niedziela, 24 lipca 2016

"Dziecko Odyna" Pasjonujący pierwszy tom Sagi Kruczych Pierścieni






Hirka ma piętnaście lat i nie ma ogona, który posiada reszta mieszkańców krainy Ym.
Straciła go w dzieciństwie, odgryzł go wilk.
Dziewczyna mieszka i podróżuje wraz z ojcem, który jest zielarzem i lekarzem. Uczy ją od najmłodszych lat sztuki leczenia ludzi.
Ale pewnego dnia, wszystko w co wierzy Hirka okazuje się być kłamstwem.
Ojciec wyjawia jej, że nie straciła ogona w ataku wilka, ale urodziła się bez niego. Że jest dzieckiem Odyna, zgnilizną, postacią z legend i mitów, która budzi strach i obrzydzenie. A on sam znalazł ją gdy była noworodkiem, wśród kamiennego kręgu. Kręgu przez który do Ym przedostają się stworzenia o wiele gorsze niż niewinne dziecko bez ogona.
Tak rozpoczyna się wciągająca przygoda Hirki oraz jej przyjaciela Rima – który jest potomkiem rodu, który jako jeden z dwunastu sprawuje władzę Ym.

Dziecko Odyna, to debiut Siri Pettersen. Wiele dobrych opinii czytałam o tej książce, trochę się wahałam przed zakupem, gdyż główna bohaterka to nastolatka i obawiałam się książki typowej dla młodego czytelnika.
Muszę jednak przyznać, że moje obawy były nieuzasadnione.

Autorka stworzyła bardzo ciekawy świat, czytając opisy wykreowanej przez nią krainy, nie sposób było nie dopatrzeć się podobieństwa do Norwegii. Klify, fiordy, górskie szczyty. Surowe zimy i łagodne lato.
Fabuła jest prowadzona w taki sposób, że nie zdradziła czytelnikowi wszystkiego na samym początku, tajemnice odkrywamy stopniowo wraz z Hirką. Również w większości z jej perspektywy śledzimy rozwój akcji.
Autorka korzysta w swojej książce ze znanych już schematów, na szczęście wykorzystuje je w sposób pomysłowy i oryginalny. Sięgnęła po niektóre elementy nordyckich mitów,  jak choćby kamienne kręgi czy kruki będące świętymi ptakami, łącznikami z zaświatami. Daje to powieści spory powiem świeżości.  Dodatkowo bardzo dobre zakończenie sprawia, że z niecierpliwością czeka się na kolejny tom.
W Dziecku Odyna mamy również wątek miłosny, ale nie jest on głównym motywem w książce. Jest niejako dodatkiem, który ukazuje przeobrażenie się Hirki z dziewczynki w kobietę oraz jak jej przyjaźń z Rimem zmienia swój charakter.
Rozwój akcji sugeruje jednak, że uczucie, które połączyło młodych ludzi, odegra ważną rolę w kolejnych tomach.
.
Akcja powieści jest bardzo dynamiczna. Podczas lektury nie sposób się nudzić. Autorka w odpowiedni sposób dawkuje czytelnikowi odpowiedzi na powstałe podczas czytania pytania.
Tym samym sprawia, że czytelnik coraz bardziej daje się pochłonąć lekturze.
Co mogę zapiać powieści na duży plus, to nie przytłaczająca ilość polityki. Jest jej tyle ile trzeba.. W sam raz, aby wytłumaczyć czytelnikowi pewne wydarzenia, ale nie na tle dużo, aby zacząć go zanudzać.

Powieść nie jest wolna od wad –mam tu na myśli wspomnianą wcześniej schematyczność – ale pomysł na fabułę wynagradza ten minus całkowicie.
Autorka bardzo plastycznie pokazuje stworzony przez siebie świat, zwyczaje jego mieszkańców, ich wierzenia, sposób na życie.

Bardzo dobrze kreśli również swoich bohaterów. Łatwo ich zrozumieć, poznać, polubić.
I mam tu na myśli głównych bohaterów, jak i tych drugoplanowych.
Zachwycił mnie również wątek kruków. Te inteligentne ptaki fascynują mnie od dawna, a sposób ich ukazania w powieści wyjątkowo mi się spodobał.
Warto również wspomnieć o magii, którą posługują się wszyscy Aetlingowie. Jest to siła natury – ziemi – którą potrafią czerpać wszyscy. Evna, bo tak nazywa się ta moc, wypełnia ciało każdego mieszkańca Ym, jest w nich stale obecna.
Takie ukazanie magii przypadło mi do gustu i zapisuje się jako kolejny plus tej powieści.

Książkę czytałam z prawdziwą przyjemnością. Początkowo byłam lekko rozczarowana tym, że autorka sięgnęła po wielokrotnie spotykane już w innych książkach schematy, tj. młoda, wyjątkowa dziewczyna pochodząca z nizin społecznych, Rada, która sprawuje władzę w krainie, zakazane uczucie, które łączy bohaterkę z chłopakiem z rodu dzierżącego władzę.
Ale czym dalej zagłębiałam się w fabułę, tym szybciej znikało moje niezadowolenia, a pojawiała się fascynacja lekturą.

Podsumowując:
Dziecko Odyna to pasjonująca przygoda, utrzymywana w klimacie Nordyckim. Wciągająca fabuła, nieprzewidziane zwroty akcji, tajemnica i walka o władzę.
To ciekawi bohaterowie i zakończenie, które sprawia, że niecierpliwością czeka się na kolejny tom.
Autorka ma bardzo dobry styl, sprawnie prowadzi akcję i nie jeden raz potrafi zaskoczyć.
A to wszystko sprawia, że Dziecko Odyna to bardzo dobra lektura, pasjonująca i wciągająca.
Zdecydowanie sięgnę po kolejne tomy Sagi kruczych Pierścieni.

*zdjęcia pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl


piątek, 22 lipca 2016

Książkowe zakupy lipiec

Właśnie wróciłam z poczty, gdzie odebrałam paczkę. Książki jeszcze "świeże", bo ukazały się 20 lipca.
Tajemnice Amy Snow - powieść obyczajowa z tajemnicą w tle. A akcja toczy się w wiktoriańskiej Anglii.

Ukryta Łowczyni - drugi tom Trylogii Klątwy. Trolle jakich wcześniej nie znaliście, klątwa i uczucie.

Zakupy zrobiłam w Księgarni internetowej Gandalf, w której zamówienie można było  złożyć jeszcze przed premierą książek, za co mają u mnie duży plus.



* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione
(Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

niedziela, 17 lipca 2016

"Tak słodko" Tammara Webber.



Tak słodko, to tom trzeci serii Kontury Serca, autorstwa Tammary Webber.
To właśnie dzięki jej książce „Tak blisko” odkryłam, że nie każda powieść z gatunku young adult musi być co najmniej kiepska, a często niestety zła (o „Tak blisko” pisałam tutaj: Gdy o miłości dobrze się czyta )

Tak słodko opowiada historię Pearl i Boyce’a – dwójki młodych ludzi, wchodzących w dorosłość, próbujących poukładać sobie życie po swojemu i pozostawić złą przeszłość za sobą.
Oboje kochają się od wielu lat, ale nie mają w sobie odwagi i wiary, aby coś z tym zrobić.

Książka ta, to literatura kierowana do młodego czytelnika. Jej bohaterowie mają po dwadzieścia kilka lat, dopiero stawiają pierwsze kroki w dorosłym życiu.
Studia, praca – niekiedy pierwsza – decyzje związane z przyszłością. O tym właśnie jest książka pani Webber.
Oraz o miłości.
Bo niezaprzeczalnie young adult na miłość kładzie główny nacisk. Dlatego też, unikałam ich po kilku wcześniejszych, nieudanych spotkaniach z tym gatunkiem.
Do czasu aż przeczytałam właśnie „Tak blisko” tej autorki i okazało się, że nawet dla młodego czytelnika można pisać w sposób dobry, ciekawy, poruszyć ważne tematy, mimo, że w lżejszy sposób.
Udało się to pani Webber bardzo dobrze, a to za sprawą ciekawych bohaterów, dobrego warsztatu literackiego i interesującej fabule.
Życie jej bohaterów nie koncentruje się na chodzeniu na imprezy czy robieniu zakupów.
Autorka w swoje książki wplata kilka poważniejszych tematów, dzięki czemu stają się ciekawsze.

„Tak słodko” to nie jest wybitna literatura i nie pretenduje do takowej. To lekka powieść, bardzo dobrze napisana, z fajnymi bohaterami i ciekawą fabułą.
Pozwala spędzić z książką miłe chwile i zrelaksować się.
Jednocześnie daje czytelnikowi coś więcej niż kilkuset stronicowy romans dwudziestoparolatków, dla których kwestia ubioru na randkę, jest problemem prawie nie do pokonania.

Akcja powieści toczy się w małym miasteczku w Teksasie i - co zapisuję autorce na plus, fajne przedstawiła ona  realia życia w takiej miejscowości.
Nie jako nudną, zabitą deskami mieścinę, z której ucieka każdy młody człowiek, ale miejsce, gdzie można żyć wolniej, spokojniej, znając swoich sąsiadów i liczyć na ich pomoc.

Pierwsza część książki, to wiele retrospekcji z przeszłości bohaterów. Momentami nie były one zbyt ciekawe, choć bez wątpienia pomogły zrozumieć postępowanie bohaterów i skąd się wzięło ukształtowanie ich charakterów.
Narracja powieści podzielona jest pomiędzy Pearl i Boyce’a . Nie przepadam za tego typu zabiegami, ale nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo w tym przypadku.

Co ważne, powieść nie jest przesłodzona, ani nie próbuje wywoływać potoków łez u czytelnika.
Jest sprawnie i ciekawie opowiedzianą historią miłości młodych ludzi, porusza trudny temat przemocy w rodzinie oraz ukazuje próby wejścia w dorosłość.  Pozwala na chwilę oderwać się od rzeczywistości i cieszyć happy endem.
Od tego typu książek nie wymagam wybitności, ale mam swoje oczekiwania co do stylu, fabuły i sposobu prowadzenia akcji.
Ta książka spełniła je wszystkie, dzięki czemu czytało mi się ją dobrze i na pewno sięgnę po kolejne książki tej autorki.

*zdjęcie pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl










czwartek, 14 lipca 2016

"Świt Czarnego Słońca" C.S. Friedman. Tom pierwszy Trylogii Zimnego Ognia


Świt Czarnego Słońca, to pierwszy tom Trylogii Zimnego Ognia autorstwa C.S. Friedman.
Miałam już do czynienia z książkami tej autorki (Trylogia Magistrów, o której poszczególnych tomach pisałam na blogu), byłam „przygotowana” na to co zastanę na kartach tej książki.
I dałam się zaskoczyć.

Akcja książki toczy się na Ernie, planecie, którą zasiedlili ludzie w ramach podróży kosmicznych.
Aby móc korzystać z mocy planety i nagiąć ją choć trochę do swoich celów, musieli poświęcić wszystkie zdobycze techniki, żyjąc jak w 17 wieku na ziemi.
 Erną rządzi fae – moc, która daje potęgę magii, ale również niszczy i zabija. I nie da się jej kontrolować, ani ujarzmić – jedynie w ograniczony sposób korzystać z jej zasobów.
Kilka wydarzeń sprawia, że czwórka różnych ludzi, kapłan wiary w jedynego boga - Damien (wiara „przywieziona” z ziemi), adeptka magii -Cianni , która została ograbiona ze swoich zdolności, jej przyjaciel  i asystent - zen oraz upadły Prorok - Gerard, który zaprzedał się mocy fae mroku – wyruszają na pełną niebezpieczeństw wyprawę, aby odzyskać moc adeptki Cianni oraz pokonać zło, które próbuje zagrozić Ernie i jej mieszkańcom.

Fabuła powieści nie jest może czymś niepowtarzalnym oraz świeżym, ale sposób prowadzenia akcji i jej rozwój, sprawiają, że to pasjonująca lektura. Dodatkowo autorka potrafi stworzyć niesamowity klimat i bardzo obrazowo ukazać emocje, jakie targają bohaterami.
Początkowo ciężko było mi się odnaleźć w akcji. Wstęp do tej historii nie obfituje w informacje, mające przybliżyć czytelnikowi  motywy działania bohaterów czy reguły panujące na Ernie.
Jest wręcz przeciwnie, więc tak gdzieś do 70 strony dość mocno byłam pogubiona w tym jak funkcjonuje stworzony przez autorkę świat, jak działa magia oraz czym jest moc fae.
Na szczęście czym dalej, tym wszystko jest lepiej wyjaśnione, a akcja staje się coraz bardziej dynamiczna i wciągająca.

Bohaterowie przedstawienie przez C.S. Friedman, są ludźmi z krwi i kości. Mają swoje słabości i pragnienia. Prócz pokazania ich charakterów i osobowości, autorka zadaje kilka pytań o to, do czego zdolny jest się posunąć człowiek, gdy pragnie potęgi i władzy w świecie, który jest obcy, na nowej planecie, gdzie nie ma sądów, więzień czy rozwiniętej cywilizacji. A magia jest na wyciągnięcie ręki.
W sposób fascynujący pokazuje również relacje jakie połączą Damiena z Gerardem, jak kapłan będzie zmuszony do wyboru „mniejszego zła”, aby móc pokonać to większe i uratować Cianni. 
Mimo, że polubiłam wszystkich bohaterów,  w myśl zasady mówiącej,  że zło jest bardziej pociągające i wyraziste, Damien wydawał mi się mniej interesujący niż tajemniczy i potężny Gerard, który niewątpliwie jest stworzeniem złym do szpiku kości.
Tym bardziej doceniam umiejętności autorki, które sprawiły, że kibicowałam mu we wszystkich jego poczynaniach.

Autorka pokazała, że natura ludzka jest niezmienna i mimo tysiąca lat zamieszkiwania Erny, ludzie zdążyli pokazać, że prócz wiedzy i umiejętności, z zmieni przywieźli ze sobą również rządzę władzy i potęgi, próbując jednocześnie podporządkować sobie plemiona tubylców.
Świat wykreowany przez autorkę jest naprawdę niesamowity.
Na kartach książki autorka dokonała fascynującego połączenia fantasy z sc-fiction, a to wszystko okraszone sporą dawką teologii i pytania o naturę zła.

Na Ernie  mieszają się  ze sobą  światy demonów, religii, czarów, ludzi i siły która to wszystko kontroluje – fae.
I mimo pewnych początkowych trudności, ten koktajl przypadł mi bardzo do gustu. 
Świt Czarnego Słońca niejako zamyka opowiadaną historię, więc jeśli komuś nie przypadł do gustu styl autorki, ani nie wciągnął stworzony przez nią świat, to śmiało może zakończyć czytanie na tym tomie.
Lecz jeśli to co stworzyła C.S. Friedman przypadło czytelnikowi do gustu, to są jeszcze dwa tomy trylogii, po które ja niewątpliwie sięgnę.

Na koniec wspomnę jeszcze o okładce – jest ona okrutnie brzydka. Bardziej odpycha od sięgnięcia po  książkę, niż przyciąga. Gdybym wcześniej nie miała styczności z książkami tej autorki – to nie wiem, czy sięgnęłabym po tą.
W dodatku w tłumaczeniu pojawiło się trochę literówek. Na szczęście  nie są one tak częste, aby przeszkadzały w lekturze.

Podsumowując, warto sięgnąć po tą pozycję. Autorka stworzyła ciekawy świat i sprawnie połączyła fantasy z sc-fiction.  To nie tylko lekka opowieść o przygodach grupki bohaterów walczących ze złem.
To kilka pytań o moc wiary, natury zła oraz wyborów stojących w całkowitej sprzeczności z tym w co się wierzy.
Polecam.

*zdjęcie pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl



poniedziałek, 11 lipca 2016

Książkowe zakupy lipiec

Dziś przyszły, zdążyłam odebrać jeszcze przed pracą (dziękuję za kioski Ruchu czynne od 6 rano).
Zakupy tym razem zrobione w  AROS. Dyskont książkowy
Dziecko Odyna to pierwszy tom trylogii, Brent Weeks to pozostałe dwa tomy trylogii Nocnego Anioła ( moja opinia o pierwszym tomie tutaj: Droga Cienia)



* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione
(Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).

wtorek, 5 lipca 2016

"Eden. Nowy początek" Mia Sheridan. Poruszająca kontynuacja losów Caldera i Eden


Książkę „Eden.  Nowy początek” otrzymałam, jako egzemplarz recenzencki od Grupy Wydawniczej HELION, za co bardzo dziękuję.
Planowana data wydania to  3 sierpień 2016
Link do książki w księgarni internetowej tutaj:Eden. Nowy początek


Eden. Nowy początek, to bezpośrednia kontynuacja losów Caldera i Eden. 
Akcja rozpoczyna się w miejscu, w którym zakończyła się pierwsza część.
Zarówno Calder jak i  Eden są przekonani, że to drugie zginęło podczas powodzi w Akadii.
I mimo, że – jak się okazuje – mieszkają w tym samym mieście, musi minąć aż trzy lata, aby znów mogli się spotkać i dowiedzieć, że to drugie żyje.

Mia Sheridan ma talent do tworzenia ciekawych bohaterów,  pełnych uczuć i emocji. I nie inaczej jest w tej książce.
Mimo iż od ponad trzech lat Calder i Eden żyją w normalnym świecie, ich życie wcale nie jest proste i łatwe.
Oboje walczą z demonami przeszłości, boją się przyznać, że przeżyli zbiorowe samobójstwo w Akadii, unikają policji. 

Autorka bardzo sugestywnie ukazała uczucie wyobcowania i samotności, które wciąż odczuwają Calder, Eden i Xander.
Przeszłość nie pozwala im o sobie zapomnieć, Caldera męczy poczucie winy i rozpacz, że nie potrafił uratować Eden.
Próbuje jakoś ułożyć sobie życie, ale dopiero malarstwo pozwala mu na krótkie chwile wytchnienia.
To właśnie dzięki swojej sztuce, uda mu się spotkać z Eden.

Akcja powieści koncentruje się głównie na Eden i Calderze. Narracja prowadzona jest z perspektywy ich obojga.
Autorka pokazuje jak oboje walczą z koszmarami z przeszłości, jak próbują ułożyć sobie życie we dwoje, jak starają się odnaleźć swoje miejsce w świecie.
Dodatkowo, oboje pragną poznać swoje korzenie, przeszłość i pochodzenie.
O ile Eden dość łatwo uzyskuje informacje o swojej rodzinie, o tyle aby poznać pochodzenie Caldera, będą musieli oboje wybrać się w podróż, aby odkryć skrzętnie skrywane przez Hectora tajemnice.

Mia Sheridan prócz obrazu życia w sekcie, pokazała również, w jaki sposób wpłynęła ona na dalsze życie bohaterów.
Mimo zła, które wyrządził Hector, mimo manipulacji ludźmi, to dla Caldera, Eden i Xandera, Acadia była jedynym domem jaki mieli i jaki znali i do jakiego przynależeli. 
Fizyczne wyrwanie się ze szponów sekty okazało się tylko połową sukcesu. Dużo więcej trudu i siły, będzie  od nich wymagać psychiczne uwolnienie się od Acadii i jej wpływu.
I właśnie tą walkę bardzo dobrze ukazała autorka.
Ta strona powieści najbardziej mi się spodobała, była przejmująca, wywoływała wiele emocji.

Trzeba pamiętać, że mimo trudnego tematu, książka jest niewątpliwie opowieścią o miłości
Wśród wszystkiego co działo się z życiem bohaterów, to właśnie wzajemna miłość stanowiła ich największą siłę, dawała nadzieję i mobilizowała do walki o lepszą przyszłość.
Sporo w „Eden. Nowy początek” jest scen erotycznych, ale opisanych z wyczuciem i okraszonych ogromną miłością głównych bohaterów. Nie ma scen seksu tylko po to aby były. Miłość fizyczna jest kontynuacją uczucia jakie połączyło Caldera i Eden. 

Autorka posługuje się pięknym językiem, powieść potrafi oczarować  mimo dość niespiesznie prowadzonej akcji.
Mia Sheridan nie boi się pokazać dobra w swoich bohaterach, nie odbiera im niewinności, jaką posiadali, gdy żyli w Acadii. Mimo, że chwilami Calder i Eden mogą wydawać się nieco naiwni, to wcale nie działa to na niekorzyść ich postaci. Wręcz przeciwnie.
Autorka dzięki takiemu zabiegowi pokazuje czytelnikowi, jak ogromny wpływ na człowieka potrafi mieć sekta.  Jak bardzo jeden człowiek może wpłynąć na umysł  drugiego człowieka i jak przemożny wpływ wywrzeć na działania i życie innych ludzi – w przypadku Hectora, doprowadzić prawie 200 osób do zbiorowego samobójstwa.

Zanim sięgnęłam po Eden. Nowy początek, miałam pewne obawy, czy po emocjonujących wydarzeniach w pierwszej części, ta nie wyda mi się nijaka. 
Absolutnie tak nie jest.
Prócz opowieści o uczuciu,  autorka zaserwowała czytelnikowi również wątek poszukiwania korzeni Caldera oraz rozwikłania tajemnicy przeszłości Hectora.
Autorka w swoich książkach nie boi się poruszać trudnych tematów, ale opisuje je w sposób subtelny i z wyczuciem.
Mi odpowiada taki sposób opowiadania historii, więc na pewno sięgnę po kolejne książki tej pisarki.
Mam cichą nadzieję, że autorka napisze książkę o Xanderze, bo wg mnie zasługuje on na swoją indywidualną historię.

*zdjęcie pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl



niedziela, 3 lipca 2016

"Calder. Narodziny odwagi" Mia Sheridan


Książkę „Calder. Narodziny odwagi” otrzymałam, jako egzemplarz recenzencki od Grupy Wydawniczej HELION, za co bardzo dziękuję.
Link do książki w księgarni internetowej tutaj:  Caldar. Narodziny Odwagi

„Calder. Narodziny odwagi” to historia Caldera oraz Eden. Rozpoczyna się, gdy na teren Akadii , terenu, który zamieszkują członkowie apokaliptycznej  sekty, przybywa jako ośmioletnia dziewczynka Eden.
Przywódcą sekty jest Hector. Twierdzi on, że bogowie kontaktują się z nim, głosi przepowiednię, która obwieszcza, że świat zaleje wielka powódź, aby oczyścić go z grzechu.
Ta sama przepowiednia mówi, że to właśnie Eden, po uzyskaniu pełnoletniości, ma zostać żoną Hectora i poprowadzić wraz z nim społeczność Akadii do nieba – zwanego przez nich Elizjum.
Mała Eden – mimo, iż bardzo pilnowana – zdoła zaprzyjaźnić się z Calderem, a z biegiem lat ich przyjaźń zamieni się w miłość.

Akcja książki praktycznie w całości rozgrywa się w Akadii, w przeciągu dziesięciu lat. Śledzimy ją z perspektywy Caldera i Eden. Poznajemy zasady panujące w sekcie, ich przekonania i przepowiednię, której podporządkowane jest ich życie.
Autorka sprawnie kreśli losy swoich bohaterów, od czasu gdy byli dziećmi, aż do ich pełnoletniości.
Dobrze poznajemy głównych bohaterów, ich marzenia, pragnienia, wątpliwości, a w końcu ich miłość.
Obraz życia sekty, mimo, że nie jest pokazany w sposób wstrząsający, to jest bardzo sugestywny i przejmujący. Autorka w poruszający sposób pokazuje czytelnikowi, w jaki sposób Hector manipuluje mieszkańcami Akadii, jak ci ludzie, którzy przecież żyli niegdyś w normalnym świecie, zgadzają się na wszystko, czego wymaga od nich ich przywódca, wierząc mu ślepo i całkowicie.
Bardzo dobrze są też ukazane wątpliwości, które ogarniają Caldera, Eden i Xandera – przyjaciela Caldera – w kwestii funkcjonowania sekty oraz wizji rychłej zagłady, którą głosi Hector.
Bardzo poruszający jest też sposób ukazania rodzącego się uczucia pomiędzy głównymi bohaterami. Ich nieśmiałość, niepewność, wstyd i skromność. 
Ich wewnętrzna walka z przekonaniem, że miłość, którą czują jest czymś złym i grzesznym, a oni sami robią coś złego, jest bardzo dobrze ukazana.
Ich miłość jest niewinna i słodka, choć nie pozbawiona namiętności i pożądania.
Jest też uczuciem zakazanym, które nie miało prawa się zrodzić.
I mimo, że dla każdego czytelnika może się wydawać, że Calder i Eden są zbyt naiwni, właśnie taki ich obraz mi się podobał, gdyż dobrze pokazywał, w jakim świecie żyją  bohaterowie, jak bardzo są wyizolowani od normalnego świata.

Akcja książki nie pędzi na złamanie karku, ale jest spójna, ciekawa, nie raz zaskakuje swoimi zwrotami.
Jest w niej napięcie i dreszcz niepewności co do przyszłych losów bohaterów. Są zawirowania i wizja zbliżającego się niebezpieczeństwa.
Autorka sięgnęła po tematykę dość trudną i specyficzną. Jej bohaterowie żyją w hermetycznym świecie, pozbawienia wszystkiego co nam towarzyszy do lat – ciepłej wody w kranie, antybiotyków, telewizji, elektryczności czy zwyczajnej ubikacji. Ludzie mieszkający w Akadii mają tylko to, co dostarczyła im natura i tylko z tych rzeczy mogą korzystać.
Ich życie to praca i oczekiwanie na wielką powódź.
Tym większy mam podziw do umiejętności Mii Sheridan. Stworzyła bardzo wiarygodny obraz sekty i życia jej członków.


Mimo takiej, a nie innej tematyki, Calder. Narodziny odwagi, to niewątpliwie romans, opowieść o sile miłości, determinacji i pragnieniu szczęścia. 
To historia o poświęceniu, przyjaźni i uczuciu, które sprawia, że człowiek odnajduje w sobie siłę, jakiej się nie spodziewał.
Powieść jest napisana pięknym językiem, czyta się ją szybko i z dużym zainteresowaniem.
Historia, którą opowiada autorka jest wciągająca i trzymająca w napięciu.
Tematyka, którą porusza autorka, to nie jest coś nieprawdopodobnego.
Wiele razy czytałam informacje o różnych sektach i niebezpieczeństwie z nimi związanymi. 
Autorka dobrze poradziła sobie z tym tematem. 

Caldar. Narodziny odwagi to kolejna po Bez słów (pisałam o niej tutaj: Bez słów )
powieść tej autorki, i kolejna, która zrobiła na mnie dobre wrażenie.
Zakończenie powieści, to zaproszenie do kolejnego tomu, który ma się ukazać już w sierpniu:

* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione
(Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).


piątek, 1 lipca 2016

"Droga Cienia" tom pierwszy Trylogii Nocnego Anioła. Brent Weeks


Droga Cienia, to pierwszy tom Trylogii Nocnego Anioła.

Napiszę na wstępie, że całą trylogię poleciło mi sporo ludzi, byłam więc bardzo pozytywnie do niej nastawiona.
Pełna entuzjazmu zabrałam się za lekturę i… utknęłam.
Ale od początku.

Młody chłopak, a w zasadzie jeszcze dziecko, z najgorszych slumsów, dostaje się na szkolenie do najwybitniejszego płatnego mordercy Durzo Blinta, dzięki  czemu sam ma się stać wirtuozem w sztuce zabijania.
Mordercze treningi, nauka, zmiana tożsamości, surowe reguły, bezwzględne kary.
Mija 10 lat, a Merkuriusz – obecnie Kylar Stern – wyrasta na zabójczo skutecznego siepacza. Jedyne co go martwi, to brak uaktywnienia się jego Talentu (magii), który towarzyszy każdemu siepaczowi.

Autor – Brent Weeks – stworzył bardzo ciekawy i interesujący świat, ciekawy rodzaj magii, bezwzględne i brutalne życie na ulicy i wśród ulicznych gangów, świat arystokracji, królewskiego dworu.
Przedstawił czytelnikowi sporo fajnych i dobrze nakreślonych bohaterów, tych pierwszoplanowych, jak i tych drugoplanowych.
Rzucił kilka tajemnic do rozwikłania, niby mimochodem wprowadził trochę niepewności , co do losów głównych bohaterów i tego, czy dożyją kolejnego rozdziału.
A wszystko to opisał lekkim piórem i w sposób wciągający.
Ale…
No właśnie, mam dwa „ale”.
Pierwsze to  zbyt duża jak dla mnie ilość polityki, dworskich intryg, spisków wszystkich razem i każdego z osobna.
W królestwie rządzi Król, arystokracja, przestępcza grupa Sa’kage. Oczywiście każda z tych sił, ma swoje plany i dążenia, całkowicie sprzeczne z dążeniami innych.
Autor zagłębia się w politykę tak bardzo, że jest to zdecydowanie dominujący wątek w całym tomie.
Akcja zaczyna się skupiać wokół królewskiego dworu i tak już pozostaje. Na szczęście, w drugiej połowie autor tak prowadzi akcję, ze pojawia się i magia i stara przepowiednia, spektakularne pojedynki, niespodziewane zwroty akcji i wyjaśnienie niektórych tajemnic.
Dzięki temu z czystym sumieniem mogę napisać, że po przebrnięciu przez pierwszą połowę, fabuła wzbogaca się o inne elementy i robi się ciekawsza.

Moje drugie „ale” w tej powieści, dotyczy niepotrzebnego rozwlekania akcji w pierwszej połowie. Wiele szczegółów, które serwuje autor, w dalszej części książki nie ma większego wpływu na fabułę. Coś co można opisać w kilku rozdziałach, rozciąga się na ponad  200 stron, przez co lektura nie sprawiała mi zbytniej przyjemności, a momentami była nawet nużąca.
Ale, że jestem dość uparta jeśli chodzi o czytanie książek do końca (nawet tych, które mnie nie zachwycają), to po „przemęczeniu się” przez słabszą pierwszą połowę powieści, dostałam od autora w bardzo dobrą drugą część, aż do trzymającego w napięciu zakończenia.

Jednak wbrew tym zastrzeżeniom, książka mi się podobała. Druga połowa nabiera rozpędu, akcja nabiera szybkiego tempa, Kylar rozwikłuje kilka skrzętnie skrywanych tajemnic, pojawiają się fajni nowi bohaterowie, którzy wcześniej pojawiają się tylko na krótką chwilę na kartach powieści. W końcu dowiaduję się więcej na temat Talentów i magii ogólnie.
Większość wątków zaczyna się ze sobą łączyć i prowadzić do zaskakującego zakończenia pierwszego tomu trylogii.
O czym muszę jeszcze wspomnieć, to wątki miłosne w książce. Uważam, że są bardzo fajnie ukazane, nienachalnie i subtelnie, mimo, że odgrywają ważną rolę w fabule. 
Ważne dla mnie jest również to, że w całej książce nie ma idealizowania żadnego z bohaterów. Świat, który przedstawia autor ma swoje jasne i ciemne strony, ale wiele w nim odcieni szarości, a granica pomiędzy dobrem i złem jest bardzo cienka i płynna.

Liczę na to, że autor zaskoczy mnie w drugim tomie trylogii i mniej czasu poświęci na politykę. Jestem ciekawa jak potoczą się losy bohaterów, jak rozwinie się wątek magii i Nocnego Anioła.
Świat, który stworzył Brent Weeks, to zdecydowanie intrygujące miejsce i  mimo słabego początku, dam mu kolejną szansę na zachwycenie mnie w drugim tomie.

*zdjęcie pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl









niedziela, 26 czerwca 2016

"Dom na jeziorze" Sarah Jio.


Dom na jeziorze, to druga powieść Sarah Jio, którą przeczytałam. Pierwsza – Marcowe fiołki – przypadła mi do gustu (pisałam o niej tutaj Marcowe Fiołki)

Akcja powieści rozpoczyna się, gdy główna bohaterka – Ada – po śmierci męża i córki, postanawia uciec przed cierpieniem i z Nowego Jorku przeprowadza się na mieszkalną barkę na jeziorze w Seattle.
Tam poznaje sąsiada Alexa oraz próbuje rozwikłać tajemnicę zniknięcia dawnej mieszkanki barki – Penny.

Akcja powieści toczy się dwutorowo, współcześnie – opowiadając losy Ady i Alexa oraz w latach pięćdziesiątych, gdy na barce mieszkała Penny, młoda żona znanego artysty.

Same historie dwóch kobiet są ciekawe, choć zdecydowanie bardziej podobała mi się ta o losach Penny. Była ciekawsza, wciągająca, intrygująca, zważywszy, że kobieta zaginęła pewnej nocy i nie udało się ustalić, co się z nią stało.
Jej małżeństwo z Dexem, znanym artystą, wbrew pozorom nie było szczęśliwe, a zakazana miłość, doprowadziła do jej zniknięcia.

Współcześnie Ada, która nie radzi sobie ze stratą najbliższych, stara się poukładać od nowa swoje życie. Znaleźć cel i sens istnienia, uporać się z poczuciem winy i straty.
Oraz dać sobie szansę na nową miłość.

Autorka dość sprawnie kreśli losy swoich bohaterek. Pokazuje obraz dwóch kobiet, których życie nie potoczyło się tak jak to sobie wymarzyły. Które zmagają się z osamotnieniem, stratą. Które szukają swojego miejsca na świecie i celu w życiu. A nade wszystko, chcą kochać i być kochane.

Książka napisana jest ładnym językiem i mimo, że opowiada o trudnych przeżyciach, to tchnie optymizmem i wiarą w to, że po każdej tragedii można jeszcze odnaleźć szczęście, jeśli mocno się tego chce.

Niestety mam jeden ogromny zarzut w stosunku do Domu na jeziorze. Jest nim powielenie schematu Marcowych fiołków.
I nie chodzi tu o samą fabułę, a o zastosowane rozwiązanie.
Tak więc, mamy kobietę po przejściach, która ucieka do nowego miejsca, aby dojść do siebie. Mamy tajemnicę sprzed lat, którą próbuje rozwiązać. Mamy nowego mężczyznę, którego spotyka, a który w ten czy inny sposób jest w tą tajemnicę zaplątany.
Mamy dwutorowe prowadzenie akcji, współcześnie i sprzed lat.
No i zakończenie, łudząco podobne w obu książkach.

Czytając Dom na jeziorze, miałam cały czas wrażenie, że mimo innego umiejscowienia akcji, nowych bohaterów i innej tajemnicy do rozwikłania – czytam tą samą książkę.

Zabrakło mi również trochę akcji w historii Ady. Opowieść toczy się bardzo spokojnie, wręcz za spokojnie. Gdyby nie historia Penny, to mogłabym się nudzić podczas lektury.

Jestem trochę rozczarowana tą książką, więc nie wiem czy i kiedy sięgnę po kolejne pozycje tej autorki.
Dom na jeziorze miał duży potencjał, według mnie niewykorzystany. Może gdybym tą książkę przeczytała jako pierwszą tej autorki, to moje odczucia po lekturze byłyby inne.
Niestety powielony schemat jeśli chodzi o konstrukcję opowieści mocno zaszkodził tej książce.
Autorka ma talent do opowiadania o uczuciach, więc liczę na to, że kolejna jej powieść, będzie się zdecydowanie różniła od swoich poprzedniczek.

*zdjęcie pochodzi ze strony www.lubimyczytac.pl



poniedziałek, 20 czerwca 2016

Trylogia "Ostatnie Imperium" Brandon Sanderson. Zachwycająca opowieść...





Mało jest wielbicieli fantasy, którzy w ciągu ostatniego roku czy dwóch, nie słyszeli nic o książkach Brandona Sandersona.
Głównie dzięki dwóm pierwszym tomom Archiwum Burzowego Światła.
Ale zanim ukazała się Droga Królów, Sanderson wydał już kilka książek.
Między innymi Trylogię Ostatnie Imperium, czyli Z Mgły Zrodzony, Studnia Wstąpienia oraz Bohater Wieków.
I to o wrażeniach po lekturze tej trylogii chciałam dziś napisać.

Pierwszy tom – Z Mgły Zrodzony, rozpoczyna się od historii Ostatniego Imperatora – tyrana, który rządzi cesarstwem od setek lat. Przeciwko jego uciskowi i rządom staje grupka złodziei pod przywództwem Kelsiera, którzy posiadają allomantyczne moce oraz Vin, młodziutka Zrodzona z mgły.
Razem spróbują zabić Ostatniego Imperatora, dając wolność skaa.
Jedyne, czego nie przewidują, to fakt, że śmierć Ostatniego Imperatora, to będzie dopiero początek problemów, a nie ich rozwiązanie…

Jak to zwykle bywa u pana Sandersona, historia rozkręca się dość długo. Autor wprowadza czytelnika w swój świat i prawa nim rządzące. Przedstawia swoich bohaterów i ich historie.
Ale gdy już powie na początku wszystko, co czytelnik powinien wiedzieć – ostro rusza z kopyta.
I robi to doprawdy w zachwycającym stylu.

Cała historia jest niezwykle spójna, nie ma słabych stron, ani gorszych czy nudnych momentów. Dzieje się tak za sprawą ciekawych bohaterów, lekkości pióra i fabuły, która jest niesamowicie wciągająca.
Nie sposób przewidzieć jak rozwiążą się tajemnice, które serwuje Sanderson. On ma tak niesamowitą wyobraźnię, że ciężko za nim nadążyć, a już o domyśleniu się jak potoczy się akcja, nie ma co myśleć.
I zapewne dlatego Ostatnie Imperium jest lekturą tak porywającą.
Widowiskowe sceny walki Vin z Inkwizytorami czy innymi Zrodzonymi z mgły, nowe oblicze magii i mocy, całkiem nowy świat, w którym wszystko jest na swoim miejscu i nie ma ani grama przedobrzenia ani jakichkolwiek niedorzeczności.
To wszystko sprawiło, że zakochałam się w tej trylogii – i co muszę od razu przyznać – w innych książkach tego autora również.

Nie sposób było nie polubić bohaterów. Każdy z nich ma swój niepowtarzalny styl i odmienny charakter. Mimo tego, że tak różni, są idealnie ze sobą zgrani, połączeni przyjaźnią i wspólnym celem.
Nie dało się nie zachwycać filozoficzną naturą Elenda, wojowniczą naturą Vin, zblazowaniem Breezea, opanowaniem i mądrością Sazeda.
A to nie wszyscy bohaterowie, którzy zachwycają w tej trylogii.
Bardzo podobało mi się ukazanie wątku miłosnego. Przede wszystkim dlatego, że nie jest on tylko „zapychaczem” w fabule, ale odgrywa niezwykle ważną rolę w całej trylogii, i nie mam tu na myśli przyciągnięcia uwagi spragnionych romansu czytelników.
A dodatkowo nie jest głównym wątkiem, ale uczuciem pokazanym z niezwykłą subtelnością i wyczuciem.
Do tego spora dawka poczucia humoru, odpowiednia ilość filozofii, trochę przemyśleń na temat istoty wiary i religii. Ale przede wszystkim nadzieja i zaufanie.


Sposób pisania pana Sandersona jest tak sugestywny, że byłam całkowicie pochłonięta przez świat jaki stworzył i porwana przez historię, którą opowiadał na kartach swoich książek.
Wszystko wydawało mi się tak prawdziwe, jakbym czytała o czymś, co miało szansę się wydarzyć w przeszłości.

Ostatnie imperium, to napisana z rozmachem, pełna niesamowitych zwrotów akcji, pełnowymiarowych bohaterów i niesamowitego świata trylogia, która porywa i zachwyca.
Dodatkowo zakończenie, którego się nie spodziewałam, pełne emocji i wzruszeń. 
Całość trzymała w napięciu do ostatniej strony, ostatniego zdania.
Po tak spektakularnym zakończeniu, pozostał żal, że opowieść się skończyła, że to za szybko i nie taki finał, jakiego bym chciała, choć idealnie pasujący do opowiadanej historii.

A gdy szczegóły fabuły zblakną  już w mojej pamięci, to będzie dobry moment, aby po raz kolejny sięgnąć po Z Mgły Zrodzonego, aby znów przeżyć niesamowite przygody i dać się porwać oszałamiającej opowieści. 


* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione
(Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).



piątek, 17 czerwca 2016

Książkowe zakupy


Wreszcie przyszła paczka.
Na letnie wieczory, lekkie lektury. Jeśli Droga Cienia przypadnie mi do gustu - a wiele osób polecało mi tą trylogię - to już wiem, co zakupię podczas następnego buszowania po internetowych księgarniach.


Tym razem zakupy zrobione w Aros - dyskont książkowy - tanie książki



* Zdjęcie prezentowane na tym blogu jest własnością autora. Wykorzystywanie i kopiowanie zdjęć bez mojej zgody jest zabronione
(Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 04.02.1994r.Dz.U.Nr 24, poz. 83).