobała mi się tak jak Potomkowie, to nie jest to zła książka.
Na plus trzeba jej zaliczyć, że akcja rozgrywa się w Europie, koncentruje się na miejscach, z którymi była powiązana Elżbieta Batory. Autorka nie piętnuje Krwawej Hrabiny, poddaje w wątpliwość skalę dokonanego przez nią zła i porusza ważny temat odpowiedzialności kolejnych pokoleń za winy przodków.
Powieść czytało mi się dość szybko i dobrze. Autorka me lekki styl i potrafi zainteresować czytelnika.

Chociaż nie przepadam za pierwszoosobową narracją, to w przypadku tej książki, nie przeszkadzała mi ona aż tak bardzo, choć uważam, że przez to powieść straciła trochę.
Czy sięgnę po kolejne tomy jeśli się ukażą?
Raczej tak, bo tak już mam, że muszę się dowiedzieć, jak dana historia się kończy. 


poniedziałek, 15 maja 2017

Książkowe zakupy maj - odsłona druga

Dziś odebrałam dwie paczki z książkami. Jedną paczkę z Gandalf.pl z nowym Komornikiem M. Gołkowskiego, na którą czekałam z niecierpliwością oraz drugą paczkę z Aros.pl z całą resztą.

Tym razem w większości, to powieści obyczajowe i jedna dla nastolatek, co do której byłam przekonana, że jest dla starszego czytelnika (nie wiem dlaczego). Trzy powieści z gatunku fantasy w tym jedna autorki, o której nic nie słyszałam.
Tak czy inaczej, radość w sercu  jest. Stos nieprzeczytanych książek się powiększa, ale jak na rasowego książkoholika przystało, nie potrafię się oprzeć przymusowi kupowania kolejnych książek.


Moim książkowym zakupom niezmiennie patronuje i kibicuje Frędzel, samozwańczy władca świata. 

piątek, 12 maja 2017

Strażnicy Galaktyki 2

Kilka dni temu udało mi się dotrzeć wreszcie na wyczekiwanych przeze mnie Strażników Galaktyki 2.
Lubię filmy na podstawie komiksów, lubię filmy Marvela, pierwsza część Strażników Galaktyki, pomimo moich obaw, bardzo mi się spodobała.Poszłam do kina pełna nadziei na świetną rozrywkę ze sporą dawką humoru.  Czy spełniły się moje oczekiwania? 
Tak!

Gdybym chciała o swoich wrażeniach napisać zaraz po seansie, w jednym zdaniu, byłoby to coś w stylu „boziu, jaki ten film jest świetny, jak super się bawiłam, jestem zachwycona i nie mogę się doczekać na kolejne części”.
Ale dałam sobie czas na ochłonięcie i co mogę napisać? 
Ah, no tak, w zasadzie to samo, czyli „boziu, jaki  ten film jest świetny, jak super się bawiłam, jestem zachwycona i nie mogę się doczekać na kolejne części”.

Ale aby nie było jednozdaniowo, chcę rozwinąć mój zachwyt nad tym filmem.
Filmy Marvela są dla mnie typową rozrywką, bez ukrytych znaczeń, bez wielkiej głębi czy ogromnych rozterek i dylematów moralnych bohaterów.
To ma być kino, które ma dostarczyć rozrywki, świetnej strony wizualnej, dobrego aktorstwa, odpowiedniej dawki humoru i okrasić to wszystko odrobiną wzruszeń.

Wszystko powyższe w Strażnikach Galaktyki 2 dostałam, a nawet więcej, bo bardzo fajną ścieżkę muzyczną i kilka scen bezwstydnie drwiących z oklepanych schematów.
Poczucie humoru było, nawet sporo. Było też trochę wzruszeń i nawet w jednym momencie mogła się zakręcić łza wzruszenia w oku. Było też odpowiednio wiele typowo amerykańskiego patosu, ale bez przesady. Była niesamowita przygoda i zabawa. 

Na ekranie prócz znanych do tej pory bohaterów, pojawiło się kilku nowych, którzy mimo swojego drugoplanowego charakteru ubarwili fabułę swoją obecnością.
Mimo, że rozwinięcie fabuły było do przewidzenia, zakończenie łatwe do odgadnięcia, to film oglądało mi się świetnie.
Aż żal było, że akcja zmierza do punktu kulminacyjnego i niedługo nastąpi zakończenie.
Na szczęście po napisach Marvel dał widzom kilka dodatkowych scen, więc polecam każdemu pozostanie w kinie do samego końca.

Akcja oczywiście skupia się na znanych nam już z pierwszej części postaciach. Niewątpliwym złodziejem uwagi i sympatii jest mały Groot, który momentami kradnie całe sceny.
Nie sposób było się nie rozczulać nad tym małym rozrabiaką, nie śmiać z jego wyczynów.

Co ważne, w filmie nie ma wyeksponowanego wątku miłosnego, a sympatia i wzajemne przyciąganie pomiędzy Gamorą a Peterem jest pokazany w bardzo zabawny sposób.
W filmie pokazano, że rodzina to nie tylko więzy krwi, ale również – a może przede wszystkim – relacje zbudowane na prawdziwej przyjaźni, choćby z absolutnie obcymi ludźmi, którzy nierzadko stają się nam bliżsi niż prawdziwa rodzina.

Strażnicy Galaktyki 2 sprawili, że do domu wróciłam z ogromnym uśmiechem na ustach i pozytywnym samopoczuciem. Film bardzo dobrze spełnił swoje zadanie – dostarczył mi świetnej rozrywki, rozbawił, wzruszył, narobił chęci na więcej.
Cóż więcej mogę dodać? A tak, już wiem „boziu, jaki ten film jest świetny, jak super się bawiłam, jestem zachwycona i nie mogę się doczekać na kolejne części”.


*zdjęcie pochodzą ze strony www.filmweb.pl



wtorek, 9 maja 2017

"Calamity" Brandon Sanderson

Seria Mściciele autorstwa Brandona Sandersona spodobała mi się od pierwszego tomu.
Już sam pomysł na superbohaterów, którzy są źli mnie zauroczył.
A że sposób pisania autora bardzo przypadł mi do gustu już od czasu przeczytania jego pierwszej książki, byłam pewna, że i ta seria mi się spodoba.

Na trzeci tom przyszło mi czekać dość długo. Ale uważam, że było warto i „Calamity” to świetne zamknięcie trylogii o Epikach i Mścicielach.
Akcja powieści dzieje się w niedalekim czasie po wydarzeniach rozgrywających się w tomie drugim.
David, Megan i niedobitki z grupy Mścicieli próbują zrobić wszystko, aby przeciągnąć Profesora z powrotem na stronę ludzi. Aby tego dokonać, będą musieli zrobić wszystko, aby znaleźć jego słaby punkt i doprowadzić go do konfrontacji ze swoim strachem.
To będzie ryzykowna rozgrywka, zwłaszcza, że Profesor ma swoje plany i niestrudzenie dąży do ich realizacji.

„Calamity” to powieść lekka, pełna dynamicznej akcji i obrazowych pokazów mocy i walk.
To takie Avengers, tylko, że ci co powinni być dobrzy i bronić ludzi, są do szpiku kości źli i życie ludzkie nie ma dla nich żadnego znaczenia.
Nie liczą się z ofiarami podczas walk o władzę pomiędzy sobą, zabijają z zimną krwią.
Brandon Sanderson sprawnie prowadzi akcję aż do spektakularnego zakończenia, trzyma w napięciu, rozwija wątek, który w poprzednim tomie ledwie zarysował i tym samym zaskakuje czytelnika pomysłem na zakończenie trylogii.

Cała trylogia jako jedyna z dwóch serii autora, rozgrywa się na ziemi, w czasach mniej więcej  obecnych.
Autor bardzo ciekawie ukazuje do czego doprowadziło USA dziesięć lat pod jarzmem Epików.  Świetnie ukazuje charaktery swoich bohaterów, ich lęki, obawy i co ich motywuje do walki z Epikami.
A pomysł na to, aby tym co może pokonać moc Epika był strach przed najgłębiej skrywanym lękiem, udowadnia, że to właśnie strach jest największym wrogiem człowieka.
To właśnie strach ogranicza ludzi, ich działania, zadusza w zarodku marzenia, powstrzymuje przed działaniem.
Robiąc ze strachu jedyną broń przeciwko Epikom, autor pokazał, jakie to uczucie może być destrukcyjne.

W Calamity główne skrzypce odgrywają David i Megan. Pozostali członkowie grupy oraz postacie drugoplanowe są mniej wyraziste, choć również ciekawe.
Pomimo tego, że praktycznie cała powieść skupia się na wątku nieuniknionej konfrontacji z Profesorem, autor wplótł w fabułę kilka innych i bardzo ważnych wątków.
Nie brakuje  w powieści poczucia humoru i żartów językowych.

Sanderson sprawił, że temat superbohaterów nabrał świeżości, a magia, którą się posługiwali jest nietypowa i ciekawa.
Zakończenie jest otwarte, choć większość wątków pozostała zamknięta.
Autor nie byłby jednak sobą, gdyby nie zostawił otwartej furtki dla ewentualnej kontynuacji serii. Absolutnie nie przeszkadza mi to, a wręcz ucieszyłam się, że jest szansa, że Mściciele powrócą.

Nie będę się rozwodzić nad stylem pisania autora czy sposobem na ukazywanie bohaterów. Ja zwyczajnie uwielbiam sposób pisania Sandersona, jestem jego wierną fanką od bardzo dawna.
Lubię to w jaki sposób wprowadza czytelnika do swojego świata, bez zbytniego pośpiechu, dokładnie i szczegółowo.
Lubię to, że potrafi mnie zaskoczyć, zmylić, zasmucić, doprowadzić do śmiechu.
Ale najbardziej lubię to, że jego historie mnie oczarowują, wciągają bez reszty do swojego świata, sprawiają, że przez pewien czas żyję życiem jego bohaterów i wraz z nimi przeżywam niesamowite przygody.
Tak było i tym razem, podczas lektury Calamity.
Teraz pozostaje mi czekać niecierpliwie na kolejne książki tego autora, które na pewno wylądują na półce „najlepsze z najlepszych” obok kilku innych, uwielbianych przeze mnie autorów.

piątek, 5 maja 2017

Książkowe zakupy maj

Pierwsza paczka z zamówieniem dotarła 2 maja.
Zamówienie z merlin.pl zrobione w kwietniu, ale z racji premiery Calamity - trzeciego tomu trylogii Mściciele B. Sandersona i wznowienie pierwszego tomu serii Czarny Pryzmat, paczka dotarła dopiero teraz.

W maju ma się ukazać sporo książek na które czekam z utęsknieniem. O kolejnych zakupach więc już niebawem.


środa, 3 maja 2017

"Pocałunek na pożegnanie" Tasmina Perry

„Pocałunek na pożegnanie” to historia dwóch kobiet – Abby oraz Rosamund.
Historia tej drugiej rozgrywa się w 1961 roku, gdy zimna wojna odciskała największe piętno na świcie, czasy były niepewne i niespokojne.
Opowieść o Abby dzieje się w 2014 roku, gdy kobieta dowiaduje się o zdradzie męża. Gdy znajduje w starym archiwum zdjęcie Rosamund i Dominica Blake’a, dziennikarza i podróżnika,  zrobi wszystko aby rozwiązać zagadkę jego tajemniczego zaginięcia w  1961 roku.

Akcja powieści toczy się dwutorowo, ale za sprawą Rosamund, która w 2014 roku żyje i staje się również aktywnym uczestnikiem współczesnych wydarzeń, przeszłość i teraźniejszość będą się przenikać i splatać ze sobą.
Autorka bardzo sprawnie nakreśliła swoich bohaterów, dobrze oddała ich charaktery, wewnętrzne rozterki i niepewność.
Skoncentrowała się na Abby i Rosamunde, ale nie zapomniała o męskich bohaterach powieści.
Dużo więcej czasu w powieści poświęca wydarzeniom z 1961 roku niż tym z 2014, ale samej książce wychodzi to tylko na dobre.
Historia uczucia Rosamunde i Dominica jest ciekawa, a jego zaginięcie wprowadza do fabuły bardzo intrygujący wątek szpiegowski, którym autorce udało się mnie nawet zaskoczyć.
Oczywiście pewne rozwiązania są dość łatwo przewidywalne, ale niektóre nie i to sprawia, że powieść czyta się z dużym zainteresowaniem.

Jeśli chodzi o wydarzenia z 2014 roku, te dotyczące Abby, to Tasmina Perry bardzo trafnie ukazała jak wygląda życie we współczesnym świecie, gdzie ciągły pośpiech, dążenie do  materialnego komfortu  sprawia, że ludzie zatracają po drodze to co najcenniejsze – uczucia, więzi, proste, ale jakże ważne w każdym związku gesty i zwyczaje, np. wspólne wypicie kawy rano, wyjście do kina, czy zwykła rozmowa.
Ukazuje jak bardzo można się od siebie oddalić, mimo łączącego ludzi uczucia, jak stracić ze sobą kontakt, mimo, że mieszka się razem, żyje razem.
Co ważne, pokazała również, że rezygnacja z marzeń na rzecz finansowego dobrobytu może pozbawić ludzi celu w życiu.

Autorka w swojej powieści sprawnie żongluje informacjami, próbuje zmylić czytelnika, wprowadzić zamieszanie. Nie unika trudnych tematów, a brak schematów w wątku Abby jest dużym plusem. Nie ma tu bowiem typowego rozwiązania  „mąż ją zdradził, załamała się, poznała nowego i wspaniałego faceta i wszyscy żyli długo i szczęśliwie”.
Wątki miłosne są prowadzone z wyczuciem i subtelnością. Czytając o problemach Abby w małżeństwie czy rodzącym się uczuciu pomiędzy Rosamund a Dominiciem, odnosiłam wrażenie, że gdyby ci bohaterowie żyli naprawdę, to tak właśnie mogłaby wyglądać ich historia.

Autorka ma lekki styl, powieść czyta się przyjemnie i szybko. Potrafi wciągnąć czytelnika w świat swoich bohaterów, zainteresować ich losami i sprawić, że nie bacząc na późną porę i konieczność pobudki o świcie, czyta się kolejny rozdział kosztem snu.
Na koniec dodam tylko, że urzekła mnie również okładka. Delikatna i subtelna, w stylu starej fotografii, od której zresztą rozpoczęła się historia opisywana w powieści.






niedziela, 30 kwietnia 2017

Książkowe zakupy kwiecień - odsłona trzecia

Wydawnictwo MAG ma w swoim asortymencie wiele książek świetnych pisarzy.
Ma również książki wydawane w ramach serii Uczta wyobraźni. Są to perełki w swoim gatunku.

Kilka dni temu dotarła do mnie przesyłka z dwiema książkami z serii Uczta wyobraźni. Obie to nowości.
Ciemny Eden oraz Stulecie przemocy.


Obie książki są objęte patronatem mojego szalonego kocura Frędzla.

czwartek, 27 kwietnia 2017

"Siedem Sióstr" Lucinda Riley. Pierwszy tom serii Siedem Sióstr.

„Siedem Sióstr” to powieść rozpoczynająca cykl o tym samym tytule.
Akcja powieści rozpoczyna się od śmierci Pa Salta – adopcyjnego ojca sześciu młodych kobiet. Nie łączą je więzy krwi, łączy adopcyjna rodzina i miłość.
Najstarszą z nich jest Maja, jako jedyna mieszkająca w rodzinnej posiadłości z Pa Saltem. Ale śmierć ojca zaskakuje i ją, gdy przebywa z wizytą u koleżanki w Anglii. Gdy otrzyma straszną wiadomość o jego śmierci, wróci do domu, aby się dowiedzieć, że pogrzeb już się odbył, a reszta jej sióstr właśnie wraca do domu.
Gdy spotkają się tam wszystkie, okaże się, że ich ojciec zostawił każdej z nich list ze wskazówkami jak odkryć swoje pochodzenie oraz piękną rzeźbę na której zostawił współrzędne geograficzne miejsca urodzenia każdej z jego sześciu córek.

Autorka powieści – Lucinda Riley – dość szczegółowo wprowadza czytelnika w świat swoich bohaterów. Pierwszy tom serii opowiada historię Maji, która była pierwszą dziewczynką, którą adoptował Pa Salt.
On sam pozostaje wciąż tajemnicza postacią. Wiemy o nim jedynie, że był bogatym biznesmenem i podróżował w sprawach służbowych po całym świecie. Oraz, że adoptował sześć dziewczynek, nadając im imiona gwiazd z  konstelacji Siedmiu Sióstr.
Fabuła powieści luźno krąży wokół legendy o tej konstelacji i nie trudno odnieść wrażenie, że fascynuje ona autorkę.

Zbieg kilku niespodziewanych wydarzeń sprawi, że Maja nagle wyjedzie do Brazylii, aby tam odszukać swoje korzenie i poznać swoich przodków.  Jej śledztwo doprowadzi ją do historii jej prababki, która żyła w  czasach Belle Époque, do jej niespełnionej miłości, rodzinnych tajemnic.
W czasie swojego pobytu w Rio de Janeiro, pomagać Maji  w sledztwie będzie  pisarz, którego książkę tłumaczyła na język frnacuski  - Floriano.

Autorka swoją historię opowiada niespiesznie. Nie ma pędzącej na złamanie karku akcji. Za to dobrze poznajemy bohaterów, których wykreowała.
Akcja powieści dzieje się dwutorowo, współcześnie i dotyczy Maji oraz z czasów Belle Époque i opowiada historię Izabeli, jej prababki. Prócz fikcji literackiej i fikcyjnych postaci, autorka wplotła w swoją fabułę prawdziwe wydarzenia i autentyczne postacie.
Historia Izabelli będzie związana z powstawaniem słynnego pomnika Chrystusa Odkupiciela. Dzięki temu możemy dowiedzieć się wiele ciekawych informacji na jego temat, choćby to, że pomnik został zaprojektowany przez francuskiego rzeźbiarza polskiego pochodzenia Paula Landowskiego ale i mało znanych faktów, jak choćby to, że dłonie pomnika Chrystusa Odkupiciela powstały na bazie odlewu dłoni kobiecych.


Autorka bardzo sprawnie połączyła fakty historyczne z fikcją literacką.  Równie ciekawa jest historia z przeszłości, jak  ta dziejąca się współcześnie.
Bo prócz rozwikłania tajemnicy swojego pochodzenia, Maja będzie musiała zmierzyć się również z tajemnicami związanymi ze swoim adopcyjnym ojcem.
A nie ma co ukrywać, jest ich kilka. Choćby ta, dlaczego adoptował tylko sześć dziewczynek, skoro w legendzie o Siedmiu Siostrach, było ich siedem i czy gdzieś w świecie, nie ma jeszcze jednej córki Pa Salta. Również jego śmierć i błyskawiczny i nietypowy pogrzeb (ołowiana trumna z ciałem zatopiona w morzu) wskazuje, że z tym również wiąże się jakaś tajemnica.
I sam Pa Salt i jego pochodzenie. Jego córki uzmysławiają sobie, że niewiele o nim wiedzą, a już na pewno prawie nic o jego przeszłości, rodzinie, korzeniach.
Choć ja uważam, że wiem czyim dzieckiem będzie Pa Salt i skąd będzie pochodził.  Jestem ciekawa, czy moje podejrzenia każą się prawdziwe.

Jest wg mnie w tej powieści kilka nielogiczności, jak choćby to, że dorosłe kobiety nie wiedzą czym zajmował się ich ojciec i skąd pochodziło jego bogactwo, z którego one same przecież również korzystały, lub fakt, że kompletnie nie wiedziały nic o przeszłości swojego ojca, nie znały jego rodziny (jeśli takową miał), nie wiedziały nawet czy miał kiedyś żonę czy nie.
Strasznie to wg mnie naciągane, choć rozumiem, że ma służyć klimatowi powieści i być tajemnicą, którą będą musiały rozwiązać wszystkie siostry.
Również co do faktu śmierci Pa Salta mam swoje podejrzenia, ale nic o nich nie napiszę, aby nie psuć innym czytelnikom lektury.

Sama powieść jest ciekawa i wciągająca. Pomysł na serię, która będzie opowiadała historię każdej z sióstr, o jej przeszłości i związanych z nią tajemnicach, bardzo mi się podoba.
Ciekawi mnie również w którym kierunku pójdzie autorka, jeśli chodzi w wątki dziejące się współcześnie.
Powieść czyta się bardzo dobrze, a to za sprawą lekkiego pióra pisarki.
I choć już teraz wiem, że Maja nie zostanie moją ulubioną siostrą, to przyznaję, że Siedem Sióstr czytało mi się bardzo dobrze i chętnie sięgnę po kolejny tom (o tym kiedy ma się ukazać, piszę w zapowiedzi wydawnicze, premiery i nowości).

Lucinda Riley bardzo dobrze nakreśliła swoich bohaterów. Pokazała wszystkie ich wady i zalety, to czym się kierowali w swoim postępowaniu i dlaczego podejmowali takie, a nie inne decyzje. I mimo, że Maja wydała mi się mało ciekawą postacią, zbyt niezdecydowaną i wycofaną, to taki był właśnie zamysł autorki, aby w taki sposób ja ukazać. Z czasem czytelnik dowie się, skąd takie a nie inne zachowanie Maji i zrozumie lepiej tą postać.
Nawet wątki miłosne prowadzone są z wyczuciem i bez nadmiernej egzaltacji. Są ważne, ale nie spychają na boczne tory innych wątków. Tworzą pełne emocji tło dla wszystkich wydarzeń w powieści.
Autorka w sprytny sposób zostawia czytelnikowi wskazówki, które mogą pomóc w rozwiązaniu tajemnicy Pa Salta i ja już się cieszę na odkrycie kolejnych elementów układanki, jaką niewątpliwie okaże się wszystko co będzie miało związek z jego przeszłością.

*zdjęcie Chrystusa Odkupiciela pochodzi ze strony wikipedia.pl




środa, 26 kwietnia 2017

Książkowe zakupy kwiecień - część druga

Kwiecień to miesiąc, gdy przypada Dzień Książki, z racji tego wiele księgarni internetowych o stacjonarnych oferuje wiele promocji...
I co ma w takiej sytuacji zrobić rasowy książkoholik?
Otóż nic innego jak kolejne książkowe zakupy.

Kolejne dwa zamówienia z empik.com odebrane. Jedno w ramach doładowanej eKarty, drugie to książki kupione w promocji 3 w cenie 2.


W przesyłkach kilka książek na które czekałam, między innymi druga cześć Luny oraz serii Piętno Krwawej Hrabiny, czyli Pierworodna.
Prócz tego Duchowe życie zwierząt  i dwie powieści obyczajowe.
I psssssttt, ale zdradzę, że to nie koniec w kwietniu jeśli chodzi o książkowe zakupy. Ale co jeszcze zamówiłam napiszę po otrzymaniu przesyłek.