Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wilcza dolina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wilcza dolina. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 listopada 2018

„Świt między dobrym i złym” Marta Krajewska

„Świt między dobrym i złym” to drugi tom serii Marty Krajewskiej opowiadającej o przygodach
Bratmiła, chłopca, którego Opiekunka Wilczej Doliny szkoli na swojego następcę.
Chłopiec po dramatycznych wydarzeniach podczas poszukiwania siostry porwanej przez mamuny, zaczyna uczyć się wszystkiego, aby w przyszłości sam mógł zostać opiekunem.

Bratmił to mądry chłopiec, który nie jest wolny od wątpliwości i rozterek związanych z wyborem jego osoby na opiekuna. Z jednej strony cieszy się, że nim będzie, z drugiej jak to dziecko, obawia się czy podoła zadaniu, czy przez to nie będzie samotny jak Chaberka.
O tej ostatniej w tej części dowiadujemy się nieco więcej,  jak doszło do tego, że została opiekunką Wilczej Doliny i dlaczego sprawia wrażenie osoby chłodnej i tak bardzo opanowanej.
Autorka w swojej opowieści tworzy wyjątkowy klimat odciętej od świata górskiej doliny, małej, związanej ze sobą społeczności. Kreśli obraz dawnych wierzeń, kultury, tradycji. W Wilczej Dolinie wiara w bogów jest wciąż żywa i stanowi ważny element życia zamieszkujących ją ludzi.
Autorka pisze lekko, więc język jest łatwo przyswajalny dla młodego czytelnika, równocześnie tworzy wielobarwny i plastyczny obraz Doliny i jej mieszkańców.
Akcja opowieści jest bardzo wartka, pojawia się tajemnica do rozwikłania i mój ukochany mamun Munek, który znów kradnie opowieść innym bohaterom samym swoim pojawieniem się.
Uwielbiam tego stwora z paszczą pełną ostrych zębów i wyjątkowym poczuciem humoru.
Znów mamy również możliwość spotkania wiedźmy spod skały i jej wyjątkowo złośliwego kota.
Każda z wykreowanych przez Martę Krajewską postaci jest wielobarwna, wyrazista, pełna charakteru. To nie są idealni ludzie, mają swoje wady i zalety, smutki i radości.

Tak samo jak w poprzedniej części, autorka podkreśla jak ważne są szacunek dla przyrody, tradycji, przodków.
Do tego ubiera to w lekką formę, która z łatwością przemówi do młodego czytelnika i będzie dla niego zrozumiała, uzmysłowi mu, że każdemu należy się szacunek i pomoc w potrzebie, a prawdziwa przyjaźń nie zważa na żadne różnice.
Jednocześnie podkreśla jak niszczycielską siłą może się okazać upór i trwanie w złości, jak wiele złego mogą wyrządzić wypowiedziane w gniewie słowa i jakie mogą mieć skutki.


„Świt między dobrym i złym” to magiczna opowieść o chłopcu, którego życie nieodwracalnie się zmienia, który będzie musiał dorosnąć trochę szybciej niż jego rówieśnicy. Marta Krajewska hołubi ponadczasowym wartościom, zabiera czytelnika do świata słowiańskich wierzeń i tradycji, potrafi rozbawić i zaskoczyć.
Jestem pod urokiem tej serii i cieszę się, że to nie ostatnia powieść z przygodami Bratmiła, Chaberki i Munka (mam nadzieję, że autorka nie porzuci mojego ulubionego mamuna).
Jest coś tak wyjątkowego w tych niepozornych książkach, że przemawiają wprost do serca czytelnika, oczarowują, zachwycają i sprawiają, że nie chce się porzucać tego wyjątkowego świata wykreowanego przez autorkę.

Mimo, że „Świt między dobrym i złym” to książka kierowana do młodego czytelnika, to uważam, że każdy, niezależnie od wieku, odnajdzie w niej coś dla siebie i będzie to dobrze spędzony czas.
Wilcza Dolina to wyjątkowe miejsce, gdzie pośród ludzi wciąż pojawiają się starzy bogowie, gdzie dba się o zadowolenie domowników, a rodzanice nadal przepowiadają dziecku jego los.
Gdzie świat wydaje się być dużo prawdziwszy niż ten co nas otacza teraz.
Szczerze polecam „Świt między dobrym i złym” i jej poprzedniczkę „Noc między tam i tu” oraz pozostałe książki Marty Krajewskiej.
To pełne emocji i niesamowitych wydarzeń historie rozgrywające się w Wilczej Dolinie na wskroś przesiąknięte słowiańską mitologią.

piątek, 20 października 2017

"Zaszyj oczy wilkom" Marta Krajewska

„Zaszyj oczy wilkom” to drugi tom przygód młodej Opiekunki Vendy, mieszkającej w odciętej od świat Wilczej Dolinie i stojącej na straży bezpieczeństwa jej mieszkańców.
W tym tomie dziewczyna będzie musiała zmierzyć się z wilkołakiem, który pojawi się w dolinie, zobowiązaniem jakie zaciągnęła u Pana Lasu oraz demonami, które porwały dziecko Atry.
I jeszcze jednym „drobnym” szczegółem, jakim okażą się trzej obcy, którzy niespodziewanie przyjadą do doliny w poszukiwaniu skarbu.

Akcja powieści rozpoczyna się mniej więcej w tym czasie, w którym zakończył się tom pierwszy.
Rozpoczyna się kolejny rok życia doliny, DaWern powrócił zza Sinych Wód, Venda jest szczęśliwa. Ale ta idylla nie trwa długo.
Autorka dość szybko wrzuca bohaterów w wir wydarzeń.  Tak jak w pierwszym tomie, mamy tu poszczególne przygody i kłopoty, którym musi sprostać Venda, a w tle rozwija się wątek przepowiedni Pana Lasu i niebezpieczeństwa powrotu wszystkich wilkarów.
Te z pozoru niepowiązane ze sobą wątki okazują się ważnymi elementami przepowiedni, a decyzje i postępowanie powiązanych z nią bohaterów pokazują, że wszystko zmierza w kierunku, który wyznaczył dawno temu Pan Lasu.
Podoba mi się taki sposób konstrukcji fabuły, pozornie nie łączące się ze sobą wątki tworzą misterną sieć powiązań, o znaczeniu dużo większym niż się początkowo czytelnikowi wydaje.
Czym bardziej czytelnik zagłębia się w lekturę, tym więcej widzi zależności i tajemnic do odkrycia.


Akcja powieści (tak jak w poprzednim tomie) w całości rozgrywa się w Wilczej Dolinie. Ktoś mógłby zastanawiać się o czym można pisać, gdy wszystkie wydarzenia rozgrywają się w tym samym miejscu i kręcą wokół tych samych bohaterów.
Otóż można napisać wiele. Tak utkać sieć tajemnic, że ich wyjaśnienie mocno zaskoczy czytelnika. Można poplątać losy bohaterów bez przerysowania, stworzyć fabułę spójną i ciekawą.
Można wprowadzić nowych bohaterów, jednocześnie nie koncentrując się głównie na nich. Wreszcie można do samego końca trzymać czytelnika w niepewności, co do tożsamości wilkołaka oraz zakończyć powieść z takim przytupem, że nie pozostaje nic innego jak odliczać dni do premiery kolejnego tomu.
Właśnie to udało się Marcie Krajewskiej w jej powieści i należą się jej za to wielki ukłony.

Akcja jest bardzo dynamiczna, a styl pisarki niezmiennie zachwyca swoją lekkością. Do tego dochodzą bardzo plastyczne opisy Wilczej Doliny, otaczających ich lasów i gór.
To odcięte od świata miejsce, przesycone wiarą w bogów i w to co dziś nazwalibyśmy zabobonami jest pełne piękna i uroku, mimo niebezpieczeństw, które kryją się w lasach.
Życie w dolinie toczy się zgodnie z porami roku, a jego mieszkańcy to prości ludzie. Wbrew pozorom jednak, nie ma tam nudy czy monotonii, a  ludzie pełni są uczuć, silnych emocji i pragnień. Popełniają błędy, niekiedy kieruje nimi zazdrość i zawiść, co doprowadza do dramatycznych wydarzeń.
Atmosfera w dolinie jest trochę klaustrofobiczna, każdy zna każdego i wie praktycznie wszystko o swoim sąsiedzie.  Nikt nowy nie osiedla się w dolinie, a i mieszkańcy nieprzychylnie traktują każdego obcego zza gór, który się u nich zjawia i nie jest handlarzem.
Praktycznie każdy mieszkaniec doliny skrywa jakieś tajemnice, które w ten czy inny sposób udaje się odkryć Opiekunce.
Venda odczuje na własnej skórze czym grożą układy z bogami i krzywdzące oskarżenia ludzi, krytykowanie i ocenianie.
Będzie miała wątpliwości, czy potrafi sprostać pokładanych w niej nadziejach i w pewnej chwili sama zwątpi w swoje umiejętności i możliwości.
Podobało mi się takie kreowanie jej postaci, dzięki temu postrzegałam ją jako kobietę z krwi i kości, a nie twardzielkę nie do zdarcia. Porażki dodawały wiarygodności jej postaci i sprawiały, że nie można było mieć pewności czy wyjdzie zwycięsko z tej czy innej potyczki.
Jest jeszcze jeden element, który bardzo mi się spodobał, mianowicie szacunek do przyrody i słabszych od człowieka, tzn. zwierząt. Utkwił mi w pamięci jeden cytat, który idealnie to pokazuje:

„Las jest łaskawy dla tych, którzy są dobrzy dla lasu”


Powieść czyta się bardzo szybko, co jest w takim samym stopniu zaletą co  wadą.
Zaletą z przyczyn oczywistych, wadą natomiast dlatego, że książka szybko się kończy, kolejnego tomu jeszcze nie ma, a cierpliwość nie należy do moich zalet.
„Idź i czekaj mrozów” bardzo przypadła mi do gustu i miałam duże oczekiwania względem „Zaszyj oczy wilkom”. Marta Krajewska wszystkim im sprostała i zrobiła to wspaniale.
Zostałam zabrana w magiczne miejsce, pełne tajemnic i niesamowitych wydarzeń, gdzie nic nie jest ani tylko dobre ani tylko złe.
W bohaterach powieści tyle samo jest pozytywnych co i negatywnych cech charakteru, dzięki temu są bardzo wyraziści i nie da się przewidzieć jak postąpią w danej sytuacji.
A kolejne elementy układanki jaką jest przepowiednia Pana Lasu są odkrywane powoli, niejako mimochodem. Potęguje to apetyt na kolejny tom serii, pozostawiając czytelnika z większą ilością pytań, niż miał na początku lektury.

Na końcu chcę wspomnieć o pięknych i bardzo klimatycznych ilustracjach w tekście.  Ich autorką jest
Bernadeta Leśniowska – Gustyn i uważam, że idealnie oddała nimi klimat powieści.
Żałuje tylko, że jest ich tak mało, bo jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia.

„Zaszyj oczy wilkom” oceniam bardzo dobrze. Jestem zauroczona Wilczą Doliną, zaintrygowana fabułą i niecierpliwie czekam na to, w jaki sposób wypełni się wisząca na doliną przepowiednia Pana Lasu.
Nie wiem jeszcze kiedy będzie kolejny tom, ale już teraz czekam na niego niecierpliwie.




czwartek, 14 września 2017

"Idź i czekaj mrozów" Marta Krajewska

„Idź i czekaj mrozów” to książka, którą kupiłam tylko z jednego powodu – akcja powieści rozgrywa się w świecie słowiańskich bogów, wierzeń i mitologii.
Nie znałam autorki, nigdy wcześniej nie słyszałam o tej książce. Kupiłam totalnie w ciemno i okazało się, że to był strzał w dziesiątkę.

Akcja powieści rozgrywa się w małej górskiej dolinie, zwanej Wilcza Dolina. Sto lat wcześniej rządził tam okrutny ród Wilkarów.
Ludzie żyli w strachu, nierzadko kończąc jako pokarm, do czasu aż potężna czarodziejka podstępem zabiła wszystkich wilkookich.
Obecnie, sto lat od tamtego wydarzenia, po  zamku pozostały jedynie ruiny, choć ludzie wciąż obawiają się powrotu Wilkarów do doliny.
Akcja rozpoczyna się od gwałtownej śmierci Opiekuna doliny (Żercy?). W ponury sposób dowiaduje się o tym jego przybrana córka Venda, gdyż powraca on jako żywy trup i próbuje się nią posilić. Dziewczynę ratuje nie kto inny, a młody wilkar DaWern, który jest ostatni ze swojego gatunku i właśnie powrócił do Wilczej Doliny.
Splot różnych wypadków sprawi, że Venda zostanie Opiekunka doliny, a jednocześnie wmiesza się w niebezpieczną rozgrywkę z demonami i Panem Lasu (Bogiem Wilkarów).

Zacznę od tego, że już jakiś czas temu zaczęłam mocniej interesować się mitologią Słowiańska, więc i książki, które do niej nawiązywały pojawiły się na moje półce.
Ciekawią mnie nasze dawne obyczaje, wierzenia, demonologia, bogowie, boginki.
Pod tym względem Idź i czekaj mrozów, to świetny wybór.
W powieści ludzie nie tylko wierzą w słowiańskich bogów i demony. One istnieją rzeczywiście i stanowią realną część ich życia. Zagrażają im, ale i pomagają. Można ich spotkać po zapadnięciu zmroku, choć dla większości tych, którzy się na nich natkną, nie kończy się to zbyt dobrze.
Autorka obrazowo opisała życie ludzi w górskiej dolinie, ukazała jak ważna była dla nich wiara, tradycje, obyczaje.

W powieści mamy cała plejadę bohaterów, bardziej i mniej ważnych, ale każdy odgrywa swoją rolę. Najważniejsza oczywiście jest Venda, to ona jest spoiwem wszystkich wydarzeń w książce.
Z racji tego, że fabuła koncentruje się na odciętej od świata osadzie, to nie ma co spodziewać się nagłego wprowadzenia nowych bohaterów. Ale to nie jest wada, wręcz przeciwnie.
Trochę klaustrofobiczna atmosfera spotęgowana jest pojawiającymi się w mroku potworami i demonami. Mroczny las i poczucie ciągłego zagrożenia sprawia, że ludzie każdego wieczora zapalają pochodnie rozstawione dookoła wioski, w nadziei, że to zatrzyma niebezpieczeństwo (od razu skojarzyło mi się to z filmem Osada).
W tym niepewnym świecie, ludzie żyją, kochają, nienawidzą, rodzą się i umierają.
Składają ofiary bogom i starają się unikać niebezpieczeństwa.
Całości klimatu dopełnia stara wiedźma spod skały oraz Wilkar, człowiek będący jednocześnie wilkiem.

Autorka bardzo dobrze kreuje swoich bohaterów. To nie herosi czy bohaterowie, to ludzie prości, zabobonni, pełni lęku i strachu przed stworzeniami nocy.
A gdy pojawia się zagrożenie, ufający, że młoda opiekunka Venda ich ochroni.
Co ważne, każdy z bohaterów powieści to człowiek z krwi i kości. Bez trudu mogłabym uwierzyć, że Marta Krajewska opisała istniejącą kiedyś osadę i jej mieszkańców, zrobiła to bowiem bardzo realistycznie.
Venda również nie jest ukazana jako wszystkomogąca bohaterka. To dziewczyna pełna niepewności, czasem lęku, tym bardziej ją polubiłam, że nie bała się prosić o pomoc i wsparcie.
Na duże uznanie zasługuje również  główny bohater – Wilkar DaWern. Połączenie dzikości wilka i łagodności człowieka w jednej osobie dało bardzo ciekawy efekt i sprawiło, że nie sposób było go nie polubić.


Fabuła jest bardzo ciekawa, choć osobiście spodziewałam się bardziej zarysowanego głównego wątku, który toczyłby się na równi z pomniejszymi wydarzeniami w dolinie. Tak się nie dzieje, bowiem opisane na okładce książki stare proroctwo, które ma się wypełnić, jest jedynie zaakcentowane, a znaczenia i wagi nabierze dopiero pod koniec powieści.
Oczywiście jest to dopiero pierwszy część serii, więc domyślam się, że ten wątek będzie się rozwijał w kolejnych tomach.
Mimo to, akcja jest bardzo dynamiczna i wiele się w książce dzieje. Autorka zaskoczyła mnie kilka razy i zmyliła całkowicie, zapisuję  jej to na duży plus.
Dałam się oczarować sennej dolinie, jej klimatowi, słowiańskim zwyczajom, wierzeniom i zabobonom.
Co jeszcze zasługuje na uznanie, to sposób poprowadzenia wątku miłosnego.
Nie dominuje on fabuły, nie gra pierwszych skrzypiec, ale czuć że jest ważny.

Podoba mi się również sama konstrukcja powieści. Fabuła, mimo iż obraca się wokół Vendy i jej roli jako opiekunki, to nie koncentruje się tylko na tym co ją spotyka. Dziewczyna uczestniczy w tym co przytrafia się pozostałym mieszkańcom doliny, przez co czytelnik ma wgląd w poszczególne wydarzenia z perspektywy Vendy i tych, których one dotyczą.
Język powieści jest lekki i dostosowany do opisywanego świata. Powieść ze strony na stronę coraz bardziej wciąga i ciekawi. Czyta się ją szybko i z ogromną przyjemnością.
Oczywiście z racji tego, że to dopiero pierwszy tom serii, to zamiast wyjaśnić niektóre tajemnice, autorka wprowadza kolejne, czym jeszcze bardziej intryguje i zachęca do sięgnięcia po kolejna swoja powieść.

„Idź i czekaj mrozów” oceniam bardzo dobrze.
To fascynujący i barwny świat słowiańskich wierzeń i folkloru, z mrocznym klimatem i atmosferą odciętej od świata, górskiej doliny. To tajemnica i starożytne proroctwo, ciekawi bohaterowie i niespodziewane zwroty akcji.
To wreszcie intrygująca fabuła, oraz zakończenie, które sprawia, że aż się zgrzyta zębami z powodu konieczności czekania na kolejny tom.
Ale ten już niedługo, bo ma się ukazać jeszcze we wrześniu, co niezmiernie mnie cieszy.