niedziela, 23 lipca 2017

Filmy, do których lubię wracać, czyli powrót do przeszłości...

Są takie filmy, które mimo upływu lat się nie starzeją. I niekoniecznie dlatego, że to wybitne działa.
Dzieje się tak, bo mamy do nich sentyment, bo oglądaliśmy je w takim momencie życia, że kojarzą się nam z czymś dobrym, bo w trakcie seansu czuliśmy się szczęśliwi, bo zrobiły na nas tak duże wrażenie, gdy je oglądaliśmy, że jego echa odczuwamy do dziś.
Powodów może być wiele, ale efekt  jest jeden – filmy te podobają się nam z niesłabnącą mocą i lubimy do nich wracać.
Ja również mam takie filmy na swojej półce „ulubione” i o nich chciałam dziś krótko opowiedzieć.



1. Pierwsza trylogia Gwiezdnych Wojen, to filmy, do których me uczucie nie słabnie.
Wspaniały klimat, świetne przygody, niespodziewane zwroty akcji i wspaniali bohaterowie. I oczywiście jeden z najbardziej lubianych czarnych bohaterów w historii kina – Lord Vader. Jedyne co „zestarzało” się w tych filmach, to efekty specjalne, choć ja i do nich mam sentyment i uważam, że do dziś mają swój urok.
Do dziś pamiętam to uczucie radości, gdy pierwszy raz, jako dziecko oglądałam Nową nadzieję w telewizji. Cóż to było za wydarzenie! Wiernym fanem pozostałam do dziś i nie sądzę, abym kiedykolwiek przestała nim być.




2. Magnetowid podłączony do telewizora, kasety VHS kupione na bazarku. Nikt nie wiedział o czym jest film Armia Ciemności.
Usiedliśmy na podłodze i zaczęliśmy oglądać. Banda nastolatków, którzy byli złaknieni wszystkiego, co nowe.
Dziś, tak wiele lat później, film Sama Raimiego nadal mnie bawi i dostarcza rozrywki. Do dziś pamiętam kultowe teksty Asha i armię „złowrogich” kościotrupów.
Ten film mi się nie nudzi, nie starzeje, a efekty specjalne z poprzedniej epoki, nadają mu tylko uroku.



3. Kruk , to film, który robił niesamowite wrażenie dzięki klimatowi, który wręcz wylewał się z ekranu. Dodatkowo z powodu tragedii, do której doszło na planie (śmierć Barndona Lee), było o nim głośno już przed premierą.
Opowieść o mężczyźnie powracającym zza grobu, aby pomścić morderstwo ukochanej, robiła jednakowo duże wrażenie na męskiej i żeńskiej części widowni.
Obraz przepełniony mrokiem, z elementami gotyku i ta niesamowita scena wywołująca dreszcze, gdy Eric wstaje z martwych i wychodzi z grobu…
Dziś to film kultowy nie tylko dla mnie, ale dla rzeszy fanów. Nierzadko wracam do niego i za każdym razem robi on na mnie to samo, ogromne wrażenie.




4.    Opowieść Podręcznej
Film nakręcony w 1990 roku na podstawie już wtedy znanej książki. Natrafiłam na niego całkowicie przypadkiem dawno temu, pamiętam, że emitowany był dość późno. Zrobił na mnie piorunujące wrażenie, więc oczywiście sięgnęłam po książkę, która okazała się niesamowita.
Dziś powieść świętuje swoją „drugą młodość” dzięki emitowanemu właśnie serialowi. Dla mnie film z 1990 roku jest zdecydowanie lepszy, więc odpuściłam sobie oglądanie serialu po kilku odcinkach. Udało mi się (nie pamiętam już jak) zdobyć ten film na dvd i wracam do niego co pewien czas.





5.     Frankie to w mojej ocenie jeden z najpiękniejszych, najmniej pretensjonalnych i ogromnie poruszających filmów jakie dane mi było obejrzeć. I najbardziej niedocenianych.
Mimo Gerarda Butlera w obsadzie, o filmie nie było głośno, a natrafiłam na niego w wypożyczalni DVD, gdy tak stał zakurzony na półce.
Obejrzałam i zakochałam się w nim. Więc oczywiście obejrzałam ponownie i ponownie i ponownie. To uczucie trwa do dziś, a film niezmiennie wywołuje we mnie silne emocje podczas (kolejnego) oglądania.




6. Malowany welon, to jeden z nielicznych filmów, które podobają mi się bardziej niż książka na podstawie której go nakręcono. Wspaniała opowieść o miłości, zdradzie i wybaczeniu.
Dodatkowo wspaniałe plenery Chińskiej prowincji, genialnie zagrana przez Edwarda Nortona rola i ogromna lawina uczuć, którą film wywołuje. Do tego piękna muzyka.
To jeden z tych filmów, które się nie starzeją, nie nudzą i mimo upływu lat, wywołują tak samo silne emocje.






7. Iluzjonista, to film, który mnie oczarował. I chyba właśnie takie miał zadanie. Odrobinę baśniowy świat,
uroczy wątek miłosny, odrobina magii i zaskoczenia. Do tego świetnie zagrane role pierwszo i drugoplanowe i świetna muzyka. Film ten często bywał porównywany do filmu „Prestiż”, ale w mojej ocenie, prócz świata magicznych sztuczek i iluzjonistów, to dwa całkowicie inne gatunki filmowe i nie powinno się ich porównywać.
Kiedyś z grupą przyjaciół urządzaliśmy sobie raz na jakiś czas „noc filmową”. Wybieraliśmy kilka filmów i oglądaliśmy do rana.
I gdy włączyłam Iluzjonistę (którego widziałam już wcześniej), zainteresowanie filmem wśród reszty uczestników seansu początkowo było małe. Ale mijały kolejne minuty, rozmowy cichły, skupienie rosło… I tak do ostatniej minuty filmu, a gdy pojawiły się napisy końcowe, wybuchła głośnia dyskusja na temat powodów, dla których ten film tak bardzo się spodobał.
Iluzjonista to piękny wizualnie film, świetnie zagrany z wciągającą i zaskakująca fabułą. To wciąż jedno z najwyższych miejsc na liście moich „naj” jeśli chodzi o filmy i często do niego wracam.



8.     Osada, to film, który ludzie albo uwielbiają, albo krytykują. Mało widziałam opinii gdzieś po środku.
Byłam na tym filmie w kinie, pewna, że idę zobaczyć horror... Nic bardziej mylnego.
Osada bowiem, to film o próbie poradzenia sobie z bólem po stracie tych, których kochamy, o potrzebie wolności i ciekawości świata. O tym, że od rozpaczy nie da się odciąć, ona pójdzie za człowiekiem wszędzie.
Niespieszny, świetnie zagrany, z wyraźnym przesłaniem, że ból nosimy w sobie i również w sobie musimy sobie z nim poradzić.
Również wizualnie, to piękny obraz, do tego z poruszającą muzyką. Dla mnie to wspaniały film i lubię do niego wracać co pewien czas.


Oczywiście takich filmów jest dużo więcej, ale gdybym chciała napisać o wszystkich, zabrakłoby mi urlopu i miejsca na blogu.
Ciekawa jestem jak taka lista wygląda u innych miłośników kina.

*wszystkie zdjęcia użyte w tym wpisie pochodzą ze strony FilmWeb.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz