
Czasami mam chęć na takie opowieści, więc chętnie sięgnęłam po książkę.
Autorka do tej pory pisała książki dla dzieci, Skradzione godziny to jej pierwsza powieść dla dorosłego czytelnika.
W moim odczuciu średnio udana.
„Skradzione godziny” opowiada historię dwóch rodzin w trzech pokoleniach, dziadków, rodziców i dzieci.
Na początku autorka przedstawia obie rodziny, konserwatywną i sztywno przestrzegającą norm w jakich zostali wychowani rodzinę Ramona oraz postępową, liberalną i odnoszącą się do siebie z szacunkiem rodzinę Roberta.
Chłopców łączy przyjaźń, która w pewnym momencie zostanie wystawiona na ciężką próbę, dodatkowo oboje odkryją tajemnicę z przeszłości, która dotyczy babci Ramona i dziadka Roberta – tajemnicę zakazanej miłości, która ich połączyła na całe życie.
Historia w powieści opowiadana jest niespiesznie, powiedziałabym, że wręcz leniwie. Autorka używa bardzo prostego języka, co może być w takim samym stopniu wadą co zaletą.
Równolegle toczą się trzy wątki. Miłosnego trójkąta Ramon – Nuria – Robert i jest on niestety do bólu schematyczny. Wiadomo jak się potoczy, w jakim kierunku będzie zmierzał i jak się zakończy.
Jednocześnie obaj chłopcy będą odkrywać tajemnicę przeszłości swoich dziadków i romansu, który ich połączył. Szczerze mówiąc jest to dla mnie najgorszy wątek. Uczucie, które ich łączy ukazane jest jako niegasnący ogień w sercach mimo, że praktycznie całe życie żyli rozdzieleni, pompatycznie i zbyt ckliwie. Nie przemawiał do mnie i nie wzbudził żadnych emocji.
Trzeci wątek dotyczy rodziców Ramona i Roberta. Skrajnie różne podejście do życia i wartości jakie wyznają te dwie pary ma być tłem do ukazania zniewolenia całej rodziny przez Damiana (ojca Ramona), jego agresji i przemocy wobec żony i dzieci oraz obrazu wzajemnego szacunku i przyjaźni łączącej rodziców Roberta.
Akcja powieści rozgrywa się w 1979 roku, gdy w Hiszpanii, po dyktaturze Franko, ludzie jeszcze nie do końca wierzyli w wolność jaką otrzymali, a zmiany w światopoglądzie dokonywały się powoli.
Niestety tło historyczno – społeczne jest bardzo słabo zarysowane. Dowiadujemy się niewiele, ot tyle, żeby umotywować zachowanie Damiana i wściekłość, która go zżerała na samą myśl o nieustającej przez lata miłości jego matki i Anselma oraz aby Nuria mogła podjąć takie a nie inne decyzje.
Bohaterowie wydawali mi się płascy i papierowi, zresztą niewiele się o nich dowiadujemy. Po skończeniu książki miałam wrażenie jakbym przeczytała streszczenie fabuły, a nie powieść.
Szczerze mówiąc nie za wiele da się o tej powieści napisać, bo też książka niewiele czytelnikowi oferuje. Mimo poruszania poważnych problemów, autorka robi to w taki nijaki sposób, że nie wzbudza w czytelniku żadnych emocji, żadnego z bohaterów nie da się polubić, czy mu kibicować. To papierowe postacie, które poznajemy w niewielki stopniu.
Momentami akcja jest mocno skracana, zaledwie kilka zdań opisuje dane wydarzenie, a za chwilę rozwlekle katuje kolejne wydarzenie na trzech stronach powieści.
Autorka ślizga się po powierzchni opowiadanej historii, ani raz się w nią nie zagłębiając. Nie pozwala swoim bohaterom mówić, nie oddaje im w powieści głosu. Streszcza niejako to, co ich spotyka, przez co fabuła nie wciąga, a tajemnica z przeszłości nie intryguje.
Jestem rozczarowana tą powieścią. Dla mnie nie sprawdziła się ani jako romans, ani jako powieść obyczajowa.
Jest mdło, nieciekawie, a momentami zbyt pompatycznie. Wydarzenia w powieści się dzieją, bo tak pasuje autorce, choć śledząc fabułę nie poznajemy powodów dlaczego tak właśnie się stało, co do tego doprowadziło.
Zabrakło mi w tej powieści chyba wszystkiego, lepszego wykreowania bohaterów, lepszego tła historyczno – społecznego, więcej emocji i uczuć, bardziej dynamicznej akcji. Jedyne czego w tej książce jest dużo, to przesłodzenia i pompatyczności.
Zraziłam się wystarczająco, aby całkowicie stracić chęć na sięgnięcie po kolejne książki autorki.
Niestety nie polecam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz