wtorek, 18 lipca 2017

"Woda, która niesie ciszę" Brittainy C. Cherry

„Woda, która niesie ciszę” to czwarta książka Brittainy C. Cherry, którą przeczytałam.
Pierwsza – Kochając pana Danielsa – podobała mi się, ale nie zachwyciła. Druga – Powietrze, którym oddycha – była dla mnie cudowną i porywającą lekturą, pełną wzruszeń i śmiechu. Trzecia – Art.&Soul – również mi się podobała, choć z racji tego, że głowni bohaterowie to licealiści, nie zachwyciła mnie, tak jakby mogła, gdybym była trochę młodsza.
Więc patrząc na to, że co druga książka autorki powinna wywołać we mnie efekt WOW, pełna dobrych przeczuć sięgnęłam po „Wodę, która niesie ciszę”.

Z entuzjazmem zabrałam się za lekturę i po ciekawych i wciągających pierwszych rozdziałach, nagle  mój entuzjazm opadł. Dlaczego? O tym poniżej.
Ale od początku.

Akcja powieści rozpoczyna się gdy Maggie ma dziesięć lat i jest przypadkowym świadkiem morderstwa. Trauma jaką przeżywa sprawia, że dziewczynka przestaje mówić, a paraliżujący strach nie pozwala jej wyjść z domu.
Jej prawdziwym i wiernym przyjacielem jest Brooks, chłopak z sąsiedztwa, który będzie trwał przy niej przez wszystkie lata,  kochał ją, wspierał, akceptował taką jaka jest.
Prócz Brooksa, Maggie ma również kochającego ojca, macochę i dwójkę przyrodniego rodzeństwa.
Łączące rodzinę więzi i uczucia będą wystawione na działanie niszczycielskiej siły, jaką okaże się trauma Maggie.

Narracja w powieści odbywa się z perspektywy dwójki głównych bohaterów, Maggie i Brooksa. Autorka bardzo dobrze kreuje ich postacie, pozwala czytelnikowi dobrze ich poznać. Znamy więc ich przemyślania, uczucia, smutki, lęki, oczekiwania i nadzieje.
Dobrze przedstawia również obraz rodziny, więzi, które ich łączą, a które będą wystawione na ciężką próbę. Pokazuje jak trauma Maggie wpłynęła na wszystkich członków rodziny, jak każde z nich próbowało sobie radzić z nieszczęściem, które dotknęło dziewczynkę.
Od tej strony nie mam powieści nic do zarzucenia.

Brittainy C. Cherry bardzo dużo pisze o uczuciach i  emocjach. Skupia się na wnętrzu wykreowanych postaci, na przeżywaniu przez nich strachu, smutku, radości i miłości.
W powieści nie brakuje również akcentów humorystycznych, ale jest ich niewiele.
Przez to, w połączeniu z nagromadzonymi w książce tragediami, które spotkały głównych czy drugoplanowych bohaterów, powieść momentami mnie przygnębiała, sprawiała, że zastanawiałam się jak duże jest prawdopodobieństwo, że w jednym, małym miasteczku mogło się skumulować tyle nieszczęścia.
Obraz miłości łączącej Maggie i Brooksa, to piękna opowieść  koncentrująca się bardziej na łączących ich emocjach niż na fizycznej stronie uczucia, choć i tej nie zabrakło.
Dobrze mi się czytało o rozkwitającym uczuciu młodych ludzi, o rodzącej się między nimi więzi i trosce, jaką sobie okazywali.
Autorka ma fajny styl i lekkie pióro, więc powieść ogólnie czytało się szybko i dobrze. Potrafi również obszernie opisywać uczucia, które targają jej bohaterami, i tymi pierwszoplanowymi i drugoplanowymi.
I niby wszystko mi odpowiadało, ale coś w tej powieści jednak zgrzytało.

Po pierwsze, nie udało mi się wciągnąć w losy bohaterów. Po kilku bardzo ciekawych pierwszych rozdziałach, miałam wrażenie jakby z fabuły uszła cała para i zamiast wzburzonej rzeki po ulewie, akcja snuła się jak skromny strumyk podczas suszy. Autorka wyhamowała bardzo gwałtownie, a potem już nie przyspieszyła.
Mój drugi zarzut, to ogromna przewidywalność kierunku, w jakim rozwinie się fabuła.
Praktycznie już po 1/3 lektury wiedziałam jak powieść się skończy, czy Maggie odzyska głos i wyjdzie z domu, a jeśli tak, to w jakich okolicznościach do tego dojdzie.
Bywały również momenty, gdy Maggie mnie zwyczajnie denerwowała, aż miałam ochotę krzyknąć „dziewczyno, co się z Tobą dzieje!”.
Z jednej strony rozumiałam jej paraliżujący lęk, wszechogarniająca traumę, która zmieniła jej całe życie w koszmar.
Z drugiej aż ciężko było mi uwierzyć, że nawet po 20 latach od  czasu tamtych dramatycznych wydarzeń, po wielu godzinach terapii,  dziewczyna wciąż nie potrafi zawalczyć o siebie, o swoje życie, o mężczyznę, którego kocha. Że dopiero inna tragedia zmusi ją do wzięcia swojego życia w swoje ręce.


Dlatego mimo, że sam pomysł był ciekawy, to już sposób jego ukazania nie do końca spełnił moje oczekiwania.
Brittainy C. Cherry potrafi z wyczuciem pisać o uczuciach i emocjach. Bardzo realistycznie przedstawiła obraz rodziny, która próbuje sobie poradzić z tragedią, która dotknęła jednego z jej członków.
Bardzo przekonywująco odmalowała również wewnętrzne zmagania ze swoim strachem Maggie i łączące ją z Brooksem uczucie.
Mimo to, czegoś mi w tej powieści zabrakło.  Na pewno trochę bardziej dynamicznej akcji, może ciut mniej przegadania.
Sama do końca nie wiem, ale na pewno „Woda, która niesie ciszę” nie zachwyciła mnie tak jak „Powietrze, którym oddycha” która jednak nadal jest moim nr 1 jeśli chodzi o powieści tej autorki.  
Na półce mam jeszcze jedną nieprzeczytaną powieść Brittainy C. Cherry. Ale chyba musi minąć trochę czasu, abym po nią sięgnęła.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz