wtorek, 5 kwietnia 2016

„Bez słów” Mia Sheridan








Bree Prescot to dwudziestoparoletnia kobieta, która przeżyła tragedię.
Opanowana przez strach i wyrzuty sumienia, postanowia wyjechać z rodzinnego miasta i zaszyć się w małej miejscowości Pelioni, w domu nad jeziorem.
Tam przypadkowo poznaje młodego mężczyznę, który zaczyna ją fascynować.
W rozmowie ze starszą sąsiadką, dowiaduje się, że tym mężczyzną jest Archer Hale – chłopak, który dawno temu, w wypadku stracił rodziców, wujka oraz głos…

Tak zaczyna się opowieść o dwójce młodych ludzi dotkniętych nieszczęściem, zmagających się z lękiem, samotnością i nietolerancją.
Archer w wypadku stracił nie tylko rodziców, wujka i głos. Stracił coś więcej, zaufanie do ludzi, beztroskie dzieciństwo, społeczną akceptację.

Pelion to małe miasteczko, gdzie wszyscy wszystko wiedzą, każdy zna wszystkie plotki na temat innych mieszkańców.
Nie inaczej było w przypadku rodziców Archera, oraz jego wujka Connora. O jednej rzeczy tylko nikt nie wiedział, o tym co wydarzyło się naprawdę, gdy doszło do wypadku, w którym chłopak stracił głos.

Bree zafascynowana Archerem, postanawia się do niego zbliżyć i na powrót przywrócić mu wiarę w ludzi. A mieszkańcom Pelion uzmysłowić, że chłopak jest inteligentny, wrażliwy i prócz braku głosu, normalnym młodym człowiekiem.
Tak zaczyna się miłosna historia Bree i Archera.

Opowieść, którą snuje autorka to nie tylko zwykłe love story. To historia ludzi, którzy mimo młodego wieku doświadczyli koszmaru, którzy każdego dnia zmagają się z własnymi lękami, poczuciem winy, nieufnością i ogromną samotnością.
Próbują się odnaleźć w świecie, w którym spotkała ich krzywda, zaufać ponownie i otworzyć się na miłość.
Do historii miłości, autorka dodała również rodzinny sekret Archera oraz trudne relacje z kuzynem i jego matką. Mężczyzna będzie musiał zmierzyć się z przeszłością,  co do której sądził, że pogrzebał ją na zawsze.

Muszę przyznać, że książka pani Sheridan, mimo iż niewątpliwie kierowana jest do młodego czytelnika,  to książka naprawdę dobra.
Jej bohaterowie mimo młodego wieku, to ciekawie skonstruowane postacie. Bree jest nad wiek dojrzała, potrafi zadbać o siebie, nie oczekuje ciągłego głaskania po głowie i prowadzenie za rękę przez życie.
Archer to dorosły mężczyzna, ale z powodu swojej izolacji, kompletnie niepotrafiący odnaleźć się w społeczeństwie. Wyobcowany, niepewny z poczuciem, że z powodu swojej niepełnosprawności jest kimś gorszym…
To właśnie Bree będzie osobą, która wyciągnie Archera z jego samotni i pomoże mu w walce o normalność.
Nie obędzie się bez błędów i potknięć, ale dzięki temu, historia młodych ludzi wydaje się prawdziwa.

Autorka zmierzyła się z trudnym tematem. Niepełnosprawność, nietolerancja, rany na duszy.
To wszystko w tej książce jest. Uważam, że Mia Sheridan poradziła sobie z tym tematem dobrze. Nie ślizga się po powierzchni problemów Archera i Bree. Zagłębia się w ich dusze, potrafi przekazać czytelnikowi emocje jakich doświadczają.
Jej opowieść nie jest bezbarwna, a bohaterowie płascy. To ludzie z krwi i kości.
I mimo, że bez wątpienia jest to opowieść o miłości, z nutką erotyzmu, to autorce udało się połączyć te elementy z ważnym przesłaniem o wyobcowaniu w społeczeństwie osób niepełnosprawnych, ich zmaganiach z samotnością i brakiem poczucia własnej wartości.
Akcja powieści nie pędzi na złamanie karku, ale książkę czytało się szybko. Sprawili to ciekawi bohaterowie i interesująca fabuła.
Sceny erotyczne nie były główną osią fabuły, miały swój cel i dzięki nim autorce udało się pokazać czytelnikowi ogrom samotności Archera i jego nieznajomość świata.
Każde wydarzenie w tej powieści ma znaczenie, nic nie dzieje się na siłę, a fabuła nie jest tłem do wyeksponowania wątku erotycznego, wręcz przeciwnie.

Zapewne dlatego „Bez słów” tak przypadło mi do gustu, że autorka nie zrobiła z seksu osi swojej powieści. Skoncentrowała się na ludziach, ich losach,  wyborach i decyzjach.

Polubiłam głównych bohaterów. Wraz z Bree czekałam aż Archer zaufa jej na tyle, aby opowiedzieć swoją historię.
Mia Sheridan ma lekkie pióro, język powieści jest prosty, ale przepełniony emocjami. Mimo, że autorka niespiesznie snuje swoją opowieść, to akcja zgrabnie mknie do przodu.

Ciekawe, choć nie ukrywam, że pewnie nastawione na zużycie wielu chusteczek, jest zakończenie. Gdy siedziałam zaskoczona, przyswajając sobie właśnie przeczytane zdania, autorka dała mi prztyczka w nos mówiąc „o nie, drogi czytelniku, nie ma tak łatwo”.

Książkę oceniam jak jedną z lepszych o takiej tematyce. Autorce udało się poruszyć ważne tematy, nie umniejszając ich, łącząc z wątkiem miłosnym i erotycznym.
Jej bohaterowie, to ludzie z krwi i kości, historia jest wciągająca i poruszająca.
Dla zwolenniczek tego typu literatury, jest to książka godna polecenia.

*zdjęcie pochodzi ze strony www.lubimyczytać.pl







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz