wtorek, 16 listopada 2021

"Mexican Gothic" autorstwa Silvia Moreno-Garcia z Księgarni TaniaKsiazka.pl

 Mexican Gothic autorstwa Silvia Moreno-Garcia, to nowość i bardzo dobrze


oceniana powieść grozy. 
Akcja rozgrywa się w Meksyku lat 50. Ojciec Noemi otrzymuje list od Cataliny, którą wychowywał po śmierci jej rodziców, a która od roku jest szczęśliwą mężatką. Ale czy na pewno? Mieszkając w Wysokim Dworze na odludziu Catalina pisze w swoim liście bardzo dziwne i niepokojące rzeczy, a ojciec Noemi postanawia w celu sprawdzenia co się tam dzieje, wysłać tam nie kogo innego, tylko ją. Młoda kobieta, gwiazda salonów, wyrusza do odciętego od świata domostwa, poznaje dziwną rodzinę kuzynki i osobliwe zasady panujące w ich domu.
Stan kuzynki jest trudny do określenia, rodzina nie jest przychylna obecności Noemi, a sama kobieta zaczyna doświadczać dziwnych snów i tajemniczych, przerażających sytuacji.

Książka na okładce sugeruje, że ta historia to połączenie Lovecrafta i z siostrami Bronte. Przyznam szczerze, że od dawna nie sugeruję się tego typu poleceniami i dobrze na tym wychodzę. Tak samo było i w tym przypadku, bowiem o ile pewne inspiracje Lovecraftem w Mexican Gothic faktycznie można się doszukać, o tyle klimatu z książek sióstr Bronte na pewno tutaj nie znajdziecie.

Czy w takim razie jestem rozczarowana? 

Otóż nie. 

Akcja powieści rozpoczyna się niespiesznie i rozwija powoli, ale w powieści gotyckiej to całkiem naturalne i tutaj należą się autorce ukłony, bo wspaniale żongluje tajemnicami, niepokojącymi zdarzeniami, powoli narastającym w bohaterce lękiem i poczuciem osaczenia. Żywiołowa i wygadana Noemi jest mocno kontrastującą z resztą postaci bohaterką, a na tle ponurego domu pełnego niepokojących tajemnic wygląda jak zamknięty w stodole paw.
Sam klimat powieści jest gęsty, mroczny i niepokojący. Pełen strasznych snów, okraszony krwawą przeszłością rodziny, krok po kroku zaczyna wzbudzać w czytelniku odpowiednie dla gatunku wrażenia. 
Podobało mi się to w tej powieści i naprawdę dałam się jej wciągnąć, i to do tego stopnia, że nie potrafiłam tej książki odłożyć. Musiałam się dowiedzieć jaka była przyczyna tych wszystkich wydarzeń, jaki jej początek i co za nią stało. 

Jeśli chodzi o kreację bohaterów, to mimo, że w tej książce nie było ani jednej osoby, którą tak szczerze mogłabym polubić, to podobał mi się sposób ich ukazania, nakreślenia ich charakterów, siły napędowej ich działań. Nikogo nie można było być pewnym, autorka sprawnie potrafiła zmylić czytelnika i wprowadzić element niepewności. 
Aura otaczająca mieszkańców Wysokiego Dworu jest mętna i złowroga i był to kolejny element, który mi się podobał, na równi z ukazaniem samej rezydencji, jej ponurości, jej mroku, jej zepsucia i lęku jaki wywoływała w bohaterce. 


Jeśli chodzi o sam finał i przyczyną tych wszystkich wydarzeń, to przyznaję, że dość szybko zorientowałam się co będzie główną przyczyną tego co spotyka Catalinę, a następnie Noemi. Zresztą uważam, że sama autorka zostawiła kilka bardzo wyraźnych wskazówek, których nie sposób przegapić. Jednak przyczyna była tylko podwaliną późniejszej makabry, jaką Silvia Moreno-Garcia zaserwowała swoim czytelnikom i przyznaję, że były takie elementy, na które aż się wzdrygnęłam z odrazą. Myślę, że to właśnie w nich widać inspirację Lovecraftem, o której wspomina na okładce wydawca. Czy to dla mnie był minus tej historii?
Nie, choć przyznaję, że granica absurdu w moim odbiorze została delikatnie muśnięta, choć nie przekroczona. 

Mam tylko jedno zastrzeżenie co do tej historii. Mexican Gothic jak na powieść gotycką ma bardzo mdły i ledwie zarysowana wątek miłosny, który w tym gatunku jest wręcz nieodzowny. Tutaj wypada on bardzo bezbarwnie i jest ledwie widoczny, co dla mnie akurat jest wadą. 

Jak oceniam całość?

Niezwykle klimatyczna, napisana prostym i lekkim stylem powieść z ciekawie poprowadzoną fabułą. Dałam się wciągnąć w tą snutą niespiesznie opowieść i przyznaję, że kilkakrotnie nawet zaskoczyć. Mimo, że dla mnie nie jest to książka bez wad, z minimalnie słabszą drugą częścią, to całość i tak wypada dobrze i polecam do sięgnięcia i przekonania się samemu.

Książkę w dobrej cenie można znaleźć tutaj: TaniaKsiążka - nowości


sobota, 13 listopada 2021

"Vicious. Nikczemni" V.E. Schwab

 Victor i Eli poznali się na studiach. Genialni, ambitni, zdolni, kreatywni,


potrafiący myśleć bez jakichkolwiek ograniczeń, nawet moralnych. Łączy ich nieposkromiona ambicja i głów wiedzy. Wiedzy niebezpiecznej, mrocznej.
To doprowadzi ich do badań nad adrenaliną, doświadczeniami bliskimi śmierci i możliwości zdobycia dzięki temu nadprzyrodzonych zdolności. Eksperymenty wymykają się jednak spod kontroli, efektem czego Viktor trafia na 10 lat do więzienia. Gdy stamtąd ucieka, nie sam, w towarzystwie Mitcha, a po drodze spotykają Sydney, ranną dziewczynkę skrywającą równie mroczną tajemnicę, wszystko co dotyczyło Viktora i Eliego zaczyna przybierać przerażające kształt. 

Są tacy autorzy, których książki biorę w ciemno, niezależnie na jaki temat napiszą czy w jakim gatunku. Do nich zalicza się właśnie Victoria Schwab. Jej seria Złoczyńcy długo czekała u mnie na półce, aż wreszcie postanowiłam się za nią zabrać. I tak oto w swoje ręce dostałam opowieść o Victorze i Elim, geniuszach, którzy uznali, że nie ma dla nich żadnych granic, których nie mogliby przekroczyć. 

Sama powieść napisana jest totalnie w stylu pani Schwab, czyli obrazowo, wspaniałym stylem, lekkim piórem i w sposób niezwykle przemawiający do wyobraźni. Swoją opowieść autorka prowadzi niespiesznie, ale nie dajcie się temu zmylić, tutaj dzieje się naprawdę wiele, trzeba się skupić na czytaniu, żeby nie przegapić żadnych niuansów i smaczków.
Bo to co w tej książce najbardziej urzeka, to opowieść o tym jak rodzi się zło. Jak z ambitnych i zdolnych ludzi, kształtują się złoczyńcy, którzy poświęcą wszystko i wszystkich dla swoich celów. 


Jeśli chodzi o samych głównych bohaterów, to dla mnie ich kreacja to prawdziwe mistrzostwo. Każdy szczegół ich zmiany, każdy element ich drogi do tego, kim się stali, nawet wojna pomiędzy nimi, wszystko to pokazane jest tak dobrze, tak wiarygodnie, że ciężko uwierzyć, że to „tylko” postacie fikcyjne. Obaj, Victor i Eli, wzbudzili we mnie ogrom emocji i naprawdę nie potrafię powiedzieć jednoznacznie, co konkretnie wobec którego czuję. Na pewno jestem nimi zafascynowana, na pewno w jakimś stopniu przerażało mnie ich postępowanie i absolutne przekonanie o tym, że mają prawo robić to co robić, bo są wyjątkowi. Jakby samo to było usprawiedliwieniem dla każdej nikczemności, jaką popełniają. Niesamowite było śledzenie drogi jaką przebyli, gdy uznali, że to świat powinien się przed nimi ukorzyć, a nie oni przed światem.  

Oczywiście prócz głównej pary bohaterów, mamy kilkoro dodatkowych, którzy w tej opowieści odgrywają bardzo ważną rolę i nie sposób pominąć ich milczeniem. Sydney, Mitch, Serena. To kolejne osoby, które w ten czy inny sposób zostaną wciągnięte w walkę pomiędzy Victorem i Elim i które pani Schwab przedstawiła niezwykle wyraziście, dzięki czemu w niczym nie ustępują parze głównych bohaterów.
Chciałam napisać, że Nikczemni, to opowieść starciu dobra ze złem, ale tak naprawdę to opowieść o różnych odcieniach zła, a jak to powiedział Wiedźmin:

„ Zło to zło, Stregoborze - rzekł poważnie wiedźmin wstając. - Mniejsze, większe, średnie, wszystko jedno, proporcje są umowne a granice zatarte.” 

(A. Sapkowski Ostatnie życzenie)

Jeśli więc nie znacie jeszcze tej serii, to gorąco zachęcam do sięgnięcia po nią i chwili refleksji, czy człowiek z natury jest dobry, a zło się pojawia, czy wręcz przeciwnie, jest zły, tylko stara się czynić dobrze. 

Polecam.


czwartek, 4 listopada 2021

"Baśnie Śnieżnego Lasu" Sophie Anderson od TaniaKsiążka.pl

 Gdy Janka była dzieckiem, znaleziono ją koło jaskini niedźwiedzicy.


Dziewczynka rosła jak na drożdżach, szybko przewyższając wszystkich siłą i wzrostem, przez co zyskała przydomek Janka Niedźwiedzica. Pewnego dnia odkrywa, że jej nogi zamieniły się w niedźwiedzie łapy. Aby odkryć przyczynę tej zmiany, Janka wyruszy do Śnieżnego Lasu, gdzie odkryje swoją przeszłość, zrozumie co kocha i na czym jej zależy oraz odkryje, że prawdziwa przyjaźń i miłość nie zważa na to kto jest kim, tylko na to co ma się w sercu. 

Baśnie Śnieżnego Lasu” to kolejna po Domu na kurzych łapach powieść Sophie Anderson. Autorka czerpie z folkloru rosyjskiego, odmalowując niesamowicie piękną, nostalgiczną i chwilami melancholijną historię młodej dziewczynki szukającej swojego miejsca na ziemi.
Sama opowieść o Jance i jej przyjaciołach opowiedziana jest w formie baśni, w której… zawarte są kolejne baśnie. Jest to wspaniały zabieg i sprawia, że ma się wrażenie, że trafiło się wprost z fotela do magicznej krainy, gdzie wszystko jest możliwe, a każdy rozdział, każda strona, to wyzwanie dla wyobraźni. 

Autorka wprowadza czytelnika w niesamowicie baśniowy klimat i utrzymuje go w nim do samego końca. Akcja jest wartka, pojawiają się nowi bohaterowie, są tajemnice z przeszłości do odkrycia, są zadania do wykonania, jest też wiele rzeczy, które nasza bohaterka musi zrozumieć, doświadczyć, aby pojąć gdzie jest jej miejsce.
Ta historia to powieść o wielkiej odwadze, o sile miłości i przyjaźni. O zaufaniu, nadziei i walce o to w co się wierzy i tych, których się kocha. Napisana pięknym jeżykiem, w sposób malowniczy i obrazowy historia Janki i jej bliskich, to cudowne doświadczenie czytelnicze nie tylko dla młodego czytelnika. Ta opowieść spodoba się każdemu, niezależnie od wieku. Okraszona jest wspaniałymi ilustracjami, a baśnie, które są w niej opowiadane, to idealne uzupełnienie tej jakże poruszającej opowieści. 


Sophie Andreson stworzyła historię ponadczasową, ważną, wzruszająca. Wywołującą sporo emocji i sprawiającą, że chwilami łza się w oku zakręciła. Było smutno i melancholijnie, jak to w baśniach bywa, było też zabawnie i z poczuciem humoru. Wszystko idealnie do siebie dopasowane.  Bohaterowie w tej opowieści natomiast wcale idealni nie są, ale jak to w baśniach bywa, wcale nie muszą. To bardzo mądra opowieść, przesycona klimatem rosyjskich baśni i folklorem.
Ta historia oczarowuje, wzrusza, bawi, zmusza do refleksji. Potrafi sprawić, że ma się wrażenie jak wraz z Janką wyruszyło się w przygodę życia przez mroźny i tajemniczy las, aby znaleźć odpowiedź na pytanie „kim jestem? Gdzie jest moje miejsce?”. 

Jeśli jeszcze nie znacie tej książki, to gorąco zachęcam do sięgnięcia po nią, jest dostępna w dobrej cenie w książkach dla dzieci w TaniejKsiążce.pl

To tak piękna opowieść, że nie będziecie chcieli jej odłożyć, dopóki nie przekonacie się, jakich wyborów dokonała Janka, czy rozwikłała tajemnicę swojego pochodzenia i zrozumiała, że prawdziwa przyjaźń nie zna granic. A prócz walorów czytelniczych powieść zachwyca też bajecznie cudowną okładką, która na równi z fabułą oczarowuje od pierwszego spojrzenia. 

Ogromnie polecam! 


sobota, 30 października 2021

"Księgi zapomnianych żyć" Bridget Collins

 „Księgi zapomnianych żyć” Bridget Collins, to historia miłosna napisana w 


otoczce magii. Oto bowiem są ludzie, którzy potrafią zabrać człowiekowi wspominania i zapisać je w księdze. Każde złe wspomnienia, każdy zły czyn z głowy ofiary można wymazać, jakby nie istniał. W taki sposób można również ukryć każdą niegodziwość. Człowiek, któremu odebrano wspomnienia traci je na zawsze, chyba że księga jego wspomnień ulegnie spaleniu. 

Na początku muszę napisać, to co kołatało mi w głowie, gdy czytałam powieść. Otóż kompletnie nie tego się spodziewałam po opisie i początkowych rozdziałach powieści. Byłam przekonana, że dostanę całkowicie inny kierunek rozwoju fabuły i tego jak ona zostanie poprowadzona. Przyznaję, że początkowo byłam trochę rozczarowana, jakby ktoś mi coś obiecał, a następnie zmienił zdanie i dał coś totalnie innego.
Rozczarowanie moje nie było jednak na tyle deprymujące, abym odłożyła powieść bez dotarcia do finiszu opowieści. 

Sama historia, która opowiada pani Collins, napisana jest naprawdę pięknym językiem, w sposób delikatny, a jednak niepozbawiony mocniejszych akcentów. Książka mimo, że nie epatuje brutalnością, to pokazuje ciemną stronę ludzkiej natury w sposób klarowny i bez owijania w bawełnę. Autorka pokazała jak wiele złego można zrobić drugiemu człowiekowi, gdy jest tylko możliwość uniknięcia kary i ukrycia swoich złych uczynków. 

Sama opowieść o Emmecie, to w sposób subtelny opisana historia miłości i pogodzeniu się ze sobą i tym kim się jest. To również opowieść o walce o siebie i swoje miejsce na świecie.  Zaskoczeniem było dla mnie tylko, że jest to historia miłości spod znaku LGBT, bo w zapowiedziach czy opisie kompletnie nic tego nie sugerowało. Nie ma to jednak wpływu na to, że opowieść ta jest piękna, a wątek miłosny nakreślony w sposób wyważony i poruszający. 


Jeśli chodzi o kwestie magii, to osobiście czułam jej niedosyt. Oczywiście jest tu opisane „oprawianie” czyli wymazywanie wspomnień i przenoszenie ich do książek, ale w moim odczuciu był to tylko sposób aby skupić się na innych watkach i tło do ich ukazania. I chyba też to sprawiło, że tak jak pisałam na początku, poczułam się jakby autorka nie dotrzymała obietnicy. Spodziewałam się magii i bazowania właśnie na niej, a nie magii jako tła.

Czy to ogromna wada?
Nie.
Książka sama w sobie jest piękna, porusza niebywale ważne i trudne tematy, a autorka robi to w sposób wyważony i subtelny. Pokazuje również, że nawet odbierając człowiekowi wspomnienia, nie można mu odebrać tego kim jest i jaki jest, że nie da się tego zmienić, zmusić do zmiany, naciskami wymóc życie wbrew sobie.
Dlatego uważam, że mimo, że dostałam coś całkowicie innego, niż oczekiwałam, to książka jest zdecydowanie warta przeczytania i poznania opisywanej w niej historii.


środa, 27 października 2021

"Echa nad światem" 4 tom serii Lustrzanna Christelle Dabos

 „Echa nad światem” to finalny – choć ja mam nadzieję, że jednak nie – tom serii 


Lustrzanna. Książki te zyskały ogromne grono fanów, czemu wcale się nie dziwię. Pięknie napisana (i wspaniale przełożona na język polski), z niesamowitą fabułą i cudownymi bohaterami seria oczarowuje od pierwszej strony.
Echa nad światem to zwieńczenie opowieści o Ofelii, Thorze i tym w co zostali wplątani, co musieli zrobić aby powstrzymać rozpad arek i uratować nie tylko siebie, ale i swoich bliskich. 

Akcja powieści od samego początku książki jest niezwykle dynamiczna i a sama powieść utrzymuje wysoki poziom swoich poprzedniczek. Jest tu wszystko to, co tak urzekło mnie w poprzednich częściach, niesamowicie barwnie wykreowany świat, pełnokrwiści bohaterowie i niedająca się przewidzieć fabuła. Wszystkie wątki rozpoczęte w poprzednich częściach zaczynają się ze sobą łączyć, splatać w jeden zaskakujący finał. Nic nie pozostaje bez odpowiedzi, w końcu mamy szansę poznać wszystkie fakty i zrozumieć co tak naprawdę się wydarzyło, gdy Eulalia postanowiła działać dawno temu. 

Książka wg mnie jest zdecydowanie bardziej poważna niż poprzednie tomy, więcej w niej rozważań na temat dobra, zła, wykluczenia, odmienności i dążenia do wyznaczonego celu bez względu na cenę. Niesamowicie mi się to podobało, dzięki temu cała historia stała się dla mnie bogatsza, pełniejsza, wielowymiarowa. Niby to wciąż było literatura młodzieżowa, ale wnikliwy czytelnik znalazł w niej wiele więcej niźli tylko opowieść o przygodach Ofelii.
Dodatkowo wątek małżeństwa i uczuć łączących Ofelię i Thorna jest opisany tak przepięknie, delikatnie, ujmująco, jest prowadzony z subtelnością i wyczuciem, że nie sposób się nim nie zachwycać i nie doceniać tego, czego autorka z nim dokonała.
O emocjach i uczuciach potrafiła napisać bez podawania wszystkiego na tacy, a jednocześnie w sposób nie pozostawiający wątpliwości, że niesamowite uczucie połączyło głównych bohaterów. 

O języku i naszym przekładzie pisałam już nie raz, dla mnie to mistrzowski poziom. Od początku byłam zachwycona tym w jak przepiękny sposób cała seria jest przetłumaczona, jak dopieszczone każde słowo, zdanie. Raz, że autorka potrafi pisać i robi to w niezwykle lekki, a jednocześnie barwny sposób, dwa, że nasz przekład jest idealnie oddający klimat powieści. 


Na koniec napisze jeszcze kilka zdań podsumowania.

Sama fabuła była dla mnie świetna, dopracowana, bardzo dobrze łącząca i wyjaśniająca wszystkie rozpoczęte przez autorkę wątki. Podobało mi się to, w jaki sposób wszystko się rozwiązało, jak została poprowadzona akcja. Ta książka praktycznie do samego końca nie miała dla mnie ani jednej wady.
I w sumie mogłabym powiedzieć, że tak zostało, ale nie. Choć nie jest to wada, a jedynie moja niezgoda na takie zakończenie jakie otrzymałam. Spodziewałam się wszystkiego, tylko nie tego. I choć zakończenie jest otwarte, mimo, że autorka zostawiła szeroko otwartą, nawet nie furtkę, a bramę do kolejnej części, to jednak było mi ogromnie przykro, że Echa nad światem kończą się w ten konkretny sposób.

Czy to wada? 

NIE!

To pomysł autorki i ja go szanuję, choć moje czytelnicze serce płacze. Całość polecam gorąco każdemu, młodemu i starszemu czytelnikowi. 
Piękna, poruszająca ważne tematy powieści seria, która pozostawia czytelnika oczarowanego magią słów.
Polecam.


środa, 20 października 2021

"Nie do naprawienia" tom 1 serii Rozdzieleni autorstwa Tijan od Księgarni TaniaKsiążka.pl

 "Nie do naprawienia"  autorstwa Tijan , to książka opowiadająca historię Alex i 


Jessego. Oboje doświadczają straty gdy ginie brat Alex. Dla niej to ukochany brat, dla niego najlepszy przyjaciel. Cierpienie jest zbyt duże, więc zaczynają sobie radzić z nim na swój sposób, spotykając się co jakiś czas i zatracając w pożądaniu.  Ale czy to faktycznie tylko pożądanie czy jednak coś więcej? Żadne z nich nie chce się przyznać do swoich uczuć, a jednak nie potrafią wyrzec się siebie.

Co z tego wyniknie? 

„Nie do naprawienia” to moje pierwsze spotkanie z książkami Tijan i chyba nie ostatnie. Książka jest zdecydowanie YA, a mnie od tych czasów oddziela już sporo lat, a jednak całkiem dobrze mi się ją czytało. Zapewne jest to zasługa lekkiego i przyjemnego stylu, ale i ciekawość co się w tej książce wydarzy pchała mnie do przodu.
Akcja jest naprawdę dynamiczna, w tej powieści non stop się coś dzieje. Są ważne postacie drugoplanowe, ale akurat jeśli o nie chodzi, to dla mnie były mocno irytujące, zwłaszcza przyjaciółki głównej bohaterki. Nie rozumiałam dlaczego zachowują się tak skrajnie i chaotycznie, skąd w nich tylko dziwnych pretensji czy nielogicznych zachowań. Sama Alex – co przyjęłam z zaskoczeniem – spodobała mi się. Może dlatego, że to jak została przedstawiona wskazywało na osobę bardziej dojrzałą niż absolwentka liceum. Nie polubiłam żadnej, choć podejrzewam, że co najmniej jedna z nich skrywa traumatyczną przeszłość.
Sama relacja Alex i Jessego naprawdę mi się spodobała. A co u mnie zasługuje na ogromny plus to fakt, że autorka nie opisywała scen seksu ze szczegółami, rozwleczonymi na kilka stron. Skupiła się raczej na emocjach i było to miłe zaskoczenie.
Pokazała również mocno skomplikowane relacje Alex z rodzicami, które mówiąc szczerze wywołały we mnie wiele gniewu. Byłam zła i było mi przykro, gdy czytałam o tym czego doświadcza bohaterka. 

Sama fabuła może i nie jest niczym ożywczym, ani nie trudno się domyśleć tego, w jakim kierunku podąży, ale mimo to książka wciągnęła mnie i zaintrygowała. Chciałam wiedzieć co będzie dalej i czułam się usatysfakcjonowana zakończeniem. Uważam, że był to jeden z najmocniejszych elementów powieści. Oczywiście domyślam się co będzie dalej i jak potoczą się losy Alex i Jesse, a mimo to mam chęć na kolejną część, raz że jestem jej autentycznie ciekawa, a dwa żeby się przekonać czy miałam rację.
Powieść na pewno najbardziej przemówi do grupy docelowej, ale nawet trochę starszy czytelnik może być zadowolony z lektury.
I choć bohaterka kończy właśnie liceum, to tak jak pisałam, cała jej postać wydawała mi się zdecydowanie starsza i dojrzalsza w swoich reakcjach, decyzjach i podejściu do życia.
Podobał mi się również Jesse. I choć o nim dowiadujemy się stosunkowo mniej, to nie jest tylko obiektem, do którego wzdycha Alex. Jest wyrazisty, jest ciekawy i tak samo jak Alex, walczy z bólem i swoimi demonami. 

Ta książka to przede wszystkim emocje. Na nich koncentruje się autorka, to one są motorem całej historii. Byłam dość pozytywnie zaskoczona, gdy okazało się, że przy takim ładunku emocjonalnym, książka ustrzegła się przesadnej ckliwości. To kolejny plus i jednocześnie dla mnie zachęta, aby sięgnąć po drugi tom. 


Całość, mimo, że nie ustrzegła się potknięć, jak choćby sposób pokazania relacji z rodzicami czy przyjaciółkami, to okazała się zaskakująco dobrą lekturą i skłamałabym, gdybym napisała, że książka mnie nie wciągnęła. Dla wielbicieli romantycznych opowieści, wypełnionych trudnymi tematami i okraszonymi sporą porcją pełnego wachlarza emocji, to jest pozycja obowiązkowa. 

Książkę w dobrej cenie można nabyć w dziale Literatura kobieca na stronie księgarni TaniaKsiążka.


niedziela, 17 października 2021

Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie 2021

 Rok temu z powodu covid-19 Targów nie było. Dlatego żyłam nadzieją, że w tym 


roku się jednak odbędą. 
I faktycznie, dziś jest ostatni dzień targów. Ja byłam w piątek i sobotę. Od wielu dni czekałam na to wydarzenie, licząc na ten niesamowity targowy klimat i spotkania z autorami, czytelnikami, wydawnictwami.

Pierwsze co rzuciło się w oczy po wejście na halę Expo, to... przestrzeń. Z powodu obowiązujących przepisów było mniej stoisk i kontrola liczby osób wchodzących. W piątek można było przechadzać się bez konieczności przeciskania się przez tłum. W sobotę natomiast ludzi było duuuużo więcej, były kolejki do autorów, kolejki do kas sprzedawców, mnóstwo ludzi chodzących i myszkujących po stoiskach. I choć samych wystawców było mniej, to jednak można było się obłowić w fajne książki, czy książkowe gadżety.

Czy jestem rozczarowana? 

Absolutnie nie!

Udało mi się spotkać z kilkoma autorami, na które spotkania liczyłam mocno i


kilkoma, którzy mnie swoją obecnością zaskoczyli. Do tego stopnia, że jak ta melepeta nawet nie zrobiłam fotki.
Było super spotkanie z E. Raj - autorką serii Uczeń nekromanty
Tomaszem Kamińskim - autorem powieści Polowanie 
Grzegorzem Wielgusem - autorem m.in serii książek o Bracie Gotfrydzie

Udało mi się poznać Agnieszkę Zawadkę, autorkę serii Wyklęci i wielu wspaniałych okładek do książek.
No i z Marią Zdybską, autorką serii Krucze serce, którą poznałam w 2018 roku na Targach w Krakowie właśnie.
To były świetne spotkania, które dały mi mega radości i dawkę pozytywnej energii.

Ogromnie wrażenie zrobiło na mnie stoisko z manuskryptami, gdzie wsłuchiwałam się jak urzeczona w opowieść o np. Księdze umarłych czy najbardziej tajemniczym manuskrypcie, czyli manuskrypcie Wojnicza.

Nie obyło się również bez książkowych zakupów, które później pogodzona z ich wagę, dźwigałam przez całą drogę do domu :) 



Za rok nie może mnie zabraknąć na tych targach. Liczę na to, że sytuacja covidowa już nie będzie przeszkodą, aby odbyły się one tak jak w latach ubiegłych, z wielkim rozmachem.


środa, 29 września 2021

"Panie Czarowne" Jakub Ćwiek z księgarni TaniaKsiążka.pl

 Na nową powieść Jakuba Ćwieka "Panie Czarowne czekałam z niecierpliwością. 


Lubię jego pomysły, jego styl i wyobraźnię. Dlatego gdy przeczytałam opis fabuły, w dodatku nawiązującej do prawdziwych wydarzeń, wiedziałam, że muszę Panie Czarowne przeczytać. Akcja powieści rozgrywa się w Głuchołazach, mieście na pograniczu z Czechami, gdzie kiedyś powieszono kobiety podejrzane o czary.
Autor wokół tych wydarzeń zbudował swoją opowieść rozgrywającą się współcześnie i wbrew pozorom nie koncentrującą się jedynie na wątkach fantastycznych.

Już na samym początku Jakub Ćwiek zarzuca haczyk i  łapie czytelnika przykuwając do lektury na długie godziny, bez możliwości (i chęci) do odrywania się od czytania. Książka napisana jest naprawdę dobrze, lekko, ale bardzo obrazowo i plastycznie. Przez kolejne zdania, akapity i rozdziały się płynie wraz z pochłanianym tekstem.  A gdy dodać do tego fabułę, która wciąga od pierwszego słowa, która wywołuje napięcie, oczekiwanie na to co się wydarzy, niecierpliwość, aby dowiedzieć się tego już teraz, natychmiast – to mamy gwarancję, że powieść jest dobra. 

Sama fabuła skupia się na Paniach Czarownych, jak same się nazwały, które „opiekują” się swoim miastem i dbają o jego bezpieczeństwo, które pomagają ludziom, choćby ci sami nie wiedzieli, że tą pomoc właśnie otrzymali.  Są to silne kobiety, waleczne, zdeterminowane, ale przede wszystkim są sobą.
Ogromnie podobał mi się sposób ich ukazania, było w nich wszystko, od siły, po słabość. To obraz pełnokrwistych postaci, które chciałoby się poznać i zaprzyjaźnić. 
Prócz wątku fantastycznego autor porusza kilka innych, ważnych i ogromnie potrzebnych. Najbardziej poruszył mnie wątek Jagny, ale nie chcę pisać nic więcej, żeby nie zaserwować Wam spoilera. Byłam nim ogromnie poruszona, ale szalenie szczęśliwa, że wplótł go w opisywaną w książce historię. 


„Panie Czarowne” to książka mądra, książka ważna, książka dojrzała. Czytałam inne powieści autora i każda mi się podobała. A jednak to ta zrobiła na mnie największe wrażenie, poruszyła we mnie wiele emocji, których się nie spodziewałam.
Ogromnie się cieszę, że autor postanowił na tle historii o procesach czarownic w Głuchołazach poruszyć inne tematy w sposób subtelny, wyważony, ale odważny. Chcę za to podziękować Jakubowi Ćwiekowi, uważam, że ta książka była bardzo potrzebna i mam nadzieję, że pojawią się kolejne, gdzie pisarz nie zawaha się sięgnąć po tematy trudne, ale wymagające tego aby o nich mówić i pisać. 

Powieść czyta się płynnie, żal odłożyć choćby na chwilę, bo sen wydaje się człowiekowi zbędny, a burczący z głodu brzuch nieistotny.
Ta historia jest poruszająca, zmuszająca do przemyśleń, do refleksji i spojrzenia na świat trochę z innej perspektywy. To wspaniała historia o przyjaźni, o więzach silniejszych niż śmierć, a złu w miejscu, gdzie powinno być dobro i o dobru tam, gdzie inni chcą zamiast odmienności, widzieć zło.

Zachwyciły mnie „Panie Czarowne”, zaskoczyły, zasmuciły ale i chwilami bawiły. Trzymały w napięciu do ostatniego słowa i sprawiły, że doświadczyłam wielu emocji podczas czytania.
Czy polecam książkę?

Tak!

Uwierzcie, to jest wspaniała historia, świetnie poprowadzona, z niesamowitymi bohaterkami. W dodatku widać, że autor włożył w nią ogrom pracy, aby historia i teraźniejszość idealnie się ze sobą splatały.

Polecam.

Książkę można zakupić w dobrej cenie w księgarni TaniaKsiążka w dziale FANTASY

 


sobota, 25 września 2021

"Szukając nadziei" Adrianna Klara Kłosińska

 „Szukając nadziei” Adrianny Klary Kłosińskiej, to historia Basi i Konrada,


których drogi splotą się ze sobą nieoczekiwanie. Oboje mają za sobą niełatwą przeszłość, a ich życie choć nie jest złe, to bywa samotne i pozbawione tego, za czym w głębi serca tęsknią – prawdziwej miłości. Czy przypadkowe spotkanie podczas pobytu na wsi będzie dla nich nadzieją na nowy rozdział w życiu?

„Szukając nadziei” to ciepła i lekka opowieść o miłości, w sam raz na chłodne jesienne wieczory. Znajdziecie tu dwoje ludzi z „przeszłością” starających się odnaleźć swoje miejsce w świecie i miłość w życiu, dodatkowo poznacie kilkoro bohaterów drugoplanowych. Będzie tu i romans i kilka tajemnic do odkrycia. Będą zwroty akcji i klasyczne „kłody pod nogi” w związku Basi i Konrada. Ale jak to w takich książkach bywa, choćby nie wiadomo co się działo, finał może być tylko jeden.

Pani Kłosińska pisze lekko i bardzo opisowo. Otaczający bohaterów świat opisuje szczegółowo, tak samo jak to, co się w danej chwili z nimi dzieje. Skupia się nie tylko na otoczeniu, ale i na wnętrzu naszych postaci i dzięki temu doskonale wiemy co przeżywają, co myślą i czują. Nie jest to wada, choć w tej książce były momenty, gdy było już tego ciut za wiele. Tak samo jak ckliwości, której w „Szukając nadziei” jest naprawdę dużo.
Początkowo mi to nie przeszkadzało, choć nie lubię bardzo ckliwych opowieści, ale tutaj w pewnej chwili miałam przesyt, bo równowaga pomiędzy romantyzmem a ckliwością została zachwiana. Do tego dołożył się chyba też zbyt wyidealizowany obraz pary głównych bohaterów i ich relacji, co razem dało mi zbyt dużo słodyczy.


Sama opowieść nie jest może zbyt zaskakująca, ale czytało się ją przyjemnie, bo autorka potrafi zgrabnie ubierać w słowa swoją opowieść, do tego ma całkiem przyjemny styl. Książkę czyta się szybko i jeśli człowiek się wciągnie, to powieść można przeczytać w jeden dzień, tym bardziej, że nie jest ona zbyt opasła.
Mimo, że lubię romanse i powieści obyczajowe, to w tym przypadku chyba nie do końca trafiła ona w moje preferencje. I nie mówię tu, że książka jest zła. To zgrabnie i dobrze napisana opowieść przesiąknięta nostalgią i romantyzmem, okraszona jak dla mnie zbyt wyidealizowanym obrazem miłości i związku. Ale dla osób, które lubią takie ciepłe i trochę słodkie opowieści, to „Szukając nadziei” będzie strzałem w dziesiątkę. 

„Szukając nadziei” to książka ciepła, rozczulająca, w sam raz na jesienne wieczory. Sprawi, że na chwilę przeniesiecie się do świata gdzie wszystko musi się udać, każde zawirowanie życiowe i potknięcie będzie szansą na szczęście, a finał może być tylko szczęśliwy. To opowieść o więzach rodzinnych, przyjaźni i miłości, która spada na człowieka w najmniej oczekiwanym momencie.
Jeśli lubicie takie historie, to śmiało sięgnijcie po powieść Adrianny Klary Kłosińskiej, a jestem pewna, że się nie rozczarujecie.







poniedziałek, 20 września 2021

"Czas skrytobójców" R.J. Barker

 „Czas skrytobójców” to pierwszy tom trylogii Okaleczone Królestwo. Autor, R.J.


Barker, wciąga czytelnika w świat skrytobójców, martwych bogów i zniszczonej ziemi po starci z Czarnym Magiem. Dlatego też sama magia jest postrzegana jako coś najbardziej ohydnego i złego.
Dwójka bohaterów, Mistrz i jej czeladnik,  Girton Kulawiec zostają wplątani w dworską intrygę i aby wyjść z niej cało, muszą odnaleźć zleceniodawcę zabójstwa następcy tronu.
Ale nie dajcie się zwieść, w tej powieści jest o wiele więcej niż tylko spiski i intrygi. Ta książka zaskakuje, wciąga, a na końcu i tak jesteście zdziwieni. 

Zacznę od tego, że powieść dość długo się rozkręca, ale jest to jej niewątpliwa zaleta, bo mimo, że wstęp jest długi, to akcja toczy się wartko od samego początku, za to my mamy szansę dobrze poznać bohaterów.
Oczywiście jak na powieść o intrygach i spiskach przystało, mamy sporo różnych postaci, z których każda może być potencjalnym poszukiwanym zleceniodawcą. To co się dzieje śledzimy oczami Girtona, wiemy tyle co on wie, lub dowie się od swojej Mistrz.  Swoją drogą postać Merele Karn jest niesamowicie ciekawa i choć jej przeszłość okrywa tajemnica, to stopniowo, wraz z Girtonem ją poznajemy. 

Klimat powieści jest bardzo dobry. Sam język autora, bardzo plastyczny, sprawia, że całą opowieść się „widzi”, nie tylko o niej czyta. Ogromnym plusem jest również to, że wydawca w opisie nie zdradza praktycznie niczego. Dlatego gdy w powieści pojawiają się zwroty akcji, są one naprawdę niespodziewane, a zakończenie jest zaskakujące.

Książka jest dla mnie pewnym fenomenem, bo z jednej strony akcja jest wartka i wiele się dzieje, a  drugiej odnosiłam wrażenie, że fabuła płynie niespiesznie. Dziwne to było, ale w sensie pozytywnym, odczucie. Byłam tak wciągnięta w snutą przez Girtona opowieść, że nawet nie wiem kiedy dotarłam do końca i zapragnęłam więcej.
Jeśli chodzi o kreowanie swoich bohaterów, to przyznaję, panu Barkerowi świetnie to wyszło. Aż ciężko uwierzyć, że ta książka to debiut.
Mistrz i jej uczeń nie są postaciami idealnymi, którym nie ma prawa stać się żadna krzywda i radzą sobie z wrogami bez żadnego potknięcia. Mają swoje ciemne strony, swoje demony, swoje błędy. Ale w tym wszystkim są pełni siły i determinacji, co sprawia, że nie sposób im nie kibicować.
Autor ciekawie kreśli również postacie drugoplanowe, które mimo, że w mniejszym stopniu, to odgrywają w powieści ważną rolę.


Książka pełna jest emocji, jest tu ich pełen wachlarz i nie wszystkie są pozytywne. Sam Girton, jak na czternastolatka wcale nie jest irytujący, wbrew pozorom ma w sobie więcej dojrzałości niż starsi bohaterowie, a jego wewnętrzne zmagania nie są infantylne i czuć w nich ich ciężar.
Wszystkie wątki ładnie się ze sobą łączą, a zakończenie zdaje się być zamknięte. Ale – przecież to pierwszy tom trylogii, więc o ile drugi nie będzie o całkiem innych postaciach, to jestem ciekawa co się w kolejnym tomie może wydarzyć, bo nie mam ani cienie podejrzeń. 

Jak oceniam „Czas skrytobójców”?
Bardzo dobrze.
Wciągająca, nieszablonowa, wielowątkowa i świetnie napisana. Cieszę się, że trafiłam na tą powieść i niecierpliwie czekam na kolejny tom.

Polecam.




sobota, 11 września 2021

"Ukryte w ciszy" Karolina Klimkiewicz

 „Ukryte w ciszy” to historia Nikodema i Felicji. Nastolatków u progu dorosłości. I


choć zdawałoby się, że w tym wieku życie jest naprawdę w większości skoncentrowane na typowych dla wieku problemach, to w przypadku tej dwójki jest wręcz odwrotnie. Jedno i drugie to osoby z ranami na duszy i obolałym sercem. Osoby, które próbują utrzymać się na powierzchni, choć ciężar jaki dźwigają ciągnie ich na dno. 

Gdy zaczynałam czytać książkę pani Klimkiewicz, nie miałam większych oczekiwań, tym bardziej, że czas gdy byłam nastolatką jest bardzo odległy. Tym większe było moje – pozytywne oczywiście – zaskoczenie, gdy okazało się, że to wyjątkowo mądra powieść poruszająca niezmiernie ważne i trudne tematy. Choć powieść napisana jest lekkim i bardzo przystępnym stylem, to skrywa w sobie pokłady emocji, nie tylko tych pozytywnych, ale i tych smutnych, poruszających nas do głębi. Ale co ważne, nie doświadczycie tu przeładowania negatywnymi bodźcami, wszystko jest tu w idealnych proporcjach, świetnie dopasowane, aby pokazać tą historię w sposób poruszający, ale nie miażdżący. 

Podobał mi się sposób w jaki autorka kreśli swoich bohaterów, jak odmalowuje ich zmagania z tym co w nich i tym co dookoła nich. Bardzo pięknie i wzruszająco ukazała również to, jak często ludzie chorzy, a zachowujący pozory, są postrzegani przez społeczeństwo. Nie trzeba posiadać widocznych ran, żeby być skrzywdzonym i chorym. 
Ta opowieść jest smutna, i to jest fakt. Ale jednocześnie daje nadzieję, pokazuje, że każdy ma szansę na dobre życie, pod warunkiem, że zechce o siebie zawalczyć, że się nie podda i będzie umiał poprosić o pomoc.
Ta książka jest naprawdę ważna i uważam, że powinien ją przeczytać każdy, nie tylko młodzież. 


„Ukryte w ciszy” nie jest zwykłą powieścią dla nastolatków, mimo, że w tym wieku są bohaterowie. Jeśli więc spodziewacie się romansu z dramatem w tle, to nie tędy droga. Ta książka to o wiele więcej, to trudna historia poruszająca kwestię chorób psychicznych, a sposób jej przedstawienia sprawia, że bardzo łatwo zapomnieć, że to fikcja.

Skoro od czasów nastoletnich dzieli mnie czasowa przepaść, to czemu sięgnęłam po tą książkę? Trochę z powodów osobistych. 

Przez wiele lat przyjaźniłam się z osobą chorującą na schizofrenie paranoidalną. I była to najwspanialsza i najmądrzejsza osoba jaką poznałam w całym swoim życiu. Widziałam przez wiele lat jej zmagania z chorobą i jej walkę o każdy dzień „normalności”. Spędziłyśmy wiele godzin na rozmowach o jej chorobie i tym jak sobie z nią radzi. I powiem wam, że mimo ostrożnego podejścia do powieści pani Klimkiewicz, jestem pod wrażeniem wrażliwości autorki i tego, jak potrafiła odmalować życie osoby chorej na schorzenie psychiczne. 

Jeśli wahacie się przed sięgnięciem po tą książkę, to gorąco zachęcam do jej przeczytania.  To mądra i piękna, choć smutna opowieść i można  z niej wynieść naprawdę wiele.
Będziecie się smucić, ale i uśmiechniecie. Będziecie kibicować bohaterom i wierzyć, że im się uda. W końcu – będziecie pod wrażeniem tej opowieści i wierzę, że na długo zostanie ona z wami.

Polecam.


wtorek, 7 września 2021

"Paryska krawcowa" Fiona Valpy z księgarni TaniaKsiazka.pl

 „Paryska krawcowa” to rozgrywająca się w dwóch liniach czasowych historia


życia w okupowanym Paryżu trzech przyjaciółek, Mireille, Claire i Vivienne pracujących jako krawcowe w domu mody oraz współcześnie, w roku 2017,  opowieść o Harriet, która jest wnuczką Claire i przybywając do Paryża na staż, odkrywa historię swojej babci. Krok po kroku kobieta dowie się co się wydarzyło w tamtych strasznych latach wojny, a jednocześnie zmierzy się ze swoimi traumami. 

Zacznę od tego, że bardzo lubię takie zabiegi fabularne, jak dwie linie czasowe, a do tego od zawsze lubiłam czytać o czasie II Wojny Światowej. Uważam, że to jeden za tych tematów, którego nie można spychać gdzieś w czeluści niepamięci i trzeba o nim mówić, pisać, opowiadać. Ale, co ważne, trzeba to robić w zgodzie z faktami, bez upiększania czy wykrzywiania rzeczywistości.
Na taką właśnie lekturę liczyłam, biorąc się za powieść Fiony Vaply. 

Akcja powieści rozpoczyna się dość spokojnie, autorka w sposób dokładny ukazuje nam główne bohaterki i ich życie, i to w 1940 roku i współcześnie. Odmalowuje obraz okupowanego Paryża dość skrupulatnie, wnika głęboko w umysł swoich bohaterek, pokazuje jak widzą świat i otaczająca ich rzeczywistość. Przy tym pokazuje jak bardzo różnią się od siebie i co je popchnęło na drogę walki z okupantem. Jest to obraz ukazany solidnie i ciekawie, a losy trzech przyjaciółek potrafią wciągnąć od samego początku, tym bardziej, że autorka potrafiła zaskoczyć i to co ja brałam za pewnik, nigdy się w książce nie pojawiło. 

Jeśli chodzi o akcję rozgrywającą się w  2017 roku, to przyznaję od razu – nie podobała mi się. Miałam wrażenie, że Harriet jest w tej powieści tylko po to, aby mogła odkryć wojenne losy swojej babci, nie wnosząc absolutnie niczego do tej książki. Była dla mnie postacią bezbarwną i papierową, totalnie zbędną. Uważam, że bez niej ta książka wiele by zyskała, bo nie ma co ukrywać, męczyły mnie rozdziały poświęcone jej osobie. Nie wniosła w moim odczuciu niczego ważnego do tej powieści, była dla mnie tylko przerywnikiem w opowiadaniu historii Mireille, Claire i Vivienne. Jest to dla mnie zmarnowany potencjał, bo zapowiadało się, że przeszłość będzie miała wpływ na teraźniejszość w tej książce.


Styl autorki jest dobry, mimo, że powieść napisana jest napisana lekko, nie pozbawiona jest głębi i traktuje tematu jakim była wojna i okupacja Paryża po macoszemu. Mimo, że autorka nie epatuje rozbudowaną brutalnością, nie sposób nie zobaczyć w tym jak odmalowuje realia tamtych czasów, potworności, które stały się „zasługą” nazistów.  Zastanawiam się, czemu wątek współczesny wypadł w mojej ocenie tak słabo i wydaje mi się, że to kwestia tego, że autorka skupiła się na tematyce dziedziczenia traumy, która jest od kilku lat tematem publicznej debaty, spychając trochę na boczny tor nadaniu wiarygodności Harriet i jej przeżyciom. 

Czy w takim razie odradzam powieść?
Otóż nie.
mimo, że czytałam ją długo i chwilami się z nią trochę męczyłam, to książka mimo wszystko mnie wciągnęła i byłam naprawdę ciekawa jak potoczyły się losy jej bohaterek.
Zatem jeśli lubicie taką tematykę i nie zniechęcają was pewne minusy, to czytajcie „Paryską krawcową” i oceńcie sami.

Książkę można kupić w Księgarni Tania Książka w dziale Literatura dla kobiet